lajla84
02.03.09, 15:45
właściwie to sama nie wiem czy powinnam pisać o takich rzeczach
tutaj, tylko że tak na prawdę to nie wiem gdzie, a jestem pewna że
Wy mnie "wysłuchacie" jak zwykle z resztą.
nie wiem jak zacząć, to będzie trochę długie, od razu mówię. czy
któraś z Was ma zazdrosnego M? jeżeli nie to macie powody do
radości, a jeżeli tak to może chociaż trochę mnie zrozumiecie. bo
chodzi o to, że ja już nie daję rady. kocham swoją córeczkę
najbardziej na świecie, uwielbiam ją i w ogóle nie wyobrażam sobie
bez niej życia teraz, ale czasem po prostu jestem zmęczona tym
wszystkim, przypuszczam, że Wy też tak macie, no bo przecież to jest
normalne, no nie? w każdej gazecie o tym piszą itd. chyba że się
mylę to powiedzcie mi to proszę. siedzę w domu od 5 tygodnia ciąży,
czyli już prawie 28 miesięcy. i czy to źle że np. jadę do mojej mamy
na kawę, czy też do siostry mojego M. potrzebuję kontaktu z ludźmi,
bo czuję że niewytrzymuję, a nie mam zamiaru zwariować w domu.
oczywiście wszędzie z małą. nie jeżdżę do koleżanek, bo ich nie mam.
pojechałam tylko raz do koleżanki ze szkoły i M do dzisiaj o tym nie
wie, bo gdyby się dowiedział to wygadywałby mi to do końca życia,
nie mówiąc już o tym jak by mnie zwymyślał i w ogóle. w końcu nie
wytrzymałam już tego, że zawsze ma pretensje jak gdzieś jedę, z
resztą nie tylko o to. zaczął się przypieprzać, że przesiaduję na
necie non stop, a to nie prawda!!! to że siądę jak Nikola idzie spać
to nie znaczy że przesiaduję non stop!!! ale nie widzi tego, że on
jak tylko jest w domu to komp cały czas chodzi, ale mniejsza z tym.
to że kiedyś przesiadywałam na forum też mi wygadywał, ale dzięki
Wam wtedy przetrwałam, bo miałam jakiś kontakt ze światem... doszło
do tego, że wszystko mu przeszkadzało, wszystko robiłam nie tak,
nawet telefon od niego w zły sposób oodbierałam (bo gdyby dzwonił
ktoś inny to odbieram pięknie i wogóle, tak twierdził) przeszkadzało
mu jak malowałam paznokcie, oczywiście jak Niki już zasnęła
wieczorem, i jak czytałam książkę, bo twierdzi że czytam, bo "ktoś
tam" czyta i takich przykładów jest setki. po prostu tego nie
wytrzymałam psychicznie i powiedziałam mu, że się to zmieni, że ja
się zmieniam! że nie zamierzam już patrzyć cały czas na niego i
przejmować się tym co on powie. a mówi na okrągło. jak się rozkręci
to nieczym nie idzie go zatrzymać. i nie mówi pieknie czy spokojnie,
nie nie!!! jego chamstwo i złośliwość nie zna granic, nie uderzył
mnie nigdy, ale ostatnio dochodzi do "szarpaniny" między nami, takie
podszczypywania, chwytanie za twarz itd. normalnie masakra. a ja
chciałabym po prostu odpocząć czasmi od tego wszystkiego, mieć czas
tylko dla siebie, czy to aż tak wiele??!! i jak już wezmę wieczorem
np książkę żeby poczytać, to on mi zarzuca, że znów nie mam czasu
dla niego i że go olewam, i że na to mam czas przez dzień, a nie
teraz jak on jest, tylko że on myśli w domu wszystko robi się samo!
i że jak się siedzi w domu to już jest super samo w sobie i na co ja
w ogóle narzekam!!! tak, siedzenie w domu jest super, ale jak się
pracuje, nie na dłuższą metę, wiem bo też kiedyś pracowałam i tylko
marzyłam o dniu wolnym, to jest normalne! jestem w życiu optymistką,
myślę, że mam ogólnie duże szczęście, mam w sobie mnóstwo energii,
tylko on nie pozwala mi jej w żaden sposób wykorzystać, ale
stwierdziłam, że koniec takiego życia, po prostu koniec i albo da mi
żyć swoim życiem albo nie będziemy żyć razem. jesteśmy razem 11 rok.
na początku to było fajne, wyrzekanie się czegoś, bo rezygnowałam z
większości rzeczy, które chciałam robić w życiu dla niego, dla
miłości. potem zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak musi być, czy
takie jest właśnie życie? czy trzeba z czegoś rezygnować żeby coś
mieć. Wy wiecie z ilu rzeczy ja zrezygnowałam? ile rzeczy w życiu
nie zrobiłam, a które uwielbiam robić? np głupie chodzenie na basen,
ogólnie sport, bo go uwielbiam. i gdybym nie wzięła po kryjomu Niki
kiedyś to do dzisiaj by nie była. i co, stało się coś?? nikt mnie
nie ukradł, a jemu powiedziałam dopiero po fakcie, bo tak to bym się
usłuchała, że szok!!! ale właśnie nie chodzi mi o ukrywanie
wszystkiego!!! chcę żyć normalnie, chcę mieć przyjaciół, chcę nawet
czasami wyjść gdzieś. i powiedzcie mi czy to jest złe? on od razu
wszędzie widzi innych facetów, masakra, no przecież oni są wszędzie,
nie ma innej możliwości. a nawet jeżeli są w tym samym towarzystwie
co ja to przecież nie bzykam sie z nimi, ale on twierdzi że idę się
ku..., chociaż jeszcze nigdzie nie wyszłam, to tylko plany. no
masakra! przecież jak będę go chciała zdradzić, to go zdradzę! czy
będzie mnie sprawdzał czy też nie. no przecież nie zamknie mnie w
złotej klatce, bo co mu ze mnie wtedy? a mój nastruj przenosi się na
innych, a zwłaszcza na najbliżych, na Niki i na niego samego. także
jak sobie trochę odpocznę to od razu mi lepiej. a jak mnie
denerwuje, to ja niestety denerwuje się na córkę, a nie chcę tego,
bo ona jest teraz dla mnie najważniejsza. kiedyś był najważniejszy
on, ale teraz już nie! i dlatego nie chcę żeby myślała że takie jest
życie, że należy się całkowicie podpożądkować mężczyźnie itd. i
dlatego walczę z tym wszystkim, nie tylko dla siebie, ale przede
wszystkim dla niej! wiem że zazdrość to jest choroba. kocham go,
bardzo go kocham i dlatego chcę to jakoś poukładać i wierzę, że mi
się uda. i może Wy znacie jakiś sposób na tę chorobę, bo mi już
czasami brakuje pomysłow i sił. staram się, ale czy to wystarczy?
staram się go zrozumieć i czytam też na ten temat różne info, ale on
w żaden sposób nie stara się zrozumieć mnie. kazałam mu sobie
znaleźć jakieś zajęcie, bo on żyje cały czas mną, moim życiem, cały
czas tylko myśli co ja robię i z kim, co będę robić i z kim. zamiast
pomyśleć co on będzie robił itd. podsumowując to wszystko, chcę z
nim być, bo znam go z tej dobrej strony, nie tylko z tej złej którą
Wam przedstawiłam, kocham go i wiem że on kocha mnie i Niki, i Niki
go potrebuje, ale nie mam zamiaru żyć tak jak do tej pory. to musi
się zmienić! i nie na 1 dzień i znów to samo. ale czy to możliwe? on
już próbuje różnych sposobów na to żeby mnie złamać, twierdzi że pił
przeze mnie, bo ostatnio już nawet uciekł do alkoholu, ale w ten
sposób zrobił krzywdę tylko dzicku nie mnie, bo to dziecko na to
wszystko patrzyło i to jej musiałam tłumaczyć, że tata naprawia
podłogę jak leżał najeb... w korytarzu i jej musiałam tłumaczyć że
zaraz przyjdzie jak już zasypiała, bo zawsze zasypia przy nas
obojgu. i wiem że go potrzebuje dlatego nie chcę tego wszystkiego
przekreślić. mówił że przeze mnie nie mogła zasnąć w sobotę jak
poszłam dorobić na wesele, chociaż nie chciał mnie puścić i
usłuchałam się o tym tyle że więcej już nie chcę. ale uparłam się i
poszłam, bo przecież chyba zwariowałabym w tym domu. a po drugie
jestem na wychowawczym i kasa też się przydaje, tym bardziej, że
pieniędzmi mnie też szantażuje. i próbuje mi wmówić właśnie takie
różne rzeczy, chce żebym się czuła winna, ale nie jestem taką
idiotką jaką byłam kiedyś, skończyło się słuchanie jego każdego
słowa. teraz już większość rzeczy puszczam mimo uszu, udaję że nie
słyszę, chciaż bolą jakby ktoś wbijał nóż, czasem jakieś historie
już stwarza, żeby mnie tylko zranić. w każdym razie chcę Wam
podziękować, że mogłam się wygadać. być może powiecie jak mój
przyjaciel ostatnio, że to normalne, że żyjemy jak większość rodzin,
ale to nie jest normalne!!! i zapomniał, że to
on mi pokazał, że to nie jest normalne! i pewnie też bym tak
myślała, gdyby nie fakt, że mieszkamy z innym małżeństwem i u nich
wcale tak nie jest. a poza tym oni też już mają dość tych naszych
ciągłych kłótni!
DZIĘKI!!! już mi trochę lepiej. buziaki dla Was wszystkich i Waszych
maluchów. trochę mi głupio, że zawsze zwracam się do Was jak czegoś
potrzebuję a nie jestem tu codziennie. POZDRAWIAM!