25.03.10, 21:42
Lucy,

Ciągle się jeszcze zastanawiam nad przedszkolem - montessori czy zwykłe.
Znalazłam takie opinie:
www.babyboom.pl/forum/4-latek-5-latek-6-latek-f18/metoda-montessori-15805/
Wiem, że Twoje dzieci są juz starsze (zaczęły szkołę?) - jak sobie radzą?
Chodzą do szkoły montessorianskiej czy zwykłej? Czy takie przedszkole "nie
zabiera" im dzieciństwa tzn. brak zabawek? A jak z dyscypliną w szkole?
Obserwuj wątek
    • lucy_cu Re: lucy_cu 26.03.10, 07:13
      :-)
      Jeżeli zadajesz pytania: "Czy takie przedszkole "nie
      > zabiera" im dzieciństwa tzn. brak zabawek? A jak z dyscypliną w szkole?" tzn,
      że warto byłoby jeszcze sporo poczytać na temat tej metody, bo obawy tego
      rodzaju są typowe dla tzw "normalnego człowieka", który o Montessori wie właśnie
      tyle, że w przedszkolu nie ma zabawek i ogólnie jest "dziwnie". To nie zarzut
      rzecz jasna, tylko sugestia, żebyś wgłębiła się w temat- to Ci pomoże zdecydować.

      Moje dzieci chodzą do normalnej państwowej podstawówki. Szkoła ma wysoki poziom,
      mimo (o może własnie dlatego), że jest wiejska i malutka (100 dzieci w sumie). W
      każdym badź razie czwarte miejsce w Małopolsce w teście szóstoklasistów, sukcesy
      w konkursach przedmiotowych itd.
      Mój najstarszy syn w czwartej klasie zdobył tytuł prymusa szkoły (to był
      pierwszy przypadek w historii szkoły, że po tę nagrode sięgnął czwartoklasista).
      Średni równiez radzi sobie super, a najmłodsza, pierwszoklasistka (akurat dziś
      kończy siedem lat, poszła do szkoły rok wcześniej), jak powiedziała ładnie
      wczoraj pani na wywiadówce- "jest diamentem na tle klasy". A kobitka w pierwszej
      klasie jest, według mnie przynajmniej, pioruńsko wymagająca. Ha. No to się
      pochwaliłam- ale mam ich za co chwalić.
      Tutejsze nauczycielki sa zdania, że montessoriańskie dziecko jest inne. Bardziej
      otwarte, dociekliwe, samodzielne. I to jest plus. Oczywiscie, takie dziecko jest
      przyzwyczajone do dużej dawki pracy absolutnie indywidualnej- ale to nie znaczy,
      że nie umie funkcjonować w grupie.

      Oczywiście, byłoby idealnie, gdyby dziecko po montessoriańskim przedszkolu miało
      możliwość kontynuacji nauki w szkole tez stosującej te metodę. Ale szkół jest
      jak na lekarstwo i są bardzo drogie.

      Czytaj, czytaj i jeszcze raz czytaj. Przejdź się do biblioteki pedagogicznej
      może. Bo Montessori to dużo więcej niż brak klasycznych zabawek i "swoboda", to
      jest zupełne przekierowanie sposobu wychowania i spojrzenia na dziecko. :-)
      Dziecko jest wtedy montessoriańskie nie tylko w przedszkolu, ale w domu też- i
      trzeba być na to przygotowanym. :-)
      • smolineczka Re: lucy_cu 26.03.10, 07:23
        lucy, najlepsze życzenia urodzinowy dla Twojej Emilki, niech pozostanie
        "diamentem na tle klasy"! :)
        ja też chciałabym mieć w domu dziecko montessoriańskie :-/
        • lucy_cu Re: lucy_cu 26.03.10, 07:45
          Ojej, dziękuję bardzo. :-) A jak Wam poszło, właśnie, próbowałaś zapisac Marysię?

          Emilia chwilami mnie zadziwia. Kiedyś niedawno gadaliśmy w domu o głowach
          wawelskich- i wyszła sprawa, dlaczego jeden łeb ma wyrzeźbioną opaskę na ustach.
          Mąż powiedział Emilce, żeby zabawiła sie w detektywa i przyszła nam sprawę
          zreferować, jak już bedzie wiedziała, co i jak.
          Widziałam, jak przez dwa dni kopie w domu w książkach, przeleciała kilka tomów z
          legendami, z bajkami- nic. I ja w sumie o sprawie zapomniałam, przyznaję.
          Totalnie zgłupieliśmy z mężem, kiedy nasze dziecko jakoś kolejne dwa dni później
          nam wywaliło legendę o niesprawiedliwych królewskich sądach i głowie, która
          chciała zapobiec fałszywym wyrokom.
          Zapytaliśmy, skąd ma te informacje- a ona wyjęła z plecaka kserówkę z Rożka.
          Okazało się, że kopała w bibliotece w szkole, nic nie znalazła, poprosiła o
          pomoc polonistkę i bibliotekarkę, szukały razem i w końcu bibliotekarka u siebie
          w domu znalazła odpowiednie materiały i Emilce skserowała. Rozumiesz- takie małe
          dziecko, a takie zaciekłe. Babki w szkole sa w szoku. :-) Nie, no, fajna jest,
          naprawdę. :-)
          Już przestaję się chwalić, bo jeszcze "przechwalę" albo co.
          • smolineczka Re: lucy_cu 26.03.10, 09:35
            widocznie, miłość do kśiązek, bibliotek, do historii, archeologii jest
            dziedziczna :-)
            jestem po historii, rozumiem zamiłowanie do przewodników, do sztuki i
            architektury - ale, widzisz, od kiedy pracuję w bibliotece, to książki
            (szczególnie o krakowie!!) kojarzą mi się z kilogramami - naprawdę wiedza jest
            czasami ciężka :)
            a tak serio, tam można chwalić dziecko, trzeba nawet, ale nie wolno zapominać o
            tym, żeby dobrze ukierunkowywać dziecko: nie oczekiwać zbyt wiele, a właśnie
            obserwować i trochę pomagać
            mam rację?

            co do przedszkola
            byłyśmy z Marysią na prochowej, wziełyśmy podanie, ale miałam zanieść 1.III -
            nie zaniosłam, potem zajęłam się zapisywaniem do gminnego (na wszelki wypadek),
            a po tygodniu okazało się, że na prochowej rekrutacja już się skończyła...
            zresztą, miłe panie w montessori uprzedzały, że mają mało miejsc, więc
            specjalnie nie liczyłam, że zostaniemy tymi "wybranymi" ;)
            • amalota Re: lucy_cu 26.03.10, 09:55
              Ja dzwoniłam się wcześniej spytać, ile jest miejsc i panie powiedziały mi, że
              ok. 15. Wg mnie to nie tak mało, bo w przedszkolach publicznych, w których sie
              pytalam, było podobnie.
            • lucy_cu Re: lucy_cu 26.03.10, 10:30
              Pewnie tak. :-) Marysia też od maleńkości wśród książek, na pewno też zupełnie
              naturalnie "wsiąknie", o ile już tego nie zrobiła. Powiem Ci, że zachwyca mnie
              wręcz widok mojej córki, która codziennie po kąpieli w łóżku czyta sobie sama
              godzinę, czasem dwie. często zabieram jej książki na siłę i gaszę światło, bo
              późno. Kiedyś mi mówiła, że wieczorem nie może się już tych chwil doczekać- dla
              mnie to rewelacja. Chłopaki już duże, przyzwyczaiłam się, że czytają, zwłaszcza
              ten najstarszy. Bo młodszy, owszem, jest bardzo ciekawy świata, ma swoje
              skonkretyzowane zainteresowania i je rozwija, ale nie czerpie już takiej
              ogromnej przyjemnosci z czytania.
              Przy tym wszystkim Emilia nie jest typem nieruchawej intelektualistki, wszędzie
              jej pełno. I na urodziny zażyczyła sobie wielką, "wypasioną" hulajnogę, nie
              tysięczną pozycję do swojej biblioteczki. ;-))))

              A w Montessori jest tak, że chwali się dosyć oszczędnie i nienachalnie, tak samo
              jest z nagradzaniem. Pochwała i nagroda rodzą się w dużej mierze w dziecku same,
              kiedy taki mały człowiek dostrzega efekty swojej pracy. To sprzyja budowaniu
              pewności siebie, poczucia włąsnej wartości. Dziecko pracuje, bo gna je głód
              wiedzy, nie robi tego dla pochwały.
              Rola nauczyciela małych dzieci i tych większych, już w szkole, trochę się różni.
              Tzn. i tu, i tu nauczyciel jest swego rodzaju ciccerone, ale dyskretnym.
              Prowadzi dziecko w krainę wiedzy, podsuwa rózne tematy, po czym staje z boku i
              patrzy, co dziecko z tym podsuniętym fantem zrobi. W razie potrzeby
              ukierunkowuje, pomaga, niemniej jednak wszystko tak, żeby to dziecko samo
              dochodziło do rozwiązań problemów. W przedszkolu nauczyciel stoi kompletnie w
              cieniu, wręcz nie powinien być zbyt głośny, ekspresyjny, "aktorski". Jego osoba
              nie może przytłumiać tego, co ma do zaoferowania. Tu jest duża różnica między
              nauczycielem z "normalnego" przedszkola, a tym z Motessori.
              W szkole nauczyciel trochę z cienia wychodzi. W dalszym ciągu nie jest to takie
              typowe nauczanie ex cathedra, ale już zdecydowanie bardziej tego nauczyciela
              "widać".
              I ja Ci powiem, że my w domu sporo z tego montessoriańskiego wychowania
              przejęliśmy. Właśnie nie oczekujemy zbyt wiele, czekamy, aż do pewnych rzeczy
              dzieci same dojrzeją, obserwujemy, próbujemy ukierunkowywać. To jest
              niesłychanie trudne, zwłaszcza to czekanie- ale się przeważnie udaje.

              Szkoda, że się Wam nie udało- ale zawsze można próbowac w przyszłym roku,
              ewentualnie poprosić, żeby w razie gdyby zwolniło sie jakieś miejsce dali znać.
              Ludzie przecież się przenoszą, przeprowadzają, zdarza sie, że dzieci odchodzą do
              innych przedszkoli w ciągu roku.
              W domu Marysi takich typowych zajęć Montessori nie zrobisz- ale właśnie samo
              Twoje podejście może ją naprawdę bardzo uskrzydlić.:-) A w gminnym przedszkolu
              też na pewno będzie miała furę ciekawych rzeczy do roboty.
              Jak wiesz, Tereski z różnych przyczyn do przedszkola nie posyłam- mam mimo to
              nadzieję, że nie straci tego czasu w domu.
      • amalota Re: lucy_cu 26.03.10, 10:14
        No to mnie utwierdziłaś. Wiadomo, że temat będę zgłębiać, ale niektórzy (nie
        mający styczności z tą metodą) zasiali mi ziarno niepewności.

        Patrząc na Jaśka to wydaje mi się, że on potrzebuje bardzo indywidualnego
        podejścia. Jest dociekliwy, ma świetną pamięć i kojarzy fakty w dziwny, ale
        trafny sposób. Jego ulubionymi zabawkami ostatnio są klocki i puzzle oraz zabawa
        w role. Układa je i łączy tylko sobie znana techniką (zupełnie w inny sposob niż
        ja i inni by to zrobili, dzięki czemu jest dużo szybszy). Potrafi ułożyć puzzle
        odwrotną (tj. tą gładką) stroną, jedynie po kształtach.
        Wydaje mi się też, że w żłobku zaczyna mu się nudzić, wycofuje się i jest teraz
        obserwatorem i pomimo pozornego nie brania udziału w zajęciach, jest w stanie
        powtórzyć wszystko, co się tam działo.
        Śmiejemy się tez, że jest "panem idealnym", bo musi mieć wszystko uporządkowane
        - szafę dosuniętą, klocki poskładane itp.

        A powiedz mi już tak praktycznie, co przeważyło, że dzieci chodzą do wiejskiej
        szkoły (możesz zdradzić, co to za szkoła?) - oprócz mniejszych klas. Nasz też za
        rok czeka wyprowadzka pod Kraków i już zaczęłam się zastanawiać, co będzie
        wygodniejsze (przy założeniu, że obydwoje pracujemy mieście).
        • amalota Re: lucy_cu 26.03.10, 10:26
          Lucy, jeszcze jedno pytanie. Jak na Prochowej wygląda kwestia przerwy
          wakacyjnej? Mają przerwę, czy jest to przedszkole całoroczne? Jeśli mają, to jak
          długą?
          • lucy_cu Re: lucy_cu 26.03.10, 10:44
            Przerwa wakacyjna- niestety przeważnie pełne dwa miesiące. Zdarzało się, ze były
            chyba dwa tygodnie dyżuru. Ferie, wolne dni- jak w szkołach. Tylko ferie zimowe
            tydzień, a nie dwa.

            Szkoła- bo blisko (w sąsiedniej wsi) i do tego naprawdę dobra. Malutka- w
            pierwszej klasie 16 dzieci, w drugiej, u Witka- 9, w piątej, u Zeta: 11.
            Nauczyciele, którzy nie przychodzą do roboty na siłę i za karę. Cudowna
            dyrektorka, której zalezy na dzieciach. Domowa atmosfera- wiesz, jak to na wsi,
            wszyscy się znają. Nie każdy lubi taką atmosferę, nam to odpowiada.
            Pracowałam trochę jako nauczycielka- wiem, jak trudno ogarnąć klasę
            trzydziestoosobową i jak fajnie pracuje się w grupie, gdzie dzieci jest 10.
            Mieliśmy wielkie obawy, przenosząc się z Krakowa na wieś. Początkowo chcieliśmy,
            żeby najstarszy kontynuował naukę w swojej pierwszej szkole (chodził do
            "czwórki", na Smoleńsk- było naprawdę w porzadku). Ale jednak kwestia dojazdów
            zadecydowała- dziecko musi mieć czas, żeby sie pobawić. Ta szkoła tutaj nam się
            trafiła jak ślepej kurze ziarno. Przez przypadek wylądowaliśmy chyba najlepiej,
            jak było można. A naprawdę baliśmy się, że poziom będzie niski, dzieci "wsiowe"
            (aż mi wstyd teraz, ale na serio takie miałam obawy).
            I powiem Ci, że jak tak sobie obserwuję działalność innych szkół w wioskach w
            gminie (nie tylko nasza szkoła taka mała), zaczynam odnosić wrażenie, że właśnie
            te małe szkółki zaczynają bić na głowę te molochy z Krakowa.
            Kluczem do sukcesu jest na pewno wielkość szkoły i dobór kadry- tu chyba
            dyrektorzy mają szczęście do fajnych pracowników.
            • amalota Re: lucy_cu 26.03.10, 10:55
              A jak sobie radziłaś w tym czasie wolnym? - dwa miesiące to trochę dużo i ani
              ja, a ni M nie mamy tyle wolnego.

              A jeśli chodzi o szkołę - właśnie o czwórce dużo dobrego słyszałam.
              • lucy_cu Re: lucy_cu 26.03.10, 11:34
                Przede wszystkim trzeba by się dowiedzieć, czy coś się z tymi wakacjami nie
                zmieniło- Emilka skończyła karierę montessoriańską jakby nie było już dwa lata
                temu, może coś od tej pory jest inaczej.:-)
                U nas było prosto- ja nie pracowałam na etacie, nie było problemu. Swoją robotę
                i tak sobie robiłam w domu przy komputerze- mnie wakacje nie ruszały.

                "Czwórka" to naprawdę w porzadku szkoła, Zet chodził tam 3 lata, byliśmy bardzo
                zadowoleni. Żadnych fajerwerków i złotych klamek tam nie ma, ale jest ok.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka