griszah
04.11.05, 10:28
Obejrzałem wczoraj „Ludzi honoru” na TV4 i naszły mnie refleksje dotyczące
powszechnego obowiązku obrony Ojczyzny. Tak się składa, że ten „zaszczytny
obowiązek” mnie ominął (kat. E – trwale niezdolny do służby wojskowej –
ewakuować razem z kobietami i dziećmi ;)) ze względu na chorobę oczu –
podejrzenie jaskry (na komisji wojskowej facet w komisji jak zobaczył
papierek uśmiechnął się znacząco i powiedział „bardzo dobra choroba”). Nawet
nie musiałem symulować bo rzeczywiście wtedy leczyłem się i wyniki wskazywały
na ryzyko rozwinięcia się choroby ale orzeczenie komisji przyjąłem z dużą
ulgą. Zresztą w planach były studia automatycznie odwlekające ewentualny
pobór. Większość moich znajomych też nie służyła w wojsku – oprócz kumpla ze
studiów, którego po magisterce wzieli a on za bardzo się nie bronił. Więc
wspomnienia „wojenne” znam tylko z ust kumpla i wujów. I właściwie te
wspomnienia nie są złe. Dla kumpla to był okres wielkiego chlania i luzu,
wujki snują opowieści o różnych sposobach urządzenia się w jednostkach ,
wyjściach na przepustki itp. - taki tam obóz harcerski z większą dyscypliną.
Ale u wszystkich, którzy bronili się przed poborem przeważało zdanie, że to
po prostu czysta strata czasu – 18 miesięcy (bo wtedy tyle wynosiła służba
zasadnicza) wycięte z życiorysu a oficjalno-patriotyczny aspekt służby to już
zupełna abstrakcja.
A ja pewnie ciężko bym przeżył to wojsko gdyby mnie wzięli bo mało jest
rzeczy, które potrafią mnie totalnie wkurzyć tak jak jakiś kapral-palant,
który poczuł zapach WŁADZY nad ludźmi (chociażby czasowej) i się nią upaja.
No i te żenujące widoki rezerwistów w pociągach, pijanych, agresywnych z
badziewnymi malowanymi chustami z pomponami. I nie chciałbym aby mój synek
gdy dorośnie musiał w czymś takim wbrew swojej woli uczestniczyć. Jeśli armia
to ochotnicza i zawodowa.
A jak wyglądała lub nie wyglądała Wasza przygoda z armią (lub Waszych mężów,
braci). Jak to wygląda za granicą Polski gdzie mieszkacie?
Pozdrawiam