ballestrem
05.03.04, 14:18
Nikt nigdy nie zaproponował mi, bym walczył dla Polski"
W zakończonych w ubiegłym tygodniu mistrzostwach Europy wywalczył srebrny
medal dla Niemiec. Niewiele brakowało, aby Łukasz Wilaschek zdobywał laury
dla naszego kraju - pisze "Super Express".
W 1987 roku rodzina Wilaszków wyemigrowała z Katowic do Niemiec. Jego ojciec
Marian przez wiele lat boksował w barwach GKS-u Katowice. W 1977 roku sięgnął
nawet po tytuł wicemistrza Polski, przegrywając w finale ze sławnym Jerzym
Rybickim. Łukasz miał więc ułatwione zadanie.
Syn ze spokojem przyjmuje komplementy ojca, który podczas mistrzostw często
do niego telefonował udzielając rad i wskazówek. Miał nawet do syna
pretensje, że w finale nie dał z siebie wszystkiego. Był może zadowolony ze
srebra i wywalczonej przepustki do Aten. Marzeniem Łukasza jest właśnie start
w igrzyskach olimpijskich. Później zamierza przejść na zawodowstwo.
Nie robi jednak tajemnicy ze swoich sportowych planów. Jest już po rozmowach
z Hansem Peterem Kohlem z zawodowej grupy Universum Box Promotion z Hamburga.
Tam trafi po igrzyskach, gdzie ma nadzieję stanąć na podium.
"Stać mnie na olimpijski medal. A później chcę już walczyć na zawodowych
ringach. W Universum Box Promotion boksuje przecież Darek Michalczewski -
mówi Łukasz, który wcześniej trenował już z "Tygrysem" w Zakopanem. - Mogę
liczyć na jego pomoc"
Czy boksując w Puli nie żałował, że nie walczy w biało-czerwonych barwach?
"Nikt nigdy mi tego nie zaproponował. Mam dwa paszporty: polski i niemiecki.
Być może, gdyby padła kiedyś taka oferta, skorzystałbym z niej. Teraz jest
już za późno. Zresztą w sporcie nie jest dla mnie ważne, dla jakiego kraju
się walczy. Ważne są sukcesy. Nie wypieram się polskich korzeni, nigdy ich
nie zerwę. W Katowicach mam babcię, wielu znajomych. Jestem tu częstym
gościem" - powiedział.
sport.onet.pl/881462,wiadomosci.html