Dodaj do ulubionych

ratunku, pomocy - mam męża katolika

IP: 193.110.121.* 08.01.03, 14:49
Zupełnie nie wiem co robić. Jesteśmy z mężem pół roku po ślubie i niestety
nie jest dobrze. Chodzi mi przede wszystkim o nasze życie seksualne. Mój mąż
jest dominującą osobą w naszym związku, a jego dominacja przenosi się również
na nasze życie seksualne. Muszę tu jeszcze dodać, że mój mąż jest bardzo
religijnym człowiekiem, chodzi co niedziela do kościoła, itd. Również nasze
życie seksualne jest silnie obwarowane zasadami pożycia małżeńskiego, jakie
zaleca kościół. Przed ślubem w ogóle nie współżyliśmy - byłam dziewicą, a
teraz uprawiamy sex tylko w celach prokreacyjnych, w pozycji "po bożemu".
Każda inna pozycja jest dla mojego męża grzeszna, w trakcie stosunku nie mogę
nic robić, mówić, ani nawet westchnąć. Zupełnie nie wiem, co mam robić !!! W
tajemnicy przed nim biorę tabletki antykoncepcyjne, bo nie chcę mieć jeszcze
dzieci, masturbuję się, ale ile można ukrywać takie rzeczy. A ostatnio (to
jest chyba najgorsze) odkryłam u mojego męża w szufladzie biurka
pornograficzną gazetę. To jak to jest, ze mną to tylko tradycyjnie, a z
innymi....!!??
Pomóżcie, bo nie wiem co robić, chcę mieć udane życie seksualne, a w takim
związku bardzo się męczę.
Chciałam jeszcze dodać, że nie jesteśmy jakimiś "starymi prykami" - mamy po
30 lat.
Bardzo proszę o wasze odpowiedzi.
Obserwuj wątek
    • Gość: lalleah Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika IP: *.acn.waw.pl 08.01.03, 15:30
      Probowalas z nim porozmawiac??!! Jak rozumiem ty albo wcale nie jestes
      katolicza, albo "wierzaa nie praktykujaca". Powied mu, ze nie podoba Ci sie to
      ze cos Ci narzuca, a po za tym, ze takie traktuje cie jak przedmiot, a jesli
      kocha to nie powinien. Powiedz mu tez o swoim "odkryciu" i spytaj dlaczego
      ciebie tak traktuje, a posiada takie pisma. Zachowywanie sie tak wcale nie
      pomaga, a raczej szkodzi, po prostu trzeba kawe na lawe!! Inaczej bedziesz sie
      meczyla dlugie lata, do czasu az cos w tobie peknie...
      Zastanawia mnie jedno (znam juz podobny przypadek) czy jak sie zorientuje, ze
      ty nie zachodzisz w ciaze, to nie poleci do ksiedza...
      • Gość: ona Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika IP: 193.110.121.* 08.01.03, 16:05
        Bardzo dziękuję ci za odpowiedź. Faktycznie, sprawy wiary nie są dla mnie
        najważniejsze. Ale boję się z Nim rozmawiać o swoich potrzebach, bo jak kiedyś
        zaczęłam, to strasznie się na mnie zdenerwował, i powiedział, że kobieta nie
        powinna nic odczuwać i nie mieć żadnych potrzeb. Jeśli chodzi o tą gazetę, to
        zapytałam się o to i powiedział, że żona jest do rodzenia dzieci, a te panie do
        zabawy dla mężczyzn...
        Co do tabletek antykoncepcyjnych, to myślę, że bardzo się tym martwi, że ja nie
        zachodzę w ciążę, i pewnie niedługo pójdzie do księdz - razem ze mną.
        • lorack Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika 08.01.03, 16:21
          Witam.
          coz... wydaje mi sie, ze ciezko tu cos krzepiacego powiedziec.
          czy przed slubem nie zdawalas sobie sprawy z tego, jak sprawy sie maja?
          spodziewalas sie jakiejs zmiany?
          szczerze mowiac, wydaje mi sie, ze Wasze potrzeby sa bardzo rozne. rozumiem, ze
          bardzo chcialabys rozwinac Wasze zycie seksualne. problem w tym, ze- zgodnie z
          tym, co piszesz- ten facet jest w tej materii niereformowalny.
          moim zdaniem musisz sie zastanowic, czy jestes w stanie w taki sposob
          funkcjonowac (bez normalnego seksu). jesli kochasz go tak bardzo, ze potrafisz-
          to ok.
          jesli nie, to porzadnie sie nad wszystkim zastanow- co jest dla Ciebie
          wazniejsze. Czy masz odwage zaryzykowac...
          rozumiem kaliber calej sytuacji, dlatego powinnas, zanim na cokolwiek sie
          zdecydujesz, wyczerpac wszystkie mozliwosci- ale przede wszystkim ROZMAWIAJ Z
          NIM.

          pozdrawiam, mam nadzieje, ze sobie poradzicie.

          Lorack
          • Gość: ona Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika IP: 193.110.121.* 08.01.03, 16:32
            Dziękuję, za poradę.
            Przed ślubem znaliśmy się, jakby to powiedzieć - platonicznie - trzymanie się
            za rączki, niewinne buziaki itd. Dużo za to rozmawialiśmy - o filozofii,
            psychologii, ale o związkach międzyludzkich i sexie - nigdy. Ja, do ślubu byłam
            dziewicą, a sex znałam jedynie teoretycznie, z czasopism, telewizji, opowieści
            koleżanek i kolegów, więc nie mogłam się doczekać tego "pierwszego razu", a
            teraz zaczynam powoli nienawidzieć sexu, bo nie mam z tego żadnej
            przyjemności...
            A może powinnam poszukać sobie kochanka - na boku ????
            SAMA NIE WIEM !!!!
        • Gość: andy Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika IP: *.carcade.com.pl 08.01.03, 16:34
          tak to jest jak się ludzie przed ślubem dobrze nie poznają. wiadomo, ze nie
          wszystko da się dostrzec, ale czekać z tym do ślubu to jakieś szaleństwo;
          przecież jak "śruba z nakrętką" nie pasują to nigdy nie złączy się dwóch
          połówek...
          współczuję i jeśli brak ci sexu to zapraszam, ja nie chodzę do kościoła i nie
          uważam, że żona jest od rodzenia dzieci; moja czy cudza - obojętnie.
          • Gość: ona Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika IP: 193.110.121.* 08.01.03, 16:46
            No cóż, pomimo tego, że jestem nowoczesną kobietą (jakkolwiek byście to
            rozumieli) to jakoś nie potrafię się przełamać i ze swojej strony
            inicjowaćsexu. Tak też było i na początku naszej znakjomości. On nie nalebał,
            ja czekałam, ale też nie nalegałam - myślałam, że mnie szanuje i czeka
            na "odpowiedni moment". A teraz - rozpacz -sex przy zgaszonym świetle, co
            wieczór przed zaśnięciem i po pierwszej modlitwie (bo po sexie jest druga
            modlitwa). Jeszcze nam tylko "włosiennicy" brakuje. Dochodzi do tego, że
            podczas sexu z własnym mężem fantazjuję o kimś zupełnie innym.

            Andy - dzięki za zaproszenie, ale adresu nie podałeś :-) a gg, masz ?
        • gusiek2 Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika 09.01.03, 10:16
          albo ten post jest dla jaj albo Ty jesteś nienormalna. po co wychodziłaś za
          tego faceta?
          kobieta jest od dzieci i garów a on oglada laski w gazetach?
          on sie spuszcza w ciszy to i tobie nie wolno jeknac?
          a bralas mu do buzi? kosciol tego zakazuje. jak nie to sprobuj, possij mu, a
          gdy bedzie juz mial wytrysnac powiedz: kochanie przeciez to grzech!
          zobaczysz jak wtedy zareaguje!!!
        • arwal Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika 09.01.03, 18:23
          Twój facet ma problem. Po prostu musisz z nim porozmawiać. A najlepiej
          zaprowadzić (i iść z nim) do seksuologa, na początek do psychologa może być.
          Innego wyjścia nie ma. Bo żebyś nie wiem jak go kochała to taki układ nie ma
          sensu. Albo go nauczysz, że jesteś człowiekiem, a nie "żoną", albo uciekaj od
          niego jak najszybciej i jak najdalej póki jeszcze nie macie dzieci.
          Pozdrawiam.
        • Gość: tom_EK Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 12.01.03, 18:29
          To, że Twoj mąż jest katolikiem nie jest tutaj problemem. Problemem jest fakt,
          że Wasze jakość waszego życia erotycznego ma wpływ na stosunki między Wami,
          raczej negatywne. Myślę, że warto usiąść kiedyść i porozmawiać szcerze na ten
          temat, ale bez obwiniania. Aby mąż nie poczuł się oskażany lepiej mówić jest o
          swoich odczuciach, potrzebach, pragnieniach. I starać się mówić nie
          emocjonalnie, bo każda emocja (w tej sytuacji raczej negatywna) wywołuje
          podobną u partnera. Wiem, że rozmowa na ten temat nie jest łatwą, ale jak nie
          spróbuje się - nie będzie efektu. I lepiej rozmawiać w czasie, kiedy nie
          jesteście zajęci akurta innymi sprawami.
          Pozdrawiam serdecznie.
          tom_EK
        • Gość: Piotr Walaszek Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika IP: *.strzelin.sdi.tpnet.pl 06.06.03, 19:17
          Gość portalu: ona napisał(a):
          i powiedział, że kobieta nie
          > powinna nic odczuwać i nie mieć żadnych potrzeb. Jeśli
          chodzi o tą gazetę, to
          > zapytałam się o to i powiedział, że żona jest do
          rodzenia dzieci, a te panie do

          To powyzej wg mnei rozwiazuje sprawe, jezeli on tak
          naprawde uwaza to znaczy ze nei mozna na niego liczyc w
          zyciu. Bo jestes sie dla niego zwyczajna rzecza (taka jak
          dom, szfa czy stol), ktora kosciol wymaga aby taki ktos mial.


          tygrysekl@wp.pl (jakby co prosze na emaila)
      • Gość: Anyaw73 Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika IP: 208.10.47.* 08.01.03, 17:30
        na poczatek-wspolczuje sytuacji,
        a teraz moze by tak z tym mezem zrobic, jezeli on jest takim katolikiem to
        znalesc madrego ksiedza i udac sie do niego aby on wytlumaczyl mezulkowi ze
        zona nie jest tylko do rodzenia dzieci i seks powinien byc przyjemny. Zdaje
        sobie sprawe ze znalezienia takiego ksiedza moze nie byc latwe szczegolnie
        jezeli mieszkacie malym miescie, ale warto spobowac.
        a swoja droga to gdzies ty takiego faceta znalazla? brzmi jak z wykopalisk!
      • Gość: Anyaw73 Ksiadz IP: 208.10.47.* 08.01.03, 20:42
        rb13 napisał:

        > .a ską ksiądz ma sie znać na sexie?

        Ksiadz nie ma udzielac porad, kiedy i jak, czyli bawic sie w seksuologa, tylko
        wyjasnic temu mezulkowi ze to nie sredniowiecze i kobieta a szczegolnie zona
        powinna byc kobieta czyli ze seks moze jej sprawiac przyjemnosc, a nie tylko
        dzieci, dzieci i gary. A pozatym to ten mezulek ma zwichorwany poglad na pewne
        sprawy (gazetki porno)sa ok, a jego zona ma lezec jak kloda podczas gdy on ja
        porboje zaplodnic. Troche mi to przypomina islam, ale to nie o to chodzi....
        Wydaj mi sie ze ksiadz moze bedzie jakims autorytetem dla owego samca i moze
        zrozumie ze seks z zona nie jest tylko w celu prokreacji i moze byc fajny
        ..... Tylko trzeba madrego ksiedza.
      • verka.w Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika 09.01.03, 08:41
        tetryk_ napisał:

        > Interesujaca historia i powazny problem.
        > Tylko jakos nie moge znalezc powodu dlaczego wyszlas za maz?
        > Nic nie piszesz o milosci ,asex bez milosci jest (przepraszam za wyrazenie)
        > namiastka sexu.
        > To moje zdanie :-))
        > Zycze powodzenia

        Vitam!
        I tu sie musze w zupelnosci zgodzic z przedmowca, ze sex bez milosci jest
        jedynie namiastka. zastanawia sie tylko nad jedna sprawa, a mianowicie jak
        dlugo byli narzeczenstwem jesli ta dziewczyna nie zdazyla sie zorientowac jakim
        ten facet jest czlowiekiem, bo prawde powiedziawszy to on jest raczej mormonem
        niz katolikiem. Katolikow nie uczy sie ze zona jest wylacznie od rodzenia
        dzieci. Ten facet jest jakis obcy....
        Pozdrovionka - Verka
          • meduza4 Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika 09.01.03, 10:37
            tetryk_ napisał:

            > tak sobie mysle ,ze religia chyba jednak nie ma
            znaczenia w tym przypadku.
            > moze sie myle.....

            Chyba sie nie mylisz. Jezeli ta historia jest prawdziwa,
            to facet raczej probuje ukryc jakies wlasne zahamowania,
            niechec do spontanicznego seksu czy do kobiet... pod
            plaszczykiem religijnosci. Moze zostal wychowany
            w przekonaniu, ze seks sam w sobie jest brudny i grzeszny
            (jedna modlitwa przed, druga po -jakby chcial sie nimi
            oczyscic z aktu seksualnego) ale natura ciagnie wilka
            do lasu (pisemka pornograficzne). Moim zdaniem to
            biedny, chory czlowiek, ktory nie moze dojsc doporzadku
            z wlasna seksualnoscia i woli zamykac sie w pancerzu
            religii. Tu potrzeba fachowej porady i byc moze takze
            jakiejs formy terapii. Skad my tu na forum mozemy
            wiedziec
            czy to nie jest efekt blednego wychowania lub trudnego
            dziecinstwa?
            • Gość: t Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika IP: proxy / *.bydgoska.krakow.pl 09.01.03, 11:39
              Racja.
              Na wszystkich kursach przedmałżeńskich w których musieismy przed ślubem
              uczestniczyć, bębniono, że brak szacnku dla potrzeb żony czy męża jest wielkim
              grzechem, kochanie się powinno dawać radość i zacieśniać więzy małżeńskie. Nie
              wierzę, żeby w ciągu paru lat oficjalna wykładnia się zmieniła czy cofnęła o
              całe stulecie!!!
              Podobna historia, 20 lat temu, w miejscowości, w której mieszkają moi rodzice
              (wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą do czwartego pokolenia wstecz)skończyła
              się formalnym anulowaniem małżeństwa, przy zachęcie ze strony proboszcza,
              mądrego starszego człowieka, kłopoty faceta okazały się zbyt głębokie, nie
              powiedział o nich swojej przyszłej żonie - po paru latach ona bardzo
              szczęśliwie wyszła za mąż, ma teraz dwójkę sporych już dzieciaków, a o tamtym
              słuch zaginął.
            • Gość: ona Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika IP: 193.110.121.* 09.01.03, 12:19
              To pocieszające, że mój problem wywołał taki duży odzew. Dziękuję za wszystkie
              rady. Teraz parę słów wyjaśnienia, bo mam wrażenie, że jeszcze nie
              przedstawiłam tak "do końca" całej tej sytuacji.
              Zanim poznałam męża spotykałam się z kilkoma mężczyznami, ale za każdym razem
              znajomość kończyła się na tyle szybko, że poza pettingiem nie robiliśmy nić
              innego.
              Męża poznałam w pracy i uważam, że jest inteligentnym, wrażliwym człowiekiem, i
              poza "łóżkiem" dogadujemy się świetnie.
              Daje mi dużo ciepła, miłości, jest interesującym rozmówcą. Czy go kocham ? Tak,
              ale naszą całą harmonię burzy bardzo nieudane życie seksualne.
              Co jeszcze ?
              Mąż jest ode mnie starszy - ja mam 27 lat, on 30. Wychowany był w katolickiej
              rodzinie, rodzice są (chyba) kochającym, dobrym małżeństwem, gdzie teść
              jest "głową rodziny", ale teściowej to odpowiada.

              Czy dla mojego męża, w ciągu nocy poślubnej, to był "pierwszy raz" ? - tak.


              • olivvka Re: Słów kilka 09.01.03, 13:07
                Gość portalu: ona napisał(a):

                > To pocieszające, że mój problem wywołał taki duży odzew. Dziękuję za
                wszystkie
                > rady. Teraz parę słów wyjaśnienia, bo mam wrażenie, że jeszcze nie
                > przedstawiłam tak "do końca" całej tej sytuacji.
                > Zanim poznałam męża spotykałam się z kilkoma mężczyznami, ale za każdym razem
                > znajomość kończyła się na tyle szybko, że poza pettingiem nie robiliśmy nić
                > innego.
                > Męża poznałam w pracy i uważam, że jest inteligentnym, wrażliwym człowiekiem,
                i
                >
                > poza "łóżkiem" dogadujemy się świetnie.
                > Daje mi dużo ciepła, miłości, jest interesującym rozmówcą. Czy go kocham ?
                Tak,
                >
                > ale naszą całą harmonię burzy bardzo nieudane życie seksualne.
                > Co jeszcze ?
                > Mąż jest ode mnie starszy - ja mam 27 lat, on 30. Wychowany był w katolickiej
                > rodzinie, rodzice są (chyba) kochającym, dobrym małżeństwem, gdzie teść
                > jest "głową rodziny", ale teściowej to odpowiada.
                >
                > Czy dla mojego męża, w ciągu nocy poślubnej, to był "pierwszy raz" ? - tak.
                >
                >

                Witaj,
                Smutne to i zarazem tragiczne. Ponieważ nigdy nie posuwam się do oceniania, tym
                razem także postaram się tego nie czynić, choć drobną uwagę pozwolę sobie
                umieścić: tak niestety wyglądają małżeńskie problemy osób, które rozpoczynają
                współżycie seksualne dopiero po zawarciu związku małżeńskiego, uprzednio "nie
                wypróbowując" partnera/partnerki. Tak też niestety jest, gdy podejmuje się
                pierwsze próby współżycia w dość późnym wieku, zwłaszcza przez mężczyznę. Tak
                też jest, gdy miast przyjmowania naukowej wiedzy związanej z seksualnością
                człowieka, za prawdy o seksualnej naturze człowieka przyjmuje się naukę
                kościoła, zwłaszcza katolickiego (w części tej nauki traktującej o życiu
                seksualnym), którego konserwatwność, a przede wszystkim wścibskość i ciekawość
                tym co jego owieczki robią ze swoimi ciałami pod kołdrą, jest ogromna.

                Ale przejdźmy może do tego, jak leczyć to niepożądane zjawisko, które
                towarzyszy Waszemu małżeńskiemu pożyciu.

                Po pierwsze: zwraca uwagę fakt, iż Twój mąż przejawia nieco nienaturalne
                podejście do kwestii seksualności własnej żony. Objawia się to poprzez
                zabieranie Tobie prawa do traktowania pożycia seksualnego jako przyjemności, a
                jedynie traktowanie miłości fizycznej jako środka służacego prokreacji. Skąd to
                wynika? Prawdopodobnie z konserwatywnego wychowania i modelu rodziny, w której
                wychowywany był Twój małżonek. Czy to się da zmienić? Prawdopobodnie tak.
                Wymaga to jednak dość trudnej i zaawansowanej terapii. Inni współforumowicze
                zalecają wizytę u księdza. Może to rzeczywiście nie jest zły pomysł. Zważywszy,
                że Twój mąż jest prawdopobonie dewotem, być może autorytet kapłana (rozsądnego
                kapłana, a nie równie zdewociałego co on) pomoże mu zrozumieć istotę życia
                seksualnego w małżeństwie.

                Po drugie: zwraca uwagę fakt, iż Twój mąż nie jest prawdopodobnie osobą oziębłą
                płciowo, nie zainteresowaną seksem, gdyż jak sama wspomniałaś znalazłas u
                niego pismo o charakterze erotycznym czy też pornograficznym. Myśle, że
                powinnaś wykorzystać ten atut w rozmowie z nim i przekonać go, że pewne
                zachowania seksualne przystoją także Tobie jako jego żonie, gdyż jesteś kobietą
                i jako naturalnie rozwinięta kobieta masz także własne potrzeby seksualne,
                które winny być przez niego zaspokojone.

                Po trzecie: być może ubogość Waszego pożycia seksualnego wynika z faktu
                zwykłego braku doświadczenia związanego z uprawianiem seksu przez Twojego męża.
                Poprzez uciekanie się to ideologii religijnej związanej ze stanowiskiem wobec
                ludzkiej seksualności być może stara się on zamaskować wstydliwy dla niego brak
                umiejętności związanych ze sztuką miłosną. Być może także jest to próba
                odwrócenia uwagi od jakichś bardziej istotnych elementów uniemożliwiających mu
                prowadzenie normalnego, stabilnego życia seksualnego (np. ukryte parafilie,
                problemy z wytryskiem - przedwczesny, zbyt wczesny, może w końcu skłonności
                homoseksualne). Przyczyn może być bardzo wiele i dlatego sensowniejszym wydaje
                mi się udanie do lekarza seksuologa, który potrafiłby ustalić przyczyny takiego
                stanu rzeczy i zastosowałby właściwą terapię, która po pierwsze umożliwiłaby
                Tobie i Twojemu mężowi podjęcia prawidłowego pożycia seksualnego, a po drugie
                pomogłaby Twojemu mężowi w zwalczeniu przeszkód, które rzutować także mogą na
                jego/Wasz dalszy rozwój psychoseksualny.
                To oczywiście jest tylko hipoteza. Być może poza brakiem umiejętności
                wartościowania roli seksu w małżeństwie i braku umiejętności dostrzeżenia prawa
                do seksu własnej małżonki, Twój mąż nie objawia żadnych niepokojących oznak
                nieprawidłowości. Myśle jednak, że mogą działać tutaj różne czynniki łącznie,
                które wspólnie dają taki efekt, który sprowadza się do zupełnego niezadowolenia
                z małżeńskiego intymnego pożycia przez Ciebie.

                Warto zwrócić także uwagę, że seks jest istotnym elementem życia pary
                małżeńskiej i o ile temeperamenty obojga z małżonków nie są skrajnie niskie, o
                tyle pożycie seksualne musi w każdym związku występować i musi dawać
                satysfakcję nie tylko jednej stronie, ale obu. Jeśli natomiast jedna ze stron
                po zastosowaniu wszelkich możliwych środków naprawczych w dalszym ciągu odczuwa
                niezadowolenie z jakości współżycia, i nie ma innych obiektywnych przeszkód nad
                zmianą parntera seksualnego (pamiętaj że sam fakt zawarcia małżeństwa nie jest
                przeszkodą w zmianie partnera na innego, gdyż istnieje przecież instytucja
                rozwodu), to należy to uczynić dla dobra własnego i w imie godziwej przyszłości
                potomstwa, które mogłoby się narodzić w takim małżeństwie "bez przyszłości".

                pozdrawiam serdecznie
                olivvka
                • Gość: Michał Re: Słów kilka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.03, 17:04
                  JAk zaczyna sie cokolwiek robić po trzydziestce, bez pozytywnych wzorców ze
                  strony własnej rodziny czy choćby przyjaciół, trudno jest mówić językiem
                  dobrego kochanka. Moja obecna dziewczyna też kiedyś miała takiego
                  starszego "przyjaciela - powiernika" z którym ponoć świetnie się gadało o
                  sensie życia i przemijaniu. Wycofała się jednak natychmiast z tego związku w
                  momencie, kiedy dostrzegłą, że Bóg jest stawiany jako cel w życiu, a potrzeby
                  partnera mają dla tego człowieka drugorzędne znaczenie. Facet wychowany był w
                  bardzo tradycyjnej rodzinie i była to jego pierwsza, zupełnie wtedy
                  niedoświadczona i młoda kobieta. Taki związek byłby chory i nie miałby szans
                  na przetrwanie.
                  W Twoim przypadku też widze podobną sytuację.
                  Moja dziewczyna jest teraz szczesliwa (mam taką nadzieję) - dlaczego? Bo ma
                  szacunek, wsparcie i jest numerem jeden dla mnie. Ma potrzeby, i te fizyczne,
                  i te psychiczne, które staram się dostrzegać i w miarę możliwości zaspokajać.
                  Jest jak ścieżka w górach - za każdym zakrętem są nowe horyzonty i nowe
                  doznania.
                  Bez wzajemnego odkrywania się, i to niekoniecznie w sferze sexu, nie ma szans
                  na szczęście. Jeśli Twoj Partner nie potrafi czy nawet nie chce sobie tego
                  uświadomić - nie będzie twoim mężczyzną. Na pewno nie brak Ci wdzięku i ciepła
                  prędzej czy później znajdziesz kogoś, kto będzie Cie rozumiał.
                  Ja starałbym się pójść do fachowca - sexuologa, psychologa, może księdza, choć
                  wśród nich fachowców nie widzi się często. Zacząlbym też pokazywać, czego mi w
                  tym związku brakuje - jak lubie pokrzyczeć w trakcie to krzycze, jak mam
                  ochote na specjalne pieszczotki to mu to mówie, jak mam ochote na perwersyjną
                  kąpiel to zapraszam go do siebie. Poskarży się mamusi? Pójdzie na dodatkowe
                  dwie msze? Powiedz mu, jak bardzo go potrzebujesz, ile radości sprawia Ci jego
                  obecność, jeśli szczerze potrafisz to powiedzieć. Pisma pornorgaficzne to
                  naprawde dobry znak, że jest normalnym facetem, a blokada jest tylko w
                  psychice. Skoro on nie chce być Twoim przewodnikiem, spróbuj to wziąść na
                  siebie. I albo się facet czegoś nauczy i zacznie dawać coś od siebie, albo
                  przestaniecie dla siebie istnieć.
                  Na takie właśnie rzeczy jest czas przed ślubem. Po ślubie - chyba jest dużo
                  trudniej. Współczuje Ci ale trzymam też kciuki - być może przed Wami czas,
                  który będziecie długo i z czułościa wspominać. Nie daj się ograniczyć i
                  zamknąć. Szkoda życia.
                  Sorry za ten moralizatorski ton, ale Twój post naprawde mnie poruszył. Mnóstwo
                  ludzi ma ten sam problem, ciągnący się od pokoleń. Za wielką pomyłkę uważam
                  proponowany przez niektórych księży konserwatywny styl myślenia, tworzący
                  hierarchie w rodzinie i zasłaniający fizyczne potrzeby człowieka kurtyną
                  milczenia bądź niedomówień, z których płyną krzywdzące interpretacje
                • Gość: a Re: Słów kilka IP: *.net195-132-242.noos.fr 27.05.03, 19:15
                  olivvka napisała:

                  > Gość portalu: ona napisał(a):
                  >
                  > > To pocieszające, że mój problem wywołał taki duży odzew. Dziękuję za
                  > wszystkie
                  > > rady. Teraz parę słów wyjaśnienia, bo mam wrażenie, że jeszcze nie
                  > > przedstawiłam tak "do końca" całej tej sytuacji.
                  > > Zanim poznałam męża spotykałam się z kilkoma mężczyznami, ale za każdym ra
                  > zem
                  > > znajomość kończyła się na tyle szybko, że poza pettingiem nie robiliśmy ni
                  > ć
                  > > innego.
                  > > Męża poznałam w pracy i uważam, że jest inteligentnym, wrażliwym człowieki
                  > em,
                  > i
                  > >
                  > > poza "łóżkiem" dogadujemy się świetnie.
                  > > Daje mi dużo ciepła, miłości, jest interesującym rozmówcą. Czy go kocham ?
                  >
                  > Tak,
                  > >
                  > > ale naszą całą harmonię burzy bardzo nieudane życie seksualne.
                  > > Co jeszcze ?
                  > > Mąż jest ode mnie starszy - ja mam 27 lat, on 30. Wychowany był w katolick
                  > iej
                  > > rodzinie, rodzice są (chyba) kochającym, dobrym małżeństwem, gdzie teść
                  > > jest "głową rodziny", ale teściowej to odpowiada.
                  > >
                  > > Czy dla mojego męża, w ciągu nocy poślubnej, to był "pierwszy raz" ? - tak
                  > .
                  > >
                  > >
                  >
                  > Witaj,
                  > Smutne to i zarazem tragiczne. Ponieważ nigdy nie posuwam się do oceniania,
                  tym
                  >
                  > razem także postaram się tego nie czynić, choć drobną uwagę pozwolę sobie
                  > umieścić: tak niestety wyglądają małżeńskie problemy osób, które
                  rozpoczynają
                  > współżycie seksualne dopiero po zawarciu związku małżeńskiego,
                  uprzednio "nie
                  > wypróbowując" partnera/partnerki. Tak też niestety jest, gdy podejmuje się
                  > pierwsze próby współżycia w dość późnym wieku, zwłaszcza przez mężczyznę.
                  Tak
                  > też jest, gdy miast przyjmowania naukowej wiedzy związanej z seksualnością
                  > człowieka, za prawdy o seksualnej naturze człowieka przyjmuje się naukę
                  > kościoła, zwłaszcza katolickiego (w części tej nauki traktującej o życiu
                  > seksualnym), którego konserwatwność, a przede wszystkim wścibskość i
                  ciekawość
                  > tym co jego owieczki robią ze swoimi ciałami pod kołdrą, jest ogromna.
                  >
                  > Ale przejdźmy może do tego, jak leczyć to niepożądane zjawisko, które
                  > towarzyszy Waszemu małżeńskiemu pożyciu.
                  >
                  > Po pierwsze: zwraca uwagę fakt, iż Twój mąż przejawia nieco nienaturalne
                  > podejście do kwestii seksualności własnej żony. Objawia się to poprzez
                  > zabieranie Tobie prawa do traktowania pożycia seksualnego jako przyjemności,
                  a
                  > jedynie traktowanie miłości fizycznej jako środka służacego prokreacji. Skąd
                  to
                  >
                  > wynika? Prawdopodobnie z konserwatywnego wychowania i modelu rodziny, w
                  której
                  > wychowywany był Twój małżonek. Czy to się da zmienić? Prawdopobodnie tak.
                  > Wymaga to jednak dość trudnej i zaawansowanej terapii. Inni współforumowicze
                  > zalecają wizytę u księdza. Może to rzeczywiście nie jest zły pomysł.
                  Zważywszy,
                  >
                  > że Twój mąż jest prawdopobonie dewotem, być może autorytet kapłana
                  (rozsądnego
                  > kapłana, a nie równie zdewociałego co on) pomoże mu zrozumieć istotę życia
                  > seksualnego w małżeństwie.
                  >
                  > Po drugie: zwraca uwagę fakt, iż Twój mąż nie jest prawdopodobnie osobą
                  oziębłą
                  >
                  > płciowo, nie zainteresowaną seksem, gdyż jak sama wspomniałaś znalazłas u
                  > niego pismo o charakterze erotycznym czy też pornograficznym. Myśle, że
                  > powinnaś wykorzystać ten atut w rozmowie z nim i przekonać go, że pewne
                  > zachowania seksualne przystoją także Tobie jako jego żonie, gdyż jesteś
                  kobietą
                  >
                  > i jako naturalnie rozwinięta kobieta masz także własne potrzeby seksualne,
                  > które winny być przez niego zaspokojone.
                  >
                  > Po trzecie: być może ubogość Waszego pożycia seksualnego wynika z faktu
                  > zwykłego braku doświadczenia związanego z uprawianiem seksu przez Twojego
                  męża.
                  >
                  > Poprzez uciekanie się to ideologii religijnej związanej ze stanowiskiem
                  wobec
                  > ludzkiej seksualności być może stara się on zamaskować wstydliwy dla niego
                  brak
                  >
                  > umiejętności związanych ze sztuką miłosną. Być może także jest to próba
                  > odwrócenia uwagi od jakichś bardziej istotnych elementów uniemożliwiających
                  mu
                  > prowadzenie normalnego, stabilnego życia seksualnego (np. ukryte parafilie,
                  > problemy z wytryskiem - przedwczesny, zbyt wczesny, może w końcu skłonności
                  > homoseksualne). Przyczyn może być bardzo wiele i dlatego sensowniejszym
                  wydaje
                  > mi się udanie do lekarza seksuologa, który potrafiłby ustalić przyczyny
                  takiego
                  >
                  > stanu rzeczy i zastosowałby właściwą terapię, która po pierwsze umożliwiłaby
                  > Tobie i Twojemu mężowi podjęcia prawidłowego pożycia seksualnego, a po
                  drugie
                  > pomogłaby Twojemu mężowi w zwalczeniu przeszkód, które rzutować także mogą
                  na
                  > jego/Wasz dalszy rozwój psychoseksualny.
                  > To oczywiście jest tylko hipoteza. Być może poza brakiem umiejętności
                  > wartościowania roli seksu w małżeństwie i braku umiejętności dostrzeżenia
                  prawa
                  >
                  > do seksu własnej małżonki, Twój mąż nie objawia żadnych niepokojących oznak
                  > nieprawidłowości. Myśle jednak, że mogą działać tutaj różne czynniki
                  łącznie,
                  > które wspólnie dają taki efekt, który sprowadza się do zupełnego
                  niezadowolenia
                  >
                  > z małżeńskiego intymnego pożycia przez Ciebie.
                  >
                  > Warto zwrócić także uwagę, że seks jest istotnym elementem życia pary
                  > małżeńskiej i o ile temeperamenty obojga z małżonków nie są skrajnie niskie,
                  o
                  > tyle pożycie seksualne musi w każdym związku występować i musi dawać
                  > satysfakcję nie tylko jednej stronie, ale obu. Jeśli natomiast jedna ze
                  stron
                  > po zastosowaniu wszelkich możliwych środków naprawczych w dalszym ciągu
                  odczuwa
                  >
                  > niezadowolenie z jakości współżycia, i nie ma innych obiektywnych przeszkód
                  nad
                  >
                  > zmianą parntera seksualnego (pamiętaj że sam fakt zawarcia małżeństwa nie
                  jest
                  > przeszkodą w zmianie partnera na innego, gdyż istnieje przecież instytucja
                  > rozwodu), to należy to uczynić dla dobra własnego i w imie godziwej
                  przyszłości
                  >
                  > potomstwa, które mogłoby się narodzić w takim małżeństwie "bez przyszłości".
                  >
                  > pozdrawiam serdecznie
                  > olivvka



                  olivvka, ty sie nie posuwaj do oceniania, ty sie poprostu posuwaj,mniej
                  bedziesz miala czasu na pisanie glupot, bo wszedzie cie pelno, a co jedna
                  wypowiedz,to glupsza od drugiej!
    • Gość: on :-( Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika IP: *.biskupin.wroc.pl / 10.6.0.* 14.01.03, 12:10
      Nawet kościół katolicki zgadza się na udzielenie rozwodu, jeśli małżonek
      okazuje się "kalesonami" a nie facetem, ale to działa chyba tylko
      przed "skonsumowaniem" (nie wiem, bo nie chodzę do kościoła i mało mnie ich
      zasady obchodzą). Twój list zostanie chyba więc przestrogą dla innych,
      by "wypróbować" faceta, zanim powie mu się "tak", może warto czasem nie pójść
      w "białym welonie" do ołtarza, by potem "dopóki śmierć nas nie rodzieli" nie
      żałować...
      • mysiekpysiek Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika 14.01.03, 17:45
        Gość portalu: on :-( napisał(a):

        > Twój list zostanie chyba więc przestrogą dla innych,
        > by "wypróbować" faceta, zanim powie mu się "tak", może warto czasem nie pójść
        > w "białym welonie" do ołtarza, by potem "dopóki śmierć nas nie rodzieli" nie
        > żałować...

        **********
        POPIERAM
    • Gość: J. Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika IP: *.turek.sdi.tpnet.pl 15.01.03, 22:17
      Gość portalu: ona napisał(a):

      Dla mnie ten list jest przesadzony, ponieważ pare lat temu papież powiedział iż
      w małżeństwie nie tylko liczy się pożycie prokreacyjne, lecz strona uczuciowa i
      fizzyczna, która ma zbliżać ludzi. Kościół już nie zaleca wiktorjańskiej
      wstydliwości w małżeństwie.
      Chyba bujasz. Rozmawiam z księżmi i mają całkiem normalny stosunek do seksu
      w małżeństwie.
      J.
      P.S. Jeśli jest prawdą to co piszesz, to powiedz mężowi, aby się zapoznał z
      najnowszą nauką KJościoła jeśli chodzi o małżeństwo. Seks w mażeństwie nie jest
      grzechem. Nie trzeba się z niego spowiadać.
    • Gość: Andrzej Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.03, 15:10
      LUUUUUUDDDZZZIIIEEEE!!!! Kobita (albo facet) robi sobie z Was jaja, a wy się
      wysilacie na mądre rady:)) Powiedz mi "ona" jak to się stało że do wieku 26 lat
      pozostałaś dziewicą? To jest mozliwe tylko u jakichś religijnych oszołomów a Ty
      jak mówisz taka nie jesteś:)I Twój facet który "pierwszy raz" miał w noc
      poślubna tuz przed trzydziestką:)) Jak powiesz że to Talib, to może wtedy
      uwierzę:)Takich rzeczy juz nawet w bajkach nie piszą, bo by autora pięcioletnie
      dzieci wysmiały:))Ale ciagnij dalej jeżeli masz ochotę bo fajnie się czyta rady
      dla Ciebie:) Gdyby to była prawda to dzwoń na 999 i powiedz panom jakiego
      wzrostu jest Twój maz, żeby wzieli kaftan odpowiedniego rozmiaru:)
      • Gość: ona Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika IP: 193.110.121.* 19.02.03, 17:02
        Wiadomość dla Andrzeja: jak bym ci napisała, że uczestniczyłam w wyuzdanej
        orgii, i uprawiałam każdy możliwy rodzaj sexu - to byś uwierzył ! Ale, jak ktoś
        ma problem - "w drugą stronę" - czyli sex tylko w wydaniu katolickim, to już w
        to nie możesz uwierzyć !!!
        Wiedz, że ludzie mają różne problemy, więc mnie nie osądzaj i wykrzesaj z
        siebie więcej tolerancji dla problemów innych ludzi.
      • odwazna Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika 21.02.03, 20:51
        Gość portalu: Andrzej napisał(a):

        Powiedz mi "ona" jak to się stało że do wieku 26 lat pozostałaś dziewicą? To
        jest mozliwe tylko u jakichś religijnych oszołomów a Ty jak mówisz taka nie
        jesteś:)I Twój facet który "pierwszy raz" miał w noc poślubna tuz przed
        trzydziestką:))

        Andrzej możliwe jest uwierz mi późne "starcze" wręcz zaczecie wspólzycia:),
        chocby coś takiego istnieje jak bariera psychiczna:) mi zajęlo to ładnych kilka
        lat:)
          • odwazna Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika 23.02.03, 21:09
            Gość portalu: Andrzej napisał(a):

            > Zajeło Ci to kilka lat a teraz masz nick "odważna"?:)) No ładne kwiatki:) Ok,
            > skoro tak mówicie to pewnie tak jest, ale dla mnie to dalej co najmniej
            > dziwne:)) Poadrawiam Cię odważna, mając nadzieje że teraz do sexu zbierasz
            się
            > już trochę szybciej:))

            nie wiesz ile mam lat ani ile to zajelo, wiec nie oceniaj;
            a zabierac hmmm powiem tak czy nie uwazasz ze liczy sie jakosc niz ilosc :) ale
            dziekuje nie narzekam:) ani na brak ani na ilośc ani na jakosc :)
            dziwne jest dla ciebie bo nie spotkałes sie zapewne z niektorymi sytuacjami, to
            zrozumiałe; jednak czasem jedno zdrzaenie potrafi zablokowac czlowieka
      • Gość: agusia Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika IP: *.uml.lodz.pl 03.06.03, 13:55
        Witaj. Trochę delikatności i taktu a może przede wszystkim dojrzałości
        psychicznej. Może ty już spałeś z każdą napotkaną dziewczyną poczynając od
        koleżanek z przedszkola, ale wyobraź sobie, że są na tym świecie ludzie, którzy
        swój pierwszy raz chcą przeżyć z kimś wyjątkowym, z kimś kogo pokochają i kto
        ich pokocha. Znam dużo osób, które mając lat 25 czy 27 wciąż czekają na swoją
        miłośc/drugą połowę. Nie wydaje mi się, że to jest złe czy też wstydliwe,
        jedynie mało wrażliwi mężczyźni/kobiety myślący innymi częściami ciała niż
        głową nie są w stanie tego zrozumieć. Bo dla niektórych seks dla samego seksu
        nie ma żadnej wartości ani nie sprawia wtedy przyjemności. A jak wiadomo
        miłości nie można w żaden sposób przyspieszyć. Jednych spotyka w wieku 15 a
        innych w wieku 30 lat.
        Pozdrawiam.
    • Gość: anais Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika IP: *.metrobip.com.pl 20.02.03, 21:04
      Posluchaj, to zachowanie nie jest ani katolickie, ani konserwatywne, jest po
      porstu NIENORMALNE. Czy on nie ma zwichrowan w innych sferach zycia? Zastanow
      sie nad tym, w koncu na pewno dobrze go znasz, zeby nie okazalo sie potem ze
      jest jakims psycholem. Zarówno dla katolika, jak i dla kazdego czlowieka milosc
      jest najwieksza watroscia w zyciu, a kochac kogos i kochac sie z kims to
      normalne i piekne sprawy. Nawet na lekcjach religii mowiono mi ze kochanie sie
      z kims moze byc wspaniala rzecza, a w malzenstwie na pewno nie jets grzechem
      ani niczym zlym. Czekanie z ytm to slubu jestem w stanie zrozumiec w przypadku
      bardzo religijnej osoby, aczkolwiek i tak wydaje mi sie dziwne, ale nie
      kochanie sie po slubie jest po prostu chore. Jesli jest normalnym, inteligentym
      facetem, to nawet z punktu widzenia religii daloby sie mu przetlumaczyc, ze
      wlasnie nie kochanie sie z zona (bo przeciez w sumie tego nie robi)jest zle,
      tak jak hipokryzja, o ktorej swiadczy prymitywne zaspokajanie potrzeb
      sekusalnych, przy jednoczesnym zachowniu wobec ciebie, ze seks nie jest dla
      przyjemnosci.
    • inus Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika 21.02.03, 14:47
      ja myślę,że to,że jest katolikiem to nic-on jest po prostu fanatykiem,a to już
      się nadaje do terapii.
      a tak w ogole to jestem za seksem pozamałżeńskim,bo gdy go nie ma to zazwyczaj
      potem są właśnie takie skutki,partnerzy nie znają siebie samych tak na prawdę i
      same problemy są z tego.
      a już tajemnica przed właśnym współmałżonkiem/ą typu "ja zażywam tabletki a ty
      nawet o tym nie wiesz"jest straszne.ja nie mam tajemnic tego typu.
      • Gość: Golem Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika IP: *.sympatico.ca 25.02.03, 17:08
        nie wazne czy to prawdziwa historia czy nie. Jest temat i to realny.

        Wyltumaczcie mi czemu 'maz katolik' to wlasnie synonim takiego zaklamanca
        zyciowego i nieudacznika lozkowego jak pisze autorka watku?

        Sam jestem wierzacy, ale brzydze sie wszelkiego rodzaju skrajnosciami. Nie
        wylaczajac ekstremy kosciola katolickiego z jego ksiezami pedofilami
        i 'gospodyniami' do lozka.

    • dlugodystansowiec Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika 28.05.03, 09:10
      Ja tez jestem katolikiem - do kosciola chodze czesto, niemniej jednak mam swoj
      wlasny rozum i z niego korzystam. Do slubu jeszcze daleko, a z moim skarbem
      kochamy wlasciwie przy kazdej okzaji, sporo eksperymentujac :-) Wydaje mi sie,
      ze podejscie Twojego meza niewiele ma wspolnego z prawdziwie "bozym" podejsciem
      do czlowieka. On chyba nie rozumie, ze kobiety to nie zabawki... A inna sprawa,
      ze moze tak go wychowano, a w glebi duszy hula ogien i trzeba go tylko wyzwolic?
    • Gość: Gola Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika IP: GBSerwer:* / 10.1.2.* 28.05.03, 22:23
      Ja też jestem poł roku po slubie, oboje jestesmy osobami wierzącymi ( ja i mąz)
      i uważamy, że w sytuacji, gdy dwojga ludzi się kocha niema czegoś takiego jak
      tematy tabu tym bardziej w seksie. Powinnaś mu jakoś dyskretnie dać do
      zrozumienia, że w związku małżeńskim dwojga ludzi wszystkie chwyty w sexie są
      dozwolone, byleby obie strony się na nie zgadzały. Spróbuj go namówić do
      eksperymentów-to nic złego .
      • Gość: agusia Re: ratunku, pomocy - mam męża katolika IP: *.uml.lodz.pl 03.06.03, 13:45
        Witam!
        Serdecznie Ci współczuję. Myślę, że jest to dla Ciebie duży problem. Ale wydaje
        mi się, że taka sytuacja nie wynika z jego głębokiej wiary w Boga tylko z
        ukrytych przed Tobą przeżyć i problemów może nawet z czasów dzieciństwa. Jeżeli
        jesteście takim świetnie dogadującym i rozumiejącym się małżeństwem, to
        powinnyście rozmawiać o wszystkim czyli także o seksie. Powinnaś mu uświadomić,
        że przede wszystkim jesteś kobietą, która ma potrzeby tak jak każda inna
        kobieta czy każdy mężczyzna. Jeśli jemu sprawia większą satysfakcję masturbacja
        nad pisemkiem pornograficzny to właśnie to jest grzechem według nauki Kościoła.
        Moim zdaniem powinnaś zaproponować mu spotkanie z odpowiednim księdzem i
        seksuologie (a może nawet i psychologiem), a jeśli by się nie zgodził to
        znaczy, że nie postępuje zgodnie z tym, co przysięgał w dniu ślubu i nie jest
        wart poświęcania się. A ponadto jeśli mówi, że Cię kocha to powinien to również
        udowodnić uczynkiem (a nie tylko mową). A jeśli on twierdzi,że takie zachowanie
        seksualne w małżeństwie nakazuje Bóg, to niech to potwierdzi odpowiednim
        fragmentem z Biblii (jesli w ogóle takowy znajdzie). Tobie radziłabym wcześniej
        przygotować odpowiednie fragmenty świadczące o tym, iż Bóg nakazał miłość i
        szacunek bliźniego a nie traktowanie innych osób jak rzeczy.
        Pozdrawiam. Życzę cierpliwości i szczęścia!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka