Dodaj do ulubionych

muszę, bo się uduszę;(((

02.03.09, 15:45
właściwie to sama nie wiem czy powinnam pisać o takich rzeczach
tutaj, tylko że tak na prawdę to nie wiem gdzie, a jestem pewna że
Wy mnie "wysłuchacie" jak zwykle z resztą.
nie wiem jak zacząć, to będzie trochę długie, od razu mówię. czy
któraś z Was ma zazdrosnego M? jeżeli nie to macie powody do
radości, a jeżeli tak to może chociaż trochę mnie zrozumiecie. bo
chodzi o to, że ja już nie daję rady. kocham swoją córeczkę
najbardziej na świecie, uwielbiam ją i w ogóle nie wyobrażam sobie
bez niej życia teraz, ale czasem po prostu jestem zmęczona tym
wszystkim, przypuszczam, że Wy też tak macie, no bo przecież to jest
normalne, no nie? w każdej gazecie o tym piszą itd. chyba że się
mylę to powiedzcie mi to proszę. siedzę w domu od 5 tygodnia ciąży,
czyli już prawie 28 miesięcy. i czy to źle że np. jadę do mojej mamy
na kawę, czy też do siostry mojego M. potrzebuję kontaktu z ludźmi,
bo czuję że niewytrzymuję, a nie mam zamiaru zwariować w domu.
oczywiście wszędzie z małą. nie jeżdżę do koleżanek, bo ich nie mam.
pojechałam tylko raz do koleżanki ze szkoły i M do dzisiaj o tym nie
wie, bo gdyby się dowiedział to wygadywałby mi to do końca życia,
nie mówiąc już o tym jak by mnie zwymyślał i w ogóle. w końcu nie
wytrzymałam już tego, że zawsze ma pretensje jak gdzieś jedę, z
resztą nie tylko o to. zaczął się przypieprzać, że przesiaduję na
necie non stop, a to nie prawda!!! to że siądę jak Nikola idzie spać
to nie znaczy że przesiaduję non stop!!! ale nie widzi tego, że on
jak tylko jest w domu to komp cały czas chodzi, ale mniejsza z tym.
to że kiedyś przesiadywałam na forum też mi wygadywał, ale dzięki
Wam wtedy przetrwałam, bo miałam jakiś kontakt ze światem... doszło
do tego, że wszystko mu przeszkadzało, wszystko robiłam nie tak,
nawet telefon od niego w zły sposób oodbierałam (bo gdyby dzwonił
ktoś inny to odbieram pięknie i wogóle, tak twierdził) przeszkadzało
mu jak malowałam paznokcie, oczywiście jak Niki już zasnęła
wieczorem, i jak czytałam książkę, bo twierdzi że czytam, bo "ktoś
tam" czyta i takich przykładów jest setki. po prostu tego nie
wytrzymałam psychicznie i powiedziałam mu, że się to zmieni, że ja
się zmieniam! że nie zamierzam już patrzyć cały czas na niego i
przejmować się tym co on powie. a mówi na okrągło. jak się rozkręci
to nieczym nie idzie go zatrzymać. i nie mówi pieknie czy spokojnie,
nie nie!!! jego chamstwo i złośliwość nie zna granic, nie uderzył
mnie nigdy, ale ostatnio dochodzi do "szarpaniny" między nami, takie
podszczypywania, chwytanie za twarz itd. normalnie masakra. a ja
chciałabym po prostu odpocząć czasmi od tego wszystkiego, mieć czas
tylko dla siebie, czy to aż tak wiele??!! i jak już wezmę wieczorem
np książkę żeby poczytać, to on mi zarzuca, że znów nie mam czasu
dla niego i że go olewam, i że na to mam czas przez dzień, a nie
teraz jak on jest, tylko że on myśli w domu wszystko robi się samo!
i że jak się siedzi w domu to już jest super samo w sobie i na co ja
w ogóle narzekam!!! tak, siedzenie w domu jest super, ale jak się
pracuje, nie na dłuższą metę, wiem bo też kiedyś pracowałam i tylko
marzyłam o dniu wolnym, to jest normalne! jestem w życiu optymistką,
myślę, że mam ogólnie duże szczęście, mam w sobie mnóstwo energii,
tylko on nie pozwala mi jej w żaden sposób wykorzystać, ale
stwierdziłam, że koniec takiego życia, po prostu koniec i albo da mi
żyć swoim życiem albo nie będziemy żyć razem. jesteśmy razem 11 rok.
na początku to było fajne, wyrzekanie się czegoś, bo rezygnowałam z
