b_i_z_a_r_r_e
16.05.03, 01:06
Marian szedł samotnie ulicą Świdnicką. Trochę bez celu, trochę mając nadzieję
na wydarzenie, które odmieni zapowiadający się dość nudnawo dzisiejszy
wieczór. Mijając beznamiętnie patrzących przed siebie przechodniów, doszedł
do bramy, w której mieściło się wejście do klubu. Najpierw w ulubiony dla
siebie sposób odczytał nazwę.
- LOOPREVIL… EVIL… Hi, hi, hi ! LIVERPOOL…Wejdę sobie na jednego browca-
pomyślał.- A co mi zależy?
Wszedł do klubu i usiadł przy barze. Zamówił piwo i spojrzał na zastawioną
głośnikami scenę. Barman nalał zimny płyn do szklanego kufla, poczym wprawnym
gestem postawił go dokładnie na wprost jego wyczekującej dłoni.
Usta Mariana dotknęły brzegu naczynia. Zimne piwo, leniwie spływało do
gardła. W chwili, gdy przełykał pierwszy haust, ustawione na scenie głośniki
nagle, bez żadnego ostrzeżenia – ożyły. Wyrzuciły z siebie niesamowitą,
wdzierającą się do każdego zakątka klubu, dawkę energii… Marian spojrzał na
barmana szeroko otwartymi oczami.
- Co się dzieje? Disko jakieś będzie?.
Barman nie odpowiedział. Popatrzył tylko na Mariana tak, jak wąż patrzy na
swoją zdobycz. Uśmiechnął się lekko i prawie niezauważalnie skinął głową
w kierunku sceny. W bladym świetle punktowych reflektorów, majaczyły postacie
kilku mężczyzn. Do jednostajnego, pulsującego rytmu wypełzającego
z głośników, dołączyła potężna, bezlitośnie tnąca klubową przestrzeń fala
dźwięków, układających się w niezwykłą melodię… Była paraliżującym efektem
dotknięcia strun przez oświetlonych już teraz pełnym, zimnym
i upiornym światłem mężczyzn, stojących na scenie.
Marian zmarszczył brwi. Jeszcze nigdy czegoś tak energetycznie
nieprzewidywalnego, nie słyszał. Powoli, z namaszczeniem przechylił ponownie
kufel. Nie zdążył posmakować kolejnej porcji płynu, gdy na scenie, pojawiła
się ONA.
Włosy spięte w dwa bezwstydne kucyki, w odważnie rozpiętej, mocno
przylegającej do ciała białej koszuli… w luźnym, niedbale zawiniętym wokół
szyi krawatem… krótkiej spódniczce, nie mogącej skryć początku, lub końca
delikatnych pończoch… o twarzy przeklętego, ale jednocześnie dziewiczego
Anioła… Musnęła ręką mikrofon, delikatnie dotykając go ustami… zaczęła
śpiewać.
Ściśnięte gardło Mariana odmówiło przyjęcia zawartości kufla. Jak
zahipnotyzowany patrzył na niezwykłe widowisko, a piwo spływało mu kącikami
ust, kładąc się cieniutkim strumieniem na szyję i wpełzając za T-shirta na
którym widniał napis: „ZUPA Z ANIOŁÓW, TO NIEBO W GĘBIE”.
JEJ śpiew był dla Mariana balsamem, który nie proszony, ale podświadomie
oczekiwany, wypełnił jego zdezorientowaną, rozdartą na pół myśl. Ściana
dźwięku, odgrodziła go w sposób absolutny od rzeczywistości. Zapomniał o
piwie. Odstawił kufel i niczym bezwolne zombie podszedł pod scenę. Bardzo
blisko…
Został tam na zawsze, nie mogąc zakryć uszu, nie mogąc zamknąć oczu...
Nie odczuwał już takiej potrzeby…
Jeśli chcecie zobaczyć Mariana, który do dziś stoi pod sceną klubu LIVERPOOL,
przyjdźcie 4 CZERWCA na koncert zespołu BIZARRE, zespołu, który zamienił go w
kogoś, kto już nigdy nie będzie tym, kim był przedtem…
P.S.
Informacja dla wtajemniczonych…
Zespół BIZARRE tworzą dwaj, godni zaufania muzyczni psychopaci :
- GOLDEN - gitarzysta legendarnego ansamblu KLAUS MITFFOCH
- ACE - gitarzysta legendarny sam w sobie...
oraz ściana potężnego, rockowego dźwięku tworzona wspólnie z GOLDENEM
i ACEM, przez sekcję bassssssssowo - ssssssssamplową,
- schizoidalne, psychotyczne COŚ…
- i ONA – KOBIETA, w której zamieszkał głos ANIOŁA ...