Dodaj do ulubionych

Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach

22.06.09, 21:24
Zaliczyłam wczoraj Osłupienie Roku. Dzwoni do mnie znajoma i zaczyna jęczącym
głosem:
- Słuchaaaj... bo ty masz ten słownik, ten angielski, nieee?
- No mam.
- A mogłabyś mi skserować?
- A jakiego słowa szukasz? to zaraz ci znajdę. (Wiem, że nie ma w domu
internetu, więc sobie od ręki nie sprawdzi.)
- Ale nieee... czy ty byś mogła mi skserować?
- Ale CO skserować?
- No, słownik!
Jasne. Słownik. Jakieś 1000 stron z okładem. Po dłuższej chwili odzyskuję głos:
- Hm, wiesz co, ale ja nie mam w domu ksera - próbuję zażartować, żeby nie
zapytać wprost, czy oc*piała. A ta, najzupełniej poważnie:
- Ale w pracy przecież masz, mogłabyś mi tak codziennie po kawałku...
Odpadłam...

A jakie sępy u Was fruwają? :)
Obserwuj wątek
    • mimose Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 22.06.09, 21:42
      "- Hm, wiesz co, ale ja nie mam w domu ksera - próbuję zażartować, żeby nie
      zapytać wprost, czy oc*piała. " Ten fragment mnie rozwalił :D


      W gimnazjum żerowała na mnie prawie cała klasa, no bo mi ot tak przychodzi
      napisanie wypracowania, czy rozprawki a oni się muszą męczyć bo takie z nich
      głupki, no to przecież pożyczę... Ale niedługo potem się skończyło.
      Uwielbiam też jak ktoś pisze do mnie na gadu, żebym mu coś przetłumaczyła na
      niemiecki. No to piszę, weźże przetłumacz sam, a ja ci sprawdzę błędy. To nie,
      lepiej na kimś żerować, zamiast samemu trochę pomyśleć. Wrrrrrr!
      Było też żerowanie na kanapkach i piciu! No i co, nie dasz takiemu, jak głodny?
      Jedzenia się nie odmawia przecież...
      • misiania Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 22.06.09, 22:01
        ze szkoły pamiętam odzywkę "daj gryza". ale teraz jakoś chyba nikt
        mnie na nic nie naciąga, może mam odpychający wyraz twarzy?
        • o-kurde.pl Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 22.06.09, 22:32
          - Nie masz 2 zł, 5 zł , 10 zł, bo ja wiesz, mam kartę do bankomatu i
          nie wypłaciłam kasy. Sepy takie czasami oddają, a czasami nie
          pamiętają , bo kto by tam zawracał takimi drobiazgami głowę.
          • Gość: Korniszonek Notatki - słodka zemsta IP: *.acn.waw.pl 24.06.09, 21:38
            Miałam kiedyś zwyczaj nagrywania wykładów i spisywania ich
            elegancko. Zajmowało to kupę czasu, ale za to było skuteczne, bo
            spisując od razu się uczyłam i to na bieząco. Oczywiście ktoś kiedys
            zobaczył moje notatki i lotem ptaka poszło po grupie i roku, że mam
            takie świetne notatki. Nagle wszyscy wiedzieli jak mam na imię i
            zrobili się strasznie mili, łącznie z panienkami, których jedynym
            dotychczasowym kontaktem ze mną było obcięcie mnie pogradliwym
            wzrokiem od góry do dołu. Przed sesją dostałam mnóstwo karteczek z
            mailami, na które mam wysłać notatki. Nie byłam świnia. Wysłałam.
            Nagrania w mp3.
            • Gość: hhehehehehehe Re: Notatki - słodka zemsta IP: *.adsl.inetia.pl 25.06.09, 00:40
              i bardzo dobrze;D
            • bubster Re: Notatki - słodka zemsta 25.06.09, 15:53
              Łał! Nieżle! (pomysł z nagraniami).
            • Gość: Wredota Re: Notatki - słodka zemsta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.09, 01:31
              No tak, zawsze sie taka osoba znajdzie co ładnie pisze, i ma super notatki, to
              po co sie męczyć i wstawać na wykłady. My zawsze delegowaliśmy inną osobę by
              pożyczyła notatki i później kserowaliśmy od tej co pożyczyła, nie wyglądało na
              wykorzystywanie bo brała jedna osoba a i tak wszyscy mieli. To może zastanów się
              czemu cię nikt nie lubi skoro taka żyła jesteś :/
        • kociogon Daj gryza :) 24.06.09, 16:24
          > ze szkoły pamiętam odzywkę "daj gryza". ale teraz jakoś chyba nikt
          > mnie na nic nie naciąga,

          Hihi, mnie przestali naciągać na "gryza" jak na końcu zapiekanki zacząłem robić
          ekstrasilny mix soli i pieprzu z ketchupem :)
      • watersnakes2 Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 09:58
        > Uwielbiam też jak ktoś pisze do mnie na gadu, żebym mu coś przetłumaczyła na
        > niemiecki. No to piszę, weźże przetłumacz sam, a ja ci sprawdzę błędy. To nie,
        > lepiej na kimś żerować, zamiast samemu trochę pomyśleć. Wrrrrrr!

        hahaha znam to:) Tylko ze u mnie z angielskim i francuskim to samo.
        Najbezczelniejszy byl kolega ktory po tekscie "przetlumacz, ja sprawdze" wrzucil
        tekst do automatycznego translatora i poprosil o poprawke tej sieczki;)
    • nessie-jp Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 22.06.09, 22:26
      Oj pamiętam, jeszcze za czasów szkoły policealnej... Robiłam sobie wtedy notatki
      na komputerze, bo jestem z natury niesłychaną bałaganiarą i flejtuchem. Więc
      żeby to jakoś opanować, przed sesją spisywałam wszystkie informacje z rozmaitych
      karteluchów i segregatorków, formatowałam ładnie i drukowałam sobie.

      "Oj pożyyyycz" jeszcze było w porządku. Ale "Ale weź nie bądź taki sobek i
      wydrukuj dla całej grupy" uznałam już za nadmierną bezczelność...
      • woman301 Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 23.06.09, 00:35
        mój mąż opowiadał, jak na studiach po wuefie jeden dorosły chłop mówi do
        drugiego dopiero co otwierając nieruszaną colę: Daj się napić, a ten: nie, bo
        mam mało :-)) dorosłe chłopy, wymiękłam, zawsze opowiadam przy wódeczce :-)
        • senseiek Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 15:24

          > mój mąż opowiadał, jak na studiach po wuefie jeden dorosły chłop mówi do
          > drugiego dopiero co otwierając nieruszaną colę: Daj się napić, a ten: nie, bo
          > mam mało :-)) dorosłe chłopy, wymiękłam, zawsze opowiadam przy wódeczce :-)

          Co w tym dziwnego ze "dorosle chlopy"? Przeciez dorosli ludzie czesciej wyludzaja prace i pieniadze, i na duzo wieksza skale wykorzystuja dobroc innych, anizeli dzieci..
      • Gość: ka-mi-la789 Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.06.09, 00:59
        Ja też byłam ofiarą niedojd, które nigdy z żadnych zajęć nie miały
        notatek. Jedyna w grupie chodziłam na wszystkie wykłady, więc
        szybko "pożyczanie" uznano za mój obowiązek. Do tego stopnia, że
        odmowa puszczenia w obieg kolejnego wykładu (po tym, jak kilka do
        mnie nie wróciło) spowodowała awanturę i ciężką obrazę (ku mojej
        ogromnej uciesze). Ponieważ jednak niektórzy są odporni na
        słowo "nie", w pewnym momencie zaczęłam notować na wykładach po
        francusku. Nagle przestałam słyszeć "poooożyyycz..."...
        • Gość: titta Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.botany.gu.se 24.06.09, 10:42
          U mnie na roku byla dziewczyna, notujaca szczegolnie dokladnie i
          majaca piekny charakter pisma. Nie musze dodawac, ze jej notatki
          byly kserowane i rozprowadzane po wszystkich. Ze absolutnie wszyscy
          z nich kozystali wydalo sie jak kiedys caly rok zrobil ten sam blad
          na egzaminie. Skonfundowany profesor doszedl do wniosku, ze to on
          musial sie pomylic na wykladzie i przeprosil. Sprawdzilam: w moich
          prywatnych notatkach bledu nie bylo.
          • Gość: frizz Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.tvk.torun.pl 24.06.09, 14:27
            ja tez miałam na roku koleżankę, której notatki krążyły wśród wszystkich.. ona o
            tym przez jakiś czas nie wiedziała bo notatki przekazywano sobie z rąk do rąk.
            Biedulka spędzała kupę czasu nad robieniem notatek a potem wszyscy się z nich
            uczyli.. cała sprawa się "rypła" jak po jednym z egzaminów jakiś koleś, który
            bardzo rzadko pojawiał się na uczelni podszedł do niej i powiedział, że "wielkie
            dzięki" i że jej notatki są kiepskie bo się z nich uczył i dostał tylko trójkę.
            Od tej pory notatki dostawali tylko "zaufani" znajomi.. i bardzo tego pilnowała.
          • sta-fraszka Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 14:54
            Gość portalu: titta napisał(a):

            > U mnie na roku byla dziewczyna, notujaca szczegolnie dokladnie i
            > majaca piekny charakter pisma. Nie musze dodawac, ze jej notatki
            > byly kserowane i rozprowadzane po wszystkich. Ze absolutnie wszyscy
            > z nich kozystali wydalo sie jak kiedys caly rok zrobil ten sam blad
            > na egzaminie. Skonfundowany profesor doszedl do wniosku, ze to on
            > musial sie pomylic na wykladzie i przeprosil. Sprawdzilam: w moich
            > prywatnych notatkach bledu nie bylo.


            Titta, aż się mam ochotę zapytać, czy byłaś ze mną na roku :)
            Ode mnie tak pożyczano notatki i zrobiono grupowo błąd na egzaminie :)
          • Gość: kate Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.dsl.bell.ca 24.06.09, 18:36
            Ja wiem czy sepy?Kiedys nie tyle z nudow co z zainteresowania
            zaczelam przygotowywac dokladnie odpowiedzi na pytania do egzaminu(
            dostalismy okolo 200 pytan jakie pojawia sie na ustnym egzaminie z
            geomorfologii).No i zajelo mi to jakies 2 miesiace z pieknymi
            rysunkami z odnosnikami do literatury( przeciez nie bede wszystkiego
            przepisywac - w zeszyciku wypunktowane wszystko bylo.Oczywiscie
            roznioslo sie ze na 2 miesiace przed egzaminem ja mam opracowane
            pytania no i zaczelo sie pozyczanie.Pozyczylam jednej zaufanej osobie
            i mowie masz 3 dni - zbierajcie zamowienia i kserujcie w jakiej
            chcecie ilosci
            Jakiez zdziwienie moje bylo jak rok pozniej moje notatki nadal
            krazyly, ale wkurzylam sie bo na moj komentarz "o moje notatki"
            uslyszalam ze nie bo KUPILEM/LAM.Najwyrazniej jeden z leni z mojego
            roku postanowil sobie zarobic.To mnie potwornie zezlilo.
        • babelfisz Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 10:59
          Dobre! Ja zawsze miałam przetłumaczone teksty na lektoraty językowe, więc grupa
          szybko uznała, że po co tłumaczyć samemu, skoro można zaczaić się na mnie na
          schodach i pomęczyć o pożyczenie. Trochę przystopowali, gdy zaczęłam specjalnie
          pisać bardzo niewyraźnie, do tego robiłam kilka błędów w losowo wybranych
          miejscach, które poprawiałam dopiero tuż przed oddaniem pracy :)
        • Gość: fasolka007 Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: 217.17.46.* 24.06.09, 15:24
          A ja tam zawsze pożyczałam notatki, bo wychodziłam z założenia, że
          notatki notatkami a nauczyc sie i tak trzeba, a to juz zależy od
          indywidualnej woli pozyczającego :) skarg jakoś nigdy nei
          słyszałam :)

          Pozdr
          • Gość: genetyczny kod Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.b-ras2.blp.dublin.eircom.net 25.06.09, 11:38
            Moje notatki dokładne do bólu ale tylko dla mnie. One i tak nie
            miałay wartości dla kogoś kto nie potrafil rozszyfrowac moich
            skrutów. Wszystko było bardzo czytelne ale tylko dla mnie, nie
            robiłam tego by utrudnić życie, ale dla mojej wygody i szbkości
            notowania. Pamietam zdziwienie mojej koleżanki oddającej mi notaki z
            naburmuszoną miną i hasłem: Co to? enigma. Wielkie dzięki przez
            Ciebie mam do tyłu.
            Dodam że całe życie borykam sie z dysleksją więc czsem było
            komicznie z moimi skrutami. Tylko że ja zdawałami i nie musze
            chować indeksu przed córką wstydząc sie miernoty. Wieść się rozeszła
            i nie męczono mnie z przyczyn technicznych, czasen coś
            przedyktowałam i tyle. Musze przyznac ze dysleksja pomaga widze to
            dość dobrze na moin przykładzie.
        • dominikjandomin Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 19:19
          Ode mnie jeszcze jeden cham ZAŻĄDAŁ, abym zmienił kolor atramentu, bo "jemu się
          źle odbija na ksero".
          • girl.of.your.nightmares Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 26.06.09, 00:20
            jeszcze jedna sytuacja mi się przypomniała, liceum, język niemiecki.
            Nie żebym się chwaliła, ale byłam najlepsza z tego niemieckiego w klasie
            (przygotowywałam się jako jedyna do matury rozszerzonej, a poziom lekcji był
            poniżej poziomu matury podstawowej).
            Kiedyś nasza Frau zadała pracę pod tytułem "moja droga do szkoły". Opisałam całą
            drogę dokładnie, a koleżanka, która spod swojego domu jechała autobusem na mój
            przystanek, a dalej jechałyśmy razem, napisała dwa zdania swojej drogi (tej
            przebywanej beze mnie), a dalej przepisała moją pracę słowo w słowo. O plagiat
            nikt mnie nie oskarżył, bo ona nawet nie zadała sobie trudu, aby się dowiedzieć,
            co znaczą niektóre słowa;)
      • Gość: M. notatki - nie ma problemu IP: *.aster.pl 24.06.09, 11:17
        Ja bardzo chętnie pożyczam notatki. Nawet z całego roku.

        Piszę wszystko i to bardzo czytelnie. Zapisuję słowa, frazy (rzadko pełne
        zdania), rysuję strzałki, obrazki, ale wszystko da się zrozumieć.

        Tylko że ja studiuję w języku angielskim i jak nie znam jakiegoś słowa, albo nie
        pamiętam pisowni, to tak niewyraźnie je zapisuje, że tylko ja je odczytam (bo mi
        zwyczajnie wstyd). Tylko czasem żałuję, że mi się nie chciało ponumerować stron,
        ale jak na razie chyba wszystko wróciło w całości.

        Ale jedna agentka to mnie ciekawie załatwiła. Literaturoznawstwo, zaraz zacznie
        się test, a sąsiadka mówi, że słabo umie i czy jej pożyczę notatki, do powtórki
        się nauczy. Powiedziałam jej, że ok, ale dam jej po teście. Koleżanka napisała
        szybko jak błyskawica i chce wychodzić, ale notatki? A ja ich z segregatora nie
        wyjmę, przecież jeszcze piszę. Dałam jej cały segregator, żeby zostawiła na
        parapecie przed salą. Wychodzę, a tam nie ma ani literaturoznawstwa ani
        fonologii. Choć test z fonologii już miałam, to jednak było mi przykro -
        zwłaszcza, że my mamy indywidualne plany i dziewczyna chyba nie wiedziała, czy
        już miałam test.
    • Gość: 3,14-Roman Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 23.06.09, 00:53
      Jako pacholę byłem piątkowym uczniem, ale mimo to los dyżurnego dawcy zeszytu mnie szczęśliwie omijał, ze względu na ciekawą właściwość moich zeszytów:
      -mam drobne pismo i do tego piszę "linijka po linijce", ponieważ boli mnie, gdy zostawiając linijkę odstępu, widzę oczami myśli padające lasy, dąb pada, jak maszty upadają sosny, jeszcze jedna linijka i buk się korzeniem nakrywa. A z każdą linijką ich żywicą krwawię.
      -a do tego maniakalnie uwielbiałem rysować na marginesach obrazki o różnym stopniu drastyczności- od psychodelicznych kwiatków z okrągłymi oczętami, poprzez żołnierzy w czołgach i wyludnione cmentarze aż do trupów ludzkich wiszących na drzewach, przebitych mieczem i tym podobne.
      Tak więc obcowanie z moimi zeszytami było dość mało przyjemnym zajęciem, choć notatki prowadziłem dokładne i uporządkowane.

      O ile moje zeszyty z notatkami nie cieszyły się powodzeniem, o tyle moje prace domowe, pisane na kartkach luźnych, aby nauczycieli płochliwych nie straszyć, już tak. Z mojej podstawówki pamiętam niejaką Patrycję, która niemal na każdej przerwie próbowała wyłudzić od kogoś zadanie domowe, a w wypadku odmowy wypowiadała jedno zdanie: "Ale jesteś cham!" Zaprawdę powiadam Wam, mało który człowiek w życiu swym był tyle razy uznany za chama, co ja :)
      • uccello o sępach,wyłudzaczach i mistrzowskiej argumentacji 23.06.09, 09:29
        Straszna niewiasta zwana Basią Białe Kozaki próbowała nakłonić
        mojego męża:

        żeby zawiózł ją na drugi koniec naszej pięknej Ojczyzny. Ona co
        prawda ma samochód i prawko, ale benzyna jest taka droga, a
        prowadzenie JĄ męczy. No a dama w pociagu? SAMA?!- wiadomo co może
        się stać. He, he już widzę te nieokiełznane żądze w subtelnych
        polśnieniach stylonowych firan z napisem PKP...

        żeby załatwił jakąś sprawę w urzędzie, BO ON CHYBA LUBI TAM CHODZIĆ:)
      • drzejms-buond Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 23.06.09, 09:31
        "10 przypadkowych faktów o Tobie" wymięka wobec takiego DICTUM
        Piromanie- SZACUN!

        ad remuuuu:
        najgorsze są "sępy miłości".

        NIENAWIDZĘ, tu świadomie używam tego słowa...
        NIENAWIDZĘ sępów pracowniczych, którzy przychodzą PO WSZYSTKO
        co im przyjdzie do głowy, bo przecież JA za to nie płacę wiec mozna by sobie
        wziać/im dać...
        z rzeczy POWALAJACYCH zapamietam koleżankę,
        która wymyśliła sobie,ze :
        pójdę do sklepu , kupię materiały potrzebne
        do zrobienia choinki papierowej.
        choinka , pełna ozdób,
        miała być dla jej syna z przedszkola
        -takie zadanie domowe dla dziecka i rodziny...
        (obraziła sie na tydzień!)
        p.s.dziecko ma rodziców i nie jest biedne...
        • vifxen Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 23.06.09, 10:49
          Sępienie typu "daj gryyzaa" bylo moją zmorą w podstawówce, jako że
          byłam dzieckiem wiecznie uważanym za niedożywione, mamusia i tatuś
          wyposażali mnie w różne smakołyki, coby ich kochana chudzinka zjadła
          cokolwiek. Pamiętam stada dzieci goniących za mną i moim batonikiem
          po podwórku, pamiętam oczy wielkości pięciozłotówek i ślinę kapiącą
          na podłogę, pamiętam wreszcie te przeciągłe jęki i wielkie obrazy za
          moje cichutkie lecz stanowcze nie...
          traumę mam do dziś, choć to już tyle lat.
          Pożyczanie na zawsze pieniędzy ('tylko 5 złotych, nie ściemiaj,
          zawsze przecież masz 5 złotych'), żerowanie na zadaniach domowych i
          darmowe tłumaczenia z i na angielski..
          Ehhh, czasami myślę, że wszyscy moi znajomi mnie wykorzystują.
          Bo ja tak ładnie maluję, to może namaluję taki obrazek dla M. od J.?
          No przecież dla mnie to sama przyjemność!
          Bo ja tak lubię gotować, to może jakieś ciasto bym zrobiła, Babcia
          do znajomych idzie, z pustymi rękami nie wypada..
          Bo ja i tak przecież wychodzę z psem, może bym przy okazji wpadła do
          ciotki A. (drugi koniec Wroca) i odniosła jej tą książkę?


          • Gość: aja74 Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.zgora.dialog.net.pl 24.06.09, 12:11
            A mnie uczono ze jak cos jem i ktos ze mna siedzi to grzecznie jest
            zapytac czy chce zeby sie z nim podzielic. A jezeli juz nie chce sie
            czyms podzielic to i nie wyciagam tego co mialbym zamiar zjesc.
            Drugiej osobie moze byc naprawde przykro.
            Nie kazdego stac na frykasy, ale i zwykle jedzenie dla kogos
            glodnego bedzie wielkim frykasem.
            • Gość: 3,14-Roman Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 24.06.09, 15:55
              Też prawda. Ale co biedna dziewczyna miała zrobić? Chować się pod ławką za każdym razem, kiedy chciała coś zjeść?

              Jeżeli przebywasz w towarzystwie dwudziestu osób i chcesz zjeść drożdżówkę, też pytasz każdego z obecnych, czy chce kawałek?
              • Gość: ichi51e Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.acn.waw.pl 24.06.09, 20:44
                No wlasnie mnie tez tak uczyli :) Pamietam jade kiedys pociagiem (caly
                przedzial zajety) i jada dwie babeczki i jedna do drugiej: "p. Lusiu,
                moze jabluszko" - "Nie... nie... jakos nie mam ochoty!" - "Alez
                prosze... cala reklamowka jest...nich pani bierze..." - "No to moze
                jedno..." Calem przedzialowi slinka ciekla... :(
                • Gość: ka-mi-la789 Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.09, 22:58
                  Takie maniery obowiązywały w czasach, gdy jedzenie (albo
                  przynajmniej niektóre jego odmiany) było luksusem. I nawet wtedy nie
                  rozumiałam, dlaczego mam moją pomarańczę / czekoladę / cokolwiek
                  rozdawać obcym ludziom. Nie mają? Nie moja wina. Jeżeli im oddam, to
                  ja nie będę mieć. Dlaczego niby ich apetyt ma być ważniejszy od
                  mojego? Innym koszmarnym obyczajem czasów gospodarki niedoboru
                  było "przysiadanie się" w restauracjach, kawiarniach i innych
                  knajpach. Dzisiaj jedzenia ani stolików w zakładach żywienia
                  zbiorowego nie brakuje, więc spokojnie możemy sobie
                  odpuścić "dzielenie się" jednym i drugim.
                  • nessie-jp Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 23:08
                    > Takie maniery obowiązywały w czasach, gdy jedzenie (albo
                    > przynajmniej niektóre jego odmiany) było luksusem. I nawet wtedy nie
                    > rozumiałam, dlaczego mam moją pomarańczę / czekoladę / cokolwiek
                    > rozdawać obcym ludziom.

                    Mnie inaczej nauczono
            • Gość: Kalkut Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.b-ras2.blp.dublin.eircom.net 25.06.09, 12:21
              To zjedz tak drugie sniadanie bez 'daj gryza' połowie klasy w
              zbiorczej szkole gminnej.A jak nie stać to co? matka miała mi dawać
              pasztetówe bo wszyscy to szamali a ja na polędwicę maiłam odruch
              wymiotny a pasztetówa waliła mi rurą z autobusu 'cygaro'PKS/ takie
              dziecięce surojenia/. Nie latałam z bananai do szkoły nawet na
              podwórko nie wolno mi było wynieść.mówię o latach-70./
              W PRL gdzie wystany w stolicy banan czy pomarańcz była frykasen. A
              zapytanie sie czy masz ochote powodowało odgryzienie ręki:),, przez
              moich rówieśników. Dodam że nie bylam w posiadaniu skrzynki bananów
              żeby wszystkich obdzielić. A twoim zdaniem ja powinnam zamienaić
              kanapki z czym tam rodzicielka uszykowała a wcześniej wystała w mocy
              w mięsnym, na smalec bo koleżanka nie ma. No sorry ale to chyba
              trochę sosjalistyczną utopią podchodzi, wszystkim po równo. Po to
              pracuje po to sie uczyłam żeby moja córka nie wcinała byle czego. I
              nie jestem odpowiedzialna za cudzą nieudolnośc lub lenistwo.Mnie nie
              stać na pięcioro dzieci wię moje, jedno je to co uważam za zdrowe. I
              nię obchodzi mnie co altruiści tego świata myślą o moim egoiźmie.
              Zbiórki pieniedzy na co tylko jest w okloło, charity shop St
              Vincent to sa sposoby w jakie ja pomagam.
              • nessie-jp Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 25.06.09, 17:02
                > kanapki z czym tam rodzicielka uszykowała a wcześniej wystała w mocy
                > w mięsnym, na smalec bo koleżanka nie ma. No sorry ale to chyba
                > trochę sosjalistyczną utopią podchodzi, wszystkim po równo. Po to
                > pracuje po to sie uczyłam żeby moja córka nie wcinała byle czego.

                Ekhm, wybacz, ale w latach 70-tych to raczej nie ci co "się uczyli" mieli banany
                i polędwicę... Wręcz, że tak powiem, przeciwnie.
          • Gość: kleo Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.as.kn.pl 27.06.09, 00:50
            Zerowanie nie jest fajne ani przyjemne ale robienie drobnych przyslug znajomym
            to przyjemnosc i powinnas sie cieszyc ze jestes komus potrzebna. Jest na swiecie
            mnostwo ludzi samotnych, ktorzy marza, by móc robić to wsyztsko dla innych
      • swinka.w.koronie Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 23.06.09, 12:43
        Na studiach tylko dwie osoby porzyczały moje notatki,
        z bardzo prostego powodu: mam pismo typu bucle (jak mawiał jeden z
        Profesorów), równe, okragłe i wszystkie literki sa takie same :)
        Czasem byłam proszona o czytanie swojej pracy bo wykładowcy się poddawali.
        A same notatki porządne, czytelne(dla mnie i wtajemniczonyc) i kolorowe.

        Maniakalnie nie znoszę jak ktoś sępi papaierosy, jak nie mam to nie pale.

        Jedzeniem też się nie lubie dzielić, w dzieciństwie wbiłam koleżance
        widelec w głowe bo grzebała mi w talerzu... Krzywdy jej nie zrobiłam
        naszczęście!
        • Gość: regza Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.1.15.vie.surfer.at 24.06.09, 14:11
          Studiowalas, a piszesz 'porzyczaly'!
          • swinka.w.koronie Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 14:56
            mam na to papier od zawsze,
            jeszcze zanim sie moda zrobiła na bycie dys... ;)

            a studiowałam na PW
            • nessie-jp Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 16:13
              swinka.w.koronie napisała:

              > mam na to papier od zawsze,
              > jeszcze zanim sie moda zrobiła na bycie dys... ;)

              Jestem wstrząśnięta. Nigdy nie wierzyłam w sprawczą moc Pisma (zwłaszcza
              urzędowego), ale jednak... jednak coś w tym jest! To jednak trochę nie z tej
              ziemi (jak klątwa jakaś czy co?), że Urzędowe Pismo o dys zawiesza funkcję
              sprawdzania pisowni w przeglądarce!

              Brr. Nawiedzony komputer, klątwa dyslektyka, będę się bała spać dzisiaj!
              • jarkoni Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 18:36
                nessie-jp napisała:
                > Jestem wstrząśnięta. Nigdy nie wierzyłam w sprawczą moc Pisma (zwłaszcza
                > urzędowego), ale jednak... jednak coś w tym jest! To jednak trochę nie z tej
                > ziemi (jak klątwa jakaś czy co?), że Urzędowe Pismo o dys zawiesza funkcję
                > sprawdzania pisowni w przeglądarce!

                No nie? Zwłaszcza, że słowo "pożycz" jest w tytule postu..
                • swinka.w.koronie Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 19:14
                  Chcecie sie jeszcze do czegos przyczepić?
                  bardzo prosze: mam wade słuchu i wymowy
                  • nessie-jp Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 19:41
                    swinka.w.koronie napisała:

                    > Chcecie sie jeszcze do czegos przyczepić?
                    > bardzo prosze: mam wade słuchu i wymowy

                    O Jezu, biedna... :( I to też wyłącza ci samoczynnie sprawdzanie pisowni w
                    przeglądarce? Znaczy, wskutek wady wymowy nie jesteś w stanie wybrać
                    odpowiedniej opcji? A nie dałoby się jakoś wyłączyć wybierania głosowego i
                    obsługiwać komputera myszką?

                    Serio, bardzo ci współczuję. To musi być trudne tak żyć, kiedy nawet
                    przeglądarka jest przeciwko człowiekowi. Wiatr w oczy i w obie strony pod górkę. :D
                    • Gość: epnex [...] IP: *.aster.pl 24.06.09, 23:22
                      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                    • Gość: ja Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.aster.pl 25.06.09, 10:31
                      Moim zdaniem Ty też nie lepsza.
                    • ranita_08 Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 25.06.09, 10:58
                      Psy szczekają, karawana jedzie dalej....

                      czego się czepiacie. Strasznie dziwi mnie na forum jak ktoś tak
                      czepia się pisowni, sformułowań itp. i ciągie temat do usran...ej
                      smierci.

                      Mnie też się udało raz chyba czepić, ale ze zwykłez , czystej
                      złosliwości już bo mnie gość zdenerwował:->

                      Ale czepianie się tak po to żeby się czepić jest bez sensu.
                    • Gość: mounty Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.hers.cable.ntl.com 25.06.09, 12:22
                      Sorki, ale chlop ci nie dal albo co...zawiesila mi sie funkcja
                      pytajnika!
                  • klymenystra Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 25.06.09, 14:54
                    I to tez wplywa na Firefoxa? :D Poza tym - o ile mi wiadomo - zaswiadczenie o
                    dysleksji zwalnia Cie z odpowiedzialnosci za bledy tylko, jesli jestes w trakcie
                    terapii :)

                  • jarkoni Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 25.06.09, 15:56
                    swinka.w.koronie napisała:

                    > Chcecie sie jeszcze do czegos przyczepić?
                    > bardzo prosze: mam wade słuchu i wymowy

                    Przepraszam za czepianie się, już nie będę.
                    A czy aby wszelkie dysleksje, wady słuchu i wymowy nie ograniczają korzystania z
                    internetu?
                    Czyli skoro paluszki zdrowe to paplam?
                    Nie zdziwię się, jak niedługo zaczniesz pisać pracę naukową.
                    Cóż, taki kraj, jak jej młodzieży chowanie..
                    (specjalnie dla Ciebie: jak jej muocieszy hofanje")
                    Przepraszam z góry za tak wredny komentarz, ale ze swojej edukacji pamiętam:
                    "nie potrafisz, nie pchaj się na afisz".
                    I gwoli wyjaśnienia: cenię ludzi kalekich uczestniczących np. w zawodach
                    sportowych dla nich zorganizowanych. Są już dla nich olimpiady, bardzo to doceniam.
                    Ostatnio mijałem na trasie katowickiej człowieka bez nóg, który zasuwał na wózku
                    używając rąk, chyba szybciej niż na rowerze, pozdrawiali go wszyscy, ja też..
                    Jest jedno ALE: ze mną, czy na rowerze, czy ja biegnę, na pewno by nie wygrał.
                    Widzisz jakąś korelację? Pewnie nie..
                    Wybacz mi to co powiem, w internecie jeszcze każdy może wszystko, ale pewnie
                    niedługo będą fora dla np. normalnie operujących polszczyzną, i dla tych co są
                    upośledzeni, mają z tym kłopoty, oczywiście mają na to odpowiedni papier.
                    Niech oni gadają we własnym gronie z błędami..
                    Nie chcesz chyba integrować normalnych w polszczyźnie z tymi, którym się nie
                    chciało uczyć(a jeśli im się chciało i nie dało rady - to szkoły specjalne).
                    Nie wmówisz mi, że dopuścisz do olimpiady polonistycznej kogoś normalnego i
                    kogoś takiego jak Ty. Wiem, że jesteś normalna, nie obrażaj się, ale z ojczystym
                    językiem sobie nie radzisz, sama przyznałaś.
                    To tak jakbyś wystawiła do naszej narodowej reprezentacji w siatkówce faceta na
                    wózku.. Ja wiem, on może być cudownym i ciepłym facetem i mieć masę przyjaciół,
                    ale siatkówka raczej nie jest dla niego..
                    No to dlaczego Ty się katujesz wpisami na forach? Dlaczego piszesz skoro wiesz,
                    że jesteś upośledzona w polszczyźnie, sprawia Ci to kłopoty?
                    Jedyna rozsądna odpowiedź z Twojej strony powinna brzmieć: Bo się uczę, walczę
                    ze sobą, walczę z błędami, ale jestem mądrą kobietą, która ma coś do powiedzenia
                    i chce to powiedzieć..
                    PS. Cały ten tekst był na temat:"Chcecie sie jeszcze do czegos przyczepić?"
                    Co oznacza, że masz ogromne kompleksy.
                    Mniej agresji Świnko, więcej wiary w siebie..
                    Pewnie na początku myślałaś, że post jest wrogi.. Otóż nie jest :-)
                    Pozdrawiam serdecznie,
                    jarkoni
          • sta-fraszka Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 14:59
            Gość portalu: regza napisał(a):

            > Studiowalas, a piszesz 'porzyczaly'!

            Jak już poprawiasz, to wszystko a nie wybiórczo ;)
        • Gość: mimi Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 25.06.09, 01:29
          o nie kochana, studiow to ty nie masz
          moze masz co innego nie moj interes
    • grenzoid Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 23.06.09, 10:56
      W podstawówce miałem takiego kolegę, który jak tylko widział na wierzchu jabłko,
      cukierek, kromkę chleba, czy jakiekolwiek inne dobro konsumpcyjne to od razu
      prosił o poczęstowanie. Nie głodzili go w domu, ale on musiał z jakiejś przyczyny.

      Teraz mamy w gronie znajomych mistrza. Muszę przyznać, że poprawił się ostatnio,
      ale to co wcześniej wyprawiał, stało się wręcz towarzyską legendą! Przede
      wszystkim nie miał specjalnie pieniędzy. Pojawiał się wszędzie wraz z dźwiękiem
      otwarcia pierwszej flaszki. Zawsze konsumował ile się dało, co w przypadku
      alkoholu często prowadziło do wiadomych skutków. Zobaczył u kogoś coś fajnego
      (mogło być ubranie, mógł sprzęt audio - cokolwiek) - od razu rozpoczynał
      tłumaczyć, czemu powinno to trafić do niego.
      • leftt Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 23.06.09, 14:56
        grenzoid napisał:
        Pojawiał się wszędzie wraz z dźwiękiem
        > otwarcia pierwszej flaszki.
        To nie sęp tylko raczej dżin.
        • mimbla.londyn Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 23.06.09, 16:57
          leftt napisał:

          > grenzoid napisał:
          > Pojawiał się wszędzie wraz z dźwiękiem
          > > otwarcia pierwszej flaszki.
          > To nie sęp tylko raczej dżin.

          ... z tonikiem ; )
          • Gość: nellaka Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: 195.8.101.* 24.06.09, 12:11
            Mialam kiedys koleżanke ktora notorycznie sępila papierosy.
            Kiedys siedzimy paczka znajomych w knajpie- pare osob pali a
            kolezanka po kolei do kazdego czy ma paieprosa? Pierwsza osoba mowi
            ze ostatniego ma, druga mowi ze wzięła od trzeciej, trzecia mowi ze
            dala komus tam paczke- generalnie wszyscy dookola mieli jakies
            wymowki zeby jej nie dac, nawet jeden kolega mowi: papierosy sa w
            barze ze moze sobie kupic - kolezanka na ta sugestie odwrocila sie
            i poszla na koniec stolika i wysepila papierosa- czizas nie dalo sie
            jej delikatnie zasygnalizowac ze jak pali to niech kupuje sobie-
            przez dwa lata tak sepila, pamietam ze raz kupila paczke a pozniej
            znowu sepila- pewnie do tej pory. Chcielismy ze znajomymi kupic jej
            karton papierosow w ramach prezentu urodzinowego ale stwierdzilismy
            ze zbyt chamskie by to bylo. Pozniej załowalismy bo oporna byla :).
            Dodam tylko ze byla bardzo zamożna.
      • Gość: toja Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.09, 23:49
        hi hi, ja miałam na studiach dwóch takich specjalistów. Do dziś nie wiem jak oni
        to robili, ale jak tylko flaszka na stół wjeżdżała, to momentalnie Czorny
        wchodził. A jak ciasto, to Simon. Zawsze trafiali, nigdy się nie pomylili...
        Ale sępy nie byli, jak coś mieli to też przynosili.
        • Gość: bywalczyk z flaszka, znalem agregata IP: *.static-ip.telepacific.net 25.06.09, 03:59
          zawsze zalapywal sie na sepa. A jak nie mogl pic, bo ??? kierowca czy inne
          licho, to swoja dole wlewal do butelki - na pozniej, do domu
    • marta715 Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 23.06.09, 12:10
      a napiszę tez, co mi tam - podziele sie radością posiadania takiego
      członka rodziny - DZIADKA SĘPA (tzw. scrooge). Dziadek obecnie lat
      86, ale całezycie był skrudżem.
      1. Lato, ciepło dziadek mówi, że zjadłby pstraga i jak rodzice będą
      kiedyś robić grilla w ogródku, to żeby go zaprosić. Rodzice
      organizauja grilla, dziadek został przywieziony na pstrągi. Na
      grillu ok. 10-12 osób, każddu coś przyniósł - rodzice kupili
      pstrągi, my przywieźliśmy ciacho, ktos sałatki itd. Dziadek przywózł
      butelkę wódki 100 ml. I wypił. Po pstragach dziadek ma ochotę na
      kawę. Szybko nastawiamy wode, przynosimy szklanki, cukier, kawe
      mleczko, a dziadek:
      jakbym wiedział że tu wszystko macie to bym nie przywoził ze sobą -
      i wyciaga SASZETKĘ NESCI I 1 MALUTKĄ ŚMIETANKĘ.
      2. Na gwiazdkę jedyna wnuczka dostaje książeczkę, wydanie gazetowe
      (chyba Lotta z ulicy awanturników) z napisem "bezpłatny dodatek do
      GW"
      3. Następna Gwiazdka rodzice dostają w prezencie Płytę - "bezpłatny
      jw.
      4. następna gwiazdka - Dziadek dostaje butelkę koniaku "bo lubi
      codziennie kieliszeczek" oraz piękny kalendarz ze zdjęciami naszego
      miasta - rodzice i my nic, "Bo gdybym wiedział, ze będą prezenty...
      No w sumie kto by sie spodziewał w Wigilię
      5. Dziadek zaprasza rodziców (czyli swego syna z żoną) na swoje 80.
      urodziny (robi z bratem bliźniakiem) - czyli kolację w restauracji.
      Rodzice kupili dla każdego jakiś markowy trunek - dziadek z bratem
      po kolacji kłócą się, czyja flaszkę otworzyć...
      itd itd
      • drzejms-buond Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 23.06.09, 12:21
        moze dziadek biedny?
        najgorsi są tacy, co to dom kapie złotem a taki przyjdzie ci ,
        jadąć przez całe miasto, zeby mu ksero zrobić,po znajomości,
        po drodze mijając 4 punkty ksero, marnujac benzynę i cudzy czas.
        albo żeby mu dać ze 4 kartki kolorowego papieru
        gdy mówię uprzejmie:
        - WON SĘPIE!
        pyta
        - ojej, a gdzie ty je kupujesz?
        • marta715 Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 23.06.09, 12:26
          o widzisz przypomniałeś mi jeszcze coś;
          Dziadek chce aby mu kupić butelkę czystej wódki, tato jedzie autem
          do marketu( bo taniej), kupuje flaszkę powiedzmy za 23,95 zł, jedzie
          do dziadka (inna gmina ok. 10 km) zawozi mu butelkę. Dziadek sie
          rozlicza, daje tacie 24 zł i mówi - jesteś mi winien 5 gr.
          • mallina Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 23.06.09, 15:27
            a co dziadek powinien dac swojemu synowi za dojazd??
            • drzejms-buond Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 09:11
              mallina napisała:

              > a co dziadek powinien dac swojemu synowi za dojazd??

              co najmniej kelycha na drogę....
              ;[
              • jarkoni Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 19:04
                drzejms-buond napisał:

                > mallina napisała:
                >
                > > a co dziadek powinien dac swojemu synowi za dojazd??
                >
                > co najmniej kelycha na drogę....

                I tu się kłania poprawna polszczyzna, czyli bez błędów(różnistych-ort,styl), ze
                znakami diakrytycznymi i polskimi "ogonkami".
                Co innego znaczy: A co dziadek powinien dać swojemu synowi za dojazd?
                A co innego: A co, dziadek powinien dać swojemu synowi za dojazd?
                Ciekawe którą wersję autorka wątku miała na myśli.
                I proste skojarzenie, dostajesz maila: "Spotkamy sie w sadzie."
                I co tu myśleć? W sadzie owocowym, czy na zasadzie domniemania, że "się" było
                napisane "sie", to chyba chodziło niechlujnie piszącemu o "sĄd"..
                I przepraszam za wywód nie na temat. To silniejsze ode mnie.

                A w temacie: w związku z dzikim puryzmem językowym bywałem proszony o
                sprawdzanie błędów, i w polskim i w angielskim. Bezlitośnie dawałem się
                wykorzystywać, za nic, wystarczał błagalny wzrok "zbitego psa", jednak ludzie są
                naiwni.
                Moim najnowszym sępem jest 13-latek, któremu udzielam korepetycji z
                angielskiego. Regularnie pyta o znaczenia słówek, które sam spokojnie mógłby
                sobie znaleźć w słowniku, ewidentnie idzie na łatwiznę. Zaczynam mu to
                utrudniać, proszę, żeby pogrzebał w słowniku i znalazł przy mnie, trochę działa..
                Ale dzięki temu wątkowi już wiem, jak go przywitam po wakacjach: "Cześć Ty
                SĘPIE" :-)

                • Gość: rotua Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.aster.pl 24.06.09, 23:31
                  Dziękujemy za wykład ale to nie jest forum dla sfrustrowanych polonistów nieudaczników
                • Gość: ada Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.si.res.rr.com 24.07.09, 01:33
                  ten wyklad i porownanie 13latka do sepa....buhahahaa , powalonys.
                  Mylisz podstawowe pojecia. Powinienes sam do slownika czesciej zagladac. Na
                  poczatek 2 slowa : skapiec i len.
              • jarkoni Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 19:10
                drzejms-buond napisał:

                > mallina napisała:
                >
                > > a co dziadek powinien dac swojemu synowi za dojazd??
                >
                > co najmniej kelycha na drogę....

                I tu się kłania poprawna polszczyzna, czyli bez błędów(różnistych-ort,styl), ze
                znakami diakrytycznymi i polskimi "ogonkami".
                Co innego znaczy: A co dziadek powinien dać swojemu synowi za dojazd?
                A co innego: A co, dziadek powinien dać swojemu synowi za dojazd?
                Ciekawe którą wersję autorka wątku miała na myśli.
                I proste skojarzenie, dostajesz maila: "Spotkamy sie w sadzie."
                I co tu myśleć? W sadzie owocowym, czy na zasadzie domniemania, że "się" było
                napisane "sie", to chyba chodziło niechlujnie piszącemu o "sĄd"..
                I przepraszam za wywód nie na temat. To silniejsze ode mnie.

                A w temacie: w związku z dzikim puryzmem językowym bywałem proszony o
                sprawdzanie błędów, i w polskim i w angielskim. Bezlitośnie dawałem się
                wykorzystywać, za nic, wystarczał błagalny wzrok "zbitego psa", jednak ludzie są
                naiwni.
                Moim najnowszym sępem jest 13-latek, któremu udzielam korepetycji z
                angielskiego. Regularnie pyta o znaczenia słówek, które sam spokojnie mógłby
                sobie znaleźć w słowniku, ewidentnie idzie na łatwiznę. Zaczynam mu to
                utrudniać, proszę, żeby pogrzebał w słowniku i znalazł przy mnie, trochę działa..
                Ale dzięki temu wątkowi już wiem, jak go przywitam po wakacjach: "Cześć Ty
                SĘPIE" :-)
                • krishka Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 25.06.09, 12:02
                  Drogi jarkoni, bracie w wierze purystów językowych ;)

                  Zgrzeszyłeś, ponieważ:

                  (...) ze znakami diakrytycznymi i polskimi "ogonkami".

                  Znaki diakrytyczne = polskie "ogonki" (analogicznie: papierosy = szlugi. Nie powiedziałbyś przecież: "zapaliłbym papierosa albo szluga").

                  (...) bywałem proszony o sprawdzanie błędów, i w polskim i w angielskim.

                  Ajajaj! Tu robi się poważnie! Nie wiem, czy zdołasz uzyskać odpuszczenie win. Wszak każdy purysta językowy wie, że "(...) sprawdzanie błędów i w polskim, i w angielskim". Dla niewtajemniczonych w arkana interpunkcji: chodzi o miejsce przecinka (przed drugim "i").

                  Pokutę chyba musisz wyznaczyć sobie sam. Może przepisanie trzech losowo wybranych stron słownika poprawnej polszczyzny (w redakcji dowolnej), oczywiście pismem kaligraficznym?

                  Z pozdrowieniami,
                  krishka
                  • jarkoni Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 25.06.09, 16:08
                    krishka napisała:

                    > Drogi jarkoni, bracie w wierze purystów językowych ;)

                    Już sobie wyznaczyłem pokutę, co te emocje robią z człowieka.
                    Chylę czoła..

                    • laenia Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 25.06.09, 16:55
                      jarkoni napisał:

                      > Chylę czoła..

                      Chylę czołO, nie czołA, chyba że masz dwa czoła lub więcej :))
                      • agulha Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 26.06.09, 01:28
                        A słownik masz, że się tak protekcjonalnie odezwałaś? Bo ja mam. Obie wersje są
                        poprawne - chylić czoło i chylić czoła. Ta druga to zapewne nie żadna liczba
                        mnoga, ale dopełniacz.
                  • Gość: croyance Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: 87.112.54.* 26.06.09, 17:08
                    > (...) bywałem proszony o sprawdzanie błędów, i w polskim i w
                    angielskim.


                    Moze myslal po angielsku, jak to pisal - bo napisane jest (z punktu
                    widzenia ang.) prawidlowo.
                    • Gość: croyance Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: 87.112.54.* 26.06.09, 17:22
                      hehe, chcialam na wypadek ukryc personalia, coby kuzyn nie przeczytal
                      przez przypadek w necie, ale widac po IP, ze carmela to ja :-) eh.
                      rodzina
            • Gość: x Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.06.09, 14:42
              Nie dziecko, wystarczyło żeby dał sobie siana z tymi 5 groszami.
            • Gość: gosc Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.net.stream.pl 23.07.09, 18:25
              tak, powinien oddać za dojazd, dlatego, że dziadek ma 3 krotnie wyższą emeryture niż syn pensje i dlatego, że ta sytuacja nie zdarzyła się raz, a przynajmniej 3-4 razy w tygodniu. Nie znam tego dziadka, o którym pisał autor postu, ale sam jestem takim właśnie "synem". Skoro nie rozumiesz, to chyba nigdy nie byłaś wykorzystywana...
          • todeskult Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 16:09
            Znam (tzn. w rodzinie kolegi) dziadka który jednemu z wnuków na 18-tkę podarował
            kiełbasę :) A dziadek majętny, prowadził ośrodek wczarowy...
            • dominikjandomin Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 19:35
              Może z tą kiełbasą to była jakaś ukryta sugestia?
              • Gość: sommernachtstraum Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: 193.170.48.* 25.06.09, 02:52
                sugestia mówisz? że "nie dla psa kiełbasa"?
          • dominikjandomin Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 19:30
            Pewnie to dziadka sposób, aby wymusić odwiedziny...
      • the_dzidka Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 12:27
        Dziadka w pewnym sensie może wiek usprawiedliwiać - na starość
        ludzie robią się trudni pod tym względem...

        Cieszy mnie ten wątek, bo już myślałam, że mój prywatny sęp bije
        wszelkie rekordy pod tym względem :) A jest tym sępem moja kuzynka.
        Bliżej poznałyśmy się dopiero 2-3 lata temu i dopiero wtedy
        sępiactwo zaczęło z niej wyłazić w sposób straszny.
        - co zobaczy w jej mniemaniu mnie/mojej mamie/ciotce etc.
        niepotrzebnego, zaraz pyta, czy mogłaby to dostać. Przy czym może
        chodzic tu o jakiś bibelocik, o obraz albo o starą lampę.
        - kiedy jeszcze nie mieszkałyśmy w jednym mieście, odwiedziła mnie w
        hotelu i zaraz spytała, czy może sobie wziąć kilka "małpek" z
        hotelowego minibarku.
        - przez pół roku z górą przychodziła do mnie "się wyprać", bo siadła
        jej stara pralka. To mi akurat niezbyt przeszkadzało, ale w końcu
        zaczęło irytować z wiadomych względów.
        - uwielbia gospodarować cudzymi pieniędzmi - kiedyś zaproponowała,
        że kupimy może sobie jakies winko na wieczór, czy innym razem, żeby
        kupić kwiatka dla ciotki, do której szłyśmy z wizytą - na
        moje "chętnie, ale czy masz pieniądze, bo ja nie byłam w bankomacie"
        milkła i nie wracała do tematu.
        - raz dałam jej trochę bonów, którymi można płacić w spożywczych -
        od tej pory bez przerwy dopytuje się, czy mam jakieś bony na zbyciu.
        - ostatnio zasugerowała mi, żebym kupiła sobie laptopa (o czym
        zresztą od jakiegoś czasu myślę), i wtedy mogłabym oddac swój
        (całkiem niezły) komputer stacjonarny "w dobre ręce". Udałam, że nie
        rozumiem, o czyje ręce jej chodzi.
        - numer najlepszy, po którym znacznie ograniczyłam tę znajomość:
        jakis czas temu kupiłam sobie do wynajmowanego mieszkania telewizor,
        a mały telewizorek będący na stanie tegoż mieszkania pożyczyłam jej,
        bo jej się zepsuł - z zastrzeżeniem, że kiedy będę sie wyprowadzać,
        telewizorek musi wrócić na swoje miejsce. Kiedy zadzwoniłam, żeby
        umówić się na odbiór, zapytała wprost: "A nie mogłabyś powiedzieć
        włascicielce mieszkania, że telewizorek się zepsuł, i że go
        wyrzuciłaś?"


        Pomijam tu jeden temat, a mianowicie pozyczanie przez moją kuzynke
        pieniędzy od wszystkich, od kogo się da, i naciąganie ludzi na
        róznej wielkości sumy - bo to już nie nadaje się na Forum Humorum.

        I mam takie ciche marzenie, żeby ona to przeczytała i siebie
        rozpoznała - bo wszelkie tłumaczenia, prośby i groźby spływają po
        niej jak woda po kaczce.

        Na koniec dodam, że moja kuzynka skończyła 33 lata...
        • zwierze_futerkowe Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 25.06.09, 00:11
          O mamuniu, Dzidka, aż mnie ciarki przeszły... Ta moja sępiara (wyskok ze
          słownikiem nie był ani pierwszym, ani nawet dwudziestym) też ma 33 lata i co
          najmniej trzy punkty z Twojej listy znam z autopsji. Z tym, że ode mnie chciała
          wysępić nie komputer, a odtwarzacz DVD, kiedy w zeszłym roku kupiłam nowy.
          Pochwaliłam się na babskim wieczorze, że mam nowy, wszystkie pytały jaki, a ona
          jedna chciała wiedzieć, co zrobiłam ze starym. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą,
          że na razie nic, stoi sobie, na co oczywiście zaczęły się aluzje, żeby oddać
          "komuś". :) Powiem szczerze, że normalnemu człowiekowi może bym i faktycznie
          oddała. Ale ją znam na tyle, że prędzej bym to DVD przerobiła na podstawkę do
          kwiatów niż oddała sępiarze za friko. Temat umarł śmiercią naturalną (na
          szczęście nie wpadła na to, żeby prosto z imprezy iść ze mną do domu po
          "prezent"), odtwarzacz jeszcze trochę postał sobie bezczynnie, w końcu men mój
          sprzedał go na Allegro, kasę radośnie przepiliśmy. ;) Za jakiś czas, znowu na
          jakimś spotkaniu w większym gronie, panna ni stąd ni zowąd pyta, co z moim
          starym DVD. Mówię, że sprzedane. A ta jak nie wrzaśnie: "Jak to, przecież MIAŁAŚ
          MI DAĆ!". Ja - karpik: "Jak to miałam ci dać? Kiedy ci coś takiego
          obiecywałam?". - "No nie obiecywałaś, ale przecież rozmawiałyśmy, myślałam, że
          mi dasz!". A najgorsze w tym wszystkim było to, że całą rozmowę słyszeli ludzie,
          którzy nie znali zbyt dobrze ani mnie, ani jej - więc łatwo sobie wyobrazić, co
          o mnie pomyśleli: że świnia jestem, co słowa danego nie dotrzymuje. :/

          Gospodarowanie cudzymi pieniędzmi też miała w małym palcu. Siedzimy raz u niej w
          domu, tym razem tylko we dwie, pijemy browar. (Żeby nie było: ja też
          przyniosłam!) Mało nam. Rajd do nocnego. Wrzucam do koszyka czteropak
          ulubionego. Koleżanka się krzywi, że ona takiego nie lubi. "No to kup sobie
          jakie chcesz, to jest dla mnie". Foch. Inna okazja, też nocne dokupywanie piwa w
          sklepie (kurde, zaraz sobie pomyślicie, żem alkoholiczka... ;)). Tym razem
          wiadomo, że ja stawiam. Widzę, że wrzuca mi do koszyka jakieś paczkowane
          wędliny, więc mówię, że mam wszystko w domu, zaraz zrobię kanapki. Nie nie, to
          dla niej, na jutro na śniadanie, bo sobie właśnie przypomniała, że nic nie ma w
          domu. Coś tam jeszcze podorzucała, jakiś jogurt, coś jeszcze... Przy kasie
          wykładam piwa, kładę przegródkę "następny klient" i zaczynam wykładać jej
          rzeczy. Ta się dziwi: "Co ty robisz?". - "No co, to chyba twoje, nie?". - "Ale
          ja nie mam pieniędzy, myślałam, że ty zapłacisz!". No żesz ku*wa... Zapłaciłam,
          bo mi było wstyd przed kasjerką, ale w domu podliczyłam z paragonu i
          oświadczyłam, że jest mi winna tyle i tyle. Co u licha, nie zapraszałam jej na
          noc, żebym jej miała śniadanka fundować! Pieniędzy oczywiście nie oddała.

          Raz była u mnie na urodzinach, od kogoś z gości dostałam perfumy. Oczywiście
          wszyscy wąchali. Impreza jeszcze trwała, kiedy zostałam przydybana w kuchni i
          zbombardowana serią argumentów, dlaczego ten zapach w ogóle do mnie nie pasuje,
          nie jest w moim stylu, i że ja NA PEWNO nie będę tych perfum używać, więc czy
          ona by mogła je wziąć. Kurde, myślałam, że ją w zlewie utopię! Chociaż może
          powinnam się cieszyć, że to było w cztery oczy, nie w pokoju przy wszystkich
          gościach i przy ofiarodawcy... A perfumy pachniały super!

          I ostatni, żeby już sobie więcej koszmarów przed snem nie przypominać. :)
          Dostałam kiedyś w pracy dwuosobowe zaproszenie na przedpremierowy pokaz filmu.
          Film był zdecydowanie babski, więc menowi nawet nie proponowałam, no i tak jakoś
          padło na nią. W dniu pokazu dzwoni do mnie: "Słuchaaaj... a ty masz to
          zaproszenie tylko jedno? Bo ja siostrze mówiłam i ona by chciała pójść". A kiedy
          potwierdziłam, że jedno, poprosiła, żebym jej je oddała, żeby ona mogła pójść z
          siostrą! Przypomniałam jej delikatnie, kto tu kogo zaprasza, i przez resztę dnia
          walczyłam z pokusą, żeby odpuścić film w cholerę, wyłączyć telefon i niech zgaga
          jedna czeka na mnie przed kinem choćby do północy! Ale ostatecznie poszłam.
          Sama. Bo jak na 10 minut przed rozpoczęciem seansu zadzwoniłam do niej, gdzie
          jest i kiedy będzie, to oznajmiła mi obrażona, że skoro nie może przyjść z
          siostrą, a siostrze obiecała (!), to nie przyjdzie, bo nie wypada. Nie wypada! A
          sępić wypada?!
          • Gość: carmela Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: 87.112.54.* 26.06.09, 16:53
            Moj przypadek.
            Koles z rodziny, student. Bierzemy go na wycieczke: placimy za bilety
            w obie strony (pytamy dyskretnie, czy nie ma studenckiej znizki, ale
            dobra, niech ma :-), stawiamy mu lunch, obiad, przekaski po drodze i
            kino. Przy okazji zakupow kupujemy mu jeszcze kanapki na wieczor etc.

            To, ze ani razu nawet symbolicznie nie zaoferowal, ze sie dolozy -
            ok. Nie wzielabym od niego, ale zeby przynajmniej wykonal gest, nie
            wiem, przynajmniej udawal, ze wyciaga portfel. To mnie jeszcze nie
            zdenerwowalo, bo mlody i mnie tez pomagano, kiedy studiowalam. Ale
            jak na koniec dnia porposil, zebym mu oddala 2 funty, ktore mi
            pozyczyl, to szlag mnie trafil
            • Gość: carmela Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: 87.112.54.* 26.06.09, 16:54
              A, te dwa funcisze to wylozyl, gdy zabraklo nam monet, gdy placilismy
              za obiad nasz i jego :-D
    • Gość: Agi Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.134.155.3.static.crowley.pl 23.06.09, 15:49
      Dwa sępy pracowe, na szczęście już eks:

      1. Maniaczka Słodyczy. (Chuda była jak ta szczapa - gdzie jej się ten cały
      cukier odkładał???) Nie daj Boże, żeby zobaczyła u kogoś na biurku coś
      słodkiego. Obojetnie: cukierki, czekoladę, nawet nadgryziony batonik ("Mogę
      kawałek z drugiej strony?"). Na parterze biurowca mieliśmy kantynę, do której
      rano dowożono b. dobre ciastka. Tak dobre i było ich tak mało (albo nas tak
      dużo, he he), że do popołudniowej kawusi trzeba było kupić z wyprzedzeniem. No i
      leży sobie takie ciacho na biurku moim i czeka. Oho! Koleżanka zwęszyła łup!
      Zaczyna krążyć wokół mnie jak satelita. A to o coś zapytać, a to pożyczyć
      dziurkacza... Pożądliwym spojrzeniem omiata ciacho. Każda rundka wokół
      posiadaczki ciacha kończy się tekstem w rodzaju: "O, jakie sobie kupiłaś! A ja
      nie zdążyłam, wykupili. (chlip)". "Jak ty możesz tak siedzieć i patrzeć, ja bym
      nie wytrzymała, zaraz bym zjadła". "Dobre masz, cooo? Mniam, mniam. (znaczące
      spojrzenie z gatunku NO DAJ)". W końcu ciężka artyleria: "Agi, będziesz jeść to
      ciastko czy nie? Bo jak nie, to ja je zjem!". Faktem jest, że nigdy nic nie
      wzięła bez pozwolenia. Ale tym jęczeniem mogła człowieka doprowadzić do białej
      gorączki!

      2. Panna Parkomatowa. Nigdy "nie miała" drobnych na parkomat. Była za to
      mistrzynią w podnoszeniu lamentu na całe biuro, że ojejku-jejku, zaraz jej
      mandat wypiszą, zapomniała dopłacić za parkowanie, ojejku-jejku, nie ma
      drobnych, pożyczcie jej drobne, szybko, bo zaraz jej mandat... itd. Taki lament
      należało przeczekać, do chwili kiedy będzie musiała nabrać oddechu i zamknie na
      sekundę buziuchnę, i w tejże sekundzie uprzejmie zaproponować: "A ile masz, całą
      dychę? Daj, rozmienię Ci". Drobne cudem się znajdowały. :)
      • Gość: hania-1985 Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.06.09, 08:11
        Sępy papierosowe!

        Najczęściej spotykam ich przy dworcach PKP, (szczególnie Katowice i
        Wrocław). Gdy tylko widzą ze ktoś odpala fajkę natychmiast stoją
        obok Ciebie i pytają czy mamy jakiegos papierosa na zbyciu (no nie
        k... nie mam - a paczka jeszcze w ręce...!) To są przeważnie stali
        bywalcy na dworcy, żule, i naćpane małolaty.
        Nie da rady spokojnie zapalić, a jak juz powiesz ze nie masz więcej
        fajek to wylatują z tekstem - to zostaw chociaż "trzy buchy" i stoją
        nad tobą aż skończysz palić i dasz im tego niedopalonego peta!
        Kurde, czy nie można sobie spokojnie zapalić na pkp, czekając na
        pociąg czy przesiadkę ??
        • xiv Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 11:53

          z tym akurat latwo sobie poradzic - wystarczy przestac palic
        • Gość: an Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.adsl.inetia.pl 24.06.09, 14:23
          > Najczęściej spotykam ich przy dworcach PKP (...) Nie da rady
          spokojnie zapalić (...)

          to nie pal w miejscach publicznych
        • girl.of.your.nightmares Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 15:44
          jeśli chodzi o sępy papierosowe, to ja mówię, że mam, ale nie dam (jak już widzi
          taki, że mam paczkę), gorzej jest ze znajomymi i z ojcem (jakoś głupio odmówić...)

          a jeśli chodzi o kserowanie książek, to pracowałam jakiś czas temu w punkcie
          ksero. Potrzebne były 2 książki na studia, a jako że drogie i tylko na jeden
          semestr, to ja sobie skserowałam w wersji dwa razy mniejszej, żeby mimo zniżek
          było taniej. No i już zaraz miałam zamówienia na kolejne kserówki, skserowałam
          jednemu koledze w takiej wersji jak ja miałam (przepuściłam moje kserówki przez
          podajnik automatyczny), przyniosłam, a on stwierdził, że wolałby w takim
          formacie jak oryginał (czyli ponowna zabawa z dwiema książkami)...
          A sam nie pójdzie sobie skserować, bo zapłaci więcej niż ja z moją zniżką dla
          pracowników, a że kierownik się przyczepi... kto by się przejmował:D

          Ten sam kolega, gdy tylko zobaczy, że mam picie, od razu zaczyna "o, masz
          colę... ojej, jak mi się chce pić, a nie mam kasy żeby sobie coś kupić..."
          • Gość: kasia Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.06.09, 13:11
            Ten sam kolega, gdy tylko zobaczy, że mam picie, od razu zaczyna "o,
            masz
            > colę... ojej, jak mi się chce pić, a nie mam kasy żeby sobie coś
            kupić
            na taki tekst jest tylko jedna odpwoiedz NO T O MASZ PROBLEM ;-)
      • Gość: ichi51e Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.acn.waw.pl 24.06.09, 20:51

        woja kolezanka ma pewnie cos nie tak z przyswajaniem cukrow (zwlaszcza
        ze piszesz ze chuda). szalejacy we krwi cukier i widok
        czekolady/ciastka moze zrobic z czlowieka szmate :)
        • baba67 Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 25.06.09, 15:06
          Niech ona sie zbada pod katem cukrzycy typu pierwszego . To nie zart.
    • Gość: folks Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: 213.25.91.* 24.06.09, 09:59
      wypracowanie z niemieckiego w szkole średniej - zawsze było daj
      przepisać - aż do czasu gdy napisałem wypracowanie po niemiecku coś
      w rodzaju "Helga pracuje stojąc pod latarnią i jest w ciąży...itp."
      oczywiście zostało ono przeczytane na lekcji przez jednego z
      uczniów, a nauczycielka cała czerwona - oczywiście nikt nie wiedział
      co jest czytane hihihhi
    • quasi.modo Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 10:23
      Miałam bardzo podobną sytuację do tej ze słownikiem. Chodziło o książkę do
      egzaminu z pracy. Zgłasza się kolega (pracuje w tym samym zawodzie, ale nie ze
      mną), żebym mu skserowała całą książkę.
      Książka nie moja, tylko firmowa. Szef wydał na nią sporo kasy (droga była i w
      tym był problem).
      Ksera nie mam, ewentualnie w firmie. Już nie mówiąc o tym, że skserować tą cegłę
      to całe popołudnie roboty.
      Wynieść książkę do punktu ksero i kazać sobie całą skserować po prostu mi wstyd,
      bo przecież prawa autorskie (a to za granicą było i tam się nawet przejmują
      takimi sprawami). Jeździć po całym mieście, żeby robić po kawałku w różnych
      miejscach mi się po prostu NIE CHCE.
      I co ja miałam mu powiedzieć? No, niekoleżeńska jestem i tyle.
      • Gość: Bleh Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.acn.waw.pl 24.06.09, 20:55
        U mnie w pracy jest nie do pomyślenia, żeby kserować książki! Nazywa
        się to złodziejstwem. Jedna się wyrwała "bo dla koleżanki" i płaciła
        za toner do kopiarki (dość drogi...).
    • haes82 Z pozycji sępa 24.06.09, 10:31
      Ja może wypowiem się z pozycji sępa. Przez dwa ostatnie lata liceum i całe pięć
      studiów notorycznie byłem kserobiorcą. Pomimo tego, że chodziłem na zajęcia i
      wykłady, nawet notowałem. Ale co z tego, skoro piszę nieczytelnie i niestarannie
      (tak od zawsze), a moje notatki (szczególnie z matematyki) są pełne błędów, bo
      często sam nie wiedziałem o co chodzi i przepisując z tablicy czasem pomyliłem
      literkę czy znaczek, a jak się potem okazało - ta literka czy znaczek często
      miała fundamentalne znaczenie. Po prostu - ze swoich notatek za nic w świecie
      się nauczyć nie mogłem!

