metanira
28.10.09, 14:40
W dużym skrócie:
Konrad znowu chory. Znowu gardło. Lekarka przepisała antybiotyk i lek
przeciwwirusowy (isoprinosine), czyli któryś zadziała, a ja nie będę
wiedziała, czy potrzebnie podałam dziecku kolejny antybiotyk (ostatni skończył
brać równe 2 tygodnie temu). Pojechałam z nim na wymaz z gardła do Instytutu
Medycyny Pracy, w piątek rano powinnam już wiedzieć, czy rośnie jakiś patogen.
Porozmawiałam sobie z panią z Instytutu od serca i zdecydowałam: nie podam
Konradkowi kolejnego antybiotyku bez pewności, że jest on konieczny. To ja
muszę przerwać to antybiotykowe szaleństwo, bo jak widzę, żaden lekarz się nie
kwapi porządnie zdiagnozować mi dziecko, tylko walą antybiotyk "na wszelki
wypadek". Jestem przerażona, ale czuję, że tak powinnam. Nie wiem, czy mam
rację, okaże się w piątek. Mam nadzieję, że nie pogorszę jego stanu, póki co
będę podawać mu tylko isoprinosine. Rozmawiałam z M - zgadza się ze mną. Ta
odpowiedzialność mnie przygniata, ale muszę coś zrobić.
Aha, i jak Konrad wyzdrowieje, zmieniamy lekarza i przychodnię.