Dodaj do ulubionych

Koszmar Polaków we Włoszech

18.07.06, 19:28
113 Polaków zmuszanych we Włoszech do niewolniczej pracy, uwolniono w
regionie Apulia w okolicach Bari i Foggi.
Podczas wspólnej operacji polskich policjantów i włoskich karabinierów, w obu
państwach zatrzymano co najmniej 25 osób zamieszanych w handel ludźmi, są
wśród nich m.in. Polacy, Ukraińcy i Włosi.

W sumie ofiarami tego procederu mogło paść - według szacunków policji - ponad
1000 Polaków. Cztery osoby popełniły samobójstwo; polska i włoska policja nie
wyklucza, że mogło też dochodzić do zabójstw i śmierci z wycieńczenia.
Przesłuchano 300 poszkodowanych, 700 czeka na przesłuchanie.
Obserwuj wątek
    • martaireks Re: Koszmar Polaków we Włoszech 19.07.06, 00:02




      --------------------------------------------------------------------------------
      Tymczasem w kraju zatrzymano 10 osób - sześciu mieszkańców Podkarpacia, dwóch
      mężczyzn w Gorlicach, jednego z miejscowości w powiecie nowosądeckim i kobietę
      z woj. śląskiego. Większość z nich miała już w śledztwie prowadzonym w tej
      sprawie w Polsce przedstawione zarzuty oszustwa. Pięć z zatrzymanych osób
      zostało we wtorek przesłuchanych. Jak podaje prokuratura, dwie przyznały się do
      stawianych im zarzutów, trzy nie.

      Wśród zatrzymanych są właściciele firm przewozowych z Podkarpacia, które
      przewoziły ludzi do Włoch oraz osoby, które werbowały chętnych do pracy.

      Śledztwo dotyczące wyjazdów do pracy we Włoszech prowadzone jest przez
      krakowską prokuraturę od 2005 r. Do tej pory zarzuty przedstawiono 24 osobom, w
      tym czterem kierującym grupą przestępczą, 14 uczestniczącym w tej grupie i
      sześciu, które popełniały oszustwa, ale nie miały świadomości, że działają w
      grupie przestępczej.

      Ogłoszenia o pracy we Włoszech ukazywały się w prasie lokalnej. Oszuści
      podawali w nich telefony komórkowe. Chętnym mówili, że warunki pracy i
      zakwaterowania są bardzo dobre. Spotkania z tymi, którzy chcieli wyjechać
      organizowano w różnych miejscach Krakowa. Za transport chętni płacili od 400 do
      1,2 tys. zł, w zależności od długości trasy.

      W kilku włoskich i polskich miejscowościach ujęto w sumie 25 osób - Polaków,
      Ukraińców, Algierczyków i jednego Włocha. We Włoszech przestępców zatrzymano w
      okolicach Bari i Foggi. Przez całą noc trwały też zatrzymania w Polsce, głównie
      na Podkarpaciu i w Małopolsce: policjanci weszli do mieszkań w Dębicy, Jaśle,
      Gorlicach i Krośnie. Relacja Marka Balawajdra:


      • martaireks Re: Koszmar Polaków we Włoszech 19.07.06, 00:13
        19:11

        113 Polaków zmuszanych we Włoszech do niewolniczej pracy na plantacjach,
        uwolniono w regionie Apulia w okolicach Bari i Foggi. W obozach pracy - jak
        nazwała je włoska policja - więzionych było ponad 1000 Polaków. Cztery osoby
        popełniły samobójstwo; polska i włoska policja nie wyklucza, że mogło też
        dochodzić do zabójstw i śmierci z wycieńczenia.


        113 Polaków zmuszanych we Włoszech do niewolniczej pracy na plantacjach,
        uwolniono w regionie Apulia w okolicach Bari i Foggi. Podczas wspólnej operacji
        polskich policjantów i włoskich karabinierów, w obu państwach zatrzymano co
        najmniej 25 osób zamieszanych w handel ludźmi, są wśród nich m.in. Polacy,
        Ukraińcy i Włosi.

        W sumie ofiarami tego procederu mogło paść - według szacunków policji - ponad
        1000 Polaków. Cztery osoby popełniły samobójstwo; polska i włoska policja nie
        wyklucza, że mogło też dochodzić do zabójstw i śmierci z wycieńczenia.
        Przesłuchano 300 poszkodowanych, 700 czeka na przesłuchanie.

        Obozy pracy

        Włoski krajowy prokurator do walki z mafią Piero Grasso poinformował, że
        robotnicy byli straszliwie traktowani. "Panowały tam nieludzkie warunki, to
        były prawdziwe obozy pracy" - powiedział. Dodał, że Polacy pracowali w
        gospodarstwach, głównie przy zbiorze pomidorów, w rejonie miejscowości Orta
        Nova, Cerignola i Ascoli Satriano.

        Jak poinformował Emilio Marzano z prokuratury w Bari, Polacy pracowali tam po
        15 godzin, zarabiając od 2 do 5 euro za godzinę, ale część musieli oddawać jako
        haracz. Jeśli z powodu choroby nie mogli pracować, musieli swym "opiekunom", w
        tym także Polakom, płacić karę w wysokości 20 euro dziennie. Dostawali tylko
        chleb i wodę, spali na gołej ziemi w ruinach budynków gospodarczych lub
        namiotach. Nie mieli dostępu do bieżącej wody.

        Grupa przestępcza

        Zastępca Prokuratora Okręgowego w Krakowie Krzysztof Urbaniak poinformował, że
        wśród zatrzymanych we Włoszech są 3 osoby podejrzane o założenie i kierowanie
        grupą, która organizowała wyjazdy: Łukasz Z., Janusz N. i Andrzej W. Za Joanną
        M., która także była w ścisłymi kierownictwie grupy, wydano list gończy.

        Osoby te od dłuższego czasu przebywały we Włoszech i miały bezpośredni kontakt
        z plantatorami, do których wysyłani byli poszkodowani. Prokuratura zarzuca im
        handel ludźmi i czerpanie z niego korzyści majątkowych od 2002 r. do marca 2006
        r. Grozi im do 15 lat pozbawienia wolności. "Polacy zatrzymani we Włoszech w
        najbliższym czasie mają zostać przekazani stronie polskiej" - powiedział
        Urbaniak.

        Tymczasem w kraju zatrzymano 10 osób - sześciu mieszkańców Podkarpacia, dwóch
        mężczyzn w Gorlicach, jednego z miejscowości w powiecie nowosądeckim i kobietę
        z woj. śląskiego. Większość z nich miała już w śledztwie prowadzonym w tej
        sprawie w Polsce przedstawione zarzuty oszustwa. Pięć z zatrzymanych osób
        zostało we wtorek przesłuchanych. Jak podaje prokuratura, dwie przyznały się do
        stawianych im zarzutów, trzy nie.

        Operacja "Ziemia Obiecana"

        Wśród zatrzymanych są właściciele firm przewozowych z Podkarpacia, które
        przewoziły ludzi do Włoch oraz osoby, które werbowały chętnych do pracy.

        Śledztwo dotyczące wyjazdów do pracy we Włoszech prowadzone jest przez
        krakowską prokuraturę od 2005 r. Do tej pory zarzuty przedstawiono 24 osobom, w
        tym czterem kierującym grupą przestępczą, 14 uczestniczącym w tej grupie i
        sześciu, które popełniały oszustwa, ale nie miały świadomości, że działają w
        grupie przestępczej.

        Ogłoszenia o pracy we Włoszech ukazywały się w prasie lokalnej. Oszuści
        podawali w nich telefony komórkowe. Chętnym mówili, że warunki pracy i
        zakwaterowania są bardzo dobre. Spotkania z tymi, którzy chcieli wyjechać
        organizowano w różnych miejscach Krakowa. Za transport chętni płacili od 400 do
        1,2 tys. zł, w zależności od długości trasy.

