metanira
16.07.10, 14:55
Może zamiast robienia tajemnicy Wasze zbiorowe kciuki zadziałają?
No więc tak:
Zadzwonił do mnie wczoraj z pracy M i powiedział, że ojciec dobrego kolegi
jego szefa chce sprzedać dom z działką w dzielnicy, z którą jesteśmy związani
sentymentalnie od kiedy jesteśmy razem, a rodzina M jeszcze wcześniej,
braliśmy też ślub w tamtejszym kościele. Działki są tam dosyć drogie, w
dodatku zupełnie puste. A tu jest dom, a cena taka, że szczęki zbieraliśmy z
podłogi. Ten facet nic o domu nie wiedział, nawet tego, czy jest drewniany,
czy murowany. Tylko tyle, że działka 800 m kw., a dom parterowy z możliwością
podniesienia i zagospodarowania poddasza, ale nawet metrażu nie znał. Za taką
cenę nie spodziewamy się oczywiście rewelacji w kwestii domu, ale u M w pracy
wszyscy mówią "bierz, bez względu na to, co na niej stoi". Już zaplanowaliśmy,
kogo ściągniemy do oceny remontu, ale ja jeszcze wymyśliłam, żeby od razu tam
pojechać i obejrzeć choćby zza płotu, czy w ogóle warto zawracać sobie głowę.
Ten facet nawet adresu nie znał, ale ponieważ znamy tę dzielnicę i podał nam
kilka cech charakterystycznych posesji, uznaliśmy, że znajdziemy. No i
pojechaliśmy. I znaleźliśmy. Co więcej: przeleźliśmy przez płot (z dzieckiem
;) ), obejrzeliśmy posesję i do domu weszliśmy (skobel był zmurszały). Dom
jest drewniany i otynkowany, żadnych pęknięć, ściany wyglądają na zdrowe, nie
ma na nich grzyba, dach w kilku miejscach dziurawy, raczej cały do wymiany.
Zmierzyłam dom szerokością moich ramion, ma niecałe 50 m kw. (parter). Jest
prąd i woda, kanalizacji chyba nie (szambo), na podwórku studnia i waląca się
stodoła. Na posesji dorosłe drzewa: świerki, tuje, jakieś owocowe. Dom
przylega do lasu, mapa satelitarna pokazuje, że do rzeki w lesie jest ok 60 m.
Cudowne miejsce, gdzie psy tyłkami szczekają, uwielbiamy takie miejsca!
Oczywiście dom do absolutnego remontu, ale odpadają plany zagospodarowania
terenu, projekty, zezwolenia itp. Właściciel przekazał przez syna, że jeszcze
10-15 tyś. może opuścić cenę...
Dziewczyny, to jest palec boży, znak, przeznaczenie... Nasza dzielnica, nasze
ukochane miejsce, z dala od centrum, własny maleńki domek, mój ogródek
warzywny, garaż M, piaskownica i zjeżdżalnia dla dzieci... Prawie płaczę... My
nic nie mamy, nikt nam niczego nie dał, rodzice niczego nam nie zapewnili,
mieszkamy od 7 lat w wynajętym, M nie ma od tego czasu meldunku, własnego
adresu, nic... A tu nagle WŁASNY domek...