Dodaj do ulubionych

Służba zdrowia

08.08.05, 20:10
Na początek trzy kwiatki tylko z poletka najbliższej rodziny, doświadczone na
własnej skórze. Chronologicznie:
Przykład pierwszy:
Trzyletnia Julka kaszląca nieustająco, czterech lekarzy, pięć syropków, dwa
antybiotyki. Na sugestje mamusi, czyli moje, że to koklusz być może, zbywano
nas odęciem ust i wzruszeniem ramion. Dopiero kategoryczne żądanie zbadania
krwi dziecka pod kątem kokluszu poskutkowało wynikiem pozytywnym i
dwutygodniowym pobytem w szpitalu. Info dla młodszego pokolenia: koklusz to
dość niebezpieczna zakaźna choroba wieku dziecięcego, obecnie szczepiona, ale
jak widać jeszcze czzsami występująca.
Przykład drugi:
Małżonek, jako typowy przedstawiciel płci odmiennej, wiecznie czeguś chory;).
Boląca od lat noga z maleńkim znamionkiem na stopie, to być może coś
poważnego. Chodził, chodził i wychodził skierowanie do onkologa. Onkolog na
pierwszy rzut oka zdiagnozował znamionko jako czerniaka, chorobę śmiertelną,
proszę Pana. Zaordynowała biopsję, a do tego prześwietlenie płuc i usg
wątroby, żeby poszukać przerzutów, a co! Spróbujcie sobie wyobrazić
samopoczucie mojego ślubnego. Na nic się zdały moje pocieszenia i pokazywanie
zdjęć prawdziwego czerniaka z prasy fachowej, do których jego znamionko nijak
podobne nie chciało być. Dwa tygodnie wyjęte z życiorysu. Pod koniec i ja
zaczęłam się lekko niepokoić, bo mi się udzielił jego strach. Okazało się, że
znamionko to: znamię młodzieńcze błękitne i nic innego. Lekarz nawet nie
raczył przeprosić. Koniec.
Przykład trzeci.
Julka, cztery dni temu. Odwieziona przez pogotowie do Szpitala Bielańskiego.
W szpitalu długi wywiad, wpisywanie do komputera i kolejny atak, który
dopiero postawił lekarzy na nogi. Po tomografi przepychanka, na który oddział
przyjąć dziecko, nic to, że dziecko w złym stanie, może czekać kilka godzin,
przewożone z kąta w kąt, bo lekarze nie mogą się zdecydować, czy
pediatryczna, czy chirurgiczna. Czujemy się jak intruzi, jak zbędny bagaż.
Na moje błagania o sprawdzenie, czy są już wyniki tomografii, młody lekarz
wzrusza ramionami, dopiero sama znajduję rzeczone wyniki na recepcji, nikogo
one nie obchodzą. Wreszcie oddział i sugerowane przez panią doktor
schorzenie - wyrok. Na następny dzień przewidziane EEG i okulista. EEG
zrobiona cudem, bo od poniedziałku pani idzie na urlop na dwa tygodnie,
okulisty nie było do dziś. Na wyniki EEG trzeba czekać nie wiadomo jak długo,
bo są zawożone do innego szpitala. Na prośbę o dokładniejsze informację,
dostaję odpowiedż, że tylko na prośbę pani doktor badania zrobiono tak
szybko, bo normalnie trzeba czekać tydzień, a jak mi się nie podoba, to mogę
dziecko umieścić w innym szpitalu, nikt jej na siłę trzymał nie będzie. Dziś
Julka została przeniesiona na inny oddział. Cała procedura zapisywania od
początku no i urocze rozmowy z kolejną panią doktor, która bez ogródek
rozmawia o sugerowanej diagnozie przy 14-letniej pacjentce, która wcześniej