        "We Włoszech ludzie ci byli zostawiani na dworcach bądź odbierani przez Polaków
        i przekazywani na plantacje, gdzie - jak dzisiaj wiemy - zaczynał się dla tych
        osób horror" - mówił Urbaniak. Wielu pokrzywdzonym udało się z plantacji uciec,
        dostać do kościołów i innych instytucji społecznych, skąd dzwonili do rodzin i
        prosili o pomoc.

        Jak poinformował komendant główny policji Marek Bieńkowski, operację pod
        kryptonimem "Ziemia Obiecana" koordynowała specjalna komórka karabinierów w
        Rzymie (ROS) oraz centralny zespół do walki z handlem ludźmi w Komendzie
        Głównej Policji. W wymianie informacji pomagał Europol i Interpol.

        Gwałty i maltretowanie

        Akcję polscy i włoscy policjanci przeprowadzili w nocy z wtorku na środę. Osoby
        zamieszane w handel ludźmi zatrzymano w okolicach Bari i Foggi, a także w
        Polsce. O godz. 2 w nocy uwolniono 113 Polaków zmuszanych do niewolniczej pracy.

        Oszuści obiecywali im zarobki w granicach 5-6 euro za godzinę. Jak wyjaśniał na
        konferencji prasowej Bieńkowski, we Włoszech przejmowały ich osoby, które miały
        być szefami firm zajmujących się świadczeniem usług ogrodniczych i rolniczych
        dla okolicznych plantatorów - trzej Polacy, dwaj Ukraińcy i Algierczyk.

        Robotników w tych swoistych "obozach pracy" pilnowali ukraińscy, włoscy i
        polscy uzbrojeni strażnicy, którzy sami siebie nazywali "kapo". Opór tłumiono
        biciem, szczuciem psami i grożeniem bronią. Bieńkowski poinformował, że
        udokumentowane procesowo zostały przypadki zmuszania do prostytucji, gwałtów
        oraz maltretowania metalowymi pałkami.

        Wicepremier i szef MSWiA Ludwik Dorn poinformował, że spotkał się w tej sprawie
        z minister spraw zagranicznych Anną Fotygą, która zapewniła, że Polacy, którzy
        byli więzieni przez gangsterów, zostaną otoczeni opieką konsularną.
        Zapowiedziała zorganizowanie kampanii informacyjnej dla osób szukających pracy
        za granicą, tak by nie stawały się kolejnymi ofiarami werbowników.


        Jak powiedział Francesco de Lellis ze specjalnej komórki karabinierów ROS, 9
        osób zatrzymanych we Włoszech jeszcze w tym tygodniu zostanie przesłuchanych a
        później czekają ich procesy karne.

        Wtorkowa operacja była możliwa dzięki długiemu śledztwu oraz zeznaniom złożonym
        przez niektórych polskich robotników. Większość z nich jednak odmówiła
        współpracy z włoską policją, w obawie przed zemstą ze strony grupy przestępców.

        Rzecznik ambasady RP w Rzymie Wojciech Unolt powiedział PAP, że wszczęcie zimą
        tego roku śledztwa w tej sprawie było możliwe przede wszystkim dzięki
        wielokrotnym interwencjom polskich dyplomatów. Współpracę z nimi Włosi
        określili mianem "wzorowej".
      • martaireks Re: Koszmar Polaków we Włoszech 19.07.06, 09:34
        Wyjechaliśmy, bo chcieliśmy zarobić na życie. Na miejscu okazało się, że
        trafiliśmy do obozu pracy - relacjonują swoją wyprawę do Italii czterej
        mieszkańcy naszego województwa, którzy uciekli włoskiemu pracodawcy




        Ogłoszenie o pracy we Włoszech ukazało się w bydgoskiej prasie. Wszystkie
        formalności można było załatwiać przez telefon. Wyjazd kosztował 850 zł. Na
        miejscu miała czekać praca przy zbiorze pomidorów za siedem euro na godzinę.

        - Wyjeżdżaliśmy z Łodzi 23 sierpnia. Przez pierwsze dwa tygodnie mieliśmy
        podlegać próbie, potem miał być kontrakt. Byłem pewien, że praca jest legalna,
        ponieważ przed wyjazdem podawałem wszystkie informacje potrzebne do
        zatrudnienia - PESEL, NIP - mówi Karol Szymański z Szubina. - Nie wiem dokąd
        nas dowieźli, dotarliśmy na miejsce w nocy. Zostawili nas w szczerym polu,
        podzielili na grupy i kazali zabierać się do pracy. Część kobiet zabrali. Miały
        pracować w restauracji. Jednak ci, którzy byli tam dłużej, powiedzieli nam, że
        one idą do burdeli.

        Pracownicy mieszkali w namiotach rozbitych na polu - za miejsce trzeba było
        płacić 80 euro na miesiąc.

        - Nasi "opiekunowie" dowozili żywność i kazali sobie płacić. Przykładowo za
        puszkę paprykarzu 2,5 euro. Nawet za wodę - relacjonuje Szymański. - Mieli
        broń. Części osób zabrali dokumenty i komórki. Mnie nie zdążyli.

        Pięć osób z Bydgoszczy, Torunia i Szubina postanowiło uciec. Ukrywali się w
        opuszczonych budynkach, przemykali tylko nocą. - To był horror. Dzięki
        kierowcom autobusów, którzy wozili nas za darmo, dotarliśmy do Ascoli, potem do
        San Giovanni Rottondo, gdzie polski ksiądz pomógł nam dojechać do konsulatu.
        Tutaj złożyliśmy zeznania i dostaliśmy pieniądze na powrót do Polski -
        opowiadają.

        Dzisiaj Szymański złoży doniesienie na policję. - Ogłoszenie, na jakie się
        nabrałem ciągle się ukazuje dalej się ukazuje w prasie, a kolejny wyjazd
        zaplanowano na 3 września - mówi oburzony.

        - Zbierają takie zawiadomienia. Jednak przecież nie możemy zabronić ludziom
        wyjazdów do pracy - tłumaczy Alicja Hytrek, rzecznik Komendy Głównej Policji w
        Warszawie.

        Na sprawę zareagowała Helsińska Fundacja Praw Człowieka. - Wysyłamy pismo do
        Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Musi podjąć zdecydowane działania, żeby do
        takich sytuacji więcej nie dochodziło - mówi Adam Bodnar z Fundacji.

        To nie pierwszy przypadek obozów pracy we Włoszech, do jakich trafili Polacy. O
        sprawie "Gazeta" pisała już kilkanaście dni temu. W Toruniu zatrzymano Grażynę
        S. która organizowała podobne wojaże. - Nie wiem, czy nasza podejrzana jest
        odpowiedzialna także za ten wyjazd - mowi Artur Krauze z Prokuratury Rejonowej
        w Toruniu - Mamy mało zeznań osób poszkodowanych. Wielu z nich nie wyjechało do
        pracy, wpłacili tylko pieniądze na wyjazd. Nie wiadomo, czy można łączyć te
        sprawy.

        Personalia bohatera tekstu na jego prośbę zostały zmienione



        Dla "Gazety"

        Wojciech Unolt, rzecznik Ambasady Polskiej we Włoszech.

        - 98 procent ogłoszeń prasowych oferuje nielegalne zatrudnienie za granicą.
        Każdy, kto decyduje się na taki wyjazd, musi wiedzieć, że nie ma żadnych
        przywilejów, a pracodawca do którego jedzie może go oszukać. Najlepiej więc,
        przyjechać do danego kraju i szukać na miejscu zatrudnienia lub jechać do pracy
        poleconej przez zaufanych znajomych bądź skorzystać z oferty Urzędów Pracy.
        Warto też sprawdzić licencję naszego pracodawcy. Można to zrobić w
        Ministerstwie Gospodarki i Pracy. Podejrzane są także te oferty, gdzie
        pośrednik pobiera pieniądze za wyjazd. Przed wyjazdem najlepiej zapisać sobie
        adres i numer telefonu konsulatu polskiego w danym kraju.


    • mister1 a w Holandii ? 19.07.06, 09:10
      niespoecjalnie bym sie zdziwil, gdzyby takie rzeczy zdarzaly sie i w Holandii -
      slyszalem o plantatorach placacych Polakom po 2 dwa euro/godzine i
      wymagajacych pracy po kilkanascie godzin - zakwaterowanie w wycignietych ze
      smietnika przyczepach kampingowych.
      • maja1310 Re: a w Holandii ? 19.07.06, 18:56
        No wlasnie i wHolandi tak sie dzieje ! Moj maz jest wlasnie ofiara
        Polki,,OSZUSTKI" ! I napewno tak jest w wielu innych krajach ! My Polacy
        emigrujac za pieniadzem stajemy sie nieostrozni,a potem sa tego konsekwencje.i
        sa tez ,,CWANIACY" co potrafia to wykorzystac.
        • napolnoc Re: a w Holandii ? 19.07.06, 19:02
          Dzieje sie tak,znam kilku ludzi co z takich mijesc uciekli.
          Robiac w 2002/2003 badania terenowe dla Uniwersytetu w Groningen o polskiej populacji w NL
          natrafialam na takie "obozy".Glownie w branzy rolniczej.
          Choc i w budowlance taki tryb dominacji trwa,z tym ze glownie Polacy sa ciemiezeni przez innych
          Polakow,ktorzy mieszkaja w NL od dawna.
          Moge tak z glowy podac nazwy kilku polsko-holenderskich firm i stowarzyszen ktore na podobnej
          zasadzie dzialaja.Wiekszosc z nich ma strony www.wystraczy zaguglowac:)
          Choc z drugiej strony zalamuje mnie czasem bezmyslnosc przyszlych pracownikow.Wyjezdzaja za
          granice znajac firme tylko z ogloszenia w lokalnej gazecie ...
          pozdr
          • mister1 Re: a w Holandii ? 19.07.06, 19:42
            napolnoc napisała:
            Moge tak z glowy podac nazwy kilku polsko-holenderskich firm i stowarzyszen kto
            > re na podobnej
            > zasadzie dzialaja.Wiekszosc z nich ma strony www.wystraczy zaguglowac:)

            z cala pewnoscia warto tego rodzaju zbojeckie firmy podac i ostrzec ich
            potencjalne ofiary.
            • napolnoc Re: a w Holandii ? 19.07.06, 20:09
              A kto mi zaplaci za adwokata za sprawe o pomowienie?
              Ale fakt,czarny pijar mozna zrobic:P

              Najpierw generalna uwaga:
              Polacy zakladaja firmy jednoosobowe,popisuja upowaznienia do reprezentowania,sami sie pakuja w
              klopty.Nie maja kompletnie kontroli nad "firma".Rada:nie pozwol by twoj zleceniodawca/pracodawca
              byl tez twoim ksiegowym.Poszukaj ksiegowego na zewnatrz.Moze koszta beda wieksze ale autonomia i
              spokoj gwarantowany.Poza tym ksiegowy nie zwiazany z twoim pracodawca ostrzeze cie w pore lub
              doradzi.pozdr.
              • martaireks Re: a w Holandii ? 21.07.06, 18:45
                To jest z gazety regionalnej Podkarpackiej ,, Nowiny rzeszowskie ,,

                Ścigani za handel ludźmi
                PODKARPACKIE, KRAKÓW Ponad 500 osób z Podkarpacia wysłali do obozów pracy w
                Apuli

                Poszukiwani listem gończym 23-letnia Joanna Mroczek z Grzegorzówki k. Dylagówki
                i 27-letni Łukasz Zapał z Łączek Kucharskich k. Ropczyc byli szefami gangu
                wysyłającego Polaków do niewolniczej pracy we Włoszech. Kolejnych 6 osób z
                naszego regionu za handel ludźmi siedzi już w areszcie.


                W nocy z poniedziałku na wtorek polscy i włoscy policjanci rozbili szajkę
                handlującą polskimi robotnikami. Zatrzymano 25 osób. 15 we Włoszech i 10 w
                Polsce. W areszcie jest dwójka z czwórki szefów grupy. Listem gończym i
                europejskim nakazem aresztowania poszukiwani są Joanna Mroczek i Łukasz Zapał.
                W środę sąd rejonowy w Krakowie 10. zatrzymanych w Polsce przestępców zamknął
                na 3 miesiące w areszcie. W tej grupie jest aż 6 osób z Podkarpacia: Tadeusz D.
                ze Świerchowa k. Jasła, Józef M. z Makowiska k. Jarosławia, Bartosza W. z
                Ropczyc, małżeństwo Małgorzata i Hubert K. z Krosna oraz Zdzisława K. z Rudenki
                k. Leska.

                15 lat więzienia za handel ludźmi
                - Wszyscy są podejrzani o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, handel
                ludźmi i oszustwo - mówi Bogusława Marcinkowska z Prokuratury Okręgowej w
                Krakowie. - Grozi im do 15 lat więzienia.

                To oni w ciągu ostatnich dwóch lat mieli wysłać do Włoch ponad 1000 rodaków.

                Najwięcej, bo ponad 500 osób z Podkarpacia. Polacy trafiali na plantacje owoców
                i warzyw w okolicach Bari i Foggii. Na miejscu pilnowali ich polscy i
                ukraińscy "kapo”. Polacy byli bici, straszeni bronią, kobiety maltretowane i
                gwałcone. 4 osoby popełniły samobójstwo, niewykluczone, że kilko osób zostało
                zamordowanych.

                1 euro za harówkę w upale
                Robotnicy mieszkali w walących się barakach, bez bieżącej wody, a jedynym ich
                jedzeniem był chleb i woda. Za 15 godzin katorżniczej pracy dostawali 1-2 euro.

                Według prokuratury pierwsze sygnały o obozach pracy we Włoszech były już w 2002
                r. Jednak śledztwo zaczęło się od skargi dwóch Polek w 2004 r. Kobiety zostały
                zwerbowane przez młode osoby, które dawały ogłoszenia o pracy we Włoszech, w
                lokalnej prasie. Wyjazd kosztował 500-900 zł i 150 euro wypłacane na miejscu w
                Apuli. Kontakt był tylko pod numerem telefonu komórkowego na kartę.

                - To długo uniemożliwiało ustalenie, kto naprawdę werbuje ludzi do Włoch -
                tłumaczy Marcinkowska. - Wszyscy posługiwali się fałszywymi nazwiskami.
                W czwartek w domach rodzinnych Łukasza Zapały i Joanny Mroczek ich rodzice nie
                wpuszczali nikogo do domu. Drzwi były zamknięte na klucz.

                Aneta Gieroń

                • martaireks Re: a w Holandii ? 21.07.06, 18:49
                  Ten artykul tez z Nowin rzeszowskich -


                  Dorabiali się na obozach pracy
                  PODKARPACKIE Uczynni, mili, elegancko ubrani, jeździli dobrymi samochodami....


                  Alfred i Maria Dykiel : Ona zawsze przyjeżdżała eleganckim autem, z
                  narzeczonym, ale nigdy po wsi nie chodziła. WOJCIECH ZATWARNICKI
                  Joasia - niewinna. Łukasz - niewinny, a Tadeusz to chłop do rany przyłoż.
                  Mieszkańcy wsi, w których mieszkają organizatorzy morderczych obozów pracy we
                  Włoszech nie wierzą, że ich sąsiedzi zajmowali się handlem ludźmi.

                  Łączki Kucharskie. Niewielka, ale zasobna wieś blisko Ropczyc. Już piersi
                  zagadnięci mężczyźni, żywo reagują na nazwisko - Łukasz Zapał.

                  - A pani, taki wstyd. Wczoraj, kto żyw we wsi oglądał Łukasza w telewizji. I
                  kto by pomyślał, że taką krzywdę mógł ludziom zrobić.

                  27-latka dobrze we wsi pamiętają. W końcu z inteligenckiej rodziny, mama
                  nauczycielka, ojciec były mistrz w ropczyckiej WSK. No i Łukasz był
                  chrześniakiem oraz ulubieńcem księdza Romana, brata matki. We wsi chłopaka
                  widzieli, jak przyjeżdżał do domu w odwiedziny. Podobno 5 lat temu kupił
                  mieszkanie w Rzeszowie i robił dobre interesy. Zawsze przyjeżdżał drogim
                  samochodem, elegancko ubrany. Ostatni raz w domu widziano go w poniedziałek.

                  Teresa D: - Z syna zrobili bandytę, a on nikogo by nie skrzywdził Tomasz Jefimow

                  Łukasz jest na wczasach
                  - Syn jest na wczasach. Ma wyłączona komórkę. W telewizji jakieś bzdury
                  wygadują. Jak można tak człowiek ścigać listem gończym. Jeszcze mu żadnej winy
                  nie udowodnili i nie udowodnią, bo on niewinny - denerwuje się Halina Zapał. -
                  Kobieta mówi przez drzwi. Do środka nikogo nie wpuszcza.

                  Dom Zapałów bardzo schludny, zadbany, tonie w kwiatach. Obok garaż a w nim
                  zaparkowane ford i volkswagen.

                  - To bardzo szanowana rodzina - mówi Stanisław Grabowy, sąsiad rodziny
                  Łukasza. - Byłem w szoku jak zobaczyłem jego zdjęcie w telewizji.
                  Taka bidulka
                  Zszokowani są też sąsiedzi Joanny Mroczek z maleńkiej Grzegorzówki k. Dylagówki.

                  - To taka spokojna dziewczyna była, taka ”bidula” - nie może się nadziwić
                  ekspedientka ze sklepu. - A to się porobiło, od rano było tu już kilkunastu
                  dziennikarzy. Nasza Grzegorzówka nigdy taka sławna nie była.

                  W czwartek na widok dziennikarzy matka Joanny Mroczki uciekła do domu. Jedynie
                  brat krzyczał, że nie będzie rozmawiał. Twierdzi, że nie wie, gdzie jest
                  siostra. O handlu ludźmi też nic nie wie.

                  - Joasia mieszkała w Rzeszowie. Zajmowała się handlem kosmetykami - twierdzi
                  chłopak.
                  Tadek to dobry chłop
                  Mieszkańcy Świerchowej k. Jasła, gdzie mieszka Tadeusz D. nie chcą wierzyć, że
                  ich sąsiad to przestępca, który wywoził ludzi do morderczej pracy na
                  plantacjach we Włoszech.

                  - Zrobili z niego kozła ofiarnego - mówi sprzedawczyni w sklepiku w centrum
                  miejscowości. - Tu we wsi nikt na Tadka złego słowa nie powie. Uczciwie firmę
                  prowadził.

                  - Chłop był do rany przyłóż - zarzeka się sołtys Piotr Buś. - Życzliwy, każdemu
                  pomógł. Dużo ludzi do Włoch z nim jeździło, paczki podawali, nigdy nikogo nie
                  oszukał.

                  Żona sołtysa, jak usłyszała w telewizji, że Tadeusz D. to organizator całego
                  procederu, nie mogła spać przez całą noc.

                  - W życiu w to nie uwierzę - mówi.

                  Córka sołtysa jest we Włoszech.

                  - Już parę razy jeździła, zawsze z Tadeuszem i wszystko było w porządku - mówią
                  Busiowie.
                  Dobytek niewielki
                  Ze wsi sporo osób korzystało z transportu firmy Tadeusza D. wyjeżdżając na
                  zagraniczne saksy. - Ale pracę to sam sobie znalazłem. Tadek nigdy w tym nie
                  pośredniczył - podkreśla młody mężczyzna z sąsiedztwa, naprawiający traktor w
                  stodole. - Nie raz powtarzał, że nie będzie nikomu roboty załatwiał, żeby
                  ludzie pretensji potem nie mieli - dodaje inny z sąsiadów.

                  - Wrobiła go konkurencja - podejrzewają mieszkańcy.

                  Dom rodziny D. nie prezentuje się zbyt okazale: niski, nieotynkowany. Na
                  podwórku stoją mercedes sprinter i trzy autobusy. Reszta aut - w trasie.
                  Do kościoła woził
                  Teresa D. pilnuje wnuczki, bo synowa musiała zająć się firmą.

                  - Policjanci wpadli w nocy, rzucili na ziemię, skuli, zabrali wszystkie
                  pieniądze, choć prosiłam, że są odłożone na ZUS. Tadek by nikogo nie
                  skrzywdził. Jak kto był biedniejszy, to autobus za pół ceny dawał, a sąsiadowi
                  na pogrzeb matki to nawet za darmo. Na wesela go wynajmowali, pielgrzymki,
                  ludzi do kościoła woził.

                  34-letni Tadeusz D. miał już wcześniej postawione zarzuty: w zimie policja
                  zatrzymała jego busa w Krakowie, miał zawieźć ludzi do pracy we Włoszech.
                  Oskarżono go o to, że pomagał organizatorom nielegalnych wyjazdów. Był 3
                  miesiące w areszcie, wyszedł za kaucją (20 tys. zł). W lipcu miał się rozpocząć
                  proces. Tadeusz D. utrzymywał, że jest niewinny, jedynie realizował zamówienie
                  złożone w jego firmie.

    • mister1 Koszmar Polaków w Anglii 21.07.06, 21:12
      Nigdy w życiu nikt mnie tak nie poniżał. Wyzywali nas – do roboty, polskie
      bydło, bez przerwy f... off!"– mówi Polka, pracująca na plantacji truskawek w
      Anglii.

      bandycka firma w Anglii to "S&A Davies"

    • mister1 Re: Koszmar Polaków w Polsce 30.07.06, 17:34
      A czy praca w Polsce za 150 euro miesięcznie to nie jest wyzysk?!! Większość
      piszących nie wie co się dzieje w małych zakładach produkcyjnych.Normą jest
      praca po 10-12 godzin na dobę przez 6 dni w tygodniu za 600PLN do ręki.I jakoś
      nikt nie podnosi lamentu,że to nieludzki wyzysk.Telewizja i pozostałe media
      propagują pogląd,jakoby ludzie nie chcą pracować pomimo licznych propozycji
      pracy.Nikt nie wnika,że pieniądze za tę pracę nie wystarczą na opłacenie
      mieszkania o jedzeniu i ubraniu nie wspomniawszy...To jest wyzysk i ludzie
      wyjeżdżają tylko dlatego.Zza ministerialnych biurek tego nie widać!

      (Polonus)

      • fasan66 Re: Koszmar Polaków w Polsce 01.08.06, 08:39
        Ma pan duzo racji .Przykre ze Polak Polaka czy w kraju czy poza krajem oszukuje
        i niszczy.Hm....moze jako narod doszlismy do momentu wzajemnego wyniszczania?!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka