fajny.czlek
23.10.08, 11:59
Jako że zbliża się halloween, przypomniała mi się pewna historia z
dzieciństwa, po której do tej pory mam dreszcze przechodząc obok cmentarza. A
inni się śmieją nie wiedzieć czemu.
Otóż miałem wtedy z osiem lat. Jak przed każdym świętem zmarłych mama z babcią
szły końcem października na cmentarz sprzątać grób dziadka. Nie miały co z
nami zrobić, więc wzięły mnie i moją piecioletnią siostrę ze sobą. My jak to
dzieci, biegaliśmy po całym cmentarzu, bawiąc się miedzy grobami w chowanego.
Ja jak zwykle wpadłem na genialny pomysł schowania się w kostnicy. Wczołgałem
się do jakiejś szafki, przymknąłem za sobą drzwiczki i czekałem... Moja
siostra nie wiem jakim sposobem wpadła na mój trop i po chwili przyszła za
mną. Chyba musiałem się poruszyć i zwabił ją szelest, bo uchyliła drzwi szafki
i wsadziła do środka rękę. Przypadkiem chwyciła mnie za nogę ( o czym wtedy
nie wiedziała ani ona ani ja)... Wystrzeliłem z szafki jak torpeda z krzykiem
na pół cmentarza a ona jeszcze bardziej wystraszona za mną! Zatrzymaliśmy się
dopiero jak dobiegliśmy do mamy (oczywiście ja dżentelmen pierwszy!).
Siedzieliśmy potem jak myszki koło mamy i babci, a siostra na moje pytanie co
to mogło być stwierdziła: "ja nie wiem, chyba jaboł"!