niczego nie podejżewała i zdecydowałam, że dopóki badania nie potwierdzą
diagnozy, nie powiemy dziecku, co może, ale nie musi być grane. Koszmar.
Ufff. Ale się rozpisałam, ale trochę przynajmniej wyrzuciłam z siebie
frustracji, bo nie dość, że przeżywam czarną rozpacz matki niepewnej stanu
zdrowia dziecka, to jeszcze muszę, a właściwie musimy być tak traktowani.
Dlaczego ja muszę odpowiadać za złe humory źle opłacanych lekarzy. Oboje z
mężem pracujemy i duża część naszych zaroków idzie na służbę zdrowia. Wszyscy
robią nam wielką łaskę, że nas leczą, diagnozują, przyjmuja. Lekarze w
szpitalu pracują do 12, jak się dowiedziałam, później zostaje tylko jeden
lekarz na dyżurze. Hmmmm. A może ja za dużo jednak wymagam?
Jestem ciekawa jakie macie doświadczenia ze służbą zdrowia u nas i na świecie
i czy ktoś może się pochwalić dobrymi spotkaniami z lekarzami.
Pozdrawiam okropnie zazdrosna o spotkanie Anety i Kwiecienki, ale w nadziei,
że to dopiero początek całej serii spotkań:)
Ps.
Ja też czytam Ptaka nakręcacza i mimo, że nie jestem facetem i nie trawię
romansów książka mi się podoba, a co ciekawe mojej koleżance, którą
zachęciłam też:)
Obserwuj wątek
    • staua Re: Służba zdrowia 09.08.05, 02:39
      Tylko powiem, ze bardzo Ci wspolczuje...
      Koszmarne jest to, ze w polskiej sluzbie zdrowia licza sie znajomosci lekarzy, a nie pacjenci.
      Trzymam kciuki za Julke.
      Pozdrowienia!
      • braineater Re: Służba zdrowia 09.08.05, 08:40
        Olewam państwową służbę zdrowia, mimo, że kasują mnie miesięcznie na parę
        dziesiąt zet. Zdecydowanie prywatnie i zdecydowanie tam gdzie nie ma kontraktów
        z Kasą Chorych - przynajmniej wiem, że dostanę tyle opieki za ile zapłaciłem. A
        do zbioru opowieści lekarskich:
        Marysieńka chodzi po domu, jęczy, trze oko i tak przez dwa dni - dopoki mogła
        na nie widzieć to luz, ale się skończyło. No to bęc - do lekarza, a nawet na
        pogotowie - no bo pewno coś wpadło i domowymi sposobami wyleźć nijak nie chce.
        A na pogotowiu pani dochtór, na dzieńdobry, że dyzur nie tutaj, tylko na drugim
        końcu miastaale wreszcie łaskawie decyduje się spojrzeć. Pospogladawszy
        stwierdza - o, masz pani szkło w oku, trza wyjąc - i bum - paluchem w oko, tak
        na zywca, bez zakraplania ani nic i se gmera. Pogmerawszy dochodzi do wniosku,
        że trza narzędzi precyzyjnych i tym razem pakuje Marysi w oko chusteczkę,
        rycząc jak cięzarna bawolica, coby Maryś nie mrugała (rzecz niewykonalna, jak
        ktoś cio gmera w oczach). Po kilkuminutoweym grzebaniu, pani stwierdza, że tera
        to się te szkło przesunęło pod powiekę i ona go nie wyciagnie bo nie umie. I
        radośnie kończy zabieg stwierdzając, że jutro do okulisty, bo pewnie bedzie
        zapalenie. No więc Maryś rączym biegiem opuściła pogotowie, cokolwiek
        spanikowana, ale zdecydowana omijac wszelkich konowałów państwowych łukiem
        szerokim.
        Szkło wypadło samo.

        Pozdrowienia:)
        • nienietoperz Re: Służba zdrowia 09.08.05, 10:53
          Wspomniana juz sytuacja ze stycznia - przyjechalismy do Lodzi na tydzien, w
          zasadzie bezposrednio po powrocie z Indii. Trzeciego dnia pobytu, u rodzicow na
          wsi, Joaska wieczorem w przeciagu 10 minut dostala bardzo wysokiej goraczki,
          drgawek, etc. - po 2-3 godzinach przeszlo, zostawiajac ja 'tylko' powaznie
          wyczerpana. Kiedy nastepnego dnia bylo dokladnie tak samo, o tej samej porze,
          stwierdzilismy, ze nie ma co czekac, trzeba isc na badania krwi, chociaz tyle
          zrobimy przed powrotem do UK. Znajoma lekarka przez telefon poradzila, zeby
          jechac prosto do jedynej w L. przychodni 'epidemiologicznej', ktora takie
          specjalistyczne badania przeprowadza, wyjasniajac nam, ze dowolny, panstwowy czy
          prywatny lekarz slyszac, skad przyjechalismy, zaraz nas tam wysle.
          I w przychodni zaczela sie zabawa. Najpierw dyskusja z pania w okienku na temat
          - badania tak, ale za 3 tygodnie, i pod warunkiem uzyskania skierowania od
          lekarza I kontaktu. Tlumaczenie, ze ten jest w Nottingham calkowicie
          bezskuteczne. Pytanie, powtarzane cierpliwie: gdzie tak konkretnie mam zone
          zabrac, po jaki papier, gdzie znajde lekarza? Odpowiedz, powtarzana
          niecierpliwie: na terenie Lodzi (cytuje doslownie).
          Po zazadaniu rozmowy z kims innym, pojawila sie juz bardziej spolegliwa pani,
          ktora kazala isc na oddzial epidemiologiczny do szpitala obok - 'moze cos pomoga'?
          Na oddziale zastosowalismy strategie nieco inna. Po tym, kiedy w Izbie Przyjec
          'wymsknelo mi sie' slowo byc-moze-malaria, tamtejsza pani, skadinad sympatyczna,
          podskoczyla z siedzenia, odsunela sie pod sciane, i zapowiedziala, ze zaraz
          przyjdzie do nas lekarz. Joaska zostala posadzona w polotwartym pokoju, ja pod
          drzwiami. Za 20 minut wszdl lekarz, zamknal za soba drzwi, przeszukal swoja
          teczke i stolik w poszukiwaniu jakichs papierow, mruczac bez przerwy: 'nie ma
          czasu, nie ma czasu', zadal pytanie: `goraczka jest?' i wyszedl. Siedzielismy
          cierpliwie dalej, czekajac na kolejna(wlasciwa?) wizyte lekarska, poki pani z
          Izby Przyjec nie wychylila sie z okienka i zapytala: 'Wie Pani, ze zostaje Pani
          w szpitalu? Pan doktor nie powiedzial? Za trzy dni (po weekendzie) pewnie zrobia
          jakies badania.'
          Zaprotestowalismy, i zostalismy tym razem wyslani na gore na oddzial do pani
          ordynator, ktora zostala podobno uprzedzona i zgodzila sie na przyjecie nas.
          Poczekalismy znowu 40 minut, trafiajac na poranny coffee-time. W koncu odrobina
          nalegania doprowadzila do tego, ze Zona zostala wpuszczona do coffee-roomu -
          oczywiscie grupka `lekarzy' przy herbatce, kawie, pani ordynator z pytaniem o co
          chodzi? Joasia grzecznie zaczela wyjasniac objawy, ale nieopatrznie w trzecim
          zdaniu powiedziala: ' Nie wiem, co mi dokladnie jest'. I to by bylo na tyle -
          pani naczelny konowal odrzekla znad kawy: 'No i widzi pani? Ja tez nie wiem,
          patrze na pania, i co? I nie wiem. Jakies badania mogla by pani sobie zrobic,
          czy cos, to moze bym cos wiedziala, a tak, na wyglad?'. Kiedy Joasia probowala
          powiedziec, ze wlasnie badania by chciala miec zrobione, pani konowal wyslala ja
          juz w nieprzyjemny sposob do przychodni epidemiologicznej. A na stwierdzenie, ze
          juz tam bylismy, i nikt nie chce nas przyjac, pani odrzekla - 'A, a to juz nie
          moj problem' i na tym audiencja sie skonczyla.
          A najbardziej dobijajace jest w tym, ze o ile latwo zrozumiec brak czasu, brak
          lekarzy itp., to juz trudniej to, ze zmarnowalismy w sumie swoich kilka godzin,
          lekarskich w sumie co najmniej kilkanascie minut, administracyjne pewnie godziny
          ze dwie, i efekt konsultacyjny byl kompletnie zerowy.