      Tak więc notorycznie szukałem kserodawców, starając się jednak zachować w tym
      jakiś umiar:
      - nie pożyczać non-stop od jednej osoby (bo to bezczelne)
      - nie prosić o całość wykładów tylko o ostatnie zajęcia (i tak człowiek dostaje
      cały zeszyt) - chociaż raz się naciąłem: dyplomatycznie poprosiłem o ostatni
      wykład i dostałem trzy kartki z ostatnim wykładem.
      - broń boże nie zwracać się do znanych tylko z imienia i widzenia dziewczyn z
      pierwszej ławki, tylko do osób,. które się chociaż trochę zna i od czasu do
      czasu rozmawia
      - starać się w miarę możliwości z innymi sępami podzielić załatwianiem notatek
      ("ja załatwię z algebry, ty z fizyki, a Julka z analizy")
      - oddawać notatki najszybciej jak się da (najlepiej tego samego dnia albo
      następnego rano; zdarzało mi się nawet wieczorem przez pół miasta do akademika
      zapierniczać)
      - no i okazać chociaż minimum wdzięczności kserodawcy, postawić mu coś,
      pochwalić za ładne pismo itd.

      Przeżyłem jakoś te 7 lat, nikt mnie od sępa nie wyzwał, pożyczano mi raczej
      chętnie. Trzeba zachować po prostu odrobinę taktu i umiaru, a tego wielu ludzi
      często nie ma.
      • sta-fraszka :) 24.06.09, 15:15
        Ode mnie notatki pożyczano przez całe studia. Chodziłam na wykłady głównie
        dlatego, że... byłam zbyt leniwa by potem za cudzymi notatkami latać. Pisałam
        starannie z tego samego powodu - by nie tracić czasu na rozszyfrowywanie co tam
        jest.

        Uważałam, że mi notatek nie ubędzie (o ile wracały), a jeśli komuś pomogą to
        przecież co za problem.

        A hasła typu "czemu nam nie powiedziałaś, że tam był błąd" oraz "za wolno robisz
        opracowania" uważałam za przezabawne.
        • a.nancy Re: :) 24.06.09, 16:16
          he
          na ostatnim roku studiów natknęłam się na grupkę młodzieży kserującej... moje
          notatki z pierwszego roku. nie muszę wspominać, ze pierwszy raz te osoby
          widziałam na oczy. być może do dziś te moje notatki gdzieś krążą, fizycznie lub
          jako legenda :)
      • Gość: 3,14-Roman Re: Z pozycji sępa IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 24.06.09, 16:12
        Spokojnie, nie jesteś sępem :) U mnie w szkole/na studiach też staraliśmy się sobie pomagać, pożyczaliśmy sobie materiały, założyliśmy sobie skrzynkę grupową, na którą prawie każdy wysyłał coś ciekawego.

        To, co opisujesz, to po prostu WSPÓŁPRACA.
    • Gość: lol Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.171.79.218.static.crowley.pl 24.06.09, 11:12
      a mi się na studiach udała najpiękniejsza współpraca, jaką można sobie
      wyobrazić. co prawda głównie na 3 i 4 roku, bo skład grupy ciągle się zmieniał
      (stypendia, erasmusy, dziekanki rozmaite, wiadomo)... z notatkami nie było
      problemu, wymienialiśmy się, ale przed każdym egzaminem dzieliliśmy wspólnie
      materiał do opracowania (jak była lista zagadnień, to zagadnienia, jak nie, to
      bloki materiału), każdy robił swoją część, solidnie, detalicznie, na kompie,
      potem mailem słał do całej reszty. umawialiśmy się na deadline, żeby nie dostać
      tych notatek dzień przed egzaminem ;) i każdy miał odpowiednio wcześnie komplet
      ładnie opracowanych zagadnień. oblanie egzaminu w naszym przypadku było
      ewenementem :)
      • tomek854 Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 13:27
        U nas było podobnie. Też się zawsze dzieliliśmy zagadnieniami, uczyliśmy się
        wspólnie, notatki kserowaliśmy sobie nawzajem a jak był nudny wykład to
        wyznaczaliśmy dyżury żeby choć jedna osoba z roku na nim była (było nas kilku
        tylko, niszowe studia).

        Na drugich studiach też - więcej nas było ale wciąż się dzieliliśmy.

        Jedynym problemem była mechanika kwantowa, której nikt nie rozumiał poza dwoma
        osobami. Jeden się z "głupolami" nie zadawał, ale druga dziewczyna chętnie
        udostępniała zrobione przez siebie zadania.

        Co mnie jednak zatrważało to było to, że wszyscy spisywali a potem sobie szli a
        tylko ja i ktoś zostawaliśmy i prosiliśmy żeby nam wytłumaczyła. W sumie potem
        nie dziwota że jako jeden z nielicznych zdałem... ;-)
    • komentarzowicz Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 13:07
      Mnie wkurzają takie sępy co jak mam mineralną w butelce tudzież inną
      colę to od razu pytają "moge sie napić?" i zwilżają sobie usta tą wodą,
      upijając ledwo łyka. Doprowadza mnie to do szału bo jak się komuś chce
      serio pić to niech sobie wypije pół tej wody i OK, ale jak sie chce
      tylko usta zwilżyć to już cholera bezczelność. Więc zawsze mówię, że
      jak się napiję to zostawię, bo jak mi ludzie maczali jęzor we wodzie to
      musiałem całą butelke wyrzucać :)
      • shachar Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 13:27
        ostatnio znajoma poprosila mnie, zebym z racji tego, ze mam
        komputer, znalazla jej narzeczonego na internecie! Ona nie kupi
        sobie komputera, bo, jej zdaniem, sluzy on tylko do szukania
        chlopow , a tak nisko ona jeszcze nie upadla :DD.
        ?Ktos reflektuje?:)
      • pan_i_wladca_mx nic nie sugeruje ale.. 06.08.09, 22:52
        przeczytalam caly watek i zastanawiam sie nad wami, jak mozna tak sie sepom
        dawac? jakby powiedzenie "nie" bylo wyczynem alpinistycznym, chyba po prostu
        ludzie wyczuwaja osoby nieasertywne, ktore moze i sie skrzywia na "pozycz
        notatki" ale i tak dadza, a nas ich skrzywienie obchodzi tyle co..
        a potem mozna napisac na FH jaki swiat okrutny :)
    • daede Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 13:38
      Też mam taką znajomą. Lista rzeczy które sępiła jest długa. Kilka przykładów:
      - czasami chodzimy do siebie na kolacje: ja staram się zawsze zrobić coś smacznego / ciekawego - ona zawsze robi makaron z dodatkami (warzywa, ser etc)
      - znajoma z partnerem kupili sobie samochód, którym regularnie jeździli na wycieczki. I regularnie przez pół roku średnio co drugi tydzień pożyczali ode mnie na parę dni nawigację - kupili dopiero jak im powiedziałem, że moja się zepsuła
      - wielokrotnie pożyczli ode mnie książki, filmy itp, za każdym razem trzymali je około roku, przechowując na najbardziej reprezentacyjnej półce w domu - zwracali dopiero po upomnieniu (a sami książek ani płyt prawie nie kupują, bo uważają to za zbędne wydatki)
      - mają mały sklepik, jakieś 4 m-ce temu postanowili go wyremontować własnymi rękoma i moimi narzędziami. Remont skończył się po miesiącu, a narzędzi ani śladu.
      • jala-peno Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 14:12
        Kumpel mojego męża, 30 lat:

        -zawsze wysępi fajka, czasem dwa (drugiego rozkosznie wsadza za ucho)
        -po fajku wypadałoby pożuć gumę do żucia - zawsze poprosi o dwie, bo jedna "nic
        nie daje" (szkoda, ze swoich nigdy nie ma)
        -zawsze puszcza sygnał, bo przecież mąż "ma darmowe minuty", a jak po trzech
        sygnałach nie ma reakcji, to wysyła sms: "zadzwoń"

        aaaaaaa
        • aniolaglos Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 14:49
          Świetny temat !

          Nareszcie wszyscy frustraci moją chociaż przez internet złączyć sie
          w bólu ;p

          Chciałabym dodać że nie wypowiadam sie np. kserowania ksiazek w
          miejscu pracy, papierosów, pożyczania pieniędzy i innych rzeczy
          materialnych...Jedyne co mnie uderza to sprawa POŻYCZNIA NOTATEK

          Przepraszam szanownych kujonów, stałych bywalców wszystkich wykladów
          itp. ale czy WAM NAPRAWDE ubędzie tych notatek, czy ktos je zje
          zabierze, spienięży ;p? czy naprawde takie cool jest napisanie na
          forum gazety.pl jak też nie daję nikomu skserować ;p...?
          Macie żal że ludzie traktują was TYLKO jako DONORA KSERÓWEK... no
          cóż jesli nie macie żadnych pasji, zainteresowań, pomysłów poza
          odbębnieniem obowiązkowych wykładów to juz nie jest KSERUJACYCH
          wina :)

          PS.Dodam, ze nie jstem osobą , która tylko czeka na ofiarę w punkcie
          ksero, wspólnie z grupą znajomych dzielimy sie wiadomosciami,
          notatkami i nawet wyszukujemy materialy z dziedziny która nas
          interesuje, a zze mamy nie pokrywajace (chociaz pokrewne) sie
          zainteresowania to zwykle udaje nam sie zgromadzic wszystko w jednym
          miejscu:)

          i jesli ktos mnie prosi o wyszukanie artykułu z pisma do którego nie
          ma subskrypcji NIE NAZYWAM go SĘPEM

          a i najlepsi sa Ci co dają skserować z tekstem : ale tylko dla
          ciebie, innym nie dawaj ;p
          • the_dzidka Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 15:38
            > Przepraszam szanownych kujonów, stałych bywalców wszystkich
            wykladów
            > itp. (..)
            > Macie żal że ludzie traktują was TYLKO jako DONORA KSERÓWEK... no
            > cóż jesli nie macie żadnych pasji, zainteresowań, pomysłów poza
            > odbębnieniem obowiązkowych wykładów to juz nie jest KSERUJACYCH
            > wina :)
            To można skomentować krótko: skichała się bida i płacze...
          • Gość: 3,14-Roman Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 24.06.09, 15:53
            Droga oburzona anioła głos :)

            "Frustraci", "bez pasji", "kujony", jak ja lubię takie "argumenty". Też się posłużę takim w stosunku do Ciebie- czytaj ze zrozumieniem!

            Zdziwiłabyś się, ale spora grupa tych: "donorów notatek", jak to pięknie ujęłaś, bez problemu pożycza innym swoje notatki. Jednak między pożyczaniem a sępieniem jest pewna różnica, a jako osoba inteligentna, bo za takową pewnie się uważasz, powinnaś ją zauważyć. Przeczytaj sobie wypowiedź frizz- to jest klasyczny przykład sępienia, może coś Ci się w głowie rozjaśni.
            forum.gazeta.pl/forum/w,384,96970848,97049092,Re_Pozycz_skseruj_daj_czyli_o_sepach.html
          • rokokospoko wytłumacz mi jedno 24.06.09, 16:11
            dlaczego ja mam siedzieć na nudnych wykładach i robić notatki, by potem tobie je
            dać?
            kim właściwie jesteś?:) nikim, studentką jedną z wielu. Nikt nie ma obowiązku
            dawać ci, szarej kolejnej studentce, notatek.
            • a.nancy Re: wytłumacz mi jedno 24.06.09, 16:20
              rokokospoko napisała:

              > dlaczego ja mam siedzieć na nudnych wykładach i robić notatki, by potem tobie je
              > dać?

              ej, a może po to, żeby się z nich uczyć? a jak komuś pożyczysz, to ci nie
              ubędzie, nespa?
              nauczyć się i tak każdy musi sam, skserowanie czyiś notatek nie zagwarantuje
              zdania egzaminu.
              • rokokospoko Re: wytłumacz mi jedno 24.06.09, 17:50
                żeby mieć się z czego uczyć, JA siedzę na nudnych wykładach, a jej podobni
                dobrze się bawią w tym czasie. A później po prostu korzystają z mojej pracy, z
                mojego wysiłku, mojego czasu. Byle komu nigdy nie daję notatek, a już zwłaszcza
                jej podobnym.
          • batory555 Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 16:12
            > Przepraszam szanownych kujonów, stałych bywalców wszystkich wykladów
            > itp. ale czy WAM NAPRAWDE ubędzie tych notatek, czy ktos je zje
            > zabierze, spienięży ;p?

            Nie. Za to ktoś może bezczelnie wykorzystać moją pracę i mój wysiłek. Żeby była
            jasność - rozumiem różne uzasadnione przypadki, nie odmówię pomocy dobrym
            znajomym. Wiem, że być może kiedyś sam będę potrzebował pomocy.

            > czy naprawde takie cool jest napisanie na
            > forum gazety.pl jak też nie daję nikomu skserować ;p...?

            Nie, nawet nie myślę o tym w kategoriach cool, groovy, jazzy czy trendy. A Ty? ;)

            > Macie żal że ludzie traktują was TYLKO jako DONORA KSERÓWEK... no
            > cóż jesli nie macie żadnych pasji, zainteresowań, pomysłów poza
            > odbębnieniem obowiązkowych wykładów to juz nie jest KSERUJACYCH
            > wina :)

            I właśnie takich ludzi nazywam SĘPAMI. Chociaż jest mi przykro, że obrażam
            zwierzęta, które nie reprezentują takiego poziomu chamstwa jak Ty. DONOR
            KSERÓWEK, piękny tekst, nie powiem... Wina KSERUJĄCYCH - ślicznie. I co, czujesz
            się lepiej? Dysonans poznawczy zredukowany?

            > PS.Dodam, ze nie jstem osobą , która tylko czeka na ofiarę w punkcie
            > ksero,

            Nie ofiarę, tylko DONORA ;) przecież to bardziej *cool* ;)

            > i jesli ktos mnie prosi o wyszukanie artykułu z pisma do którego nie
            > ma subskrypcji NIE NAZYWAM go SĘPEM

            a jeśli on nazywa Cię DONOREM i niczym więcej? ;)

            > a i najlepsi sa Ci co dają skserować z tekstem : ale tylko dla
            > ciebie, innym nie dawaj ;p

            A najlepsi są tacy, co to uważają, że jak już ktoś im coś udostępnił, to
            wszystko im wolno. Hej, a próbowałeś już sprzedawać notatki uzyskane od DONORA,
            który mówił coś takiego? ;)

            P.S.
            Nie jestem żadnym kujonem, frustratem itp. Ale ludziom traktującym mnie jak
            DONORA po prostu kazałem spadać na drzewo. Dzielenie się czymś z kimkolwiek nie
            jest moim obowiązkiem, tylko dobrą wolą. A roszczeniowców nie lubię do tej pory,
            mimo że skończyłem studia jakiś czas temu. I całkiem dobrze na tym wychodzę,
            ludzie mnie szanują.

            Pozdrawiam.
            • aniolaglos DONOR notatek ;p 24.06.09, 21:38

              Bardzo dziękują za uznanie !

              nawet nie przypuszczałam ze moj lekko rzucony zwrot DONOR NOTATEK
              wywoła tyle dyskusji na forum

              Jeszcze raz wielki dzieki !

              musze jednak skorygowac :

              batory555 napisał:
              > A najlepsi są tacy, co to uważają, że jak już ktoś im coś
              udostępnił, to
              > wszystko im wolno. Hej, a próbowałeś już sprzedawać notatki
              uzyskane od DONORA,
              > który mówił coś takiego? ;)

              chyba cos przegapiłes, ale NIGDY NIE PISAŁAM O SPRZEDAWANIU NOTATEK
              (swoich czy cudzych)wg. mnie to jeszcze gorsze niz nie dawanie z
              powodu BO NIE :)
              • batory555 Re: DONOR notatek ;p 25.06.09, 01:54
                Ależ nie ma za co, być może wymyśliłaś nowe, fajne określenie ;)

                > chyba cos przegapiłes, ale NIGDY NIE PISAŁAM O SPRZEDAWANIU NOTATEK
                > (swoich czy cudzych)wg. mnie to jeszcze gorsze niz nie dawanie z
                > powodu BO NIE :)

                Chyba coś przegapiłaś, a mianowicie emotikonkę na końcu mojej wypowiedzi ;) Co
                nie zmienia faktu, że nadal zdajesz się uważać "dawanie notatek" za czyjś
                obowiązek - a ja nie lubię postaw roszczeniowych. No i nadal nie przekonałaś
                mnie do pomysłu udostępniania nie swoich notatek innym ludziom - jeśli autor
                sobie tego nie życzy. ;)
              • bubster Re: DONOR notatek ;p 25.06.09, 17:54
                Ale o korzystaniu z cudzego wysiłku i pracy pisałaś? W
                kategoriach "kujony". Stąd tylko krok do sprzedawania notatek.

                U mnie na roku notatki pożyczało się czasami tylko (dużo osób
                chodziło na wykłady) i raczej nie było (poza wyjątkami) z tym
                problemu, jeżeli zwracałaś się do znajomych, ale rozumiem
                rozgoryczenie kogoś, kto siedzi i się męczy a inny uważają go
                za "jelenia".
          • quasi.modo Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 17:00
            Notatek mi nie ubędzie, pod warunkiem, że wrócą. A to niestety nie zawsze jest
            pewne. Ale jeśli ktoś ma parcie na dyplom, ale jego rozliczne pasje notorycznie
            uniemożliwiają mu studiowanie, to to już nie powinien być mój problem. Takie
            wypowiedzi utwierdzają mnie tylko w przekonaniu, że nie powinnam była pożyczać
            notatek każdemu, kto o to poprosił.
          • nessie-jp Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 17:45
            > Przepraszam szanownych kujonów, stałych bywalców wszystkich wykladów
            > itp. ale czy WAM NAPRAWDE ubędzie tych notatek

            No przepraszam cię bardzo, Aniu
          • Gość: Tereska Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.09, 18:09
            aniolaglos napisała:

            > Przepraszam szanownych kujonów, stałych bywalców wszystkich
            > wykladów itp. ale czy WAM NAPRAWDE ubędzie tych notatek, czy ktos
            > je zje, zabierze, spienięży ;...

            Ubyć to może nie ubędzie, chociaż róznie bywa, ale nie widzę powodu,
            żeby REGULARNIE wspierać LENI. Wykład z trudnego przedmiotu mam w
            poniedziałek o 8 rano i są to w mojej grupie jedyne zajęcia tego
            dnia. Muszę wrócić w niedzielę do W-wy, skracając czas pobytu w
            rodziców (a mieszkają dość daleko), wstać w poniedziałek rano,
            pojechać na wykład, wysłuchać, zrobić notatki. Tymczasem "ktosie",
            nawet warszawiacy, robią sobie po prostu wolny poniedziałek. Nikt
            nie zaproponował chodzenia na ten wykład na zmianę i wymiany
            notatek.

            > Macie żal że ludzie traktują was TYLKO jako DONORA KSERÓWEK... no
            > cóż jesli nie macie żadnych pasji, zainteresowań, pomysłów poza
            > odbębnieniem obowiązkowych wykładów to juz nie jest KSERUJACYCH
            > wina :)

            Owszem mam różne zainteresowania, realizuję je wtedy, kiedy nie
            koliduja z podstawowymi obowiązkami. Skoro ktos woli spać, łazic po
            sklepach albo balangować - jego wybór. Dlaczego mam mu ułatwiać
            realizowanie tak wysublimowanych zainteresowań? Nie odmawiam
            udostępnienia notatek komuś, kto np. był chory.
            • aniolaglos Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 21:47

              Tereska napisał(a):


              Ubyć to może nie ubędzie, chociaż róznie bywa, ale nie widzę
              powodu,
              > żeby REGULARNIE wspierać LENI. Wykład z trudnego przedmiotu mam w
              > poniedziałek o 8 rano i są to w mojej grupie jedyne zajęcia tego
              > dnia. Muszę wrócić w niedzielę do W-wy, skracając czas pobytu w
              > rodziców (a mieszkają dość daleko), wstać w poniedziałek rano,
              > pojechać na wykład, wysłuchać, zrobić notatki. Tymczasem "ktosie",
              > nawet warszawiacy, robią sobie po prostu wolny poniedziałek. Nikt
              > nie zaproponował chodzenia na ten wykład na zmianę i wymiany
              > notatek.

              1.skoro TY nie musisz wspierac leni to JA nie musze czytac o Twoich
              problemach z dojeazdem i resztą, trochę off top walnełaś ;p

              2. i słusznie ze ktosie sobią robią wolny dzien, nie chodza pozniej
              przynajmniej sfrurstrowani, tylko wypoczeci

              3.skoro nikt nie chce z tobą chodzic na wykład na zmiane ,to moze
              cie nie lubia ;p ZARTUJE ;p

              Owszem mam różne zainteresowania, realizuję je wtedy, kiedy nie
              > koliduja z podstawowymi obowiązkami. Skoro ktos woli spać, łazic
              po
              > sklepach albo balangować - jego wybór.

              cieszym ;p sie razem z toba ze masz zainteresowania,mam równiez
              wielka nadzieje ze wykraczaja poza te te które wymieniłas podając
              jako cudze;p
              • nessie-jp Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 21:59
                > 1.skoro TY nie musisz wspierac leni to JA nie musze czytac o Twoich
                > problemach z dojeazdem i resztą, trochę off top walnełaś ;p

                Bezinteresownie ci pomogę! Będę wręcz donorem pomocy. Widzisz taki krzyżyk w
                lewym górnym rogu okna? Obok dwóch innych przycisków, ale w samym rożku?

                Kliknij ten przycisk.

                Od razu nie będziesz musiała czytać.

                Mam nadzieję, że pomogłam. Naprawdę bezinteresownie.
              • Gość: Tereska Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.09, 23:20
                aniolaglos napisała:

                > 1.skoro TY nie musisz wspierac leni to JA nie musze czytac
                > o Twoich problemach z dojeazdem i resztą, trochę off top
                > walnełaś

                Nie mam problemów z dojazdem. Przeczytaj, co napisałam, jeszcze raz,
                może uda ci się zrozumieć.

                > 2. i słusznie ze ktosie sobią robią wolny dzien, nie chodza
                > pozniej przynajmniej sfrurstrowani, tylko wypoczeci

                Chodzą sfrustrowani - nie mają notatek, a wczoraj jeszcze niektórzy
                nie zdali egzaminu.

                > 3.skoro nikt nie chce z tobą chodzic na wykład na zmiane ,to moze
                > cie nie lubia ;p ZARTUJE ;

                Żart taki sobie. Sytuację opisałam. Lubienie mnie nie ma tu nic do
                rzeczy.

                > cieszym ;p sie razem z toba ze masz zainteresowania,mam równiez
                > wielka nadzieje ze wykraczaja poza te te które wymieniłas podając
                > jako cudze;p

                Moje zainteresowania i to, co opisałam jako cudze, generalnie
                stanowią zbiory rozłączne. Nawet sen nie stanowi części wspólnej -
                sypiam w innych godzinach, niz mam wykłady.
              • Gość: srele Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.aster.pl 24.06.09, 23:52
                To twój zasrany obowiązek pojawiać się na wykładzie! Gó... nas obchodzą nędzne i miałkie zainteresowania i wymówki upośledzonej małolaty z deficytem poznawczym
                • Gość: Tereska Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.06.09, 10:22
                  Gość portalu: srele napisał(a):

                  > To twój zasrany obowiązek pojawiać się na wykładzie! Gó... nas
                  > obchodzą nędzne i miałkie zainteresowania i wymówki upośledzonej
                  > małolaty z deficytem poznawczym

                  Nick masz adekwatny do poziomu - i intelektualnego, i emocjonalnego,
                  i kulturalnego. Ciesz się, że na mnie nie trafiłeś(aś) - bo byś się
                  dowiadział(a), co jest twoim zasranym obowiązkiem i dlaczego gó...
                  mnie obchodzi z jakiego powodu nie masz swoich notatek.
                  • Gość: srele Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.aster.pl 26.06.09, 19:58
                    wal sie wiedźmo
              • bubster Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 25.06.09, 17:57
                ad.1 - Wypowiedź tereski była na temat. Pisała dlaczego pisanie
                notatek z poniedziałkowego wykładu to duża praca.

                ad. 2 - A jakby nie było DONORÓW i każdy by sobie zrobił wolny
                dzień? Skąd notatki dla "wyluzowanych i wypoczętych"?
          • dominikjandomin Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 19:34
            aniolaglos napisała:

            > Przepraszam szanownych kujonów, stałych bywalców wszystkich wykladów
            > itp. ale czy WAM NAPRAWDE ubędzie tych notatek, czy ktos je zje
            > zabierze, spienięży

            Gdy jedna małpa (tzw. koleżanka z roku) zgubiła moje notatki i się dziwiła,
            czemu mam pretensje, bo przecież ona tylko pożyczyła B, B pozyczyła C, C
            pozyczyła D, a D twierdziła, ze nie brała...

            i na koniec musiałem, za swoje pieniądze kserowac ksero własnych kolorowych
            notatek, to tak, precz z sępami.

            Chcesz mieć - chodź na wykłady. Notuj. Albo zapłać za usługę.
          • Gość: napohybel Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.chello.pl 24.06.09, 22:41
            aniolaglos napisała:

            > Świetny temat !

            zazwyczaj nie robie problemów z pozyczaniem moich notatek, ksiazek itd
            ale osobie, ktora prezentuje taka postawe jak twoja nie tylko niczego bym nie
            pozyczyla ale jeszcze zasadzila zdrowego kopa na drogę
            ty mozesz poprosic, ale nie masz prawa wymagac ani tym bardziej obrazac osoby u
            ktorej spotkasz sie z odmową
            i kiedys ci to zycie uswiadomi, mam nadzieje ze brutalnie
          • tomek854 Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 25.06.09, 20:48
            > Przepraszam szanownych kujonów, stałych bywalców wszystkich wykladów
            > itp. ale czy WAM NAPRAWDE ubędzie tych notatek, czy ktos je zje
            > zabierze, spienięży ;p?

            Jak widać na jednym z powyższych przykładów - TAK. Spieniężą.
          • Gość: łoo Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: 213.134.181.* 22.07.09, 12:00
            nie wiem czy wiesz, ale jest cos takiego jak wysiłek własny i dlaczego mam pozwalać aby ktoś komu się nie należy (bo leń i cwaniak) miał skorzystać (wykorzystać !) na mojej uprzejmości (chwilowej) i miał z górki, gdy ja mam pod górkę? bo trzeba trochę wysiłku włożyć aby coś osiągnąć, a nie tylko czekać na podanie na tacy

            na szczęście po pewnym czasie wyrasta się z tej naiwnej "dobroci dla zwieząt" i przestaje się zwracać uwagę na fałszywe pochlebstwa i próby wzbudzenia sympatii, aby sobie taką "wdzięczną ofiarę" owinąć wokół palca

            umiesz liczyć - licz na siebie

            zazwyczaj jest tak że te sępy , które od ciebie czegoś ciągle chcą, to gdy sam potrzebujesz pomocy - nagle znikną z pola widzenia
      • jorn Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 14:46
        Moje wspomnienia z czasów pobierania nauk w szkołach są takie, że
        wszyscy sępili od wszystkich i jakoś to się w miarę równo rozkładało.

        Później sam zostałem sępem papierosowym. Byłem wtedy na etapie
        rzucania palenia, co się objawiało tym, że nigdy nie miałem swoich,
        a palić się chciało. Sępiłem więc po jednym – dwa papierosy dziennie
        od kolegów z pracy. Żeby jednak było przyzwoicie, co jakiś czas
        kupowałem paczkę i ją przekazywałem "regularnym" palaczom do
        ogólnego spożycia.

        Pozdrawiam
        • baba67 Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 14:55
          To bylo pozyczanie a nie sepiene.
    • fanka.turystyki Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 15:07
      Ha! Moje osobiste doświadczenia na studiach (czyli już x lat temu) oduczyły mnie
      litości nad bliźnim. Kolega-niedojda przyszedł do mnie mówiąc, że on w ogóle nie
      kuma o co chodzi w tych sprawozdaniach z zajęć laboratoryjnych i czy bym mu nie
      mogła na wzór użyczać, dosłownie na kilka minut do przeczytania tych, które sama
      zamierzam oddać. Na wzór, do przeczytania -spoko, lubię jak ludzie uważają mnie
      za autorytet i inspirację, toteż pożyczałam i jeszcze przed zajęciami na
      laboratorium dostawałam spowrotem. Tyle, że nie stałam facetowi za plecami i nie
      pilnowałam czy czyta i gdzie czyta.

      A on tymczasem leciał na ksero i powielał to w kilku egzemplarzach... O
      wszystkim się dowiedziałam kiedy inny kolega zapytał mnie czy nie miewam
      problemów z tymi cholernymi sprawozdaniami, bo od XXXX można takie fajne, dobrze
      opracowane za piątaka kupić -i tu pokazał mi ksero mojej własnej pracy...


      Obecnie mam w pracy sępa kategorii "daj gryza" w formie nieco wysublimowanej:
      codziennie chodzi po ludziach i każdego prosi o saszetkę herbaty, ewentualnie
      dwie łyżeczki kawy, ewentualnie odrobinę cukru, ewentualnie ciasteczko... bo mu
      się właśnie wszystko pokończyło a on z pragnienia umiera... Koleżanka
      skomentowała przy nim "Mamy wodę w kranie -zimną i bardzo smaczną" :-)
    • Gość: Były student Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: 77.254.255.* 24.06.09, 15:22
      Ja zawsze robiłem staranne notatki. Pismo miałem drobne (pisałem linijka w
      linijkę w zeszycie w kratkę, format A4). Wszystko notowałem w jednym zeszycie
      (bo to zawsze lżej w plecaku i nigdy się nie zapomni zeszytu od czegoś tam )
      Notatki pozwalałem kserować tylko kilku osobom ale zawsze mogłem liczyć na
      rewanż z ich strony. Raz tylko zrobiłem błąd, że puściłem zeszyt, a on
      powędrował nie wiadomo gdzie. Mnie już nie był potrzebny ale wnerwiło mnie
      puszczanie moich rzeczy w trzecie, czwarte, piąte i kolejne ręce. Zeszyt już do
      mnie nie wrócił, a szkoda wielka bo teraz owe notatki by mi się przydały.
    • agus-ka Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 15:51
      ode mnie na studiach bardzo czesto pożyczano notatki, glównie ze
      statystyki, ekonometrii i matematyki, bo były bardzo dokładne z
      maksymalnymi opisami, nawet prowadziłam na dodatkowych kartkach
      listę wzorów. W ogóle mi to nie przeszkadzalo i ani razu nie
      zgineły. Przeciez mi ich nie ubyło, a innym pomoglo.
      Mieliśmy tylko jedną osobę która nic od nas nie dostała, taka jedna
      co nam nie powiedziała o kol z angielskiego mimo że pytaliśmy czy
      coś będzie. My przezyliśmy, a ona odpadla na ścisłych, bo nikt jej
      nie chciał pomóc.

      W pracy na szczescie nie ma sepów, jak ktoś komuś zje batonik to
      odkupi albo odda kasę, rozliczamy się z dokładnością do 10 groszy:)

      mialam kiedyś sąsiadów sepów co to po calym osiedlu latali na bajkę
      z dzieckiem. W koncu nikt ich nie wpuszczal, bo z bajki robiły się
      wiadomości, a później film, a ludzie jadnak lubią odpocząc sami.

      Wiecej sepów w moim życiu nie pamiętam:)
      • Gość: yumi1 Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.06.09, 16:26
        Ja miałam takiego uroczego kolegę na roku.
        1. Przed każdym zjazdem wysyłał mi smsa co , gdzie o której. (czyli
        gdzie mamy zajęcia, o której )- wierzcie mi że po trzech latach może
        to doprowadzać do szału.
        2. Notatki pożyczał non stop ale ok z tym nie miałam raczej
        problemu. Bardziej z tym że na początku próbował umawiać się tam
        gdzie jemu będzie wygodnie nie biorąc pod uwagę że mogę mieć inne
        plany - ale dał się wychować.
        3. Przed egzaminem ze statystyki wyśmiewał się z tych najbardziej
        panikujących a kiedy wykładowca podyktował zadania to wyjął z
        kieszeni taki plik malutkich karteczek . Na każdej było napisane :
        "Napisz mi zadanie pierwsze, drugie, trzecie".
        Następnie porozrzucał je po okolicznych stołach usiadł i czekał.

        Mistrz dla mnie :)
        • dominikjandomin Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 19:55
          Gość portalu: yumi1 napisał(a):

          > Ja miałam takiego uroczego kolegę na roku.

          > 3. Przed egzaminem ze statystyki wyśmiewał się z tych najbardziej
          > panikujących a kiedy wykładowca podyktował zadania to wyjął z
          > kieszeni taki plik malutkich karteczek . Na każdej było napisane :
          > "Napisz mi zadanie pierwsze, drugie, trzecie".
          > Następnie porozrzucał je po okolicznych stołach usiadł i czekał.

          I co?

          Chciałbym takiego.

          Koledzy po egzaminie by go zabili.
          • Gość: Brydzia Napisz mi pierwsze IP: *.acn.waw.pl 24.06.09, 21:20
            Na egzaminach różnego rodzaju bezczelna karteczka właśnie: napisz mi
            pierwsze, drugie, trzecie.
            Odpisywałam, a czemu nie:
            "pierwsze"
            "drugie"
            "trzecie"
            Aż w końcu pisałam czule "Pocałuj mnie w dupę"
            • agus-ka Re: Napisz mi pierwsze 25.06.09, 09:56
              a ja tam nie miałam z tym problemu. Jak miałam czas to i calą prace
              potrafiłam przepisać i podpisac ją za kogoś. Bywalo, ze umawilismy
              się, ze wszycy piszemy czarnymi długopisami, zeby było łatwiej
              podawać sobie odpisy. Uczę się w końcu dla siebie, a statystyka nie
              każdemu do życia jest potrzebna.
              • dominikjandomin Re: Napisz mi pierwsze 25.06.09, 13:39
                U mnie za karteczki student by wyleciał za ściąganie, z laczem. I niech sobie
                dochodzi sprawiedliwości od kolegi, któremu łaskawie przepisywał swoje zadanie...
      • Gość: sep i sepidacz sepow wokol stada IP: *.static-ip.telepacific.net 25.06.09, 04:52
        w szkole sredniej dawales sepom, na studiach bylo roznie, sepilem, ale staralem
        sie odplacac czego inni mie mogli miec, po studiach roznie bywalo. Tak tez
        bywalo, ze panny z okresu przedgierkowego, tj panna zuzzanna czy stefania,
        majaca w tym czasie duzo lepiej niz ja potrafila zapytac dlaczego juz ludziom
        nie pomagam, oni nie moga, nie maja zwyczaju, tylko na sepa
        Nadal czesto seply nadlatuja, ale sie nauczylem odpowiadac NIE, wyczuwal na
        odleglosc i gonie jak parszywe psy. Jak moj sp tata mowil po kielichu, na cudzym
        ch....u do raju chca wjechac
        • ranita_08 Re: sepow wokol stada 25.06.09, 11:05
          Właśnie. Wszystko zależy czy ktoś to docenia i stara się
          odwzajemnić, czy uważa że mu się należy.
          Na studiach też zawsze przepisywałam notatki do komputera i
          opracowaywałam potem pytania na egzaminy. Nie miałam problemu z
          dawanie, (wysyłaniem) tego innym, ale nie wszystkim.

          Miałam koleżanki, które zawsze z tego korzystały, ale w zamian za to
          nosiły mi indeks po wpisy (nie musiałam stać w kolejkach), kserowały
          rozdziały z książek itp. To rozumiem.


    • Gość: kasamova Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.ip.netia.com.pl 24.06.09, 16:27
      Przypadek jednego osobnika:
      - "wyrownaj mi konto" - chodzi o sytuacje, gdy mial na koncie np. 19.54 i zebym
      zrobil mu przelew na 46 gr bo przeciez nie wyplaci 20zl ... dodaje ze nie
      zdarzylo sie to jednokrotnie
      - "jaka mam u ciebie linie kredytowa?" - pytanie po ktorejs z kolei pozyczce, bo
      sam mial problemy ze znalezieniem pracy
      - "bede u ciebie siedziec na necie" ... a sam zrezygnuje z internetu w swoim
      mieszkaniu zeby mniej placic (mniej o 30 zl nota bene)
      - "zostane u ciebie na noc" - kilkukrotnie gdy sie zasiedzial na piwie i nie
      chcialo mu sie wracac 15 minut autobusem. Ja na drugi dzien do pracy z samego
      rana a on sie jeszcze krzata po polnocy. Argumentowal tym, ze on ma problemy ze
      wstawaniem rano, i ze gdy bede wychodzic to go obudze (sypial do 12-14 po poludniu)
    • Gość: Inna Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.dsl.amrltx.swbell.net 24.06.09, 16:28
      .
      hehe, cos jak moj ojciec
      Kiedy bylam na studiach on mial trabanta (zeby nie bylo-nie placil
      za moje studia, mialam stypendia). Ktoregos dnia powiedzial ze
      potrzebuje przednie zawieszenie do wozu i ze wie ze gdzies tam w
      miescie L. gdzie studiuje jest sklep z czesciami wiec zebym kupila i
      mu przywiozla. Kupila za wlasne oczywiscie i przywiozla chyba
      autobusem.
      Drugim razem zazyczyl sobie zebym wyprosila palaki do szklarni
      foliowej (takiej 4 m szerokiej, 2,5 wysokiej) z mojej uczelni i tez
      przywiozla bo chce szklarnie zakladac. Na moje oslupiale spojrzenie
      powiedzial ze przeciez powinno sie zmiescic do autobusu:))
      Kiedy naszlo go na zrobienei szafy z zasuwanymi drzwiami, zazyczyl
      sobie abym kupila takie suwnice (??) do drzwi i
      przywiozla..oczywiscie autobusem. Glosno sie zastanowilam...ale
      tato, to bedzie z 4 m dlugosci! On na to, no to co, za to cienkie
      jest...
      Ogrod tez chcial i to taki zeby nikt w okolicy podobnego nie mial.
      Jak podliczylam koszt roslin i powiedzialam beztrosko to daj XXXX zl
      to kupie rosliny spojrzal na mnie z uraza i zamilkl. Rosliny
      przeciez mialam kupowac ze stypendium i przywozic oczywiscie
      autobusem...
      Oj duzo tych historii jeszcze by sie zebralo...
    • Gość: 3.14-Roman Hmm... IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 24.06.09, 16:30
      Dlaczego tyle osób utożsamia "sępienie" z "pożyczaniem notatek"? Samo wymienianie się notatkami, materiałami, pożyczanie od kogoś zeszytów jest ok, nie jest wcale sępieniem, jeżeli pożyczający umie zachować takt i umiar, jak ujął to któryś z poprzedników.

      Problem robi się, kiedy chętny na materiały na przykład przyjmuje postawę roszczeniową na zasadzie: "Ty masz ładne pismo, więc musisz mi dać swoje notatki".

      I tu piękny przykład "sępienia", opisany przez mojego przyjaciela.
      Dzwoni telefon, R. odbiera i słyszy jakiś obcy głos:
      X: Czy tu R.T? Mam taką sprawę, jestem z twojego roku, pewnie mnie nie znasz, hehe. Podobno masz zajebiste notatki z *****, mógłbym sobie pożyczyć?
      R: Nie ma problemu, a kiedy będziesz na uczelni? Możemy się jakoś umówić...
      X:Ale mnie te notatki są właściwie potrzebne na dzisiaj. Jutro rano mam test...
      R:Aha, słuchaj, ja dzisiaj cały dzień będę w domu, możesz wpaść w każdej chwili, ja mieszkam przy ******?
      X: Ty, wiesz co, dzisiaj jest taka wstrętna pogoda, nie chce mi się z domu wychodzić. Mógłbyś mi te notatki zaraz skserować, jeśli mieszkasz przy**** to masz ksero pod nosem, a potem przyjedź do mnie, co, podam ci adres, mieszkam przy **** (na drugim końcu miasta)
      R.T: milczy (zszokowany)
      X: (z łaską): Jak chcesz, podam ci numer autobusu do mnie...

      KURTYNA :)
    • Gość: 3,14-Roman Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 24.06.09, 16:49
      Wspomnienie z czasów szkoły podstawowej.

      Kiedy byłem dziecięciem, większość moich rówieśniczek szalała za zespołem "Spice Girls", jedną z ich wielkich fanek była K-moja dobra koleżanka z klasy. Kiedyś odwiedzili nas krewni z Niemiec, moja kuzynka zostawiła mojej siostrze jakiś ichniejszy magazyn młodzieżowy, z ogromnym plakatem przedstawiającym ten zespół. Poprosiłem siostrę o to dzieło i następnego dnia, odnalazłem K siedzącą samotnie w kąciku i wręczyłem jej ten plakat.

      Parę dni później wspomniana tu już Patrycja (z mojej klasy, ale praktycznie z nią nie rozmawiałem) podeszła do mnie po lekcjach i zażądała takiego samego plakatu, jaki "widziała na ścianie w pokoju K". Kiedy odparłem, że miałem tylko jeden egzemplarz, odpowiedziała, że:
      1)Kłamię
      2)Jestem chamem
      3)Mam się wypchać tym swoim plakatem

      :)
      • martuha Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 17:28
        hahaha, mam nadzieje, ze sie wypchales? ;)))
        w kwestii sepow. notatki pozyczalam, gdyz wiele osob z grupy uwazala, ze mam wszystko dobrze opracowane. przywyklam do tego. ale najlepsza byla dziewczyna z klasy z liceum, ktora na maturze wyzebrala u mnie wypracowanie z angielskiego pod pretekstem, ze nie zda egzaminu, co bylo robic? oczywiscie pomoc pannie. szkoda, ze potem nie uslyszalam od niej nawet dziekuje. dziewczyna zdala.
        • jedrek.google Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 17:44
          Pożycz dwa zyta...
          • Gość: Bubu Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.adsl.inetia.pl 24.06.09, 18:38
            W liceum miałam do czynienia z taką jedną dziewczyną - kiedy podchodziła do
            ludzi na przerwie, zaraz padało jedno z pytań:
            - Macie coś do jedzenia?
            - Macie bilet autobusowy/pożyczyć kasę na bilet?
            - Macie może "Quo vadis"/zeszyt od niemieckiego?
            - Macie gumkę do włosów/pomadkę?
            Kilka razy chyba nawet pytała o podpaskę. I tak dobrze, że nie paliła ;>
    • Gość: habibi Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.wroclaw.mm.pl 24.06.09, 17:54
      Też zawsze pożyczałam notatki. Skoro już i tak chodziłam na wykłady to czemu mam
      się nie podzielić. Korzystała większość roku, problemów z oddawaniem nie było,
      bo ksero funkcjonowało po prostu w holu instytutu. osobistym hitem było jak
      przed egzaminem z bardzo zawiłego przedmiotu podchodzę do grupki ludzi i
      dowiaduję się że mają przefantastyczne notatki i jak chcę to mi też skserują -
      zerkam, a to moje własne :))))
    • Gość: Asiaa Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: 77.236.3.* 24.06.09, 18:11
      Dwie anegdotki o sępach:

      - miałam na wysokim poziomie j.polski w LO, i pięknie prowadzone
      zeszyty przez cztery lata. Rok po zdaniu swojej matury pożyczyłam
      je swojej młodszej sąsiadce. Zdała. Poprosiłam o zwrot - i się
      dowiedziałam że je wyrzuciła. Bo mnie pewnie już nie potrzebne.
      No mnie faktycznie nie - ale mam młodszego brata ... (a przez ten rok
      pewnie trzymałam je specjalnie tylko dla niej)

      - widziałam starannie przerysowany rysunek z geometrii wykreślnej -
      tak starannie - że łącznie z nazwiskiem prawowitego autora,
      sępiarza nieco usprawiedliwia fakt że był cudzoziemcem,
      ale i tak mnie to niezmienne bawi ...
      • atanycost Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 23:06
        Czy to sęp-rekordzista?
        Londyn. Moja kobieta nie chciała mieszkać na "ziemi obiecanej".
        Wynajmuję pokój w domu, gdzie są tylko znajomi i rodzina z Polski.
        Od "zarządzającej" domem szwagierki mego kuzyna słyszę
        tekst "słuchaj znajomy mojej ciotki chciałby u nas przenocować
        jedzie gdzieś dalej ma załatwioną pracę czy mógłby przenocować u
        ciebie w pokoju dzień, dwa góra do czwartku". Nie skakałem ze
        szczęścia - gościu dla nas wszystkich obcy w pokoju kasa, dokumenty,
        narzędzia.Zgodziłem się mi też udzielono pomocy...Koleś przyjechał
        oczy jakieś szczurze... siedzi z tydzień czasu wszystko ma za
        free "zarządzająca" obsługuje go obiadkami a chodzi do pracy, ma
        dziecko i męża, koleś coś tam jątrzy między dwoma szwagrami ci robią
        w budowlance, z każdym chce prowadzić firmę bo on ma wykształcenie i
        zna słówka...?gdzieś zagubił ten cel podrózy za Londyn???... Ja w
        tym czasie namówiłem żonę do powrotu koleś się dowiedział i
        do "zarządzającej":

        X mówi, że jego żona przyjeżdża... no chyba bym musiał coś sobie
        poszukać, no chyba we trzech nie będziemy spali...

        wszystkich nas wy....ało szok był dla nas wielki!
        Sobota rano. W niedzielę wcześnie mam autobus do Polski. Mówię
        kolesiowi: weź swoje rzeczy, bo chcę posprzątać i zamknąć pokój.
        Sherlock Holmes (taką ksywę dostał w domu) jeszcze sępi o możliwość
        zostania słysząc kategoryczne NIE mówi: nie musisz się z tym tak
        p.......ć chcę wypić kawę - po tym tekście NIE było bardzo
        kategoryczne. Chciał się jeszcze wprosić do pokoju "zarządzającej"
        (ona, mąż i dwulatek)!!! Poszukali mu pokój gdzieś tam...Sherlock
        przylatuje po paru dniach - miał włamanie do samochodu.
        Mąż "zarządzającej" traci dniówkę na łatwienie szyby, gdy przychodzi
        do zapłaty Sherlock patrzy na niego tym swoim szczurzym wzrokiem
        trzeba mu ewidentnie wytłumaczyć, że to jego szyba i jego rachunek...
        To, że nie mógł się od nich odczepić przy łatwieniu czegokolwiek w
        późniejszym czasie jest chyba oczywiste. W międzyczasie jego żona
        wydzwaniała do "zarządzającej" z pretensjami, że mu robotę by
        załatwili... a miał tylko przenocować ...
      • bestyjaa Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 25.06.09, 00:53
        - miałam na wysokim poziomie j.polski w LO, i pięknie prowadzone
        > zeszyty przez cztery lata. Rok po zdaniu swojej matury pożyczyłam
        > je swojej młodszej sąsiadce. Zdała. Poprosiłam o zwrot - i się
        > dowiedziałam że je wyrzuciła.


        jejku :( aż mi się przykro zrobilo, kiedy to przeczytałam. Naprawdę. Jak mozna ybć tak głupim, zeby wyrzucać czyjeś zeszyty bez pozwolenia...ehh. Mam nadzieję, ze mimo wszystko pomagasz braciszkowi w nauce :)

        W mojej grupie na studiach akurat nie ma sępienia- jak ktos coś ma, to innym pożycza- jakieś teksty,referaty itp ale o takie "prywatne" notatki, które przygotowujemy na ćwiczenia, raczej nikt nie prosi. Przynajmniej nie do hurtowej obróbki- ale np 2 koleżanki lubią się uczyć razem, to raz jedna opracowuje temat, raz druga.
        Mnie czasem ktoś o coś poprosi, zebym komuś coś napisała itp. Czasem się zgadzam- jak mam czas i ochotę;) U nas na studiach są fajni ludzie, wiec nikt się nie obraża, gdy się odmówi. I nikt nie "żąda" od nikogo pomocy :)
    • Gość: Kolec Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.chello.pl 24.06.09, 18:53
      A może w niektórych przypadkach to nie jest kwestia sępienia tylko
      skąpstwa??
      Ostanio dziewczyna na uczelni podała informację że może sprzedać
      swoje notatki i xerówki!!! Mi to nawet przez myśl nie przeszło - to
      co mogę (mam pozaliczane i wiem że mi nie będzie potrzebne) oddaje
      bez chwili zawahania. Ten mechanizm powiedziałbym działa w obie
      strony - ktoś chce się dorobić kosztem innej osoby - a trzeba sobie
      pomagać, szczególnie w tym najbliższym gronie.
      • Gość: M. Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.aster.pl 24.06.09, 19:18
        A ja swoje sprzedam. Za jakąś symboliczną kwotę, ale sprzedam.

        Bo my mamy tyle rzeczy kserować, tyle kasy na to idzie i tych nieszczęsnych
        drzew, że nie będę tego trzymać u siebie (żeby zajmowało półki).
        • ola_motocyklistka Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 20:35
          Na pierwszych studiach miałam z jakiegoś tam przedmiotu napisać jakiś baaardzo
          długi konspekt. Fakt, wzięłam się za niego trochę późno, nie zdążyłam przepisać
          na czysto ( to jeszcze nie była era komputerów) uzgodniłam z wykładowcą, że
          oddam mu brudnopis. Przed oddaniem kolega poprosił o moją pracę bo on nie
          napisał, ale kompletnie nie wie jak się za nią zabrać, i szuka jakiegoś
          pomysłu-pożyczyłam, oddał, ja pracę oddałam wykładowcy. Za jakiś czas przyszedł
          moment oddania prac, i ocen. Zostałam wezwana do składania wyjaśnień, ponieważ
          moja praca była...plagiatem. Kolega jak się okazało skserował moją prace,
          czystym kawałkiem kartki zasłaniając moja nazwisko, na miejsce wpisując swoje.
          Wykładowca lekko zgłupiał, bo nie wiedział co jest czyje. Finalnie za ten numer
          ocena z pracy została mi obniżona, bo nie do końca był przekonany, że to mój
          wkład, bo kolega zamiast się przyznać jeszcze nakręcił dodatkowo oczerniając
          mnie. Po incydencie publicznie i dość głośno powiedziałam mu co o nim myślę, i
          oficjalnie zakomunikowałam mu ze się nie znamy.
          :) ludzie są nieźli:)
          • nessie-jp Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 21:09
            ola_motocyklistka napisała:


            > Zostałam wezwana do składania wyjaśnień, ponieważ
            > moja praca była...plagiatem. Kolega jak się okazało skserował moją prace,

            Też mnie kiedyś tak kurrrr...tyzańsko wrobiono
            • Gość: 3,14-Roman Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 24.06.09, 21:29
              Wspominana już wcześniej Patrycja podeszła kiedyś do mnie na przerwie żądajac pożyczenia zeszytu z wypracowaniem. Odmówiłem, ale ona powiedziała, że była chora, źle się czuła i nie mogła odrobić tego zadania. Jakem człowiek miękkiego serca, dałem jej zeszyt, prosząc ją, aby:
              a)zmieniła coś w wypracowaniu
              b)nie zgłaszała się do przeczytania tego wypracowania*, bo ja chciałem się do tego zgłosić.

              *nasza nauczycielka zawsze pytała na początku zajęć, kto się chce zgłosić do przedstawienia pracy domowej, podchodziła do każdego ucznia, żeby sprawdzić, kto ma wypracowanie,a kto nie, wstawiała minusy tym, którzy nie mieli, a potem ochotnicy czytali swoje utwory

              Patrycja zeszyt wzięła, oddała mi przed lekcją, lekcja się rozpoczęła, nauczycielka otworzyła dziennik i zapytała: Kto się chce zgłosić do przeczytania pracy domowej?

              I rączka Patrycji wystrzeliła w górę jak rakieta. Patrycja z dumą przeczytała mój esej, niezmieniony ani o słowo i z uśmiechem podziękowała pani za wstawioną szóstkę. I od tego dnia przestałem jej cokolwiek pożyczać, pozostając na wieki w jej pamięci potępiony jako: "cham".

              --
              https://tinyurl.com/kvd2jl/.gif
              • aniolaglos Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 21:57
                Gość portalu: 3,14-Roman napisał(a):

                > *nasza nauczycielka zawsze pytała na początku zajęć, kto się chce
                zgłosić do pr
                > zedstawienia pracy domowej, podchodziła do każdego ucznia, żeby
                sprawdzić, kto
                > ma wypracowanie,a kto nie, wstawiała minusy tym, którzy nie mieli,
                a potem ocho
                > tnicy czytali swoje utwory

                podstawówka, czy dzimnasjum ;p?

                my raczej piszemy o sepieniu w kategori -> wyscig szczurów, czyli
                bardziej końcówka studiów, praca...
                • Gość: 3,14-Roman Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 24.06.09, 22:29
                  Podstawówka, klasa czwarta :)

                  PS: Możesz zdefiniować pojęcie: "my"?
          • dominikjandomin Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 25.06.09, 13:43
            I mammy w to uwierzyć? Wykładowca nie rozpoznał ksera?
        • Gość: Były student Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.adsl.inetia.pl 25.06.09, 11:25
          Mój przypadek odnośnie niepotrzebnych kserówek. Na kierunku pojawił się chłopak
          co go znałem ale słabo. Ja międzyczasie chciałem sprzedać książki i kserówki co
          już mi nie były potrzebne. Przywiesiłem kartkę na tablicy ogłoszeń, że sprzedam
          materiały z pierwszego roku. podałem maila i numer telefonu. Następnego dnia
          dzwoni ów "znajomy" i pyta o materiały. Podałem cenę (za kserówki dałem prawie
          500 PLN więc na studencką kieszeń nie są to małe pieniądze) ok 300 więc i tak
          taniej. On na to: a nie pożyczyłbyś. za rok bym oddał bo to takie drogie...
          Dodam, że na brak kasy chłopak nie cierpiał bo zawsze był ubrany w dość drogie
          ciuchy i prawie nowym Golfem podjeżdżał.
    • czuly-wojtek Sępy 24.06.09, 19:21
      Mnie bardzo denerwowały sępy, to raz w LO zrobiłem pewien numer.

      No bo zawsze picie, jak miałem, więc raz wlałem octu i trochę
      kranówy do butelki po wodzie smakowej Żywiec (cytrynowa). Udawałem
      że chciałem się napić a kolega mi wyrwał butelkę i się napił... jego
      reakcji chyba nie muszę pisać, ale potem już nic ode mnie nie
      chciał. :D
    • puch11 Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 20:01
      Zostajemy dłużej w pracy, ktoś wpada na pomysł, żeby zamówić pizzę. Wszyscy się
      godzą. Osób jest 6, a w pizzerii promocja - "kup 3, a zapłać jak za dwie" (czyli
      jedna gratis). Super!
      Dzielimy się więc na dwie grupy po 3 osoby, zamawiamy dwa "pakiety", obliczamy
      ile każdy z nas ma wyłożyć. Każdy wykłada kasę za 2/3 pizzy, jedna z koleżanek z
      "mojej" grupy przygląda się zrzutce, ale do portfela nie sięga. Pytamy, czemu
      nie wyciąga kasy, a ona całkiem poważnie odpowiada: "Bo ja zamierzam zjeść tę
      pizzę, która w zestawie jest gratis!".
      • Gość: k Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.ssp.dialog.net.pl 24.06.09, 21:54
        ja generalnie jestem tym znienawidzonym sobkiem i egoistą, bo nie jestem uczynna
        i koleżeńska, i wcale nie jest mi z tego powodu przykro,hehe :D a dlatego, że
        mam lata praktyki bycia miękką d*pą w odmawianiu. teraz się nie nabieram na te
        pełne wyrzutu minku typu: "ojej, a dlaczego mi nie pomogłaś", "jak można być tak
        samolubnym" po odmowie. generalnie "zasady"(jeśli można to tak nazwać)co do
        pożyczania mam takie:
        -jeden raz mogę pożyczyć praktycznie każdemu
        - zawsze pożyczam bardzo bliskim znajomym(no chyba, że czuję, że ktoś przesadza
        to nie) i osobom, które się uczą, z nimi najczęściej wymieniam się notatkami, bo
        wiem że jakby co to mogę na nie również liczyć
        -sępiącym i biedakom, którym zawsze "wiatr w oczy"(bo nie umieją, nie rozumieją,
        tacy zapracowani że mają problem ze studiami) pożyczam raz, a potem odmawiam
        - cwaniakom, którzy od razu szukają sobie frajera, który odwali za nich robotę,
        omijam szerokim łukiem od razu
        • aniolaglos Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 22:06
          Gość portalu: k napisał(a):

          > pożyczania mam takie:
          > -jeden raz mogę pożyczyć praktycznie każdemu
          > - zawsze pożyczam bardzo bliskim znajomym(no chyba, że czuję, że
          ktoś przesadza to nie)i osobom, które się uczą, z nimi najczęściej
          wymieniam się notatkami, b
          SUPER , fajnie ze pożyczasz osobom KTÓRE SIĘ UCZĄ, w sumie
          zastanawiam sie po co TWOJE notatki tym którzy SIE NIE UCZĄ, a moze
          nie chcą ich przeczytac i sie nauczyc, tylko powiesza sobie na
          ścianie i beda liczyc ze zdadzą , naiwniacy ;p

          PS. w jaki sposób odróżniach tych którzy sie uczą od tych kotrzy sie
          nie uczą? po wyglądzie, zapachu, kolorze bielizny ...

          > wiem że jakby co to mogę na nie również liczyć
          czyli TEZ JESTES CWANIAKIEM który szuka frajera????

          zawiodłas mnie ...
          • Gość: k Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.ssp.dialog.net.pl 24.06.09, 22:12
            jak odróżniam?! każdy ma w grupie takich leserów, przecież po jakimś czasie
            studiów wiadomo, kto się uczy a kto zlewa na wszystko i wiecznie "sępi" od
            innych notatki, itp.

            > czyli TEZ JESTES CWANIAKIEM który szuka frajera????
            nie, bo to działa na zasadzie wymiany- ja czasem komuś w czymś pomogę, pożyczę,
            a innym razem on mi. cwaniactwem byłoby, gdybym przylepiła się do kogoś i ciągle
            tylko czerpała od niego, nie dając nic w zamian.
            • jorge.martinez Nie karm trolla 24.06.09, 22:14
              Nie widzisz, że gadasz z trollem?
            • aniolaglos Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 22:16
              Gość portalu: k napisał(a):

              > jak odróżniam?! każdy ma w grupie takich leserów, przecież po
              jakimś czasie
              > studiów wiadomo, kto się uczy a kto zlewa na wszystko i
              wiecznie "sępi" od
              > innych notatki, itp.

              tutaj byłambym ostrozniejsza, poniewaz index i wiedza lesera czesto
              wyglada lepiej niz osoby ktora w Twoim mniemaniu na lesera nie
              wygląda
              • Gość: k Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.ssp.dialog.net.pl 24.06.09, 22:21
                > tutaj byłambym ostrozniejsza, poniewaz index i wiedza lesera czesto
                > wyglada lepiej niz osoby ktora w Twoim mniemaniu na lesera nie
                > wygląda

                no tak, bo wiadomo jak to jest ze studiami - oceny często są niesprawiedliwe. i
                taki leser też może mieć farta i czasem uda mu się złapać dobrą ocenę albo
                dzięki "bajerowaniu" pani albo pana profesor jakoś zasłużyć na zaliczenie.
              • Gość: ooo Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach IP: *.aster.pl 24.06.09, 23:58
                oj chyba kogoś uwalili:D
      • woland76 Re: Pożycz, skseruj, daj... czyli o sępach 24.06.09, 22:09
        Mój mąż ma w pracy kolegę (sporo po trzydziestce, dobrze ustawionego, z własnym
        domem, w rodzinie lekarze), który:
        - nie kupuje papierosów, tylko wyłudza je codziennie od trzech kolegów z pracy
        - notorycznie wyżera miód, który mój małż przynosi do słodzenia herbaty (trochę
        odpuścił, kiedy małż zaczął przynosić miodek w słoikach po dżemie, a nie
        litrowych, ale kiedyś małż przyniósł miód gryczany, taki lekko kwaskowy i kolega
        poskarżył się pozostałym kolegom, że miód na pewno jest sfermentowany
        Kiedyś "nakryty" na procederze wyjadania poprosił męża, żeby ten przyniósł mu
        słoiczek miodu. Kiedy go dostał, zabrał go do domu. Miód nadal wyjada.
        - w firmowej szafce (kącik kuchenny) stoi dyżurna kawa i herbata. Mój chłop
        zaczął przynosić sobie kawę Inkę i herbatki owocowe - też zaczęły nadzwyczaj
        szybko ubywać. Któregoś dnia wśród herbatek owocowych znalazły się herbatki
        odchudzające z senesem i kruszyną ;) :D
        - ostatnio mój małżon zdrowo się odżywia i robi sobie do roboty duże porcje
        sałatek - na cały dzień pracy. Kolega najpierw sępił (daj trochę), potem
        zaproponował, żeby małżonek zaczął robić większe porcje i "jakoś się
        rozliczymy". Mąż stwierdził, że uczciwiej będzie jeśli jeden będzie robił
        sałatki przez tydzień, a drugi w następnym tygodniu i tak na zmianę. Zupełnym
        przypadkiem ;) kolega w "swoim tygodniu" wziął trzy dni urlopu, takiego
        losowego, bez zapowiedzi. Mąż wrócił do domu wściekły, bo gdyby wiedział,
        zrobiłby dla siebie drugie śniadanie, a tak musiał kombinować i biegać do sklepu
        po rzodkiewki i pomidory.
        W firmie pracuje ośmiu dorosłych chłopów, najmłodszy jest przed trzydziestką,
        więc wydawałoby się, że wyrośli już z "daj gryza".
        Często jednak mają miejsce takie sytuacje, że jakiś klient przyniesie jakieś
        słodycze, piwo czy inne specjały - wtedy pozostali dzielą je między siebie.

        Niedawno do rzeczonego kolegi przyszedł jego znajomy i poprosił, żeby mu
        naprawił komputer. Komputer trafił do firmowego serwisu i naprawił go ktoś inny.
        Znajomy przyszedł po sprzęt, kolega machnął ręką, że właściwie nic się nie
        należy, bo to mała robota, więc facet po chwili przyniósł siatkę kiełbasy
        domowej roboty. Pachniało w całej firmie. Kolega schował kiełbasę pod kurtkę i
        szybko pobiegł do swojego pokoju, z nikim się nie podzielił.

        Mnie szlag trafia, kiedy mąż opowiada mi takie kwiatki, ale jego to zbytnio nie
        rusza. Mówi, że nie jesteśmy tacy biedni, żeby się z kimś nie podzielić, a
        kolega musi oszczędzać, bo kupuje sobie nowy samochód. :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka