klarysa007
22.09.08, 09:54
Powinnam chyba zacząć od tego, że doświadczenie w odstawianiu mam. Starszaka
odstawiałam jak miał 1,5 roku i poszło gładko. On jadł wtedy cysia 3 razy w
ciągu dnia i sto w nocy ale samoobsługowy był. Cyca znajdywał, jadł i szedł
dalej spać Mamusi nie budził. Poza tym jadł już wszystko równo z nami i nie
żałował sobie. Zawinęłam się bandażem, powiedziałam, że cycuś chory i po dwóch
dniach przestał w dekolt mi zaglądać. Zapłakał chyba raz, bez przekonania.
Za to Tuśka to cycoholiczka. KAŻDE jedzonko popijane było cycemi, a ilości
zwykłego jedzenia nie były zbyt wielkie. Najgorsze były noce. Księżniczka już
godzinę po obudzeniu żądała cyca, potem za 2 godziny, a po północy właściwie
używała cysia jako smoczka. W dodatku żeby zjeść musiała mnie obudzić i to ja
musiałam pierś podać. Mówiąc szczerze wykończyła mnie tymi nocami. Wstawałam z
bolącym biustem, niewyspana i od rana warczałam na resztę świata. Mój m. o
odstawianiu zaczął mówić jak tylko Młoda skończyła rok. Ja jestem fanką
cycania więc wciąż miałam opory. Przekonała mnie dopiero nasza pani pediatra.
Waga Tuni stała w miejscu od dobrych kilku miesięcy, wyniki krwi były „mało
zachwycające”. Niby nic niepokojącego ale jednak nie idealnie. Zrobiłam
tygodniowy spis ilości jedzenia i wyszło na to, że Tunia zjada mniej niż chory
wróbel i popija cycem. No i lekarka MOCNO zasugerowała odstawienie, całościowe
nie tylko na noc.
Raaaaany, jak ja się bałam! Odmowa cyca wiązała się zwykle z płaczem i
spazmami. Więc w piątek po szkole Starszak od razu wybył do babci, a ja po
porannym cycu zawinęłam się w bandaż i bojowo nastawiłam. Pierwsze „titi” mnie
sparaliżowało. Powiedziałam, że mleczka nie ma i pokazałam bandaż. I w
zastępstwie dałam chlebek z serkiem. I czekałam na płacz. I co? I nic.
Doszłam do wniosku, że przy spaniu „się zacznie”. Tuśka zasypiała z cycem albo
na ręku. Kiedy zobaczyłam, że po raz kolejny trze oczka wzięłam ją na kolana,
jak się zaczęła do mnie dobierać znów pokazałam bandaż. Przytuliłam ją do
siebie, lekko zakołysałam i panna zasnęła!!! Przy odkładaniu nie obudziła się
jak zwykle domagając cyca tylko uczciwie spała 1,5 godziny. I tak spokojnie
było do wieczora. Do spania zaangażowałam m., który ciut Księżniczkę ponosił,
polulał, a jak była półśpiącą przytuliłam ją do siebie i zasnęła. NIE
OBUDZIŁA się aż do północy, lekko zamarudziła, dałam jej wody i zasnęła.
Następne budzenie 5.30 i popłakiwanie za cycem do 6. A potem sen do 8 i
pobudka z wołaniem o poranne płatki :D
Sobota minęła bez jednej łzy. A w nocy było jedno budzenie z cichym i krótkim
płaczem za cycusiem. Niedziela radosna, a dzisiejsza noc z jedną pobudką bez
płaczu! Tusia pięknie zjada normalne jedzenie, a do cyca głównie się przytula
i co jakiś czas kontrolnie zagląda czy nadal nic tam nie ma :D
Jedyny problem to mój biust. Wyglądam jak Dolly Parton, łykam szałwię, owijam
się mocno bandażem i liśćmi kapusty i wyję z bólu przy ściąganiu pokarmu. Ale
po 3 dniach jest ciut lepiej
Jednym słowem mamusia jak zwykle nasiała paniki, a Młoda stanęła na wysokości
zadania. Cóż w końcu to duża panna, ma już 14 miesięcy ;)