          Tu (w UK) lekarzy tez brakuje - i dlatego najpierw zawsze rozmawia sie z
          pielegniarka, ktora spisuje szybkie zeznanie pacjenta, ocenia, czy lekarza
          nalezy spotkac za 15 minut, czy mozna poczekac do jutra/przyszlego tygodnia. W
          efekcie kiedy juz sie z lekarzem rozmawia, trwa to krotko, ale czas jest
          wykorzystany maksymalnie efektywnie. W zasadzie od poczatku wiadomo o co
          pacjentowi z grubsza chodzi, sa przygotowane ew. sprzety do badania, mozliwe
          diagnozy jakos ograniczone. Ech...

          Cieple zyczenia dla calej Dariowej rodziny, z Julka w szczegolnosci,
          Wyjezdzajacy
          nienietoperz
    • agni_me Re: Służba zdrowia 09.08.05, 16:17
      Szybkiego powrotu do zdrowia Julce.

      A reszcie smacznego biadania nad nędzą i upadkiem polskiej służby zdrowia.

      Kłaniam i szuram nóżką. :-)
      • daria13 Re: Służba zdrowia 09.08.05, 20:33
        Chyba wszystkie Wasze dobre fluidy i życzenia dopłynęły do nas, bo dziś lekarka
        uwolniła mnie od straszliwego ciężaru i stwierdziła, że wyniki badania EEG
        jednoznacznie zaprzeczają najbardziej prawdopodobnej diagnozie, jaką była
        padaczka. Do tej pory wszyscy lekarze, z jakimi rozmawiałam tak obstawiali i
        miałam wyjęte 4 dni z życiorysu. Popełniłam do tego karygodny błąd, bo z racji
        pracy dysponuję fachową prasą medyczną i przeczytałam całe wydanie specjalne
        dotyczące padaczki. To zupełnie inna śpiewka i inne naświetlenie problemu, niż
        wszystkie pocieszające informacje, jakie można znaleźć na ten temat w sieci.
        Nakręciłam się okropnie i wypłakałam morze łez, a tu dzisiaj taka wspaniała
        wiadomość. Raz jeszcze potwierdza się moja opinia na temat znieczulicy lekarzy.
        Julka wychodzi jutro ze szpitala, a my z mężem upijamy się dzisiaj kontrolnie
        ze szczęścia i poczucia ogromnej ulgi:)))
        Wszystkim Wam raz jeszcze dziękuję za duchowe wsparcie i pozdrawiam gorąco:))))
        • aaneta Re: Służba zdrowia 10.08.05, 10:00
          Na taką wiadomość czekałam! Od razu mi się humor poprawił! Ale w dalszym ciągu
          nie chce mi się pisać, więc tylko powiem, że naprawdę bardzo bardzo się cieszę!
          Tak trzymać! A nie mówiłam, że wszystko będzie dobrze?
          Moc uścisków dla Julki
          A.
          • beatanu Uczucie ulgi i radości i... 12.08.05, 18:09
            Tak właśnie, po kolei - najpierw ulga i radość spowodowana wiadomością, że
            Julia - przebadana wzdłuż i wszerz i zdrowa - jedzie do domu ale po chwili...
            smutek ponowny, bo czyjąc wszystkie posty n/t polskiej służby zdrowia, nie
            tylko w tym wątku, człowiekowi pozostaje albo zacisnąć zęby i przyjąć
            rzeczywistość jaką jest (kto tak potrafi?!) albo się pochlastać... Ciągle
            wierzę, że są jeszcze w kraju lekarze pokroju dziadka Brocha (gdy Hanka była
            małym szkrabem mieliśmy do czynienia z dwoma wspaniałymi lekarkami, ortopedą i
            pediatrą - obie panie na państwowych posadach) chociaż jak słyszę i czytam
            takie opowieści to włosy mi się jeżą na głowie, nóż w kieszeni otwiera i ręce i
            nogi opadają...

            Dr Krisk napisał: "Nienawidzę lekarzy" - mocne słowa. I nie wątpię, że tak
            czujesz, i masz do tego prawo. A naprawdę tak niewiele trzeba, żeby Twoje
            wspomnienia pobytu ojca w szpitalu były inne. Bolesne, bo nie dało się mu
            przywrócić zdrowia, bo zmarł. Ale gdyby potraktowano Was jak przerażonych ludzi
            w szoku, którzy rzede wszystkim potrzebują wsparcia psychicznego - czyli po
            prostu po ludzku, a nie jak irytujący balast... Smutne to okrutnie. Eh, marzy
            mi się, że kiedyś w Polsce będzie inaczej. Bo absolutnie nie zgadzam się zy
            przypuszczeniem dr Kriska - "Może to taka specyfika pracy. Może nie może być
            inaczej?" - MOżE być inaczej!!! Wiem to z własnego doświadczenia, spotykam się
            z tym na co dzień. Tylko, że w innym kraju... I nie do końca zgodzę się z
            poglądem, że szwedzcy lekarze (i w ogóle personel medyczny, bo czasami o
            takowym się zapomina - a niesłusznie, np. gdybym chciała porównać położne,
            które odbierały moje dziewczyny - jedną w Polsce, drugą w Szwecji to zabrakłoby
            mi skali porównawczej;) - no więc nie uważam, że szwedzcy lekarze są dlatego
            bardziej "ludzcy", bo lepiej zarabiają, bo lepsze mają środowisko pracy. Są
            inni, bo inne mają nastawienie do pacjenta, już od samego początku, bo uczą się
            poszanowania godności ludzkiej już w przedszkolu i nieopartym na groźbie i
            karze systemie szkolnictwa... W tutejszej służbie zdrowia już dawno porzucono
            paternalizm. Lekarz nie jest bogiem i nieomylną wyrocznią. Pacjent i jego
            rodzina nie są traktowani z zarozumiałą wyższością, relacje pacjent-
            lekarz/personel są bardzo partnerskie, pacjent ma prawo decydować o sobie nie
            tylko w jakimś pięknym dokumencie, tylko naprawdę.
            Czytałam sporo wypowiedzi polskich lekarzy, którzy przyjechali do pracy do
            Szwecji. Prawie wszyscy wspominają o tym szoku, jakimi dla nich był inny
            stosunek tutejszych lekarzy do pacjentów i do: uwaga! reszty personelu. Podobno
            jakiś Polak wdał się w na tyle poważny konflikt z niezależną pielęgniarką
            anestezjolożką (która tutaj ma o niebo wyższe kompetencje i uprawnienia niż jej
            koleżanki w Polsce), że wyleciał z pracy.

            Broch napisał: Uwazam ze jest roznica miedzy konowalami a lekarzami. Pierwsza
            grupa to ok 90% ludzi ktorzy pokonczyli AM. Na taka sytuacje sklada sie kilka
            przyczyn: w sumie nie najwyzszy poziom uczelni, brak odpowiedzialnosci karnej i
            finansowej, brak faktycznej konkurencji.

            Znów się z Tobę Brochu nie do końca zgodzę:) Akurat poziom uczelni medycznych w
            Polsce jest (przynajmniej w krajach skandynawskich) uważany za dość wysoki,
            istnieje całkiem spora grupka Skandynawów kształcących się w polskich AM.
            Odpowiedzialność karna ma się trochę nijak do zwykłego poczucia przyzwoitości,
            umiejętności okazania empatii, uśmiechu na twarzy, zatrzymania się w biegu...
            Konkurencja? Nie wiem, tutaj nie widzę różnicy między zachowaniem się lekarzy
            prywatnych i tych z "państwowych" posad (cudzysłów, bo szpitali państwowych
            jako takich w Szwecji nie ma, a nie mam siły opisywać całej struktury służby
            zdrowia)

            Wierzę w pracę od podstaw, bo mam takie niejasne przeczucie, że wychowanie
            autorytarne, oparte na przymusie i posłuszeństwie i niekoniecznie podkreślające
            poszanowanie dla godności bliźniego, kimkolwiek tym bliźni by był, w pewnym
            sensie przyczynia się do produkowania nieudaczników w zawodzie lekarza... Nie
            mam na poparcie tej tezy żadnych badań, tylko wieloletnie obserwacje i - jak
            mówię - nie całkiem krystaliczne przeczucie :)))

            I na koniec: nie twierdzę, że tu jest idealnie, i że nie zdarzają się
            lekarze/pielęgniarki-konowały. Tylko, że jest ich jednak o wiele, wiele mniej...
            B

            • staua Re: Uczucie ulgi i radości i... 12.08.05, 19:40
              Nie widze postu Brocha w ogole... czy on jest w tym watku?
              Sama mialam do czynienia z dobrymi i zlymi lekarzami, w Polsce i poza nia (bardzo dobrze
              wspominam moja pania pediatre). W mojej rodzinie tez jest sporo lekarzy, ale ja bylam w skadinad
              uprzywilejowanej sytuacji, bo korzystalam z rzadowej sluzby zdrowia, tam tez pracuja lekarze z mojej
              rodziny, wiec nie znalam zupelnie przychodni rejonowych ani zadnych innych, do momentu
              obowiazkowych badan na studiach, kiedy to musialam isc do przychodni uniwersyteckiej i porownalam
              sobie...
              Ale w Rumunii to jest dopiero niezle w szpitalach (przypuszczam, ze podobnie, jak w Polsce 20 lat
              temu). Bywalam, bo tesciowa jest znana hipochondryczka i np. jak peklo jej naczynko krwionosne w
              oku, to musielismy jechac na ostry dyzur. Lozka na korytarzach, grzyb na scianach, brud, koszmar.
            • staua PS 12.08.05, 19:41
              Nie widze tez postu doktora...moze mam jakies opoznienie?
              • dr.krisk Bo to w innym watku bylo :)) 12.08.05, 19:46
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28749&w=27169476&a=27480729
                Wiesz, jak to w TWA, rozpoczynamy gadac o jednym a potem dyskusja skreca w
                manowce :))
              • beatanu sorry 12.08.05, 20:09
                to ja pomieszałam dwa wątki (ale na ten sam temat!) - dr Krisk już wyjaśnił.
                Pozdrawiam serdecznie :)
                • staua Re: sorry 12.08.05, 23:33
                  Aha. dzieki. Juz przeczytalam i jestem na biezaco. Nie wiem, jak mi to umknelo, wydawalo mi sie, ze
                  czytam wszystko tutaj, a tu prosze.
            • dr.krisk No wlasnie... tez tak sadze... 13.08.05, 05:14
              beatanu napisała:

              > Dr Krisk napisał: "Nienawidzę lekarzy" - mocne słowa. I nie wątpię, że tak
              > czujesz, i masz do tego prawo. A naprawdę tak niewiele trzeba, żeby Twoje
              > wspomnienia pobytu ojca w szpitalu były inne.
              Masz racje. Wiesz, ja nawet nie bardzo potrzebowalem wsparcia i pocieszenia (co
              innego moja mama....). Jakos daje sobie rade w takich chwilach. Caly koszmar to
              wielgodzinne polowanie na lekarzy, diagnostow, laborantow i inna menazerie w
              bialych fartuchach. Oni chyba uwazaja ze to swoisty rodzaj terapii - rodziny
              zajete sa zdobywaniem silikonowego cewnika, zrobieniem i przeslaniem kopii
              wynikow badan, umyciem i nakarmieniem chorego, itp., itd., nie mysla o tym ze
              to juz koniec. Ja sie z Ojcem nie pozegnalem, do jego smierci ganialem za
              jakimis bzdetami, pampersami, itp. Na szczescie umieral w hospicjum, gdzie
              chociaz mial godna smierc (bylem z nim do konca, ale juz byl nieprzytomny).

              Zastanawiam sie czasem, co bym zrobil, gdybym wiedzial ze i mnie taka smierc
              czeka. Mysle, ze wolalbym poprosic o smierc - dlatego tez jestem wielkim
              zwolennikiem eutanazji. Chcialbym do konca wiedziec, ze moje zycie (a wiec i
              smierc) zalezy ode mnie, a nie od jakiegos glupka w bialym kitlu.

              Serdecznie pozdrawiam,
              KrisK
    • aaneta Re: Służba zdrowia 12.08.05, 21:36
      Nie mogłam się zabrać do pisania na ten temat, bo wiedziałam, że będzie mnie to
      kosztowało wiele emocji, ale pomyślałam, że powinnam to zrobić ku przestrodze,
      chociaż oczywiście nikomu nie życzę, żeby się znalazł w sytuacji, kiedy miałby
      wyciągać wnioski z moich doświadczeń.
      Jak już zapewne wiecie, w ubiegłym roku mój syn, Cezar, wyhodował sobie guza w
      mózgu. Jest o tym mowa w miejscu, do którego zamieściłam link w innym wątku, ale
      to tylko pierwsza część historii. Na tym etapie moje doświadczenia z warszawską
      służbą zdrowia były całkiem pozytywne, jeśli nie liczyć pani doktor z
      przychodni, która w pierwszym momencie przepisała Cezarowi antybiotyk na zatoki,
      pomimo że zdjęcie rentgenowskie nie wykazało żadnych zmian, i pana doktora z
      pogotowia, który stwierdził, że straszny ból głowy z wymiotami to migrena i
      kazał jechać do apteki dyżurnej po pyralginę; pewnie nigdy się nie dowiem,
      dlaczego nie chciał zrobić zastrzyku, może nie umiał? Na szczęście następnego
      dnia ta sama pani doktor z przychodni wystawiła skierowanie do szpitala i na
      szczęście naszym rejonowym szpitalem jest klinika Wojskowej Akademii Medycznej,
      której oddział neurochirurgiczny specjalizuje się właśnie w takich przypadkach.
      Aha, bo moje dzieciątko, które wcześniej prawie w ogóle nie chorowało, nawet na
      katar, wyhodowało sobie tego guza w móżdżku, blisko pnia mózgu, i operacja
      groziła uszkodzeniem ośrodków oddychania, równowagi i innych niezbędnych do
      normalnego funkcjonowania. Ale pan doktor, który go operował i którego nazwiska
      tu nie wymienię, ale publicznie oświadczam, że go podziwiam i wielbię, i gdyby
      tylko wypadało, to padłabym mu do stóp, oczywiście dokonał cudu i cztery godziny
      po operacji Cezar stwierdził, że mu się nudzi, trzy dni później zaczął chodzić,
      a po kolejnych dwóch dniach już wbiegał po trzy stopnie po schodach w szpitalu.
      Niestety, później było gorzej, kiedy dostaliśmy wynik badania
      histopatologicznego, z którego wynikało, że był to glejak III stopnia, czyli
      wyrok w zawieszeniu. Centrum Onkologii, przygotowania do radioterapii, która
      raczej nie jest skuteczna w takich przypadkach, ale jednak stosowana, do
      kompletu kuracja sterydowa, po której Cezar miał dostać cukrzycy, i... telefon
      od znajomego lekarza, który sugeruje, żeby skonsultować wynik badania
      histopatologicznego u pewnego profesora w Łodzi, który jest ponoć najlepszym w
      Polsce neuropatologiem. A pan Profesor, po obejrzeniu próbek stwierdza, że to
      wcale nie ten glejak, tylko inny, i na pewno nie III stopień, ale co najwyżej
      II, a być może nawet I, ale musi zrobić jeszcze jedno badanie, a po paru dniach
      stwierdza, że to I stopień, i radioterapia niepotrzebna! Pani doktor w Centrum
      Onkologii nie wierzy, załatwia jeszcze jedną konsultację, która potwierdza
      diagnozę pana Profesora z Łodzi. Gdyby nie przypadek, a raczej znajomy, który
      znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie, Cezar przeszedłby niepotrzebnie
      radioterapię ze stasznymi skutkami ubocznymi, tylko dlatego, że komuś nie
      chciało się douczyć! Ale to już punkt wyjścia do kolejnej opowieści, a raczej
      refleksji na temat kształcenia i, co nawet ważniejsze, wychowywania lekarzy, w
      sensie kształtowania ich stosunku do pacjentów i ich rodzin, o czym była już
      mowa, więc może swoje trzy grosze dorzucę innym razem. Pozdrawiam.
      • daria13 Re: Służba zdrowia 03.09.05, 11:47
        Chciałam dziś dla odmiany coś pozytywnego o lekarzach. Wczorajsza wizyta u
        neurologa na nowo pozwoliła mi uwierzyć, że można spotkać lekarza nie tylko
        dobrego w sensie merytorycznym, ale i ludzkim. Otóż wczoraj lekarka ze mną
        rozmawiała, to znaczy nie tylko mówiła, ale też mnie słuchała, ba, dyskutowała
        ze mną i mimo, że w pierwszej fazie, po obejrzeniu wszystkich wyników była
        skłonna jednak profilaktycznie włączyć Julce leczenie (co najmniej na
        najbliższe 4 lata), po rozmowie ze mną zdecydowałyśmy wspólnie (sic!), że
        poczekamy i poobserwujemy Julkę. Chyba pierwszy raz lekarz liczył się ze
        zdaniem matki, która, wiadomo, na niczym się nie zna i do tego pewnie jest
        histeryczką. Jestem naprawdę niezwykle mile zaskoczona.
        Pozdrawiam tymczasem:)
        • olahabe Re: Służba zdrowia 11.09.05, 10:32
          Daria, wiem ,co czułaś, wiem, że ze wszystkich strachów nie ma gorszego, niż
          lęk o dziecko i bardzo Ci współczuję tych wszystkich przeżyć w bielańskim.
          Dobrze, że już po wszystkim. Zdrówka Wam życzę!
          A z horrorów medycznych ostatniego czasu przypomniał mi ten wątek o mojej
          przyjaciółce, przyjętej do AM z ostrym niespecyficznym zapaleniem nerwu
          wzrokowego, gdzie od izby przyjęć aż do dnia wypisu, po nafaszerowaniu jej
          sterydami i zrobieniu wszystkich możliwych badań na mózg straszono ją bez końca
          i bez ogródek stwardnieniem rozsianym, w atmosferze niedomówień i znaczących
          spojrzeń za jej plecami. Po wszystkich badaniach i pięciu wizytach u neurologów
          specjalizujących się w SM,które wykluczyły na 100% zagrożenie, okulistyka nadal
          ją straszy, że wykluczyć tego nie można, za każdym razem, kiedy przychodzi na
          badania kontrolne. W dodatku jest tam wzywana za każdym razem, kiedy chcą jej
          zrobić parę zdjęć tego oka, bo "niedługo mamy sympozjum, a pani dr X pisze
          pracę habilitacyjną o pani oku". Więc ona przyjeżdża i daje z siebie zrobić
          królika doświadczalnego, a badania nie są miłe: kontrast w żyłę i oślepianie
          światłem, atropina przed itp.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka