girl_32
24.11.08, 13:53
Jest taka mądra rada, dotycząca samotności: zanim zdecydujesz się
być z kimś - naucz się być sam. Umieć być samemu, znaczy stać się
kimś emocjonalnie niezależnym, kimś kto wie, co w związkach z
dorosłymi ludźmi jest możliwe, a co nie. Tego rzadko uczymy się
przed szkodą. Na ogół lekcje pobieramy wtedy, gdy już się z kimś
związaliśmy, co przypomina naukę jazdy samochodem na torze
wyścigowym, w dodatku bez instruktora.
Chwila.
Umiejętność twórczego przeżywania samotności jest powszechnie
uważana za rzecz cenną, za coś, w czym warto się ćwiczyć. Ale sami
rzadko decydujemy się na takie ćwiczenia. Chyba że mamy już
wszystkiego dosyć i musimy dzień, dwa odpocząć. Boimy się
samotności, bo stawia nas twarzą w twarz ze sobą. Bez ulubionych
przebrań i grymasów. W dodatku pozbawia nas cudownej możliwości
nieustannego krytykowania, poprawiania lub uwielbiania innych. Zdani
na siebie przyglądamy się śladom, jakie życie, które wiedziemy,
pozostawiło w naszej duszy i na naszych własnych obliczach. Na ogół
nie jest to widok budujący. Na szczęście, gdy los sprawi, że
jesteśmy chwilę sami, mamy stosy gazet do przeczytania. A jeśli tego
zabraknie, to możemy bez końca śnić nasze ulubione sny na jawie.
W gruncie rzeczy wiemy, że jeśli nie zatrzymamy się, choćby na
chwilę, po to, aby uważnie spojrzeć w lustro, to trudno nam będzie
określić naszą aktualną pozycję na oceanie życia i wytyczyć sensowny
kurs na dalszą drogę. Mimo to unikamy samotności i ciszy jak ognia.
Samotność dobrze znoszą ci, którzy znają siebie i doświadczają,
choćby niewielkiej, satysfakcji z tego, jak toczy się ich życie.
Oczywiście ci, którzy gorzej znoszą samotność, w istocie bardziej
jej potrzebują. Samotność dla nikogo nie powinna być zbyt łatwa. Nie
jesteśmy do niej stworzeni. Dlatego gdy wybieramy ją chętnie, to
może znaczyć, że uciekamy przed trudem życia wśród ludzi.
Wyrok.
To samotność na długo. Z reguły pogardzana przez tych, których jest
udziałem. W najlepszym wypadku budzi współczucie, częściej
podejrzenia i niechęć, nigdy szacunek. Szczególnie, gdy dotyczy
kobiet. Dlatego jeszcze trudniej na taką niewybraną samotność się
zgodzić i odczuć jej dobre strony. Szamoczemy się w niej jak
niewinnie skazany w więzieniu. Może nas tylko uratować wiara, że nic
w naszym życiu nie zdarza się bez przyczyny, że nasza samotność jest
lekcją do odrobienia, doświadczeniem, które z jakichś tajemniczych
powodów jest nam potrzebne, aby ruszyć dalej.
Więźniowi, nawet temu niewinnie skazanemu, pozwoli przetrwać w
więzieniu tylko zgoda na to, że więzienie jest teraz jego życiem.
Naszych losów nie możemy swobodnie wybierać jak potraw z karty dań.
Czasami stoi przed nami danie, które bynajmniej nie budzi naszego
entuzjazmu, ale żeby przeżyć, musimy z tego, co dają, wyciągnąć
wszystko, co najlepsze i nawet nie myśleć o deserze w nagrodę. Wtedy
lekcja zostaje odrobiona.
Wybór.
Tę łatwiej znieść. Tak jak łatwiej znieść leczniczą głodówkę niż
prawdziwy głód. Choć sama decyzja o samotnym życiu może być trudna,
szczególnie dla kobiet, bo nasza patriarchalna cywilizacja pozbawiła
je atrybutów niezależności - z nazwiskiem włącznie, które jest
przecież nazwiskiem ojca albo męża. Jeszcze sto pięćdziesiąt lat
temu ojciec był właścicielem córki, a mąż właścicielem żony. Do
dzisiaj tożsamość kobiety określa się poprzez związek, w jakim
pozostaje z mężczyzną. Kobieta może być: albo córką ojca, albo żoną
męża, albo rozwiedzioną z mężem, albo wdową po mężu. Nawet bycie
samotną matką jest tożsamością nabytą dzięki dziecku i oczywiście
jego ojcu. Podobnie dziewictwo wpisane jest w kontekst braku
seksualnych doświadczeń z mężczyzną (czy można utracić dziewictwo z
kobietą?).
Dlatego świadomie wybrana samotność w wypadku kobiety jest decyzją
odważną, wręcz brawurową i zasługującą na najwyższy szacunek.
Decyzją mogącą przynieść szczególną satysfakcję. Na dowód przytoczę
komentarz pewnej kobiety, która w wieku trzydziestu lat po
kilkunastu latach użerania się z mężczyznami podjęła decyzję o
celibacie: "Jaka to ulga móc nie należeć do żadnego mężczyzny i nie
musieć myśleć więcej ani o tym, jak go zadowolić, ani o tym, jak go
wykorzystać, ani o tym, jak go zatrzymać, ani o tym, jak go się
pozbyć".