zo_h
11.06.04, 11:03
Jeśli ktoś nie ma ochoty iść do kina a chcę poznać historię bitwy pod Troją
to zapraszam do lektury:
- A więc ... –odezwał się Kopolimer i zaczął opowieść o wojnie Tsortiańskiej.
- Widzicie, zdarzyło się, że on zabrał ją ze sobą, a jej ojciec ... nie stary
król, to był ten poprzedni, ten z tym, no jak mu było, ożenił się z taką
dziewczyną spod Elharibu, miała zeza, jakże jej było, zaraz, zaczynało się na
P. albo na L. W każdym razie na jedną z tych liter. Jej ojciec miał wyspę w
zatoce, chyba Papylos. Nie, skłamałem, to była Crinix. No i król, ten drugi
król, zwołał armię i ... Eleonora, tak się nazywała. Miała zeza, jak wiecie.
Ale była całkiem atrakcyjna, podobno. Kiedy mówię „ożenił się”, mam nadzieję,
że nie muszę wam tego tłumaczyć. Wiecie, to było trochę nieoficjalne. Ehem.
No więc była tam ten drewniany koń, a oni dostali się do środka ... Mówiłem
wam o tym koniu? To był koń. Jestem prawie pewien, że koń. A może to był
kurczak. Następnym razem zapomnę jak się nazywam! To był pomysł tego, no
tego, co utykał. Tak. Utykał na nogę, znaczy. Wspominałem już o nim? Była
taka bitwa. Nie, to chyba ta druga. Tak. W każdym razie ta drewniana świnia,
demonicznie sprytny pomysł. Zrobili ją z tego, no, mam na końcu języka. Z
drewna. Ale to, wiecie, było później. Bitwa! Byłbym zapomniał o bitwie. Tak.
Niezła była bitwa. Wszyscy walili mieczami w tarcze i wrzeszczeli. A zbroja
tego, no jak mu było lśniła jak lśniąca zbroja. Bitwa jak półtorej bitwy, ot
co. Między tamtym ... nie tym, co utykał, ale tym drugim, jak mu tam, z
rudymi włosami. No wiecie. Taki wysoki, trochę seplenił. Zaraz, przypominałem
sobie, że on pochodził z innej wyspy. Nie ten. Ten drugi, co utykał. Nie
chciał jechać, powiedział, że chyba oszalał. Oczywiście, że oszalał jak nie
wiem co, zdecydowanie. Sami pomyślcie: drewniana krowa! Jak powiedział tamten
no, król, nie, nie ten król, ten drugi, zobaczył kozę i powiedział: "Lękam
się Efebian, zwłaszcza kiedy są tak szaleni, że zostawiają wściekle wielką
drewnianą trzodę pod drzwiami, trzeba przyznać, że to bezczelność, myślą
chyba, że urodziłem się wczoraj; podpalcie to". I oczywiście ten, no, wdarł
się od tyłu i wszyscy poszli poszli pod miecz; ale się śmiał! Wspominałem
już, że miała zeza? Mówili, że jest piękna, ale ludzie mają różne gusta. Tak.
W każdym razie tak się stało. I teraz, oczywiście, ten pierwszy ... miał
chyba na imię Melycanus i utykał ... chciał wracać do domu i trudno się
dziwić, siedział tam strasznie długo i lat mu nie ubywało. Dlatego wymyślił
ten numer z drewnianym czymś. Tak. Skłamałem, Lavaeolus to ten z kolanem.
Świetna bitwa, ta bitwa, możecie mi wierzyć.
Umilkł zadowolony z siebie.
- Doskonała bitwa – wymruczał jeszcze i z lekkim uśmiechem zapadł w drzemkę.
Fragment z książki Therry'ego Pratchett'a "Piramidy".