większości rzeczy, które chciałam robić w życiu dla niego, dla
miłości. potem zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak musi być, czy
takie jest właśnie życie? czy trzeba z czegoś rezygnować żeby coś
mieć. Wy wiecie z ilu rzeczy ja zrezygnowałam? ile rzeczy w życiu
nie zrobiłam, a które uwielbiam robić? np głupie chodzenie na basen,
ogólnie sport, bo go uwielbiam. i gdybym nie wzięła po kryjomu Niki
kiedyś to do dzisiaj by nie była. i co, stało się coś?? nikt mnie
nie ukradł, a jemu powiedziałam dopiero po fakcie, bo tak to bym się
usłuchała, że szok!!! ale właśnie nie chodzi mi o ukrywanie
wszystkiego!!! chcę żyć normalnie, chcę mieć przyjaciół, chcę nawet
czasami wyjść gdzieś. i powiedzcie mi czy to jest złe? on od razu
wszędzie widzi innych facetów, masakra, no przecież oni są wszędzie,
nie ma innej możliwości. a nawet jeżeli są w tym samym towarzystwie
co ja to przecież nie bzykam sie z nimi, ale on twierdzi że idę się
ku..., chociaż jeszcze nigdzie nie wyszłam, to tylko plany. no
masakra! przecież jak będę go chciała zdradzić, to go zdradzę! czy
będzie mnie sprawdzał czy też nie. no przecież nie zamknie mnie w
złotej klatce, bo co mu ze mnie wtedy? a mój nastruj przenosi się na
innych, a zwłaszcza na najbliżych, na Niki i na niego samego. także
jak sobie trochę odpocznę to od razu mi lepiej. a jak mnie
denerwuje, to ja niestety denerwuje się na córkę, a nie chcę tego,
bo ona jest teraz dla mnie najważniejsza. kiedyś był najważniejszy
on, ale teraz już nie! i dlatego nie chcę żeby myślała że takie jest
życie, że należy się całkowicie podpożądkować mężczyźnie itd. i
dlatego walczę z tym wszystkim, nie tylko dla siebie, ale przede
wszystkim dla niej! wiem że zazdrość to jest choroba. kocham go,
bardzo go kocham i dlatego chcę to jakoś poukładać i wierzę, że mi
się uda. i może Wy znacie jakiś sposób na tę chorobę, bo mi już
czasami brakuje pomysłow i sił. staram się, ale czy to wystarczy?
staram się go zrozumieć i czytam też na ten temat różne info, ale on
w żaden sposób nie stara się zrozumieć mnie. kazałam mu sobie
znaleźć jakieś zajęcie, bo on żyje cały czas mną, moim życiem, cały
czas tylko myśli co ja robię i z kim, co będę robić i z kim. zamiast
pomyśleć co on będzie robił itd. podsumowując to wszystko, chcę z
nim być, bo znam go z tej dobrej strony, nie tylko z tej złej którą
Wam przedstawiłam, kocham go i wiem że on kocha mnie i Niki, i Niki
go potrebuje, ale nie mam zamiaru żyć tak jak do tej pory. to musi
się zmienić! i nie na 1 dzień i znów to samo. ale czy to możliwe? on
już próbuje różnych sposobów na to żeby mnie złamać, twierdzi że pił
przeze mnie, bo ostatnio już nawet uciekł do alkoholu, ale w ten
sposób zrobił krzywdę tylko dzicku nie mnie, bo to dziecko na to
wszystko patrzyło i to jej musiałam tłumaczyć, że tata naprawia
podłogę jak leżał najeb... w korytarzu i jej musiałam tłumaczyć że
zaraz przyjdzie jak już zasypiała, bo zawsze zasypia przy nas
obojgu. i wiem że go potrzebuje dlatego nie chcę tego wszystkiego
przekreślić. mówił że przeze mnie nie mogła zasnąć w sobotę jak
poszłam dorobić na wesele, chociaż nie chciał mnie puścić i
usłuchałam się o tym tyle że więcej już nie chcę. ale uparłam się i
poszłam, bo przecież chyba zwariowałabym w tym domu. a po drugie
jestem na wychowawczym i kasa też się przydaje, tym bardziej, że
pieniędzmi mnie też szantażuje. i próbuje mi wmówić właśnie takie
różne rzeczy, chce żebym się czuła winna, ale nie jestem taką
idiotką jaką byłam kiedyś, skończyło się słuchanie jego każdego
słowa. teraz już większość rzeczy puszczam mimo uszu, udaję że nie
słyszę, chciaż bolą jakby ktoś wbijał nóż, czasem jakieś historie
już stwarza, żeby mnie tylko zranić. w każdym razie chcę Wam
podziękować, że mogłam się wygadać. być może powiecie jak mój
przyjaciel ostatnio, że to normalne, że żyjemy jak większość rodzin,
ale to nie jest normalne!!! i zapomniał, że to
on mi pokazał, że to nie jest normalne! i pewnie też bym tak
myślała, gdyby nie fakt, że mieszkamy z innym małżeństwem i u nich
wcale tak nie jest. a poza tym oni też już mają dość tych naszych
ciągłych kłótni!
DZIĘKI!!! już mi trochę lepiej. buziaki dla Was wszystkich i Waszych
maluchów. trochę mi głupio, że zawsze zwracam się do Was jak czegoś
potrzebuję a nie jestem tu codziennie. POZDRAWIAM!
Obserwuj wątek
    • burdziaa Re: muszę, bo się uduszę;((( 02.03.09, 16:01
      O rany ale straszne ! Jak to mieszkacie z innym małzenstwem-
      wynajmujecie wspolnie mieszkanie, tak? Ale do rzeczy- moim zdaniem
      to nie jest normalne, dązy ku czemus bardzo złemu - podszarpywanie,
      krok do przemocy. Czuc znęcanie psychiczne z jego strony,
      zachowujesz sie jak szczuta ofiara. Nie dałby sie namowic na terapie
      małzenską? Moze otrzeźwiłby troche- i to picie- ucieczka od ..no
      własnie od jakich problemów? Moze ma jakies mega kłopoty w pracy i
      sobie nie daje rady i sie na Tobie wyżywa. Dziewczyno szukaj pomocy !
      • lajla84 Re: muszę, bo się uduszę;((( 02.03.09, 16:10
        burdzia mieszkamy z jego bratem i jego żoną, wynajmujemy dom.
        kłopoty w pracy odpadają, pracuje od niedawna z wujkiem. w ogóle
        jakby tak popatryć to nie mamy kłopotów, więc jak się nie ma
        kłopotów to trzeba je sobie stworzyć!!! ufffff, normalnie
        nienormalne:(
    • lajla84 Re: muszę, bo się uduszę;((( 02.03.09, 16:32
      napiszcie proszę jak możecie jak jest u Was, żebym miała jakieś
      porównanie.
      • uczula Re: muszę, bo się uduszę;((( 02.03.09, 16:40
        no ten temat to raczej na ukrytym :)
    • lajla84 Re: muszę, bo się uduszę;((( 02.03.09, 16:57
      tylko, że ja już nie zamierzam się ukrywać , ani ukrywać swoich
      uczuć!
      • uczula lajla :) 02.03.09, 17:02
        jesli to do mnie - to ja nie zamierzam cie naklaniac do ukrywania
        sie :) bynajmniej - po prostu moja odpowiedz jest na ukrytych
        lipcowkach :D
    • apolka73 Re: muszę, bo się uduszę;((( 02.03.09, 17:02
      Wedlug mnie to nie jest zazdrosc tylko psychoza, a to trzeba leczyc.
      Jesli nie chcesz tak dalej zyc oczywiscie. I szczerze powiedziwaszy
      nie wiem po co Ci sytuacja innych dziewczyn, zeby sie zdolowac czy
      pocieszyc? Przeciez tu chodzi o Ciebie i Twoje uczucia.
      • uczula apolka :) 02.03.09, 17:11
        sytuacja innych dziewczyn sluzy porownianiom :)
        i stwierdzeniu ( potwierdzeniu) ze ma sie racje, gdy mowi sie
        partnerowi, najblizszej osobie, ze ON Racji NIE MA.:)
        Jak sie nie ma porownania to latwo ulec przekonaniu ze to on ma
        racje i ze to ja postepuje zle:)
        zazdrosc w malej domieszce bywa dobra, ale...w bardzo malej.
        tylko.
        • apolka73 Re: apolka :) 02.03.09, 17:18
          moze za ostro odpowiedzialam, ale chodzilo mi glownie o to, ze
          porownania rozmywaja wlasna sytuacje zyciowa, bo wtedy latwiej nie
          skupiac sie na wlasnych emocjach. I wydaje mi sie ze po jakims
          czasie te wlasne emocje wracaja. Napisalam tez tak, bo takie sprawy
          jak chorobliwa zazdrosc (a mysle ze to cos wiecej) sa za powazne na
          takie porownania. Jednakze :) po to zapewne jest forum. A ja bede
          siedziec juz cicho w tym temacie.
          • uczula Re: apolka :) 02.03.09, 17:24
            :) alez nie musisz siedziec cicho.
            • kristin4 Re: Nie dobrze. 02.03.09, 17:47
              Od szarpania krok do przemocy jak pisze Burdzia, myśle że Wasz
              problem jest bardzo powazny i nie da sie tego załatwic w dwóch
              zdaniach. Ważne ze chociaz Ty zdajesz sobie z tego sprawe, spróbuj
              na spokojnie bez nerwów krok po kroczku rozmawiac z M, nerwy
              przyniosą odwrotny efekt. A moze razem gdzies zacznijcie wychodzić?
              Przecież macie jakis wspólnych znajomych. Będziesz potrzebować dużo
              cierpliwosci, A może jak Ty nie potrafisz niech ktos inny Z nim
              pogada.
    • monikaj21 Re: muszę, bo się uduszę;((( 02.03.09, 18:23
      To jest całkowicie nienormalna sytuacja... Moim zdaniem sama sobie
      nie poradzisz i on też - mimo najszczerszych chęci. Potrzebna jest
      Wam dobra terapia rodzinna.
      • ankas4 Re: muszę, bo się uduszę;((( 02.03.09, 20:21
        Przeczytałam to i az mi brakło tchu, to ja Ci napisze jak jest u nas;
        Mąż wspiera mnie we wszystkich pomysłach jakie przyjda mi do głowy, czasami jest
        oczywiscie sceptyczny, ze mam słomiany zapal, ale niczego nigdy mi nie zabrania,
        uwaza, ze sama powinnam sie przekonac czy cos jest dla mnie czy tez nie, maz nie
        ma prawa ograniczac mnie , ani ja Jego- to jest podstawa dobrego , normalnego
        zwiazku dwojga ludzi, maz mnie nie tłamsi zazdrością, podejrzliwością, w domu sa
        partnerskie zasady, jesli ja zmywam , on gotuje, jesli ja wstaje w jeden dzien
        rano do dziecka , to on w drugi, staramy sie rozumiec swoja potrzebe realizaji
        poza zwiazkiem i np maz chodzi na piłkę z kolegami a ja chodze do finess klubu,
        zaznaczam ,ze nie mamy tutaj nikogo ktos zajłaby sie naszym dzieckiem wiec sami
        siadamy co tydzien i ustalamy co ktore z nas chcialoby robic w danym dniu i czy
        jest szansa , bo czasami obowiazki zawodowe moga na to nie pozwolic, poniewaz
        maz wychodzi z domu do pracy, a ja pracuje w domu na kompie to w sobote lub
        niedziele wypuszczam sie na tzw.zakupy- zazwyczaj nic nie kupuje ale jade do
        centrum handlowego i chłonę ludzi i pije spokojnie kawke i wracam po kilku
        godzinach samotnosci do domu, gdzie maz zajmuje sie małym itd itp...naprawde
        moglabym mnozyc przyklady, napisalam to wszystko abys zobaczyla w jakim
        nienormalnym zwiazku tkwisz... szarpanie to juz przemoc fizyczna, dziecko
        jeszcze nie rozumie teraz , ale za kilka lat kazda wasza awanatura to bedzie
        wielka przepastna dziura w Jego sercu i glowie, nie mozesz pozowlic sobie na
        takie traktowanie, ale uwazam ,ze przez to ,ze tak dlugo juz jestes w tym
        ukladzie musisz skorzystac z pomocy psychologa i terapi, musisz miec ludzi
        ktorzy beda przypominali Ci ,ze jestes wolnym czlowiekiem ,ze nikt nie moze
        zepchnąc Cię do roli przedmiotu , ktory ma tylko być!
        Nie wiem jak Twoja sytuacja rodzinna, ale ja ucieklabym do mamy, siostry gdzies
        gdzie mialabym przed nim ochrone, dopiero jakby sie zgodził na terapie i
        sporobowal zrozumiec o co chodzi w Jego zachowaniu - sprobowalabym wrocic....
        choc tez nie wiem czy da sie naprawic Wasz zwiazek.

        Nie daj sie tłamsic, zycie masz jedno , sama piszesz z jak wielu rzeczy dla
        niego zrezygnowałaś, zastanów sie teraz czy chcesz reszte zycia tak spędzić.

        Powodzenia Ci zycze, i wspieram ale naprawde bez pomocy z zewnatrz Twoja
        historia moze skonczyc sie tragicznie...
        • nika1201 Re: muszę, bo się uduszę;((( 02.03.09, 20:51
          Kurczę, twoja historia mnie przeraziła, chciałabym pomóc, ale nie
          mam pojęcia jak. Myślę, że jeżeli chcecie dalej być razem, to trzeba
          pomyśleć o terapii malżeńskiej, bo ciężko tak dalej żyć.Praca to
          trudna bardzo, bo trzeba by zmienić myślenie Twojego męża, a takie
          rzeczy są trudne, myślę,że możliwe najbardziej po ślubie, kiedy
          facetowi się jeszcze chce. Ale warto spróbować i teraz. Trzymam
          iebie kciuki, i życzę mądrych decyzji
    • metanira Re: muszę, bo się uduszę;((( 02.03.09, 20:52
      Straszne jest to co piszesz i bardzo Ci współczuję. Twój M jest chory i
      potrzebuje fachowej pomocy. Boże, jak ty dziewczyno dajesz radę tak żyć?
      Świetnie Cię rozumiem, że nie potrafisz tylko siedzieć w domu z dzieckiem. Ja
      świruję, jak synek jest chory i siedzimy w domu tydzień lub dwa. Nie wyobrażam
      sobie nie pracować i w dodatku nigdzie nie wychodzić. Nie potrafię Ci nic
      poradzić. Wiem tylko jedno: tak nie można żyć. Przytulam mocno i życzę dużo siły.
    • klarysa007 Re: muszę, bo się uduszę;((( 02.03.09, 20:54
      Koszmarne jest to co piszesz ale jednocześnie dające nadzieję. Bo zaczynasz
      widzieć co jest nie tak i chcesz o siebie walczyć. WALCZ, bo to co się dzieje w
      Twoim małżeństwie samo sie nie skończy. A jeśli nawet to zapewne nie najlepiej
      dla Ciebie...
      Trzymam kciuki.
      • 27agnes72 Re: muszę, bo się uduszę;((( 02.03.09, 21:38
        Myślę, że jak ktoś raz sobie wypije bo ma doła to już starczy ale jak się to
        powtórzy to nie jest już normalne i musisz zdać sobie z tego sprawę. Znam
        kobiety, które twierdzą, że ich mąż je szarpnął albo uderzył bo przecież się źle
        zachowywały i miał prawo...Zdajesz sobie sprawę, że to co opisałaś nie jest
        normalne? Kochasz Go? A wiesz, że kocha się nie tylko ludzi
        idealnych.......można kochać nawet tych najbardziej złych........Zazdrość w
        oczach mojego męża objawia się jaskrawym błyskiem kiedy zbyt długo maluję się na
        babską imprezę i jest to dla mnie zazdrość przyjemna...
    • zurawina100 Re: muszę, bo się uduszę;((( 02.03.09, 21:49
      Dla mnie jest to sytuacja niepojęta. Myślę, że Twój mąż musi leczyć. Bardzo Ci
      współczuję.
    • shemreolin nie jestes sama... 02.03.09, 23:17
      ... skumaj jak jest u mnie. On nie jest zazdrosny, ma wszystko w dupie, ale
      czepia się o wszystko i ja jestem winna wszystkim nieszczęściom tego świata.

      Dzisiaj była awantura o kasę. Jak zwykle. Ja zarabiam dokładnie połowę tego co
      on. Nie mamy wspólnego budżetu. On ma swoje, ja swoje. Mi w tym miesiącu zostało
      100 zł, bo musiałam wydać na dentystę i jeszcze wydałam 190 zł na bilet na show
      z Broadwayu. Nie byłam w kinie chyba z rok, w teatrze ostatni raz byłam w
      liceum, a na koncert chyba nie poszłam nigdy. Uważam, ze raz na ruski rok można
      się wybrać na takie przedstawienie. A teraz uwaga!

      On ma pretensje, że ja za dużo wydaję na siebie i on musi wydawać ze swoich
      pieniedzy. On jeździ do pracy autem jak ma 3 przystanki autobusem (spod domu do
      pracy). On pali papierochy. On wychodzi co tydzień, dwa na spotkania do pubów,
      klubów etc. Ja nie wychodzę prawie nigdzie. Z koleżankami umawiam się juz chyba
      2 miesiąc, niektóre już tracą cierpliwość.

      Dzisiejsza akcja nr 1 (kolejność chronologiczna):
      Po pracy polazłam do dentysty, bo mi sie ząbek sztuczny ułamał, a jutro idę z
      moim dziadkiem na pogrzeb jego przyjaciela i nie chciałam iść z taka dziurą na
      przodzie. Szybka akcja, umóiłam sie na 17 i powiedziałąm NM, że wrócę dzisiaj
      później bo idę do dentysty).

      Siedzę na fotelu, facet mi dłubie w paszczy, a tu słyszę "bzzz bzzz bzzz". No i
      potem znowu " bzzz bzzz bzzz" i tak z 5-6 razy. Poczta głosowa dzowniła, bo sie
      ktos nagrał. Schodze z fotela, wychodzę z gabinetu no i patrzę... NM. Odsłuchuję
      wiadomość.

      NM: No żesz kurwa! Po co masz ten telefon jak nie odbierasz do cholery
      BLABLABLABLA, same przekleństwa i wypominanie, po kiego ch*ja mam komórkę jak
      się do mnie nie można dodzwonić.

      Dzwonię i dowiaduję się, że jaśnie pan się spóźniał do żłobka po Oskarka i
      chciał żebym ja zadzwoniła i powiedziała, że on się spóźni, bo on nie ma do nich
      telefonu. Wiecie co... do głowy mi nie przyszło, że on nie ma telefonu do
      żłobka, w którym przebywa cały dzień jego dziecko! Acha.. i dostałam opier*ol,
      że nie powiedziałam mu, że idę do dentysty.


      Dzisiejsza scena nr 2:

      Później...

      Ja: To może przestań palić papierosy! Zaoszczędzisz na tym jakieś 200 zł miesięcznie
      NM: To twoja wina! Palę przez ciebie, bo ciągle mnie denerwujesz!
      (On pali od 15 roku życia, czyli 5 lat zanim się poznaliśmy)

      Dzisiejsza akcja nr 3:

      W tym samym czasie...

      On: Bo jak ty teraz nie masz pieniedzy to jak ty mi kupisz prezent na urodziny!
      nie umiesz gospodarować pieniędzmi! (urodziny ma 17 marca, a ja mu powiedziałam,
      że mi zostało 100zł)

      Czad nie?
      Ja naprawdę tylko czekam żeby się od niego uwolnić, mam dosyć tego typa...
      Ciągle pruje twarz, wrzeszczy mimo że jego dziecko śpi w pokoju obok, nawet
      jeśli może mieć rację i warto go posłuchać to zwraca się takim tonem, że
      człowiekowi się nóż w kieszeni otwiera. Po prostu histeryk, furiat i gbur!

      Wiesz lajla, ja myślę, że jak tak dalej pójdzie to i ty przestaniesz kochać
      swojego. Tak się po prostu nie da żyć i koniec. :/
      • matizka Re: nie jestes sama... 02.03.09, 23:46
        A ja czytając te różne "trudne" historie na forum coraz bardziej mam
        wrażenie, że dotyczą one dziewczyn, które nie pracują. Nie mówię, że
        zostanie w domu prowazi do tego, bo absolutnie nie, ale jednak
        powrót do pracy w dużej mierze chroni przed zaborczością niektórych
        partnerów. Nawet szem, choć się nadal nie dogadujecie, to myślę, że
        jest pewniejsza siebie.

        Ja bym poszła do pracy i koniec. To tobie daje niezależność,
        poczucie własnej wartości, odskocznię od domu, a jego trochę zbija z
        tropu, bo skoro pracujesz to gdzieś ktoś Cię ceni.
        • shemreolin Re: nie jestes sama... 02.03.09, 23:58
          To prawda, praca daje dużo mocy psychicznej. Przede wszytskim poznaje sie nowych
          ludzi, ktos docenia to co robisz, a nie (tak jak u mnie), że ciagle wszystko
          robię nie tak. W pracy mnie bardzo chwalą, za każdym razem jak mam cos do
          zrobienia to są zachwyceni, a ja promienieję. Sytuacja zmienia się w domu, bo NM
          mnie po prostu gasi. Niestety na próbnym zarabiam tyle, że starcza na styk,
          zostaje mi te 200 zł nieszczęsne po opłaceniu rachunku za komórkę, żłobka i
          kredytu. To w zasadzie nie mam odrębności finansowej, ale już w kwietniu będę
          mieć nowa umowę i zgarnę 500 zł wiecej, także będzie lepiej. No i potem będę
          walczyc o awans. To mi daje siłę!

          A ja mam tak jak lajla. Na codzień jestem optymistką, mam masę energii, potrafię
          dostać takiej głupawki, ze wszyscy myślą, że się uchlałam. Lubię się bawić,
          żartować i czasami zachowuję się jak dzieciak (na co poniektórzy patrzą
          pogardliwie, jakby sami zapomnieli co to znaczy byc szczęśliwym i radosnym). W
          pracy koleżanka mi powiedziałą, że jestem bardzo energetyczną i wesołą osobą. A
          po powrocie do domu przestaję być sobą, jestem przewrażliwiona, wredna. On na
          mnie tak działą, ciagle sie czuję jak głupek przy nim, a on uwielbia mna
          pogardzać. No i ja w rezultaacie nim również.

          Do podwyżki i będzie lepiej, potem awans, powrót na studia... jeszcze tylko
          troszkę i mi się uda!

          Lajla, dbaj o siebie i swoją psychikę. Im dłużej to będzie trwać, tym słabsza
          będziesz i będzie ci się trudniej wyrwać.

          Idź do pracy, serio!
          • lajla84 Re: nie jestes sama... 03.03.09, 07:27
            dzięki wszystkim którzy odpowiedzieli!!! zwłaszcza Tobie shemreolin!
    • kalinka-pl Re: muszę, bo się uduszę;((( 03.03.09, 07:48
      Grochola napisała kiedyś kaiążkę "Trzepot skrzydeł" chyba, czytając
      twoją wypowiedź miałam wrażenie że pisała o Tobie.
      Taka zazdrość to psychoza. W każdym związku bywa różnie, u mnie też
      było ciężko w pewnym momencie, też była zazdrość i też czułam się
      ubezwłasnowolniona. My przeczekaliśmy kryzys, odbyliśmy setki
      tysięcy rozmów, takich z krzykiem i takich ze łzami. Udało się i
      póki co dobrze jest.
      Zazdrosny facet, ograniczający wszystkie potrzeby kobiety,
      wmawiający jej puszczalstwo i niedoceniający tego co robi dla niego,
      jego dziecka - to koszmar z którego trzeba uciekać.
      Ale jeśli znasz jego dobre cechy, jeśli uważasz że są one warte
      bycia razem to musisz powalczyć o Was. Oczywiście najłatwiej walczyć
      we dwoje, w pojedynkę jest bardzo trudno, ale można to zrobić.
      Staraj się łączyć twoje pragnienia i pragnienia męża. Proponuj
      wspólne wyjścia z domu, takie z dzieckiem i bez dziecka. Jeśli macie
      w pobliżu jakieś drugie małżeństwo to aproście ich do siebie na
      kawę, wyjdżcie gdzieś razem na spacer, na salę zabaw z dziećmi.
      Niech twój mąż zobaczy że można inaczej żyć. Tylko rób wszystko
      stopniowo czyli jeśli on nie znosi basenu to nie proponuj go w
      pierwszej kolejności. Może takim sposobem coś zdziałasz.
      Czasem trzeba wstrząsnąć facetem i postawić mu ultimatum, zwłaszcza
      jeśli chodzi o alkohol i upijanie się.
      Nie dawaj się zduszać, bo zostaniesz więźniem twojego domu i męża i
      to samo zafundujesz córce. Trzymam kciuki żeby się Wam udało.
      • a.zaborowska1 Re: muszę, bo się uduszę;((( 03.03.09, 08:20
        Dla mnie jest to molestowanie psychiczne zachaczające o fizyczne.
        Myślę, że Kalinka daje ci dużo dobrych rad i chyba odpowiedniego
        toru działania.
        Ja napiszę od siebie tylko tyle, że w życiu i zarówno w związku
        trzeba być wolnym człowiekiem. Oczywiście jesteśmy ograniczone, nie
        pracujemy, mamy małe dzieci ale nie można pozwolić się stłamsić i
        zaszczuć. Masz w sobie dużo siły, energii podziwiam cię. Spróbuj
        uratować ten związek przez jakis czas ale gdy się nie uda spieprzaj
        najdalej gdzie się da puki dziecko jeszcze małe i nie wiele rozumie.
        pozdrawiam
        • kamamama2 Re: muszę, bo się uduszę;((( 03.03.09, 09:17
          ja nie mam doświadczenia w takich konfliktach - u mnie było dobrze i
          się po prostu skończyło - ale myślę, że powinnaś bardzo uważać. To
          przemoc, a przemoc to samonakręcająca sie spirala. Nigdy nie wiesz
          kiey będzie następny krok. Warto rozmawiać i walczyć, jeżeli tylko
          można. Dobrze kalinka napisała
          • chanastel Re: muszę, bo się uduszę;((( 03.03.09, 13:34
            Jeny jak czytam coś takiego to mi się włos na głowie jerzy i
            zaczynam się zastanwiać o co ja się tak właściwie czepiam czasem
            mego męża. Dziewczyno kochana zrób coś z tym bo naprawdę się to źle
            skończy. To toksyczny związek. Sama tkwiłam w takim jednym i trzeba
            to albo szybko uciąć albo znaleźć jakiś sposób żeby to zmienić- tak
            jak piszą dziewczyny albo powrót do pracy albo terapia małżeńska.
            Powodzenia i siły życzę
            • a_beatle Re: muszę, bo się uduszę;((( 03.03.09, 19:46
              Nic nowego nie napiszę, trzymaj się, życzę Ci dużo siły i mądrych decyzji. Jeśli
              jest jeszcze uczucie, walczcie o ten związek, rzeczywiście terapia to chyba
              najlepsze rozwiązanie, a jeśli nie... Domyślam się, jak trudna będzie decyzja o
              odejściu....
              Trzymam kciuki za Waszą rodzinę, przesyłam ciepłe myśli...
              • lajla84 Re: muszę, bo się uduszę;((( 04.03.09, 07:18
                kalinka dzięki, ja właśnie znam te dobre strony mojego M i nie chcę
                tak po prostu zakończyć tego wszystkiego, to w końcu ponad 10 lat z
                mojego życia. mam nadzieję, że nam się uda. widzę światełko w
                tunelu...
                • lajla84 kalinka-pl 07.03.09, 17:05
                  kalinka jeszcze raz do Ciebie. jestem na etapie tych setek tysięcy
                  rozmów i czasem wydaje mi się, że to wszystko na nic. nie mam już
                  sił, po prostu wątpię w to wszystko. powiedz czy teraz jest inaczej.
                  czy już nie jest zazdrosny, czy to tak po prostu mija??
                  • baska_84 Mam podobna sytuacje... 09.03.09, 12:06
                    Jest bardzo ciezko przez taka chorobliwa zazdrosc czuje sie jak w wiezieniu
                    walcze o swoje o lyk wolnosci... jak chcesz to podaj mi maila to napisze cos
                    wiecej...

                    Życze duzooo sily i nie daj sie mu stlamsic bo wiem ze lepiej byc osobno niz nie
                    moc zyc po swojemu
                    • lajla84 mój adres: lajla84@wp.pl 10.03.09, 09:50
                      mój adres: lajla84@wp.pl napisz, czekam!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka