Dodaj do ulubionych

No cześć wam dzieci:)

16.07.08, 22:42
niestety,działo się oj działo...byłem Ci ja w stolycy z wizytą i
patrzcie....żadnego pożaru ani innej klęski żywiołowej,za to ładnych parę
litrów piwa mniej w antałkachsmile) niestety domek przywitał mnie niemiłą
niespodzianką,brak dostępu do netu,ale już wróciłem do życiabig_grinD
Obserwuj wątek
    • sarah_black38 Re: No cześć wam dzieci:) 16.07.08, 23:33
      Witaj i opowiadaj jak było!Ze szczegółami proszę.
    • bj32 Re: No cześć wam dzieci:) 17.07.08, 13:28
      Nie było klęski? Ja bym się chętnie też tam wybrała, ale jak sie
      wybiorę to gdzieś między Zielonką a Piasecznem moze zostać
      popełniona zbrodniabig_grin Może nie morderstwo, ale dotkliwe pobiciebig_grin

      Opowiadaj, jak Ci tam było zanim sie zaprawiłeśbig_grin
      • sarah_black38 Re: No cześć wam dzieci:) 17.07.08, 14:42
        Bj , to Ty znasz jakieś szczegóły? No mówcie , bo zżera mnie
        ciekawość!
        • bj32 Re: No cześć wam dzieci:) 18.07.08, 11:54
          Nie znałam. Ale jak pisze o antałkach browaru, to musi sie zaprawił
          w czarnoziembig_grin
    • debest3 Oto i szczegóły 17.07.08, 15:33
      witajcie w naszej bajce słoń zagra na fujarce..ee znaczy nie to chciałem
      powiedzieć,co ma słoń do ryby
      na rowerze?o żesz,ale mi się wszystko miesza.Muszę jakoś zacząć,więc zacznę
      może jak najlepsi klasycy gatunku od początku.Taaa,tak chyba będzie
      najlepiej.Rzecz tyczy sprawy niebagatelnej,porównywalnej tylko może do
      lądowania człowieka na Księżycu,albo hmm..no może wynalezieniu koła.Chodzi
      o...(i tu napięcie sięga zenitu)..moją wizytę w Warszawie,nie żebym był taki
      nieskromny,uchowaj Boże, lub co gorsza zakochany narcystycznie w
      sobie.Wydarzenie to,jest tak nieczęste że nie można mu odmówić pewnej wagibig_grin
      Pretekstem do tego ochla..znaczy wyjazdu,było spotkanie
      forumowe,tzw.integracyjne,każdy kto pracuje w firmie,wie co ten termin
      oznacza.Niejednej pannie,żal się zrobiło i serce z bólu...ach te
      wspomnieniasmileSzykowałem się do tego wyjazdu wyjątkowo starannie,coby
      piękniejszą część tego zbiegowis..znaczy forumowiska,wyglądem swym nie
      przerazić,lub co gorsza do utraty zmysłów nie doprowadzić.Poza zwykłymi
      zabiegami,można nazwać czysto higienicznymi,myciem,goleniem itd.itp.szarpnąłem
      się też i na te bardziej niezwykłe.Ale to już to już jest tajemnicą
      Poliszynela(niech tylko Poliszynel gębę otworzy,to mu ją skuję,jak mi Bóg
      miły).Kocham te podróże do Warszawy,obfitują one w atrakcje jak żadne inne
      podróże.Ciekawy byłem,jakie i tym razem mnie czekają.
      Wstałem wcześnie,wyspać się nie wyspałem za bardzo,bo sąsiad ujadał za
      oknem..znaczy chciałem powiedzieć że ujadał pies sąsiada.Miałem już bydle
      poprosić zeby się uciszył łaskawie,znaczy psa ,nie sąsiada.
      No dobra nie będę wnikał w szczegóły.Samochodem dojechałem do Z.Góry,ponieważ
      połączenie z Żar jest tak wyśmienite do Warszawy że postanowiłem je nieco
      utrudnić.Przecież to nie sztuka pojechać do Z.Góry,wsiąść w pociąg i w ciągu
      sześciu godzin być w Warszawie.Zawsze lepiej jest jechać tam z Żar 11
      godzinsmileW każdym razie,dojechałem na dworzec,kupiłem bilet(o dziwo bez
      kolejki,ale chyba dlatego ze byłem wcześniej,jakbym był nieco później,to
      kolejka byłaby długości ogonka do okulisty w przychodni)..i z drżącym sercem
      czekałem co mnie też w przedziale czeka,czy znów pies przypominający
      gabarytami słonia,który całą drogę miażdży mi stopy,a właściciela z zapałem
      twierdzą,że on właściwie wcale miejsca nie zajmuje.Czy też towarzystwo jadące
      na wesele,w związku z czym informują cały wagon,kto i z kim,oraz jak
      ,poruszając historię całej familiibig_grin Ale tym razem czekała mnie
      niespodzianka,przedział był prawie pusty,nie licząc paniusi przypominającej mi
      nieco taką damą do towarzystwa z Nad Niemnem,co to latała z medykamentami jak
      jaśniepani miała globusa."No"-pomyślałem-przynajmniej dzisiaj będę miał
      spokój.Jak się myliłem ,okazało się niezadługo.Próbowałem usnąć,ale gdzież
      tam,paniusia niby cherlawa,a chrapała z odgłosem przypominającym nurkowanie
      samolotu nad bombardowanym miastem.Kiedy już przeczytałem całą gazetę,za
      darmochę daję,no w końcu Expresem jadę.Paniusia otworzyła oczy,ziewnęła i
      zaczęła gapić się na korytarz.Zrobiło się nieco duszno,więc uchyliłem drzwi od
      przedziału,guwernantka zareagowała błyskawicznie,łuuuuub drzwi
      zasunięte.Wstałem i uchyliłem nieco okno"czy mógłby pan je zamknąć,bo ja
      słabowita jestem,zaraz mnie przewieje"..była Ci ona z gatunku tych słabowitych
      co to jednym ciosem świniaka potrafią ukatrupić.Cała droga to była katorga,w
      saunie,spocony,schudłem ze dwa kilo,ale cóż,przynajmniej szczuplejszy
      ,przystojniejszym sie wydamsmileJakoś dotrwałem do tej Warsiawy,wysiadłem na
      Wschodnim,uprzednio heroldów powitalnych i delegacyję sobie załatwiając.Miałem
      jednak wrażenie,że heroldowie się chyba pochorowali nieco,a delegacyja nie w
      ten autobus wsiadłasmileW każdym razie,zostałem powitany przez znamienitą
      przedstawicielkę mieszkańców tego miasta,czyli Agulaszka(dla pospolitaków,neta
      nie posiadających ,po prostu Agnieszkę)Uwiozła ona mnie powozem na miejsce
      zgrupowania,koncentracji czy też innego spędu sił,gotujących się do wyczynu
      wieczornego,pod czujnym okiem trenera Lezia.Trener ów ,posturą przypominający
      nieco takiego gościa z Quo Vadis,co to jakiejś krowinie kark skręcił,był
      człowiekiem sympatycznym.O ile można jeszcze ją zachować,po ostrej zaprawie i
      intensywnym treningu.Członków w kadrze,stanowiącej naprawdę starannie
      wyselekcjonowaną grupę,było więcej.Czyli gospodyni Mariola,oraz posiłki
      ściągnięte z prowincyi południowej,nie wiem tylko czy z Galicji,czy z
      Ukrainy...w osobie Rudosławy Czerwonowłosej.Po wepchnięciu w moje trzewia
      obiadu,powitaniach,prezentacji,zaczęliśmy się przygotowywać do
      spotkania.Kłopot był tylko z ustanowieniem osoby chorążego..koniec końców nie
      wybralismy.
      Udaliśmy się na miejsce ochlajstw..znaczy imprezy,po drodze podziwiając
      stolycem.Właściwie to za wiele się nie napodziwiałem,bo albo chodziliśmy
      tunelami,albo kanałamismileZauważyłem tylko ,że ktoś temu Żwirce na pomniku
      buchnął samolot,śmigło tylko same mu pod pachę zostawiając.No co za
      ludzie,wszędzie te złomiarze grasująsmileAga wprawdzie mi usiłowała wmówić że ten
      pomnik taki już był,ale nie chciało mi sie wierzyć,po prostu wstyd jej było za
      swoichsmile
      Obejrzeliśmy za to Złote Tarasy(ha ha,obejrzeliśmy,schodami chcieliśmy
      ruchomymi pojeździć wieśniakibig_grin,haha i wydało się)Koniec końców doczłapaliśmy
      się do knajpy,po drodze zbierając posiłki.Tak poznaliśmy nową koleżankę
      Anię,kandydatkę na forum czubków,jakimi z resztą jesteśmybig_grinD Lokalik nawet
      przyjemny,w zacisznym miejscu.To że co chwila jakieś przedmioty z góry leciały
      na dach,czy też worki z wodą,nie przeszkadzało nam.W końcu nic nie jest w
      stanie zabić radości ze spotkania,niektórych ponownie,niektórych pierwszy
      raz.Po skompletowaniu pełnej obsady,zaczęliśmy miłą imprezę.Uczestników
      wymieniał nie będę,bo by trzeba było wołowej skóry,a ja wołu nie zabiję i
      okrycia zeń nie zedrę,bo za bardzo przejmujący jestem.
      Niestety,znów się nieco rozczarowałem,godziną w której zaczęto składać
      zabawki,niestety pora nie przypominała szanującego sie lokalu w stolycy,bo
      nawet na takim wygwizdowie u mnie,później zamykają.Ale cóż poradzić.Może się
      kiedyś te towarzycho lokalowe jakoś wychowasmileWracaliśmy jak Litwini z
      łupamismile)Piękne pożegnania,klepanie po plecach.Zdziwiony nieco,że niektóre
      damy mają taką parę w rękachbig_grinD...Ponieważ,lokal żadną miarą nie chciał się
      dopasować do godziny odjazdu pociągu,przyszło resztę nocy spędzić w
      towarzystwie,nieco przetrzebionej drużyny.Gospodyni dzielnie dotrzymywała
      towarzystwa,chociaż podziwiać należy za cierpliwość.Siedziała z nami do
      białego świtu,odprowadzając nas do powozu(no co?trzeba do końca trzymać się
      konwencji balzakowskiejbig_grinD)Na dworcu rozstałem się z Rudzią wsiadłem do
      ciuchci i po sześci godzinach z okładem,znalazłem się punkcie wyjscia
      czyli Witaj słodki domkusmile)
      ,--
      • sarah_black38 Re: Oto i szczegóły 17.07.08, 20:45
        Ha ha , jak zwykle świetne. A ta damulka od globusa to też moja
        ulubienica!
        • gusia210 Re: Oto i szczegóły 17.07.08, 21:03
          rany julek.Debest to jest super!!!
      • bj32 Re: Oto i szczegóły 18.07.08, 12:18
        Słowotok dzienny, słowotok nocny, słowotok wiele różnych odmian ma.
        Ale kocham Twoją literaturębig_grin
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka