Właśnie mąż zadzwonił do mnie,że wraca autobusem, bo samochód się
rozkraczył........jestem załamana...co za grat...ja nie wiem jak myśmy go
kupili...ślepi byliśmy czy co???miesiąc temu naprawa-1200euro, a teraz
znów...chyba trza go sfajczyć....buu....dooopa...ze złości zębami
zgrzytam!!!Przez ten samochód -skarbonkę, to w życiu nic nie zaoszczędzimy