lucy_cu
05.12.12, 16:00
Nasze, dzieciowe, chłopowe, różne.
Nie rzeczy, których nie lubimy, tylko dziwactwa. ;)
Zaczynam:
-umarłabym, gdyby tarte buraczki zabrudziły mi ziemniaki albo mięso (ukłon w stronę Maciusia ;))
-jednakowoż umieram, kiedy dzieje się tak na czyimś talerzu- chyba nawet bardziej
-widok skórki z pomidora albo z papryki (z duszonej złazi i się pałęta potem wszędzie ta skórka, brrr) przyprawia mnie o skurcz żołądka
- za to uwielbiam zapach ziemi na nieobranych jeszcze ziemniakach
-tłuszczyk na szynce to też masakra dla moich oczu (tylko oczu, bo zjeść mogę)
-tak samo mam ze szparagami- wizualnie przyprawiają mnie o autentyczne mdłości (tek kolor, łeeee!), smak przeżyję
-z dużymi oporami dotykam główki czerwonej kapusty (tylko czerwonej- inne odmiany luz), jakaś taka nierzeczywista i ohydna mi się wydaje; a już przetworzona- wystarczy, że poszatkowana- jest ok
-na samą myśl o fenkułach mam drgawki- to nie chodzi o to, że nie lubię, ale jest w nich coś tak potwornego, że...aaaaa!!! kształt, zapach, jakieś takie dziwne są w odbiorze, kojarzą mi się z niesprzątanym supermarketem ;p
-z karczochami mam to samo
- i z tymi miniaturowymi kukurydzami marynowanymi, one mi się wizualnie też kojarzą z zapuszczonym zapleczem sklepowym albo i gorzej
Kurczę, w sumie to bym jeszcze długo tak mogła. A najlepsze jest to, że ja jeść zasadniczo uwielbiam, kocham też gotować, wąchać, dotykać, trzeć, szatkować, obierać, mhmmm.....;)
W porównaniu ze mną moje dzieci są zaskakująco normalne ;p