a.zaborowska1
07.10.08, 08:57
Zaglądam tu prawie codziennie nie zawsze udaje mi się napisać ale
staram się czytac większość wątków. Jestem jedną z pierwszych
lipcowych mam i dlatego tutaj chciałabym podzielic się dzisiaj swoim
wątkiem (na "stratę" zaglądać nie mogę a na pisać gdzieś muszę)
To był przepiękny słoneczny i wyjątkowo ciepły październik ...ciąża
książkowa, córka donoszona i nic co by zapowiadało tragedii...
Maciuś biega po mieszkaniu to mój mały balsam na duszę, najlepsza
decyzja życiowa, mój milion. Dwoje w jednym ...dlatego chyba mimo
ogromnego zmęczenia i czasami depresji życiowych nie umiem się na
niego złościć i mam problem go z kimś zostawić.
Mimo, że czasami myslę, że sobie poradziłam tochyba tak do końca nie
jest bo nawet pisząc to teraz łezka płynie po policzku. Bo chyba nie
ma nic gorszego dla kobiety gdy po porodzie nie masz dziecka,
syndrom pustych rąk a zamiast łóżeczka zimny grób na cmentarzu. Ja
nie umiem, nie mogę wybaczyć Bogu... mimo iż 3 lata minęło i mam
zdrowego pełnego werwy brzdąca nie umiem już nie chodzi o mnie ale
czemu jest winna 6-letnia dziewczynka czekająca z dużym
zaangażowaniem na siostrę.
Całatrójka powinna być teraz tutaj w domu biegać i rozrabiać a ja
powinnam się na nich wkurzać że łażą po regałach.
Idziemy niedługo z Andżeliką na cmentarz z piękną białą wiązanką,
białymi zniczami to wszystko i tylko tyle co możemy zrobić :-(
PS: Bardzo cię kocham córeczko inienawidzę gdy ktoś udaje że ciebie
nigdy nie było (*)