Dodaj do ulubionych

Złote mysli teściowych

    • Gość: synowa Re: Złote mysli teściowych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.08.09, 14:08
      "Wątroba nie mięso, synowa nie dziecko"
      • Gość: uuu Re: Złote mysli teściowych IP: *.tpnet.do.f-net.pl 07.08.09, 14:18
        "...teściowa nie matka";)
    • Gość: Eveee Re: Złote mysli teściowych IP: *.lanet.net.pl 07.08.09, 14:19
      Gdy sie urodzialm moj ojciec pojechal do swojej mamy pochwalic sie
      ze ma corke, a babcia na to: synu nie przejmuj sie,corka to tez
      dziecko....:)
      • kasnova Re: Złote mysli teściowych 08.08.09, 23:42
        Poszliśmy z mężem i roczną córeczką w odwiedziny do teściowej, żeby
        oznajmić jej, że jestem w ciąży. Na to teściowa:
        "To czemu się nie zabezpieczyliście???"
        Nie ma to jak radość z pojawienia się nowej istoty...;)
    • Gość: choinka Re: Złote mysli teściowych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.09, 14:40
      Nasza córka urodziła się w styczniu. Pierwsze słowa teściowej:
      - A dlaczego ona bez czapki???!! (rzecz działa się w domu,
      ogrzewanym;))
      Ja: - A mama chodzi w czapce po domu?
      T: - No nie, ale to jest noworodek, a przecież jest ZIMA.

      :D

      Z kolei syn urodził się w czerwcu, zaraz był upalny lipiec, znów
      rzecz dzieje się w domu.
      T: A czemu on bez skarpetek???!!
      Ja: Bo strasznie gorąco, w domu 26 stopni...
      T: No tak, ale od nóżek się może zaziębić.

      :D
    • Gość: alka Re: Złote mysli teściowych IP: *.ssp.dialog.net.pl 07.08.09, 15:01
      A ja myślałam, że to ja mam przesrane z moją Kochaną Mamusią :)
      Ale widzę, że co jedna to gorsza zaraza :)
      Przypomniała mi się pewna historia jak to kiedyś po obiedzie miła
      dyskusja, rozmawiamy o tym wielkich wycieczkowcach, jak to bogaci
      amerykańscy emeryci cudnie spędzają emeryturę - podróżując. Mój mąż
      mówi: No tak ale w czasie takiej wycieczku zawsze kilku z nich
      umiera. A żeby nie wzbudzać paniki to zabierają później ich ciała
      helikopterami albo łodzami. Na co mój teść radośnie : Mirka a Ty byś
      nie chciała ze mną w taki rejs płynąć. W odpowiedzi usłyszał
      płaczliwym tonem : Tak bo Wy wszyscy checie mnie się pozbyć :
    • Gość: Daisy Re: Złote mysli teściowych IP: *.godula.net 07.08.09, 15:01
      jedno z pierwszych spotkań moich i rodziców mojego narzeczonego. Wypadło jakoś
      przed Bożym Narodzeniem. On ze Śląska Górnego, ja z Dolnego. Teściowa patrzy na
      mnie wnikliwie i pyta:
      - A macie tam u siebie Mikołaja?
      • Gość: wenus Re: Złote mysli teściowych IP: *.97.192.213.cable.satra.pl 07.08.09, 15:34
        Jakiś bakcyl mnie dopadł. Dieta ścisła.
        T: To może ciasta ci ukroję? Nieee? A malinki chcesz? już posypane cukrem.
        Ja: Nie, dziekuję, nie mogę (poza tym, że nie jem owoców z cukrem)
        T. -> foch.

        syt2.
        Proszę T., żeby nie "poprawiała" dzieciom obiadów (dokładniej na blogu )
        T: Jak jestem wam do niczego niepotrzebna, to więcej do was nie przyjdę.

        syt.3
        Upał nie z tej ziemi. Dzieciaki biegają boso.
        T: Pozaziębiają się bez skarpetek i kapci!

        syt.4
        na każdą rankę, stłuczenie, cokolwiek T. radzi przyłożyć mocz własny.
        Ja: A mamusia też tak robi?
        T: Nie, ja to nie, ale Ty możesz.

        mogę mnożyć w nieskończoność ..
        • agus-ka Re: Złote mysli teściowych 07.08.09, 16:21
          moja tesciowa za każdym razem mówiła jaki to mój mąż jest chudy. Nie
          wytrzymalam kiedys i zabrałam jego zdjęcia jak siedzi w jej kuchni w
          czasach kawalerskich i po standardowym komentarzu wyciągnęlam to
          zdjęcie i slodko powiedziałam "nie, wręcz przeciwie, teraz wygląda
          zdecydowanie na odzywionego". Komentarz więcej się nie powtórzył.
          A w ogóle z teściową najlepsze kontakty miałam jak się z ex
          rozwiodłam.
    • Gość: mańka Re: Złote mysli teściowych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.09, 17:00
      moja tesciowa krotko po slubie-
      -ty o niego nie zadbasz tak, jak ja...

      -oczywiscie, mamo, w koncu to nie jest moj syn.
      • Gość: zapałka Re: Złote mysli teściowych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.09, 18:26
        Powiedzonko Teścia:
        T: Wiesz, że jesteś moją najlepszą, najładniejszą i najmądrzejszą synową i że
        kocham cię najbardziej?
        Ja: Wiem.(ma tylko jedną synową-mnie) A co tata chce?

        Teraz moja mama.
        Z racji tego, że zawsze był problem gdzie mamy spędzić wigilię rozwiązałam to
        tak, że wigilia jest u nas. Byłam w 6 miesiącu ciąży. Mama przyszła do nas, żeby
        upiec karpia, bo mi to bardzo śmierdziało. Na kolacji miało być 12 osób. Mówię
        do męża: Obierz ziemniaki. A na to moja mama: Ależ masz dobrego męża. Ja:
        dlaczego? Mama: bo ziemniaki ci ubierze :)
      • Gość: wenus Re: Złote mysli teściowych IP: *.97.192.213.cable.satra.pl 07.08.09, 18:32
        :)))
        T:Syneczku, dołóż sobie jeszcze, tak mało zjadłeś.
        On: Mamo, jestem najedzony, dziękuję.
        T: Tobie się chyba żołądek skurczył!! Lepiej idź do lekarza!!!

        • Gość: Aligatorka:) Re: Złote mysli teściowych IP: *.chello.pl 07.08.09, 19:06
          Kiedyś zrobiłam własnoręcznie pyszne pierogi z jagodami; chwaliłam
          się mojej teściowej, że mąż zjadła aż 32 pierogi! takie były pyszne!
          Przy najbliższej zadymie teściowa wykrzyczała, że taka jestem
          wyrachowana, że nawet mu pierogi wyliczę:)

          Przyszła do nas kiedyś, dzieci jadły śniadanie - patrzy i mówi:
          dzieciaki to jak prosiaki zjedzą wszysttsko co im dasz, lepiej sobie
          futro kup... (futro owszem, teściowa posiadała ale łazienki już
          nie... jeno sławojkę... dodam, że opowieść pochodzi z XX wieku)

          Mojego męża brat-pijaczyna przyprowadziła kiedyś dziewczynę do domu,
          w której był bardzo zakochany. Cała rodzina siedzi przy stole,
          dziewczyna nieśmiało stoi przed rodziną, a teściowa mówi: taka
          brzydka???????

          Moja 8-miesięczna córka kiedyś wymiotowała a teściowa mówi: dajcie
          jej wódki! Heniek (jej brat) zawsze daje wódki cielakom...

          Długo bym tak mogła...
          • Gość: j Re: Złote mysli teściowych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.09, 19:37
            Mam troje dzieci,najmłodsza córka ma roczek.Moja teściowa
            nieodmiennie woła kiedy karmię małą:Kasiu,nie oparz jej!Kasiu,nie
            usiąź jej na głowę(?!!)Tak samo mówiała przy pierwszym i
            drugim.Dodam,że nigdy żadnego dziecka nie oparzyłam,na głowę też
            zadnemu nie usiadłam...
            • Gość: bylasynowa Re: Złote mysli teściowych IP: *.dsl.club-internet.fr 07.08.09, 19:49
              Moja byla tesciowa o synu:
              t.- jak O. mowi na czarna biala, to jest biala
              ja- to ma znaczyc , ze jestem Murzynka?????
    • Gość: skanka Czasy bezkomórkowe, poród w domu IP: *.is.net.pl 07.08.09, 21:31
      Teściowa dzwoni do swojego syna z wieścią,że urodziła się córeczka : "No toście
      się popisali, masz dziurawca".
      Dodam, że dziecko przeszło na świat w domu, zanim dotarła karetka i synowa
      słyszała tę entuzjastyczna wypowiedź. Tego "dziurawca" młodzi nigdy nie wybaczyli...
    • rhumbakuba Re: Złote mysli teściowych 07.08.09, 21:39
      Urodziłam bliźniaczki - jedna była malutka i marniutka, chudzinka,
      jaszczurka pomarszczona. Dwoiłam się i troiłam żeby chudziątko
      wychuchać i wykarmić. Po moim powrocie ze szpitala rozpoczęły się
      odwiedziny - na pierwszy rzut: teściowa. Obejrzała dzieciaczki,
      przysiadła na krześle i mówi: ale ta chudzina to Wam się nie
      wychowa...Minęło 17 lat, chudzina jest wyższa ode mnie, ale
      tego "motywującego" tekstu nie mogę teściowej zapomnieć...
      • Gość: anonimowa Re: Złote mysli teściowych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.09, 22:32
        Matka mojego ojca do moich rodziców jak wrócili ze mną ze szpitala:
        - Coście mi tu za pod ciepa przywieźli?
    • spacey1 Re: Złote mysli teściowych 07.08.09, 23:07
      Moja obecnie teściowa,a wówczas zaledwie matka mojego chłopaka koniecznie
      chciała mi pożyczyć na wyjazd nad morze kombinezon - taki "elegancki" ciuch z
      cienkiego materiału na suwak od krocza do szyi. Nie chciałam, nie podobał mi
      się. Ale ona się uparła, żebym przymierzyła. Chłopak mówi - przymierz, zrób jej
      przyjemność. No to mierzę. A ona: ooo, zobacz, jak jej ładnie! W ogóle nie
      widać, że jest grubas!
      • Gość: Bea Re: Złote mysli teściowych IP: *.bialapodlaska.vectranet.pl 07.08.09, 23:45
        Teściowa:
        "Kobieta jest po to, żeby DOGADZAĆ mężowi"...
        • Gość: karol Re: Złote mysli teściowych IP: *.adsl.inetia.pl 07.09.09, 23:19
          Gość portalu: Bea napisał(a):

          > Teściowa:
          > "Kobieta jest po to, żeby DOGADZAĆ mężowi"...

          święte słowa, święte słowa .... dzisiaj młode żony
          zbyt często o tym zapominają ;-)
      • potffora Re: Złote mysli teściowych 08.08.09, 00:11
        No to i ja dorzucę swoje trzy grosze – choć to już prehistoria:

        Pierwsze spotkanie naszych rodziców – obiad u nas. Gadki szmatki,
        wiadomo, nagle teściowa: a jaki posag A. dostanie? Na to moja babcia
        z całym spokojem: A ile trzeba państwu zapłacić?

        Pojechaliśmy z moim przyszłym mężem odebrać obrączki – czasy były
        reglamentowane, teściowa dała swoje złoto i jubiler wykonał. Jeszcze
        u jubilera nałożyliśmy obrączki na lewe ręce i jechaliśmy do domu
        tramwajem, trzymając łapska na wierzchu, żeby wszyscy widzieli ;)
        Termin ślubu był ustalony, wszystko załatwione, ale tej samej nocy
        mój przyszły wyjeżdżał do wojska (na dwa lata). Pojechaliśmy do
        niego do domu po rzeczy, teściowa przywitała nas w korytarzu z
        wymownie wyciągniętą ręką – mój przyszły oddał jej swoją obrączkę, a
        gdy ja chciałam zrobić to samo, przytrzymał moją rękę i powiedział
        do swojej mamy: - nie mieliśmy zaręczyn, pierścionka A. nie dostała,
        ja wyjeżdżam, ślub za pół roku, chciałbym aby A. nosiła obrączkę
        zamiast pierścionka zaręczynowego… Na to moja przyszła teściowa: - a
        jak się w tym wojsku rozmyślisz, to jak jej to potem odbierzesz?!
        Oddałam obrączkę…

        Niedługo po ślubie zaszłam w ciążę, okazało się, że ciąża mocno
        zagrożona, muszę leżeć. Jako, że mąż w wojsku, ja sama w wynajętym
        mieszkaniu, zamieszkałam z moimi rodzicami – oczywiście nic w domu
        nie robiłam, tylko leżałam i rósł mi brzuch, moi rodzice stracili
        pierwsze dziecko z ciąży zagrożonej, kolejne ciąże moja mama też
        przeleżała, więc chuchali na mnie i dmuchali. Straszne to było, za
        to wydziergałam na drutach milion swetrów, sweterków, czapeczek itp.
        Zaczytałam wszystkie książki na śmierć. I znałam na pamięć cały
        program TV, z rolniczymi na czele ;) Komentarze mojej teściowej –
        mówione do mnie, do mojego męża, do każdego, kto chciał słuchać:
        Mówiłam, że ona się do niczego nie nadaje, nawet dziecka porządnie
        nie może donosić. Ja, jak rodziłam (głucha wieś, poród w domu), to
        musiałam sobie sama wodę przynosić ze studni i sama zagrzać. Dawniej
        to kobiety robiły w polu, rodziły i wracały do roboty – ta A. to
        strasznie leniwa jest.

        Niezapowiedziana wizyta teściowej i młodszej siostry mojego męża. On
        jeszcze kończył mycie naczyń, ja tyle co schowałam odkurzacz i
        wywiesiłam pranie. Zrobiłam kawę, usiadłyśmy, po chwili dołączył mój
        mąż. Gdy po jakimś czasie wychodziły, siostra mojego męża (panna,
        lat chyba miała z 22), odwołała mnie na bok i szeptem poinstruowała:
        jak ty możesz tak J.(mojego męża) wykorzystywać – mama przychodzi, a
        on w kuchni uwiązany? Sama byś się zabrała za robotę, a nie się przy
        kawie rozsiadasz…

        Druga ciąża po prawie 7 latach (po drodze poronienie), tym razem
        leżenia tylko ostatnie trzy miesiące. Ale na początku ciąży starszy
        syn zachorował na ospę – moja mama natychmiast go zabrała, ja niby
        już przeszłam ospę, ale lepiej dmuchać na zimne. Komentarz mojej
        teściowej: Tak, idzie nowe, to się starsze dziecko z domu wyrzuca.
        Mówiłam, że ona nie nadaje się na żonę, tym bardziej na matkę…
        W końcu jednak musiałam się położyć na parę tygodni, moja mama
        przyjeżdżała z obiadami, mój starszy syn bardzo mi pomagał (6,5
        roku, nie wieszał prania i nie robił zakupów u rzeźnika), mój mąż
        bywał w domu. Na ogół zmęczony niebotycznie – no bo przecież pracuje
        na rodzinę. Jako że moja mama gotowała dla nas, dla swojego domu
        (mój ojciec i 15letni brat) i dla ciężko chorego sąsiada, nie
        przyjeżdżała codziennie. No i pewnego pięknego dnia w drzwiach staje
        teściowa (mama, osoba pracująca na pełnym etacie, dojeżdżająca do
        nas autobusem co drugi, trzeci dzień i teściowa na rencie, pracująca
        dorywczo, spacerkiem do nas 10 minut) – pojawiła się pierwszy raz od
        kiedy musiałam leżeć: Podobno zadzwoniła do niej moja mama, że dziś
        się nie wyrobi i czy ona (teściowa) mogłaby nam dziś pomóc. Tak więc
        przyszła i powiedziała: Twoja mama dzwoniła, że J. nie będzie miał
        dziś obiadu, więc przyniosłam - i wyciągnęła z siatki 3 (słownie:
        trzy) pyzy (sama robi, nawiasem mówiąc przepyszne) i malusieńki
        słoiczek sosu. Dla jej synusia. Ja się nie odezwałam, ale moje
        dziecię beztrosko zapytało: Dla każdego po jednej pyzie? Na to
        teściowa ze spokojem: ty masz matkę, niech ci zrobi obiad…

        To na tyle w dzisiejszym odcinku – nie będę Was już dłużej zanudzać,
        i tak przesadziłam z ilością. Mogłabym książkę napisać…
        • Gość: haha Re: Złote mysli teściowych IP: *.cable.smsnet.pl 08.08.09, 00:42
          potffora napisała:

          (...)

          O k-wa!
          • kinky5 Re: Złote mysli teściowych 20.08.09, 02:46
            rece mi opadly..
        • x.armide Re: Złote mysli teściowych 08.08.09, 01:29
          nie kokietuj tym zanudzaniem ;P
        • Gość: iwan Zero nudy, co ty! IP: *.ovz16.hc.ru 08.08.09, 01:41
          Wlasnie! Najlepszy tekst watku, napisz te ksiazke, ja ja kupie w ciemno :))))
        • Gość: muzyczka Kultowa piesn o tesciowych IP: *.webazilla.com 08.08.09, 01:58
          odsiebie.com/pokaz/1166293---540c.html
          • ewa9717 Re: Kultowa piesn o tesciowych 08.08.09, 06:33
            Jak dla mnie teściowa Potffory w ścisłej czołówce. O rany!
            • Gość: mimoza Re: Kultowa piesn o tesciowych IP: *.chello.pl 08.08.09, 07:49
              Nie powiem, po ślubie nie staliśmy finansowo najlepiej. Ja byłam na wychowawczym - nie zarabiałam, zbieraliśmy kase na mieszkanie. Postanowiliśmy, że to co mąż zarobi podstawowej pensji odkładamy a to co z prowizji idzie na życie (czyli wszystko prócz opłat). A z tych prowizji było różnie 700 max 1000 zł. Nie powiem, czasami ciężko było, ale dawaliśmy rade.
              Po roku odwiedziła nas MAMUSIA, poparzyła na męża "coś ty z mojego syna zrobiła, jak ci go dawałam wyglądał dobrze, a teraz skóra i kości!" (cholera zawsze miał niedowagę, a od matki wyprowadził sie kilka lat przed ślubem, wiec to "dawanie" to troche na wyrost)
              a później dodała "ty dziwko, ty tylko kase od niego ciągniesz"
              od tamtej pory nie rozmawiamy z mamusią a to już dwa lata mineły :)
        • ciociacesia potfora 08.08.09, 22:36
          wiecej wiecej
          • potffora Re: potfora 09.08.09, 01:02
            Niestety - jest tego więcej... :(

            Część druga…

            Mój przyszły kolega małżonek poszedł w kamasze pół roku przed
            ślubem. Do Gliwic. Ja, jak taka durna, co tydzień w sobotę (a były
            to soboty pracujące) wsiadałam w pociąg o godzinie 2.08 (ups, to już
            była niedziela), żeby skoro świt albo i wcześniej zameldować się na
            miejscu. Wieczorem wracałam Wielkopolaninem z przesiadką w
            Katowicach, w domu byłam około północy, a raniutko na 7.30 do pracy.
            Pewnego razu mieszkający za Koninem kuzyn mojego J. przyjechał w
            sobotę po pracy do mnie, że też się wybierze w odwiedziny do wojaka.
            A koleżanka-współlokatorka stwierdziła, że odwiedzi siostrę w
            Knurowie, więc pojedziemy jednym pociągiem. Teściowa często dawała
            jakąś wałówkę, żebym zawiozła i dokarmiła jej zabiedzone dziecię w
            wojsku, więc i tym razem miałam półtoralitrowy słoik sałatki
            jarzynowej do zabrania. Jako, że wyjeżdżałam – w lodówce było tylko
            echo, no może kawałek chleba został. W okolicach północy zadzwoniło
            moje szczęście z Gliwic, że ma służbę i żebym nie przyjeżdżała. No
            trudno. Poszliśmy wszyscy spać, a rano się okazało, że w domu do
            jedzenia mamy tylko rzeczoną sałatkę – sklepy pozamykane. Sałatka
            była pyszna, nie powiem, z głodu nie umarliśmy. Oczywiście musiałam
            teściowej się wyspowiadać, że do Gliwic nie dojechałam i praktycznie
            zapomniałam o całej sprawie. Potem jej bratowa mi robiła wyrzuty, że
            teściowa jej się skarżyła, jak to podstępem wyłudziłam od niej słoik
            sałatki, a tak naprawdę to chciałam sobie imprezę w domu zrobić…
            Cwana bestia ze mnie. I jaka przebiegła…

            Moja teściowa miała (i zapewne nadal ma)o mnie jednoznaczne zdanie –
            do niczego się nie nadaję. Ma też bratową, z którą wszystko omawia
            (czyt. wszystkim zadek obrabia). Generalnie nie chodzi tylko o mnie –
            wszystkie osoby wchodzące do tej rodziny są spod ciemnej gwiazdy: a
            to nieudacznik, fajtłapa, złodziejka, ja ogólnie zostałam odsądzona
            od czci i wiary, zapewne z racji tego, że byłam pierwsza. Moje wady
            były ogólnie znane i omawiane, mój mąż biedaczek pocieszany i
            pożałowany. Urodziłam dziecię gdy mój mąż był w wojsku. Po
            3miesięcznym pobycie u mamy, jak tylko mały zaczął przesypiać noce,
            wróciłam do siebie. Dziecię bystre i słodkie, nie mniej bardzo
            absorbujące, bo skoro się wyspało w nocy, w dzień nie miało zamiaru.
            W udowadnianiu, że do niczego się nie nadaję, moja teściowa
            zapraszała do mnie (znienacka pojawiała się w drzwiach, bez
            zapowiedzi) np. jakąś ciotkę, kuzyna czy kogokolwiek i znajdowała
            dowody zbrodni – a to kurz na szafce, a to nie złożone pranie, a to
            brudny talerz w zlewie… Nie kryła się z tym co robi, wręcz
            przeciwnie – pokazując palcem miejsce zbrodni, z satysfakcją głośno
            oznajmiała: a widzisz, mówiłam ci.

            Kuzyn mojego męża (a ma ich sporo), syn rzeczonej bratowej mojej
            teściówki, odwiedził nas kiedyś z wieczora i postanowił zanocować.
            Ja raniutko szłam do pracy, więc panowie siedzieli przy TV i o czymś
            rozmawiali, a ja w tym samy pokoju, grzecznie po północy poszłam
            spać. Rano tylko się ogarnęłam i pognałam do roboty, wróciłam po
            południu. Obu panów nie było, na stole stały naczynia z wczorajszej
            kolacji i szklanki, brudne od kefiru czy maślanki. Zaschnięte.
            Zdążyłam zdjąć buty, gdy wrócili obaj, kuzyn tylko spojrzał na ten
            bałagan na stole i stwierdził: musiałabyś trafić na mnie, ja bym cię
            wychował.

            Po pół roku woja, mój małżonek został przeniesiony na Golęcin. Z
            okien widziałam koszary, w każdą niedzielę się widzieliśmy, a jak
            miał przepustkę, to oczywiście przychodził do domu. Wiadomo –
            świeżynki. Pewnej niedzieli dzwoni moja teściowa, czy się dzisiaj
            wybieram w odwiedziny – odpowiedziałam, że nie, że J. ma przepustkę.
            No jak to, – usłyszałam – ma przepustkę i do domu nie przyszedł?!
            Odpowiedziałam grzecznie, że właśnie jest w domu. Na to moja
            teściowa: dom to ona ma tutaj, wy tylko wynajmujecie mieszkanie.

            Mój teść nabył drogą kupna trabanta. J. miał prawo jazdy już kilka
            lat, ale z braku samochodu w ogóle nie jeździł. Oczywiście, że mój
            mąż pognał obadać i przetestować to cudo. Tzn. pojechaliśmy wszyscy,
            z dziecięciem włącznie. Zrobiło się dość późno, więc teść w
            przypływie dobroci serca zezwolił, żebyśmy do domu pojechali nowym
            nabytkiem, a potem J. odstawi samochód. Ekstra – wracaliśmy autem.
            Mgła była okrutna, mimo oświetlenia ulicy niewiele było widać, J.
            bez wprawy jako kierowca nadrabiał miną. Odstawił nas pod dom i
            zapowiedział, że za godzinkę wróci, tylko samochód odda – wtedy
            jeszcze mieszkaliśmy w większej odległości od teściów. Położyłam
            młodego spać, minęła godzina, dwie, trzy… Mnie już najczarniejsze
            myśli przychodziły do głowy – no bo ta mgła, ten brak wprawy, tyle
            czasu minęło… Prawdę mówiąc już dość mocno spanikowałam i
            postanowiłam zadzwonić do teściów. Tzn. do ich sąsiadki – bo oni nie
            mieli telefonu. Tylko jak zapytać teściową, żeby się kobieta nie
            zdenerwowała? No bo jak J. wyszedł od nich te dwie godziny
            wcześniej, to mi teściowa gotowa zejść śmiertelnie przy tym
            telefonie. Niepotrzebnie się szczypałam - Usłyszałam w telefonie
            głos teściowej: He, He, mężulka szukasz? Przecież on może trochę w
            domu pomieszkać, prawda? I tak zostałam okrzyknięta histeryczką…
            • Gość: haha Re: potfora IP: *.cable.smsnet.pl 09.08.09, 01:55
              Ta rodzinka męża to niezłe panoptikum jest, po prostu szczęścia nie miałaś się
              wkupić w ich łaski - pytanie czy byłoby warto. Czas leczy rany:)
            • anutek115 Re: potfora 09.08.09, 12:25
              Potfforo,

              żadne "niestety". Przychylam się do prośby którejś z koleżanek (czy tez
              kolegów), która postulowała napisanie przez cię książki. Dasz ujscie miotajacym
              cię emocjom, zarobisz na tesciowej (zemsta na wroga!!!), ciekawe, jak umotywuje
              wtedy to, że do niczego sie nie nadajesz, he, he... a nas wszystkich uradujesz.
              We mnie masz potencjalna nabywczynię stworzonego przez cię dzieła.

              Pozdrawiam i duzo siły życzę.

              Frapuje mnie tylko, jak twój mąż reaguje, pozwala na te odzywy? Nie komentuje?

              Moja tesciowa jest fajna babka, ale po tym wątku to jej chyba jakiś pomnik
              wystawię, albo kwieciem swieżym dzień w dzień zasypywać będę...
              • Gość: haha Re: potfora IP: *.cable.smsnet.pl 09.08.09, 20:29
                Chryzantemą?:)))
            • agulha Re: potfora 09.08.09, 13:59
              Pytanie jak najbardziej serio: czy Twój mąż, który z tego kręgu wyszedł, jest
              normalny? Nie próbuje Cię "wychowywać", jak kuzyn? Pomoże czasem w domu, przy
              dziecku? I tak dalej?
              • potffora Re: potfora 09.08.09, 23:42
                anutek115 09.08.09, 20:58 Potfforo,

                Frapuje mnie tylko, jak twój mąż reaguje, pozwala na te odzywy? Nie
                komentuje?

                agulha 09.08.09, 13:59 Odpowiedz
                Pytanie jak najbardziej serio: czy Twój mąż, który z tego kręgu
                wyszedł, jest
                normalny? Nie próbuje Cię "wychowywać", jak kuzyn? Pomoże czasem w
                domu, przy
                dziecku? I tak dalej?
                Odpowiadam - ale nie wieszajcie na mnie psów, naprawdę postaram się
                streścić :D
                Nie chciałam pisać o mężu – jako, że to wątek teściowej, choć i tak
                polazłam po rodzinie ;)
                Oczywiście, że byłam wredna i upierdliwa, i żądałam od kolegi
                małżonka, by zareagował. Nigdy tego nie zrobił – jego jedyna
                odpowiedź: nie moja sprawa, same to sobie załatwiajcie. Z biegiem
                lat głupiałam jeszcze bardziej i zaczęłam wierzyć, że naprawdę
                jestem do niczego: zła matka, zła żona, zła kucharka, zła
                sprzątaczka, zła kochanka, zła gospodyni, w ogóle zła kobieta.
                Gdzieś tam w środku narastała frustracja, bo w końcu gdy tyle osób
                tak twierdzi, to coś musi w tym być, prawda? Na dodatek mój mąż
                najpierw zaczął tylko przebąkiwać, potem już otwarcie potwierdzać
                opinię swojej rodziny o mnie. Czyli to prawda. Nie, nie jestem
                pedantką, aprobuję tzw. nieład artystyczny (do pewnego stopnia), ale
                nie tylko sprzątanie człowiek ma głowie. Kasy na luksusy nie mam,
                zawsze to tylko minimalne minimum. Zlikwidowali mój dział w pracy,
                więc wszystkich nas zwolnili, młodsze dziecię zaczęło się biesić,
                więc biegałam do szkoły prawie codziennie, małżonek zawalił parę
                spraw, więc prawie zamieszkałam w zusie i skarbówce, sprzedaliśmy
                mieszkanie i kupiliśmy dom (Dom! To za dużo powiedziane – maleńki
                domek na maleńkiej działce, byłe ogródki działkowe) do tzw.
                wiecznego remontu. Zrobiłam inwentaryzację, obmierzyłam chatę,
                wyrysowałam projekt na papierze milimetrowym (architekt tylko
                zapytała po co tak szczegółowo), biegałam po urzędach o pozwolenia
                na rozbudowę, projekty, geodety i te inne ustrojstwa, wzięłam
                pożyczkę z pracy, sprzedałam akcje, potem jeszcze dostałam odprawę,
                zaznajamiałam się z tematem „ogród” (nigdy nie miałam), hoduję psy,
                nauczyłam się (sama) robić strony internetowe – bo chciałam mieć
                własną… Targałam taczki z ziemią, kopałam, przenosiłam kamloty na
                skalniak, dnia mi nie starczało, pieliłam, sadziłam, kosiłam... I
                ciągle słyszałam, że do niczego się nie nadaję… Jak przyszłam z
                wywiadówki i powiedziałam, że dziecię znów ma jedynki i uwagi – mój
                mąż wrzeszczał na mnie, że siedzę w domu i nic nie robię, i nawet
                dzieciakiem nie umiem się zająć. Następnie brał młodego np. do kina.
                To jedna możliwość – była i druga, kiedy młody został wyzywany od
                gów..rzy, debili itp. i… zabrany np. do kina. Kiedy mówiłam młodemu,
                że np. ma wynieść śmieci, mój małżonek, nie odrywając wzroku od TV
                warczał, że skoro siedzę cały czas w domu i nic nie robię, to
                chociaż śmieci mogę wynieść. I młody oczywiście tyłka nie ruszył.
                Tylko rodzinka mojego męża ciężko go żałowała, jaki on biedny i
                pokrzywdzony. Próbowałam rozmawiać z mężem – zasłaniał się gazetą
                albo włączał TV. W końcu na moje rozpaczliwe pytanie, co wg niego
                należałoby zrobić, żeby w końcu było dobrze – niezmiennie słyszałam
                jedną odpowiedź: to się zmień! W końcu mój mąż nie wytrzymał tej
                gehenny ze mną i parę lat temu znalazł sobie kochankę. Gdy po paru
                miesiącach sprawa się rypła, mój starszy syn dał mu dwadzieścia
                minut na spakowanie się i wyprowadzkę. Wyprowadził się. A ja? A ja –
                o dziwo – odżyłam. Dużo mnie wysiłku kosztowało, żebym sama sobie
                uświadomiła, że nie jestem najgorsza na świecie, a i tak wiele
                jeszcze muszę zrobić. Zostałam sama z dwoma chłopakami (13 i 20
                lat), bez pracy, z domem w stanie agonalnym, ale po otrząśnięciu się
                z szoku – nie żałuję! I modlę się by ta pani nigdy z mojego męża nie
                zrezygnowała, bo ta kanalia gotowa tu wrócić. Tfu, tfu… Rozwodu nie
                mamy – nie wykorzystałam jego początkowego poczucia winy, a po
                jakimś czasie mój mąż powiedział, że owszem, może być rozwód, ale z
                mojej winy, bo to ja go zmusiłam do odejścia. Po dwóch latach
                łaskawie wyraził zgodę na porozumienie stron. Poczekam – rozwód nie
                jest mi do niczego potrzebny.


                C.d. ponieżej, bo mi się nie zmieściło...
                • potffora Re: potfora 09.08.09, 23:42
                  No ale w końcu to wątek o teściowej, prawda? :D
                  Jako, że sprawa z kochanką ujrzała światło w Sylwestra, na którym
                  była męża siostra, moja teściowa miała wieści z pierwszej ręki i to
                  prawie natychmiast. Przyleciała do mnie z wielkim ubolewaniem: oj,
                  biedne te dzieci, jakaś dziw..a zabrała im ojca, gdybyś była lepszą
                  żoną, to by nie odszedł, ty to sobie poradzisz, ale co te dzieci
                  biedne poczną… I tak w kółko. Chciała brać mojego młodszego syna i
                  lecieć z siekierą na wojnę, postawić biedne dziecko przed oczy „tej
                  wywłoce”, tej takiej i owakiej. Na moją uwagę, że ja z tą panią
                  ślubu nie brałam, tylko z moim mężem i ta pani może mieć moralność
                  poniżej poziomu morza, mam to w nosie, mnie boli to, co mój mąż
                  zrobił – usłyszałam, że on nie winien, w końcu ma prawo do szczęścia
                  chociaż na stare lata, że jak suka nie da, to pies nie weźmie itp.
                  itd. Przy okazji ubolewała również nad stanem mojego domu (mój mąż
                  ma firmę remontową), że rumuńskie osiedla są w lepszym stanie, że to
                  moja wina, że J. nie naprawił tego czy owego, że nie umiałam go
                  przekonać czy zachęcić – to teraz mam.
                  Ale niestety – to nie koniec. Był taki czas, że wynajmowaliśmy
                  mieszkanie – mieliśmy książeczki mieszkaniowe, ale wiadomo jak to z
                  tym było. Moja mama zaczęła mnie szczuć, że coś się ruszyło, są
                  mieszkania, ma leźć do spółdzielni i pytać. No to poszliśmy
                  spacerkiem bez emocji, dla świętego spokoju, niech mamie będzie. Od
                  niechcenia zapytałam co z mieszkaniami – dostałam odpowiedź, że
                  właśnie skończyło się zebranie i rozdysponowali ostatni blok. Mnie
                  jakby piorun trzepnął, zapytałam tylko jakie potrzebne są dokumenty,
                  kazałam pani zapisać moje nazwisko (nietypowe – na pewno do
                  zapamiętania) i że przyjdę jutro od rana, bo na pewno ktoś
                  zrezygnuje. Po powrocie do domu, zastałam siostrę męża i
                  opowiedziałam historię. A było to tydzień przed jej ślubem - ona też
                  by chciała, ale nie może iść do spółdzielni. Kazałam jej przynieść
                  książeczkę i następnego dnia polazłam z dwoma. Moja mama siedziała w
                  poczekalni i odmawiała różaniec, teściowa siedziała obok i nie wiem
                  co odmawiała, a ja wparowałam do pokoju i przedstawiłam się: Dzień
                  dobry, moje nazwisko… Pamięta pani? Miałam przyjść tu dzisiaj i
                  wybrać sobie mieszkanie. Pani zdębiała, ale to moje nazwisko gdzieś
                  jej dzwoniło, po chwili wahania wyjęła wielką księgę i zapytała: dwu
                  czy trzy pokojowe? I na którym piętrze? Teraz ja zdębiałam, ale
                  twardo wyjęłam obie książeczki i „zaklepałam” dwa mieszkania… No i w
                  ten sposób zamieszkałam w tym samym bloku, co moja szwagierka, jej
                  mąż i … teściowa. Odeszła od męża.
                  Potem zachciało mi się domku – na który nas nie było stać. Jakie są
                  ceny w Poznaniu – wszyscy wiedzą, więc w zasadzie przeglądałam
                  oferty chyba w celu wywołania u siebie większych frustracji.
                  Natknęłam się w końcu na taką, gdzie po sprzedaży mieszkania,
                  spłaceniu kredytu, mielibyśmy na styk. W Poznaniu? Niemożliwe.
                  Zadzwoniłam – jakaś znudzona panienka powiedziała, że to są ogródki
                  działkowe. A, to nie, dziękuję. Wiadomo, że ogródki nie mają statusu
                  działek budowlanych, ja sprzedam mieszkanie i zostanę z przysłowiową
                  ręką w nocniku, bo nawet nas nie zameldują. Natykałam się na to
                  ogłoszenie wiele razy, właziło mi przed oczy i właziło, a ja nic. W
                  końcu wpadła mi w ręce gazetka wydana przez ileś pośredników
                  nieruchomości, znowu to ogłoszenie i to ze zdjęciem. Ej, o całkiem
                  przyzwoicie wygląda. Pojechaliśmy na drugi koniec Poznania,
                  znaleźliśmy, popytaliśmy sąsiadów i okazało się, że przez tę głupio
                  gadającą panienkę z nieruchomości, działka była na sprzedaż od ponad
                  roku i cena wciąż spadała. No to kupiliśmy :) I żebym trzymała buzię
                  na kłódkę!... Nie, ja oczywiście dobra dusza, znalazłam po jakimś
                  czasie drugą działkę, w bardzo bliskim sąsiedztwie, dla mojej
                  szwagierki, jej męża, dzieci i oczywiście teściowej.
                  Mój mąż się wyprowadził do kochanki, przyjeżdża z nią do swojej
                  siostry się gościć. Kiedyś nieopatrznie zapytałam, skoro mama (tzn.
                  teściówka) chciała lecieć tamtej oczy wydrapać, teraz przyjmuje ją u
                  siebie w domu – usłyszałam: J. też ma prawo do szczęścia – nie tylko
                  ja. Ona tu nie bywa, tylko czasami przyjeżdża. Teraz ona ma dwie
                  synowe, to jak ma wybierać. Nie mam się czepiać…
                  Nie znam tej pani, widziałam ją tylko raz dwa lata temu na pogrzebie
                  mojego teścia i nawet nie wiedziałam, że to ona. Gdybym wiedziała,
                  to bym się pewnie przyjrzała albo co, a tak to tylko gapiłam się na
                  jej buty, bo takich właśnie szukałam ;) Raz, jeden raz się zdarzyło,
                  że mój mąż odwiózł młodszego syna do mnie i przyjechał z tą panią,
                  czekała w samochodzie, miałam przyjemność zauważyć. Warknęłam do
                  mojego męża, że jeżeli jeszcze raz zobaczę ją w pobliżu mojego domu,
                  to… To co – odwarknął – zrobisz jej awanturę? Nie – odpowiedziałam
                  słodko – zaproszę na kawę, opowiem o tobie i o twojej rodzince.
                  Spojrzał zaskoczony – ok., więcej jej nie zobaczysz….

                  Choroba, popisałam, popisałam i chyba mi ulżyło – ile bierzecie za
                  sesję? ;)
                  • Gość: haha Re: potfora IP: *.cable.smsnet.pl 10.08.09, 00:59
                    Szantaż prawdą zawsze działa:), i Bogu dziękuj, że teściowa obdziela swoją
                    miłością już dwie synowe. Wiem jak to jest mieć zszarganą opinię, nie ukrywam,
                    że częściowo dawniej uzasadnioną, ale da się z tym żyć. Spokój większy:))
                  • ziolo.zielone Re: potfora 11.08.09, 11:38
                    Ostatnio trochę krucho z pieniędzmi ale gdybym tylko mogła, to zapłaciłabym
                    duuuużo! Czytam to co piszesz z wielką satysfakcją chociaż uważam, że jesteś za
                    dobra. Pozdrawiam :)

                    Niestety nie mogę pisać o teściowej, bo znałam ją krótko-zmarła niedługo po
                    naszym ślubie. Teścia nawet nie zdążyłam poznać.
                  • Gość: totylkoja Re: potfora IP: 212.244.241.* 11.08.09, 13:44
                    Potfforo opisz to! Grochola przy Tobie to cienki bolek, a zobacz ile
                    kasy zarobiła na swojej powieści o rozwodzie. Masz poczucie humoru,
                    cięty język, życiowe doświadczenie i iskrę w sobie. Przy Twojej sile
                    przebicia znalezienie i przekonanie wydawcy to pestka! Pisz!
                    • potffora Re: potfora 11.08.09, 23:45
                      haha 10.08.09, 00:59
                      Szantaż prawdą zawsze działa:), i Bogu dziękuj, że teściowa obdziela
                      swoją miłością już dwie synowe. Wiem jak to jest mieć zszarganą
                      opinię, nie ukrywam, że częściowo dawniej uzasadnioną, ale da się z
                      tym żyć. Spokój większy:))
                      ziolo.zielone 11.08.09, 11:38
                      Ostatnio trochę krucho z pieniędzmi ale gdybym tylko mogła, to
                      zapłaciłabym duuuużo! Czytam to co piszesz z wielką satysfakcją
                      chociaż uważam, że jesteś za dobra. Pozdrawiam :)
                      Niestety nie mogę pisać o teściowej, bo znałam ją krótko-zmarła
                      niedługo po naszym ślubie. Teścia nawet nie zdążyłam poznać.
                      totylkoja 11.08.09, 13:44
                      Potfforo opisz to! Grochola przy Tobie to cienki bolek, a zobacz ile
                      kasy zarobiła na swojej powieści o rozwodzie. Masz poczucie humoru,
                      cięty język, życiowe doświadczenie i iskrę w sobie. Przy Twojej sile
                      przebicia znalezienie i przekonanie wydawcy to pestka! Pisz!


                      No proszę, wystarczy powybrzydzałam na własną teściówkę i od razu
                      czuję się dowartościowana :D
                      Dziewczyny (bo dziewczyny, prawda?) – wylałyście hektolitry miodu na
                      me serce, jednak święta to ja na pewno nie jestem, ale co się będę
                      spowiadać ;) Co do sukcesów pisarsko-finansowych, to bardzo by się
                      przydały, szczególnie te finansowe, jednak to moje plecenie trzy po
                      trzy musiałoby mieć jeszcze jakiś sens – nie mniej dzięki :D
                      Jak nikomu nie powiecie, to się przyznam, że swego czasu zaraziłam
                      się na pewnym forum manią pisania tzw. huddy-fików (matko jedyna, co
                      to znaczy?!) i popełniłam małe co nie co, jednak natchnienia nie
                      można kupić na zamówienie i od tego czasu posucha.
                      Jakby mnie jednak kiedyś naszło, to Wam zadedykuję :D

                      CZĘŚĆ TRZECIA:

                      Mój teść był alkoholikiem. Trudny człowiek i na dodatek kawał
                      chłopa. Zdarzały się kłótnie i awantury, teściowa często się żaliła,
                      że jak jej zabrałam syna, to już teraz nie ma kto się za nią
                      wstawić. A przecież J. taki dobry był chłopiec, tak w domu pomagał,
                      nawet okna umył, a ona teraz musi sama, że już go w ogóle
                      przekabaciłam na swoją stronę, że nikt jej nie kocha, nikt jej nie
                      lubi i ptaki na nią sra…ą…. Zdarzyło się też – wtedy, gdy
                      przeprowadziliśmy się bliżej teściów, - że bardzo późnym wieczorem
                      teściowa wraz córką załomotały do naszych drzwi, że nie mają się
                      gdzie podziać bo „ten” się spił i robi awanturę, do bicia się
                      bierze. Oczywiście herbata, kolacja, szlochy i spały u nas. Rano mój
                      mąż wyszedł bardzo wcześnie, jego siostra się zbierała do pracy, a
                      teściowa zabrała się za mycie naczyń po wczorajszej kolacji. Ja –
                      jeszcze lekko nieprzytomna, bo wstać mogę wcześnie, ale budzę się
                      dopiero koło południa – przywlokłam się do kuchni, zakręciłam wodę i
                      zabrałam teściowej z ręki szklankę mówiąc, że u mnie goście nie
                      sprzątają, nawet po sobie. I poszłam do łazienki – gdy wyszłam
                      nadziałam się na wściekłą szwagierkę. I usłyszałam jaka to ja podła
                      jestem, że mama przeze mnie znów płacze, że mogły się po mnie tego
                      spodziewać itp. itd. Pognałam do pokoju, gdzie moja teściówka
                      siedziała cała we łzach na tapczanie i zawodziła: że już żadnego
                      domu nie ma, że ją synowa też z domu wyrzuca, że co jej na starość
                      przyszło… Ręce mi opadły. Oczywiście później cała rodzina użalała
                      się nad moją teściową, jaka to zaraza za synową jej się trafiła…

                      Rewizyta – przedślubna – moich rodziców u moich przyszłych teściów.
                      Teściówka bardzo smacznie gotuje, uwielbiam jej pyzy z sosem i
                      kapustą. U mnie w rodzinnym domu kuchnia inna, sosów nigdy się nie
                      zagęszczało, kapusty słodko-kwaśniej w ogóle nie znałam. Moja mama
                      rozpływała się w pochwałach: ach, jaki dobry sos, jakie delikatne
                      pyzy, niebo w gębie itp. Nieopatrznie mama wygadała się, że my tak
                      nie jemy – u nas ruskie pierogi, albo z mięsem, rosołek, krupniczek,
                      mięsko z ziemniaczkami i buraczki, barszczyk z uszkami… Byłam
                      świadkiem, jak moja teściowa opowiadała swojej bratowej o tym
                      obiedzie: Ty wiesz co, oni niby tacy wykszłaceni ludzie, a ta
                      kobieta nie umie porządnego obiadu ugotować, to czym ta młoda
                      (znaczyć się ja) będzie męża karmiła?!... Biedny J., w co on się
                      pakuje…

                      Młodsza – o trzy lata – siostra mojego męża wyszła za mąż i zaszła w
                      ciążę. Dziewczyna niby dorosła i niby wcale nie głupia. W tym czasie
                      mój starszy syn miał lat 9, młodszy prawie 3 i mieszkaliśmy już w
                      jednym bloku, na różnych piętrach (tak, tak, co raz bliżej, bo
                      teściówka odeszła od swojego męża i zamieszkała z córką), ale za to
                      we własnym, a nie w wynajmowanym mieszkaniu. Z racji takiej
                      bliskości widywałyśmy się dość często i często rozmawiałyśmy. I
                      pewnego razu moja szwagierka wypaliła – Ale ty zdajesz sobie sprawę
                      z tego, że jak ja urodzę dziecko, to mama nie będzie już tak mocno
                      kochała twoich. No bo jednak co swoje, to swoje….

                      Poznałam moją teściówkę ponad ćwierć wieku temu i nie zdarzyło się,
                      bym zrobiła coś dobrze., a ja już coś się mi udało, czego nie mogła
                      zganić, to i tak miała swoją opinię. Ostatnio dewastowałam własny
                      trawnik, tzn. wskakiwałam na widły i wyrywałam trawę – upał nie
                      upał, deszcz nie deszcz, ja z tymi widłami szalałam po ogrodzie cały
                      maj. Sił za dużo nie mam więc trwało to w nieskończoność, aż w końcu
                      dziecka się zlitowały i znalazły godzinkę, by skończyć. No to
                      zaczęło się wożenie ziemi, grabienie, walcowanie, grabienie,
                      walcowanie… Schizy dostawałam, że wciąż nierówno, sąsiad krzyczał
                      przez płot, że jak mnie jeszcze raz zobaczy przy robocie, to
                      komisyjnie łopatę odbierze, sąsiadka się pukała w czoło i pytała czy
                      mi przypadkiem latarki nie potrzeba, bo do nocy siedziałam, aż w
                      końcu wysiałam trawę. Powbijałam patyki, rozpięłam sznurek i
                      pozawieszałam szeleszczące siatki, żeby wróble odstraszyć (ziarna
                      przysypałam dodatkową warstwą ziemi). Siatki wróblom nie
                      przeszkadzały, psy miały świetną zabawę w tor przeszkód, deszcze
                      wypłukiwał resztki, ale jakimś cudem trawa wyrosła – piękna,
                      zielona, chuchana i dmuchana, no, z niewielkimi plackami, ale to
                      jesienią dosieję. Teściówka przyszła na wizytację – mieszka z 50 m
                      ode mnie – i orzekła: no ładny masz ten trawnik, ale tobie to
                      dobrze, chłopcy ci pomagają, przecież trawa sama rośnie, roboty przy
                      tym nie ma żadnej, ziemię masz lepszą.. Jeszcze czekałam, aż mi
                      powie, że pogoda u mnie też jest łaskawsza niż u niej.
                      • potffora Re: potfora 12.08.09, 00:14
                        CZĘŚĆ CZWARTA – ostatnia

                        Moja teściowa dobrze gotuje – czy „bardzo”, to nie wiem, ale mi
                        smakuje. I za każdym razem, kiedy jest tzw. „proszony obiad”, ona
                        stawia coś na stół i mówi: e, dzisiaj to mi nie wyszło – za suche,
                        za słone, przypaliło się itp. Oczywiście, że wszyscy rzucają się na
                        paszę i z pełną gębą bełkocą: Ależ skąd, pycha, wyśmienite,
                        rewelacja… Taka mała gierka ;)

                        Z drugą ciążą też musiałam leżeć, moja mama dowoziła nam obiady, ale
                        ponieważ oprócz karmienia mojego taty i brata, opiekowała się
                        jeszcze sąsiadem-staruszkiem, nie zawsze dawała radę. W końcu
                        uzgodniliśmy, że razem ze starszym synem zamieszkam u rodziców – mój
                        mąż przyjeżdżał na obiado-kolacje i przywoził pranie. Termin
                        rozwiązania wyznaczono na 31 sierpnia. W okolicach 12 sierpnia mój
                        mąż zameldował, że lodówkę trzeba rozmrozić, bo nie może dostać się
                        do zamrażalnika. Taka mała lodówka, wysokości szafki kuchennej, z
                        zamrażalnikiem otwieranym „do góry” – i faktycznie, wystarczyła
                        niewielka warstwa lodu, by blokowało drzwiczki. Zamiast powiedzieć
                        facetowi, żeby sam sobie poradził, to zadzwoniłam do siostry mojego
                        męża (panna, lat wtedy 26) czy nie mogłaby do nas podjeść (10 minut
                        spacerkiem) i rozmrozić tę pioruńską lodówkę. W odpowiedzi
                        usłyszałam, że chyba z byka spadłam, jeżeli sądzę, że ona będzie
                        moją lodówkę rozmrażać. Chrzanić lodówkę, mamie nic nie mówiłam, bo
                        zapewne nawet w nocy pognałaby przez pół miasta i rano lodówka
                        byłaby jak nowa. Zaskoczył mnie telefon od teściowej – Wiesz, B.
                        (szwagierka znaczyć się) nie może rozmrażać tobie lodówki, ale ja
                        pójdę i zrobię. Wzruszyłam się okrutnie, zaczęłam nawet podejrzewać,
                        że moja teściowa jest człowiekiem… Następnego dnia wieczorem (13
                        sierpnia – pamiętam) kolejny telefon: dowiedziałam się, że lodówka
                        umyta, w moim domu brudno jak w chlewie, teściówka musiała umyć
                        okna, zrobić pranie, posprzątać odkurzaczem, pomyć naczynia, ręce
                        jej spuchły, kręgosłup wysiadł, skurcz złapał w nogę i zapewne
                        będzie trzymał aż do grudnia… Wstrząsnął mną wyrzut sumienia, wstyd
                        ogarnął niezmierny, ale zastanawiałam się jak w ciągu dwu tygodni
                        mój mąż mógł zrobić taki śmietnik? Pranie przywoził do mojej mamy,
                        jadł również u niej, gdy wychodziłam dom był posprzątany – ki
                        diabeł. I zapewne żyłabym w nieświadomości aż do tej pory, gdyby nie
                        to, że 15 sierpnia (święto) wypadało w czwartek – uzgodniłam więc,
                        że by odciążyć trochę moją mamę, to na te cztery dni wrócimy do
                        siebie – długi weekend, niech się małżonek wykaże. Wróciłam do domu
                        14 sierpnia wieczorem i szczękę zostawiłam na podłodze: lodówka,
                        owszem, odmrożona, ale nie umyta. Okien mieliśmy sporo, wszystkie
                        były normalnie brudne, jedynie kuchenne, najmniejsze, zostało
                        przetarte od wewnątrz (ślady po ścierce było widać od drzwi, z
                        zewnątrz kurz pozostał), odkurzacz nietknięty (pusty worek był
                        założony przed moją wyprowadzką), a na sznurku w łazience wisiały
                        cztery skarpetki mojego męża…
                        Urodziłam 16 sierpnia – za kilka dni dziecię skończy 18 lat :D

                        Mój starszy synuś – jak chyba większość dzieci – uwielbiał
                        mi „pomagać”. Oczywiście, że mu pozwalałam, w związku z czym
                        najprostsza czynność rozciągała się w nieskończoność… Ale za to
                        dzieciak miał frajdę :) Obieraliśmy razem ziemniaki, odkurzaliśmy,
                        myliśmy podłogę, wieszaliśmy pranie… No dobra, ja też mu pomagałam
                        budować domki z klocków, malować czy lepić z plasteliny ;) Ile razy
                        chcieliśmy gdzieś wyjść wieczorem i prosiliśmy teściów o
                        zaopiekowanie się naszym potomkiem, to zawsze było stękanie: przy
                        nic nie można zrobić, on ciągle przeszkadza, ja mam dużo roboty,
                        obiad trzeba gotować itd. Ale brali i młody był w siódmym niebie.
                        Jednak jeżeli jechał do moich rodziców, teściowa dzwoniła z
                        pretensjami: ty mi go nigdy nie chcesz dawać, zawsze go zawozisz do
                        swojej mamy, już całkiem odcinasz dziecko od naszej rodziny… Z
                        drugiej strony, ile razy przychodziła do mnie i zaczynała
                        krytykować, próbowałam użyć jej argumentów: Mama sama mówiłą, że
                        przy nim nic nie można zrobić – w odpowiedzi słyszałam, że jak ona
                        miała dzieci, to na wszystko znalazła czas i siły, i mąż był
                        zadowolony, i dzieci zdrowe, i nakarmione, teraz to te młode matki z
                        niczym sobie nie radzą, na wsi to wodę w wiadrach trzeba było nosić,
                        nam się od luksów we łbach poprzewracało… Wystarczy dziecku dać dwa
                        wiaderka z wodą i garnuszek, będzie sobie przelewało z jednego w
                        drugie, a nie ciągle zawraca głowę…

                        Nasza pierwsza przeprowadzka. Pierwszy lipca, sobota, rok 1989r. syn
                        4letni, oddany na ten dzień na przechowanie teściowej. Głupio to
                        wszystko zaplanowałam, to fakt, no ale tak wyszło: zapakowałam
                        wszystko w kartony, nie opisując ich. Nie miałam zielonego pojęcia
                        gdzie są garnki, a gdzie skarpetki – w swojej beztrosce założyłam,
                        że pojadę z pierwszym transportem i zanim przyjedzie drugi, to sobie
                        poukładam. Phi, małe piwo. Tyle, że nie przewidziałam trudności pt.
                        zmiany w planie. Pojechałam ostatnim transportem i zastałam w nowym
                        mieszkaniu sodomię i gomorię. Meble wrzucone byle jak, jedne
                        zastawiały drugie, nic nie było na swoim miejscu, nie wiem gdzie co
                        jest. Ale nie tragedia, ze spokojem wszystko się poustawia i
                        znajdzie. Tyle, że nie przewidziałam jeszcze jednego – do pomocy
                        przyjechał kuzyn męża – z żoną, żebyśmy mogły sobie poplotkować. Też
                        mi czas na pogaduchy. Ale nic. Przyjechał też kumpel – z żoną,
                        żebyśmy mogły sobie poplotkować. Przyjechał kolejny kuzyn i jeszcze
                        jeden. Same chłopy na schwał, tylko nic im nie wychodziło… Efekt był
                        taki, że późnym popołudniem miałam w domu 8 zmęczonych osób i … zero
                        jedzenia czy picia. Sklepy nieczynne, był jakiś bar niedaleko, ale
                        nikt nie mógł znaleźć jakiegoś garnka, żeby móc przynieść paszę. Na
                        to wchodzi moja teściowa, z moim dzieckiem i ze swoją córką – razem
                        11 osób. Rzuciłam się na nią jak na zbawcę z pytaniem czy nie ma w
                        domu zapasów jedzeniowo – pitnych. Zawsze miała – bo to czasy były
                        takie, że zapasy należało robić jak na wojnę. Odpowiedziała, że
                        oczywiście i że sama się pofatyguje do siebie do domu i przyniesie.
                        Cud kobieta. No i przyniosła – pół chleba, jednego zielonego ogórka,
                        jednego pomidora i paczkę paluszków. Chyba – bo nie pamiętam
                        dokładnie. Te pioruńskie paluszki mi utknęły w pamięci, bo 11 osób
                        chciało się nimi podzielić. 11 – bo teściowa ze swoją córką i moim
                        dzieckiem też. Dziecię się uparło, że będzie spało już w nowym
                        domku, kuzyni spod Poznania – nie opłacało się im jechać, ale
                        dlaczego moja teściowa ze swoją córka chciały u nas spać już nie
                        pamiętam. Mimo, że niczego nie można było znaleźć – ktoś dokopał się
                        do odtwarzacza i kaset video, i impreza trwała do późnych godzin
                        nocnych. A właściwie wczesnorannych… :D

                        No dobrze, daję już spokój mojej teściówce, bo biedulę będzie
                        czkawka męczyła :)
                        • sootball Re: potfora 12.08.09, 00:41
                          Aaaa!
                          Ja chcę Twojego Huddy-fika, daj linka!
                          :)
                          • ziolo.zielone Re: potfora 12.08.09, 09:08
                            sootball napisała:

                            > Aaaa!
                            > Ja chcę Twojego Huddy-fika, daj linka!
                            > :)
                            Ja też chcę :)
                            • potffora Re: potfora 12.08.09, 10:19
                              ziolo.zielone napisała:

                              > sootball napisała:
                              >
                              > > Aaaa!
                              > > Ja chcę Twojego Huddy-fika, daj linka!
                              > > :)
                              > Ja też chcę :)


                              Ależ bardzo proszę :)
                              forum.housemd.info.pl/jedza-t132.html
                              Tylko, że tam się trzeba zlogować...
                              Miłego czytania :D
                              • sootball Re: potfora 12.08.09, 13:40
                                Dziękuję :)
                                Przeczytałam, bardzo fajny, ja mam co prawda w głowie troszkę inną wizję
                                House'a, ale i tak podobało mi się bardzo :)
                                • Gość: potffora Re: potfora IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.09, 14:50
                                  Bo to jest "mój " House ;)
                                  forum.housemd.info.pl/podarunek-t196.html
                                  forum.housemd.info.pl/alex-t189.html
                                  forum.housemd.info.pl/plotkara-t182.html
                                  forum.housemd.info.pl/idiotka-t214.html
                                  To już komplet - więcej nie wymyśliłam :D
                                  • sootball Re: potfora 13.08.09, 19:18
                                    no to ma lekturę na cztery wieczory :))
                                    dzięki :)
                        • ziolo.zielone Re: potfora 12.08.09, 09:07
                          Materiał na scenariusz, wyszłaby z tego niezła komedia:) Albo komediodramat.
                        • Gość: zolzatoja Re: potfora IP: *.skranetcan.pl 27.08.09, 21:13
                          "...gdyby nie to, że 15 sierpnia (święto) wypadało w czwartek – uzgod
                          że by odciążyć trochę moją mamę, to na te cztery dni wrócimy do
                          siebie – długi weekend...
                          Urodziłam 16 sierpnia – za kilka dni dziecię skończy 18 lat"
                          Masz lekkie pióro, fakt, ale mijasz się z prawdą. 15 sierpnia został
                          ustanowiony świętem państwowym od 1992 roku, a z rachunku
                          wynika, że twój syn urodził się w 1991 r.


                          • potffora Re: potfora 08.09.09, 12:15
                            Urodził się w 1991 i czwartek, 15 sierpnie był dla nas dniem wolnym -
                            nie mam pojęcia dlaczego (sprawdziłam, masz rację, wprowadzono w
                            1992) - może dlatego, że mój mąż miał z jakiejś racji wolne? Pracuje
                            na swoim i wszystko jest możliwe - nie pamiętam. W każdym bądź razie
                            mógł być w domu w ten dzień, więc dla nas to był dzień wolny. Po
                            tylu latach tego akurat nie pamiętam - ale na pewno nie mijam się z
                            prawdą: mama na emeryturze, ja leżąca, dziecię starsze lat 6, mąż...
                            choroba wie. :)
                            ________
                            Kobieta jest jak MediaM(...) - nie dla idiotów
                            ***
                            Dlaczego kobieta ma zawsze coś do zrobienia w domu? Bo, głupia, śpi
                            w nocy, to jej się uzbiera....
                            • Gość: zolzatoja Re: potfora IP: *.skranetcan.pl 14.09.09, 20:50
                              OK, przyjmuję do wiadomości, że mogłaś zrobić z 15.08.1991 święto na
                              zasadzie "przeniesienia" z lat następnych. Ale konstrukcji "w każdym
                              BĄDŹ razie" do wiadomości przyjąć nie chcę i nie mogę.
                              • Gość: potffora Re: potfora IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.09, 09:34
                                Sorry, faktycznie to pokręcone sformułowanie - niestety, używam
                                takich więcej... :(
                                Co do "przeniesienia" - nie pamiętam dlaczego, ale był to dla nas
                                dzień wolny. Może faktycznie źle to sformułowałam, że niby "święto".
                                Nawet, jeżeli jest to dla Ciebie ważne - nie wyjaśnię, moja Mama nie
                                żyje już od ponad 7 lat, dziecię było za małe, a małżonek nie
                                przywiązuje wagi do niczego, co jego nie dotyczy.
                                • bojkot79 up 02.10.13, 15:23
                                  up
                        • princess_of_babylon Re: potfora 28.08.09, 15:06

                          Tobie trzeba pomnik postawić. ;)
                          Jak Ty dałaś radę z tymi ludźmi, to ja nie wiem... :|
                          • potffora Re: potfora 08.09.09, 12:25
                            princess_of_babylon napisała:
                            > Tobie trzeba pomnik postawić. ;)Jak Ty dałaś radę z tymi ludźmi,
                            to ja nie wiem... :|

                            Gość portalu: Vera napisał(a):
                            > Potffora, masz Ty, kobieto, anielska cierpliwosc!


                            Eee tam. Przede wszystkim mam stargane nerwy i zastanawiam się jak
                            mogłam być taką idiotką, żeby to wszystko znosić - powoli uczę się,
                            że nie wszystko jest moją winą. Np. podobno sztorm na morzu i halny
                            w górach. I tsunami. Co do kryzysu gospodarczego jeszcze nia mam
                            pewności ;)
                            Zamiast mi wystawiać pomnik, ktoś powinien mnie parę lat temu kopnąć
                            mocno w zadek, żebym otrzeźwiała :)


                            ________
                            Kobieta jest jak MediaM(...) - nie dla idiotów
                            ***
                            Dlaczego kobieta ma zawsze coś do zrobienia w domu? Bo, głupia, śpi
                            w nocy, to jej się uzbiera....
        • Gość: Vera Re: Złote mysli teściowych IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 29.08.09, 00:52
          Potffora, masz Ty, kobieto, anielska cierpliwosc!
    • karolcix3005 Re: Złote mysli teściowych 08.08.09, 08:36
      Mój ukochany ma problemy, aby zameldować się w naszym nowym mieszkanku.Pewnego
      dnia podczas rozmowy z teściową telefon zostaje przekazany na moje ręce i
      wyłania się z niego tekst "Dziecku Ty się jeszcze 5 razy zastanów czy Ty chcesz
      z nim być, przecież on nic nie umie załatwić, to taka mameja" Padłam ze śmiechu! :D
      Przypomniał mi się jeszcze jeden tekst choć bezpośrednio tematu nie dotyczy. W
      czasie przeprowadzki wszyscy coś robią, każdy ma zadanie tylko teść się błąka.
      Nagle słyszę 'Tato, pomóż nam!' Na co on 'Nie, nie wziąłem okularów' Grunt to
      dobra wymówka hahaha!
      • Gość: ja_czyli_ja Re: Złote mysli teściowych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.09, 14:27
        nie mam jeszcze własnych teściów (tzn. prawie mam i do tego bardzo daleko
        mieszkają), ale moi rodzice często opowiadają taką historię: Godzina ok 20 - 21,
        mama poszła do szpitala (ok 300 metrów od domu) urodzić moją siostrę, ja byłam
        chora i spałam, więc tata wykorzystał to i podjechał do apteki po lekarstwo dla
        mnie. Wcześniej nie miał możliwości. No i akurat wtedy przyszedł teść mamy,
        zobaczył że nikogo nie ma(ja spałam i nie słyszałam jak dzwoni) i potem miał do
        rodziców pretensje pod hasłem: A wy gdzie łazicie?
        I jeszcze wielkie halo było jak się mój najmłodszy brat urodził i rodzice nie
        dali mu na imię tak jak owi dziadkowie chcieli... Obraza była na całego :PPP
    • Gość: maurycy fun Re: Złote mysli teściowych IP: 92.251.255.* 08.08.09, 15:56
      Z tych wszystkich Waszyh (zabawnych czy raczej groteskowych) opowiesci wyłanie
      się obraz naszej anty-kobiecej kultury. Teściowe - przecież to tez kobiety! -
      podświadomie nienawidzą kobiet, więc kiedy urodzi się wnuczka, mówią do synów :
      nie martw sie, córka to też dziecko... Kobieta zawsze jest więc czymś gorszym
      (świadomie piszę 'CZYMŚ', bo w zasadzie kobieta traktowana jest jak przedmiot,
      niepełnowartościowy człowiek, ktorego celem jest służba mężczyźnie...). I niby
      wszystko się teraz zmienia na lepsze, nasza mentalność coraz bardziej otwarta,
      cywilizowana, jesteśmy za tzw. równouprawnieniem, młode pokolenie śmieje się z
      tych mizoginistycznych tekstów teściowych i umie krytycznie wychwycić to, co dla
      kobiety obraźliwe, ale... Ale oto jakaś młoda żona tłumaczy się wstydliwie, że
      to nie było tak, że on zmywał te naczynia, a ona leżała na sofie, bo ona
      przecież wcześniej rozwiesiła pranie, ugotowałą obiad, posprzątała dom, a on
      tylko kończył zmywać... A po co się tłumaczysz kobieto? A po to, żeby inni
      jednak nie pomyśleli o tobie, żeś leniwa i niedobra żona, bo on zmywa, a Ty kawe
      pijesz... Bo my ciągle mamy tak w naszych głowach poukładane i trudno nam się
      czasem przyznać do tego, że jednak to kobieta powinna zmywać, a przynajmniej
      robić w domu więcej niż on. Bo on to na dom zarabiać powinien. Tak to ustalone
      jest.
      I śmieszne to jest wszystko, co tu przeczytać można na tym forum, i smutne
      jakieś zarazem.
      Ja myślę, że może to w czym kobiety ciągle nie potrafią dorównać mężczyźnie, to
      egoizm. Tego się uczcie od nas. A my powinniśmy się uczyć od Was umiejętności
      poświęcania się. Wtedy może byłoby nam wszystkim bliżej do 'równouprawienia'.
      Pozdrawiam i do nożek się nie kłaniam ;)
      • Gość: agaaa Re: Złote mysli teściowych IP: *.adsl.inetia.pl 08.08.09, 16:57
        maurycy fun Bardzo mądrze to ująłeś. Taka myśl też mi przeszła przez
        głowę. Zastanawiam się jeszcze nad jednym: czy jako matka 2 dzieci
        również kidyś dołączę do tego gatunku (teściowe) chociaż cały czas
        sobie obiecuję że nie będę taka jak moja. I czy opowieści o dobrych,
        kochających i przede wszystkim mądrych teściowych to tylko wyjątki
        od reguły? Czy wszystkie teściowe są takie same?
        • Gość: izabella1991 Re: Złote mysli teściowych IP: *.easynet.co.uk 08.08.09, 18:56
          Nie,nie sa takie same!
          Sa tesciowe lepsze od matek rodzonych,takie,co to przytula,obiadek
          zrobia,slowa:prosze,przepraszam ,dziekuje znaja....
          Sa tez takie zarazy,jak te opisane powyzej!U mnie byla juz
          zapowiedz z mojej strony,ze gdymy mi tak palma odbijala,to dziec
          (obecnie 22-letni,kawaler,ale z dziewczyna)ma prawo mnie zlapac za
          czerep,wsadzic do klozetu i jeb...c pokrywa z calej sily!
          Nie zanosi sie na to,jego wszystkie ex.spotkane chociazby na ulicy
          nagadac sie ze mna nie moga(a ja z nimi).Niech mnie reka boska broni
          przed takim zidioceniem.
          Pozdrawiam-Iza
    • shachar Re: Złote mysli teściowych 10.08.09, 01:26
      lektura tego watku powaznie mnie przygnebila
      • Gość: julitta81 Re: Złote mysli teściowych IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.08.09, 11:20
        A moja teściowa mówi o mnie ONA, w mojej obecności też. Ja w rewanżu nie mówię
        "mamo"
    • babilo Re: Złote mysli teściowych 11.08.09, 16:41
      Dobre, śmieszne. Na fajne kawałki trafiłam na www.o-Qrde.pl. Polecam
      • bumbula Re: Złote mysli teściowych 13.09.09, 20:50
        Celne i n a czasie
    • Gość: mix Re: Złote mysli teściowych IP: *.adsl.inetia.pl 12.08.09, 00:14
      Moja rodzicielka, porażona "mezaliansem" jaki popełniłam gdy tylko
      osiągnęłam pełnoletność (który trwa bezczelnie szczęśliwie do dziś -
      kilkanaście lat) rzekła do mnie w obecności mego zaślubionego :" córeczko,
      pójdziesz na studia i poznasz tam kogoś wartościowego".
    • Gość: mix Re: Złote mysli teściowych IP: *.adsl.inetia.pl 12.08.09, 00:25
      Urządzam uroczyste przekazanie nowiny o tym, że teściowie zostaną
      dziadkami ( pierszy wnuk, zdawało by się oczekiwany od kilku lat
      zdziwienia, że ślub nie był przymusem z powodu ciąży ). Przygotowuję
      ciasto z nawiązującym do dzidzi-konwencji różowym lukrem. Wreszcie przy
      kawce mąż ogłasza uroczyście nius i... "Ładna dziś pogoda" reaguje teść,
      "noo", dodaje teściowa. Nie wierząc własnym uszom wtrącam " chyba mamusia
      i tatuś nie dosłyszeli?" ale tu ku zaskoczeniu riposta teściowej"
      dosłyszeli, dosłyszeli". Po czym prosi mnie o cukiernicę i sypie kopiastą
      łychę na kawałek ciasta na swym talerzyku, wyjaśniając " a bo ja lubię
      słodkie".
    • maja.1973 Re: Złote mysli teściowych 12.08.09, 09:43
      moja tesciowa wataje codziennie o 4 rano i synkowi sniadanko robi... bo by mu rece odpadły jakby sobie sam zrobił... to raz a dwa potrafi wejsc do nas do pokoju o 21 z tekstem idz juz spac syneczku bo rano nie wstaniesz... a syneczek prawie 40cha
      • Gość: bell Re: Złote mysli teściowych IP: *.toya.net.pl 12.08.09, 14:23
        Moja teściowa była do rany przyłóż, szkoda, że dawno nie żyje (umierała na raka,
        kiedy byłam w ciąży i siłą woli dożyła momentu kiedy mogła zobaczyć wnuka).
        Miałam szczęście poznać ją jako dziewczyna mojego męża.
        Wiele godzin przegadałyśmy razem w kuchni, kiedy mój siedział i się uczył.
        Dzięki niej nie muszę mojego zaganiać do zmywania i inszych rzeczy - przyuczony był.

        Mój syn ma teraz 18 lat i żałuję, że nie ma dziewczyny (może jeszcze nie
        znalazł), ale przydałaby się taka, która ustawiłaby go do pionu, mądra. Z
        otwartymi ramionami powitam.
        Robią jeszcze takie?
        • fjefjurka71 Re: Złote mysli teściowych 13.08.09, 00:06
          Robią,bell:)
          Znam kilka osobiście.
          • martyna3 Re: Złote mysli teściowych 17.08.09, 12:30
            Moj przyszly w mojej obecnosci powiedzial do swoich rodzicow, ze mnie bardzo
            kocha i sie ze mna ozeni. na to jego mama po dluzszej chwili bezdechu : zeby pic
            mleko nie musisz krowy kupowac.

            tym razem to moja i jego mina bezcenna
            • kirke18 Re: Złote mysli teściowych 19.08.09, 11:37
              Nie byłam w związku małżeńskim z ojcem mojego dziecka. Spotkaliśmy
              się z jego matką i siostrą nad morzem, wracaliśmy ze spaceru i na
              jakąś moją uwagę nie-teśiowa wypaliła:
              -Każda kobieta powinna szanowaćswojego męża! (że niby ja nie
              szanuję)
              Bez namysłu odpaliłam:
              -No, jakbym miała męża, to też bym go bardzo szanowała.
              Nigdy nie wzięliśmy ślubu, jak się okazało- bardzo dobrze.
              • boryska Re: Złote mysli teściowych 19.08.09, 13:53
                Na informację, że będziemy mieć syna, teściowa stwierdziła, że pewnie się
                pomylili na usg. A po porodzie dodała, że największe nieszczęście jakie ją
                w życiu spotkało to to, że ma nie dość, że syna to jeszcze wnuka. Po 4
                latach byłam w ciąży, tym razem z córką, to stwierdziła, że chyba decyzji
                o drugim dziecku nie przemyśleliśmy i mimo, że ma wnuczkę, to się nią też
                nie interesuje.
                • obscenka Re: Złote mysli teściowych 19.08.09, 16:09
                  jedyne, o czym ze mną potrafi rozmawiać matka mojego faceta to właśnie mój
                  facet. chyba chce, żebym była filią jej samej kilka dzielnic dalej. brrr...
                  • kinky5 Re: Złote mysli teściowych 20.08.09, 04:14
                    Od tesciowej dowiedzialam sie o krazacych w rodzinie chorobach...i o
                    tym jak jej ojciec mogl jeszcze zyc gdyby zdrowo jadl...
                    Dzien pozniej jedlismy u niej kolacje: pizza z coca-cola.

                    Pierwsze swieta Bozego Narodzenia z rodzina malzonka w Kanadzie.
                    Chcialam uczcic polska tradycje i pojsc do polskiego kosciola na
                    Pasterke. Wtedy bylam jeszcze na tyle grzeczna ze chcialam sie
                    dostosowac. Blad.
                    Malzon dyskutowal z tesciwa- ja siedzialam w drugim pokoju, wszystko
                    slyszac. Dowiedzialm sie ze teraz mieszkam tutaj i mam zyc zgodnie z
                    tutejszymi tradycjami i.....ze ona go tak wychowywala ze nawet jak
                    bedzie mieszkal w innym kraju to nadal bedzie obchodzil kanadyjskie
                    swieta (?!) Dodam ze to byly moje ostatnie swieta w jej domu.

                    Z cyklu Tesciowa wykazuje sie wiedza:
                    Stalin byl prezydentem Rosji.

                    po awanturze ze moj maz za glosno zamyka drzwi, grzecznie
                    zasugerowalam jego babci ze najlepiej bedzie jak sie wyprowadzimy.
                    Za pol godziny dostalam telefon od swojego meza ze doprowadzilam
                    babcie do stanu przedzawalowego swoimi szantazami.(najpierw babcia
                    zadzwonila do corki, tesciowa do mojego meza).
                    A szantaze bo opiekowalismy sie babcia i tesciwa miala ja z glowy.

                    W waznych sytuacjach rodzinnych mam nowe imie "Nikt".
                    tesciowa informuje mojego meza o sprawach rodzinych, tylko prosi aby
                    NIKOMU nic nie mowil....ale i tak A. mi o tym mowi.
                    Czuje sie troche jak z Harrego Pottera: Ta, ktorej imienia nie wolno
                    wymawiać.

                    Dostalam 5 lat na urodzenie dziecka.
                    Na moje pytanie jak to wyegzekwuje- porozmawiam z twoja matka (ale
                    sie boje!)

                    Po badaniu dna oka (z uzyciem kropli rozszerzajacych zrenice) mozna
                    bez problemu prowadzic samochod...tak, ta kilkugodzinna
                    nadwrazliwosc na swiatlo i brak ostrosci widzenia dodaje jakis
                    super-mocy!

                    Doskonale wiem gdzie jest moje miejsce w rodzinie- moja tesciowa
                    bardzo lubi powtarzac zdanie ze "krew jest gestsza od wody".
                    Jestem woda i szczerze powiem bardzo sie z tego ciesze!

                    Wg. niej moj maz nigdy do niej nie dzwoni. Ona do niego tez nie.
                    Ale o tym juz nigdy nie wspomina.

                    moj rownie wspanialy tesc, bardzo podobny do tesciowej (rozwiedzony
                    z tesciowa...nie mam pojecia jak dwojka- nazwe to politycznie-
                    "innych" ludzi dochowala sie mojego meza..)

                    Przjechal w odwiedziny, zabralismy mu pokazac park olimpijski w
                    Calgary. Zaczal sie wymadrzac ze Olpimpiada w Montrealu (on swietny
                    znawca Montrealu) byla w latach 80. Dla mnie bylo to malo
                    prawdopodobne , ale nie, on wie lepiej. Zasugerowalam zaklad
                    Po powrocie do domu wrzucilam temat do googla, pokazalam wyniki (on
                    przegral) i dowiedzialam sie ze...oszukuje. Coz...moglam w koncu
                    wyssac z palca?

                    Po powrocie do domu A. dostal telefon on ojca.
                    No i padlo zdanie roku:
                    "Wydalem tak duzo pieniedzy (mieszkal u nas!) a mam tak malo zdjec
                    do pokazania znajomym".
                    Zeby nie bylo- nikt mu nie bronil robic zdjec...
    • juisy Re: Złote mysli teściowych 27.08.09, 12:35
      Gdy poinformowaliśmy z mężem jego mamę o tym, że w styczniu urodzi się chłopiec,
      ona stwierdziła, że na dziewczynkę trzeba sobie zasłużyć. Ciekawe co miała na
      myśli, skoro kilka dni wcześniej mówiła, że nie wyobraża sobie jak można urodzić
      dziewczynkę.
      Nie wolno nowych butów w pudełku położyć na stole, bo się rozejdą i masa innych
      przesądów... Czasem mnie krew zalewa.
      • Gość: kirke18 Złote mysli teściów IP: *.ip.netia.com.pl 28.08.09, 11:03
        Trochę OT.
        Mam super teścia, nie dość, że mnie kocha (a jestem drugą żoną,
        przeze mnie odszedł od pierwszej :( ), to jest wysoce oryginalny:

        do rodzinnych legend i powiedzonek przeszły:
        KEKSA na określenie ex mojego męża, żeby nie było nieporozumień
        nazywamy ją heksa.
        NIMKA -na określenie kobiety z Niemiec (jak pierwszy raz to
        usłyszałam, to nie mogłam zrozumieć o co/kogo chodzi).

        Ostatnio zabił mnie Tato kiedy opowiadał, że budują we Włocławku
        nowe centrum handlowe w , uwaga! BERMUDZIE TYKONCKIM...
        Doszliśmy jakoś, że chodziło o miejsce nazywane Trójkątem Bermudzkim.

        Przyjeżdżamy do teściów co dwa-trzy miesiące. Często Tato mi mówi:
        -Jakaś ładniejsza jesteś, wyładniałaś czy coś?
        Ostatnio Mu odpaliłam:
        -Nie ja coraz ładniejsza, tylko Tatowi się wzrok pogarsza!
        • Gość: anka Re: Złote mysli teściów IP: 91.212.223.* 28.08.09, 15:26
          Ja krótko. Tekst babci mojej koleżanki:

          Koleżanka radośnie: Babciu, wychodzę za mąż!
          Babcia: to łun cie kciał ?
          • fjefjurka71 Re: kirke18 04.09.09, 15:55
            Tatowi?!:O
          • limonka-2 Re: Złote mysli teściów 06.09.09, 18:27


            Gość portalu: anka napisał(a):

            > Ja krótko. Tekst babci mojej koleżanki:
            >
            > Koleżanka radośnie: Babciu, wychodzę za mąż!
            > Babcia: to łun cie kciał ?

            Uwielbiam babcie, które tak mówią, to są takie prawdziwe babcie,
            niestety są już na wymarciu
    • Gość: patula Re: Złote mysli teściowych IP: 89.72.21.* 30.08.09, 21:40
      "Przecież pracuje i ciebie nie bije" - to odpowiedź mojej teściowej na moje (pierwsze i ostatnie skierowane do niej) skargi na jej synusia. Próbowałam jej uświadomić, że nasze małżeństwo stoi pod dużym znakiem zapytania. No i okazało się ,że skoro nie chodzę fioletowa to czego ja chcę?
      Dodam, że wg mojej wiedzy teść gęby teściowej nie obijał i całkiem sporo zarabiał.

    • Gość: _AbstA_ Re: Złote mysli teściowych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.09, 23:04
      - po narodzinach synka, gdy wróciłam z nim do domu kazała mi włożyc
      kikut pępowiny pod poduszkę dzieciaczka, zeby się "rozumek
      zawiązał". strasznie zdziwiona była, ze nie chcę tego zrobic, a
      jeszcze bardziej jak sie dowiedziała ze noworodek spi bez poduszki;

      - zeby włosów małemu nie obcinac przed skonczeniem 1 roku zycia, bo
      cos tam;

      - mały ma alergię skórną - "po co do lekarza? w perzu (takie
      zielsko) go wykąpac - napewno przejdzie";

      - urodziłam synka w zimie, kazała mi się ciepło ubierac, zeby mleko
      nie było zimne. Sama twierdzi, że pod koniec ciąży z jednym ze
      swoich dzieci zmarzła na przystanku i dziecko się urodziło
      zaziębione;

      - młody dosyc późno wszystko robi, późno zaczoł dźwigac główkę,
      późno zaczoł siadac - ona jednak jak tylko u nas była chciała sadzac
      go na siłe zeby sobie "potrenował", tak samo było ze staniem;

      Może troche nie na temat ale napisze bo mnie o strasznie smieszy.
      Swojego dorosłego syna po brzuchu głaszcze gdy ma jakąs
      niestrawnosc, najchętniej by go nakarmiła, bo on taki biedny i
      chory - nie ma siły sam jesc, i tyłek chyba tez by mu podcierała
      gdyby sobie tylko dał. ogólnie tescioą mam w porządku ale do pzrsady
      troszczy się o swoje dorosłe dzieci, jedno z nich o mały włos nie
      jest "kaleką" życiową (nie jest bo juz nie mieszka z nia).

      No, zagłaskałaby na smierc wszystkich poprostu.




      • Gość: selena Re: Złote mysli teściowych IP: *.sprintlink.net 04.09.09, 17:56
        Jeszcze nie tesciowa, ale juz prawie. Narzeczony jest Francuzem,
        porozumiewamy sie glownie po angielsku, choc ja ucze sie
        francuskiego. Tesciowa (jak wiekszosc jej rodakow) tylko francuski.
        Zamiast mowic do mnie mowi do mojego faceta uzywajac
        okreslenia "ona" - nigdy mojego imienia. Na poczatku gdy moj
        francuski byl kulawy bylo to dosc zrozumiale, teraz juz rozmowa
        wyglada tak, ze tesciowa zwraca sie do syna, natomiast ja jej
        odpowiadam.
        Kiedy sie poznawalysmy moj francuski byl kulawy w mowie jednak
        rozumialam juz sporo. Tuz po zapoznaniu tesciowa zaskoczyla mnie
        pytaniem bezposrednim, ktore narzeczony przetlumaczyl na angielski.
        Zaskoczona tesciowa przeprowadzila z nim rozmowe:
        Tesciowa: to ona nie mowi po francusku? to nie dobrze. angielka?
        niemka?
        Narzeczony: Polka
        T: Cholera.

        Z drugiej strony jest moja mama. Gdy dowiedziala sie, ze spotykam
        sie z Francuzem stwierdzila "Ojej, Francuzi sa tacy nierodzinni".
        Gdy ostatnio rozmawialysmy, spytala o ziecia, gdy uslyszala, ze
        pojechal na weekend do swojej matki (pierwszy raz od kilku miesiecy)
        skomentowala "co on tak czesto do niej jezdzi". Tak zle i tak
        niedobrze ;)
        • agulha Re: Złote mysli teściowych 16.09.09, 01:38
          > Zamiast mowic do mnie mowi do mojego faceta uzywajac
          > okreslenia "ona" - nigdy mojego imienia.
          Niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę, ale (znam dość dobrze angielski i
          francuski) - w tych językach absolutnie nie ma takiej zasady savoir-vivre, jak
          po polsku, że "nie mówi się on/ona" w obecności osoby, o której mowa. Po polsku
          to obraźliwe - nawet małe dziecko, jak powie przy mamie i cioci "mamo, a ona mi
          misia przyniosła", to pierwsze, co usłyszy, to "nie mówi się >ona<! Powiedz:
          ciocia mi misia przyniosła". Po angielsku "she", po francusku "elle" w takiej
          sytuacji jest OK.
          Aczkolwiek to Francuzi właśnie mówią, że "c'est le ton qui fait la chanson",
          więc może teściowa Cię nie lubi czy nie dość szanuje i mimo bariery językowej Ty
          to prawidłowo odczuwasz.
    • Gość: Mania Re: Złote mysli teściowych IP: *.ssp.dialog.net.pl 07.09.09, 23:10
      Jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma!
      --> do zięcia ;)
    • Gość: staruszka Re: Złote mysli teściowych IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 14.09.09, 20:05
      "musisz odejsc"
      w sensie od meza i malutkich dzieci - jedno kilka miesiecy :)
      maz (pan przed 40tka)nic o tym nie wiedzial...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka