Dodaj do ulubionych

Jak sie zmienia zwiazek...

16.10.03, 13:42
...par, ktore zamieszkaly razem?
Oczywiscie na pewno u kazdego inaczej.
My planujemy zamieszkac ze soba tak za pol roku i zastanawiam sie czy to
bedzie jakas rewolucja i czy duzo rzeczy mnie jeszcze zaskoczy w moim
partnerze...
Mysle tez o tym jak bedzie wygladala nasza codziennosc, tzn kto ma pojsc do
sklepu, kto pozmywa itd...
Jak to bylo u Was?
Wszytsko szlo gladko, czy tez bylo duzo problemow?
Obserwuj wątek
    • malen_a Re: Jak sie zmienia zwiazek... 16.10.03, 13:51
      u mnie bylo wszystko bez problemu, gdyz mimo, ze wszystkie moje graty
      przenioslam po ok 3 latach bycia razem to 5 razy w tygodniu nocowac zaczelam po
      ok roku :-))
      dla mnie mnie tylko jeden minus sie pojawil (reszta doslownie same
      plusy!!!)...kiedys to nasz wspolne spanie bylo jakims wydazeniem, uzadzalismy
      sobie kolacje albo jakos inaczej "honorowalismy" ten dzien a teraz....po prostu
      kladziemy sie spac :-)
    • oliwkowa Re: Jak sie zmienia zwiazek... 16.10.03, 15:10
      my jeszcze nie mieszkamy razem (te cholerne kilometry...)
      chcielibyśmy, ale, prawdę mówiąc, trochę się tego boję

      przede wszystkim tego, że to ja wprowadzę się do mieszkania mego lubego
      wiadomo, ma swoje przyzwyczajenia, upodobania, jest teraz u siebie panem
      boję się, jak zareaguje na to, że ja się tam pojawię i np. będę chciała coś
      przestawić, powiesić firanki itp. - czy on nie pomyśli, że się rządzę?
      obawiam się też, ze przegnę w drugą stronę, czyli, że długo nie będę mogła
      poczuć się tam jak u siebie, i mysleć o jego mieszkaniu jak o "naszym" domu

      Co prawda mój M. nie ma w ogóle takich obiekcji, ale kto wie, jak to się ułoży.
      na razie pomieszkujemy u siebie nawzajem weekendowo. Sądząc z podziału
      obowiazków, jaki mamy teraz, wspólne zamieszkanie nie powinno wywołać na tym
      tle zgrzytów:)
    • eve817 Re: Jak sie zmienia zwiazek... 16.10.03, 23:19
      Ponad 4 miesiace temu zamieszkalam ze swoim chlopakiem i nie bylo lekko.
      Wczesniej widywalismy sie 2, 3 razy w tygodniu i zdawalo nam sie ze sie bardzo
      dobrze znamy. Wszystko zmienilo sie po przeprowadzce (oby dwoje wyprowadzilismy
      sie od rodzicow, ale on juz wczesniej mieszkal sam - mozna powiedziec ze
      bylismy troche rozpuszczeni). Na poczatku byly nieporozumienia co kto chce do
      mieszkania - jaki telewizor, jaka kanape, jaki stol, dodatki, itp. Pozniej byly
      sprzeczki o drobnoski - dlaczego nie zakrecil pasty do zebow, dlaczego ja
      powiesilam kurtke na krzesle a nie ma wieszaku, dlaczego smieci nie wyniesione,
      kto zrobi pranie, kto ugotuje, itd, itp. Pracuje wiecej od niego i praktycznie
      wychodze z domu o 7 i wracam przed 7 wiec czasami nie mam czasu (ani sily) zeby
      cos ugotowac i wyprac... Ale... moze dlatego ze bardzo zalezy nam na naszym
      zwiazku i chcemy zeby bylo w nim jak najlepiej, postanowilismy ze za kazdym
      razem gdy znajdziemy jakies wady ktore nas denerwuja w drugiej osobie, to
      porozmawiamy o nich bez krzyku i sprobujemy je rozwiazac... A wracajac do
      zwiazku - zdaje mi sie ze teraz bardziej mu ufam. Moze dlatego ze wraca na noc
      do mnie i wiem gdzie jest i co robi... Uwazam, ze trzeba razem zamieszkac aby
      naprawde poznac swojego partnera/partnerke...
    • ann.k Re: Jak sie zmienia zwiazek... 17.10.03, 10:34
      Każdy związek się zmienia, bez względu na to czy ludzie razem zamieszkają czy
      nie. Trzeba tylko umieć dostrzegac te zmiany i zmieniac sie razem z tym
      zwiazkiem. Im dłużej ludzie sie znaja przed wspolnym zamieszkaniem, tym pozniej
      mniejszy szok przezywaja kiedy juz razem zamieszkaja.
    • m.egi Re: Jak sie zmienia zwiazek... 17.10.03, 11:18
      Mieszkamy razem 4 lata. Wszystko działo się bardzo szybko, po części
      okoliczności nas zmobilizowały do tego. To ja przeprowadziłam się do niego. I
      bez problemu bardzo szybko poczułam się "jak u siebie" - może przez to, że on
      akurat w tym czasie, przez ok. pół roku pracował w delegacji i miałam czas
      na "zaklimatyzowanie się"? Z codziennością typu: kto wyniesie śmieci, zrobi
      zakupy, posprząta itd. nie było żadnych problemów. Wcześnie mu zmarła mama i
      był nauczony, że w domu trzeba ciagle coś robić, a potrafi wszystko. Oboje
      lubimy dbać o dom i o siebie. Wszystko układało się jakoś samo. Na szczęście w
      tym się uzupełniamy. Problemy były jedynie przy remontach, gdzie czasami jedno
      z nas uparło się na coś co drugiemu wogóle sie nie podobało - trochę kłotni,
      hałasu i któreś z nas w końcu ustepowało.

      W domu "rodzinnym" też tak jest, tzn. czasami się kłócimy z rodzicami, z
      rodzeństwem, też były kłótnie, bo ktoś śmieci nie wyniósł, ktoś nie posprzątał
      po sobie... itp.

      A co do "ceremonii na początku" typu: śniadanko do łóżka, zauważyłam, że u nas
      jak się skończył jeden rytuał, to na jego miejsce pojawiał się inny - i jakoś
      to tak samo z siebie wychodziło. Tak jakoś podświadomie zauważaliśmy, że coś
      już się stało nudne i trzeba to zmienić.

      Moim zdaniem najlepiej jest zamieszkać razem jak najwcześniej. A jeżeli nie ma
      takiej możliwości to przynajmniej jak najwięcej razem spędzać wakacje,
      weeekendy. Podobno w podróży najlepiej poznaje się drugą osobę.

      Pzdrv
    • kasienka80 Re: Jak sie zmienia zwiazek... 17.10.03, 12:38
      Zgadzam sie ze ludzie poznaja sie tak naprawde dopiero jak mieszkaja razem.
      W zeszlym roku mieszkalam z Sebastianem przez 2 miesiace, ale w mieszkaniu
      gdzie byl wczesniej ze swoja byla....wyobrazcie wiec sobie jak ja sie tam
      czulam!!!! obco, zle i wogole do niczego
      teraz z racji tego, ze wlasnie mi sie tam nie podobalo z racji odleglosci do
      mojej szkoly Sebek przeprowadzil sie. Urzadzil mieszkanie sam, bo ja jeszcze
      bylam w polsce, ale teraz wszelkie inwencje typu "kochanie moze kupimy lustro,
      kinkiet, zaslonki, posciel" wychodza raczej ode mnie, ale razem wybieramy.
      zauwazylam tez wade Sebka, ktora mnie doprowadza do szewskiej pasji: jest
      strasznym balaganiarzem !!! ale po kilku lekkich awanturach to zaczyna sie
      zmieniac i widze, ze on sie stara...
      kolejna nowa rzecza jest kompletne usamodzielnienie sie-szczegolnie moje, bo
      ja "coreczka rodzicow" nie musialam gotowac, prac itd a teraz tak !!
      reszta jest super !!! jestem szczesliwa mogac zasypiac i budzic sie kolo
      niego!!!
      • ariel23 Kasienko... 20.10.03, 16:37
        ...doskonale Cie rozumiem. Moj facet mieszka w mieszkaniu w ktorym mieskal z
        zona. I po jej wyprowadzce nie zmienil w nim niczego!!!!!!!!!!!! Nawet jej
        zdjec nie usunal. Zrobil to dopiero po ogromnej awanturze jaka mu zrobilam. No
        i teraz zrozumial i uszanowal to, ze ja tam nie chce mieszkac (mieszkanie
        formalnie nalezy jeszcze do niej i ona tam sobie wpada). I za pol roku- rok ma
        kupic nowe mieszkanie, do ktorego byla zona nie bedzie miala wstepu.

        kasienka80 napisała:

        > W zeszlym roku mieszkalam z Sebastianem przez 2 miesiace, ale w mieszkaniu
        > gdzie byl wczesniej ze swoja byla....wyobrazcie wiec sobie jak ja sie tam
        > czulam!!!! obco, zle i wogole do niczego
        • kasienka80 Ariel.... 21.10.03, 17:22
          Kurcze, ale ten twoj facet to troche przesadzil nie usuwajac zdjec swojej
          bylej !!!
          mam nadzieje, ze w waszym nowym mieszkaniu bedziesz sie czula naprawde u
          siebie, tak jak ja teraz....
          zycze powodzenia i wytrwania w tym mieszkaniu, w ktorym jestes :-)
          • ariel23 Re: Ariel.... 21.10.03, 17:30
            No przesadzil, chociaz wiem, ze nie chcial mi zrobic na zlosc.
            Ja na razie nie mieszkam z nim, tylko czasem tam nocuje. Nie dalabym rady tam
            mieszkac. I w koncu to zrozumial i uszanowal i zbiera pieniadze na nowe
            mieszkanie, wiec nie moge na niego narzekac, bo widze ze sie stara.
            Tylko musimy byc cierpliwi...

            kasienka80 napisała:

            > Kurcze, ale ten twoj facet to troche przesadzil nie usuwajac zdjec swojej
            > bylej !!!
            > mam nadzieje, ze w waszym nowym mieszkaniu bedziesz sie czula naprawde u
            > siebie, tak jak ja teraz....
            > zycze powodzenia i wytrwania w tym mieszkaniu, w ktorym jestes :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka