albrecht1
31.01.04, 13:06
Ewa Furtak 31-01-2004,
Gdy w telewizji mówią, że w Poznaniu spadło 6 cm śniegu i to katastrofa, w
Trójwsi się śmieją. Mają we wsiach ponad metr śniegu i jakoś sobie radzą.
W Istebnej, Jaworzynce i Koniakowie leży teraz metr śniegu. Zaspy przy
drogach są jeszcze wyższe - mają nawet po 2 m wysokości. Domy letniskowe, do
których zimą właściciele nie przyjeżdżają, są aż po dach zasypane śniegiem.
Gmina odśnieża tylko te drogi, którymi dzieci dojeżdżają do szkoły. Większość
dróg w górskich przysiółkach jest tak wąska, że nie wjedzie tam żaden duży
pług. Mieszkańcy sobie jednak radzą.
- Zaproponowaliśmy, że jeśli ktoś ma jakąś maszynę do odśnieżania, to
zawrzemy z nim umowę i będziemy mu płacić za benzynę - tłumaczy Danuta Rabin,
wójt Istebnej. - Mieszkańcy skrzyknęli się w przysiółkach, do nas zgłosili
się ochotnicy - dodaje.
Gdy tylko w nocy sypnie śniegiem, Bartłomiej Kohut, jeden z odśnieżających,
wstaje nad ranem - budzi go dzwoniąca komórka. Pierwsi wzywają go na ratunek
właściciele sklepów, do których nie mają jak dojechać samochody ze świeżym
chlebem. Pan Bartłomiej szybko się ubiera i odpala swoją maszynę,
niemieckiego unimoga. Mieszkańcy śmieją się, że maszyna wygląda jak pojazd
zrobiony z klocków lego.
- Dużo pali... - marudzi Kohut. - Ale odśnieżać nim się da. Lepiej to
wychodzi, jak się jedzie z góry niż pod górę - opowiada.
Mieszkający za lasem Antoni Bury nie ma takiej maszyny jak Kohut. Do ciągnika
z tyłu przyczepił wygiętą blachę. Jadąc do tyłu, odgarnia nią śnieg.
- Sam ten pojazd robiłem - tłumaczy Bury.
Takich odśnieżających jest w Trójwsi 10. Każdy z nich dostaje od gminy 110 zł
miesięcznie za odśnieżony kilometr. Są jednak warunki: przynajmniej sześć dni
musi padać śnieg, a ten zapłacony kilometr musi przejechać kilka razy w
miesiącu. Gmina płaci tylko za gminne drogi, właściciele dróg prywatnych,
których w Trójwsi jest sporo, sami dogadują się z odśnieżającymi i płacą im
za robotę. Odśnieżający nie narzekają na brak pracy. Co chwila wzywani są na
ratunek do innego przysiółka.
- U nas tych górskich przysiółków mamy mnóstwo. Kiedyś jeden z mieszkańców
jechał maluchem po pijaku i próbowała zatrzymać go policja. On zaczął uciekać
przed radiowozem, ale gdzieś go w końcu dopadli. Potem jak w sądzie
wymieniali, którędy uciekał, to sędzia się bardzo dziwił, że aż tyle
przysiółków w Trójwsi mamy - śmieje się Kohut.
miasta.gazeta.pl/katowice/1,35056,1893714.html