Dodaj do ulubionych

O mareckich sklepach

IP: *.braun.de 17.10.02, 14:20
Czy robicie zakupy w lokalnych mareckich sklepach, czy supermarket M1
wygrywa?
Jesli chodzi o zakupy spozywcze, to ostatnio w mojej okolicy otworzyli
sklepik, do ktorego wybieram sie wprawdzie bardzo rzadko ale z przyjemnoscia.
Tak wiec czasem wygrywa on z supermarketem. Poprzednio najblizej mialem do
sklepu przy ul. Jutrzenki, ktory budzil moja olbrzymia niechec - wolalem
wsiasc w samochod i podjechac do M1 niz zadawac sie z nieuprzejma pania,
ktora tam sprzedawala.
Jak sadzicie, czy lokalne sklepy przetrwaja?
Obserwuj wątek
    • gaja01 Re: O mareckich sklepach 17.10.02, 15:44
      Ja raczej staram się unikać supermarketów, bywam tam na prawdę sporadycznie.
      Ale wizyta w Makro raz w miesiącu jest nieunikniona - chyba, że
      wyeksmitowałabym swoje zwierzęta z domu. Większość zakupów robię w hurtowni
      Provita i na bazarach. Do sklepów chodzę w drodze wyjątku, gdy mi czegoś
      zabraknie. Ostatnio jednak byłam bardzo mile rozczarowana, gdy zobaczyłam w
      maleńkim sklepiku na Piłsudskiego pomiędzy różnymi wynalazkami przełomu wieków
      soczewicę czerwoną, fasolkę adzuki, groch niełuskany, soję i ciemny ryż. Liczę
      na to, że małe sklepiki przetrwają, a do tego, który jest coraz lepiej
      zaopatrzony, obiecuję zaglądać.
    • Gość: Jarek Re: O mareckich sklepach IP: *.MAN.atcom.net.pl 17.10.02, 17:33
      Gość portalu: Raffix napisał(a):

      > Czy robicie zakupy w lokalnych mareckich sklepach, czy supermarket M1
      > wygrywa?
      > Jesli chodzi o zakupy spozywcze, to ostatnio w mojej okolicy otworzyli
      > sklepik, do ktorego wybieram sie wprawdzie bardzo rzadko ale z przyjemnoscia.
      > Tak wiec czasem wygrywa on z supermarketem. Poprzednio najblizej mialem do
      > sklepu przy ul. Jutrzenki, ktory budzil moja olbrzymia niechec - wolalem
      > wsiasc w samochod i podjechac do M1 niz zadawac sie z nieuprzejma pania,
      > ktora tam sprzedawala.
      > Jak sadzicie, czy lokalne sklepy przetrwaja?
      Sklepik przy Jutrzenki jest naprawdę niesympatyczny.
      M1 jeszcze bardziej. Ja jeżeli już wybiorę się do supermarketu to do Carfura
      (jakoś nie pamiętam jak się pisze) i do Makro
      W M1 kilka razy zakupy okazały się nieświeże pomimo ważności, szczególnie dział
      mięsny.
      • slaw Re: O mareckich sklepach 03.11.02, 22:53
        Gość portalu: Jarek napisał(a):
        > Ja jeżeli już wybiorę się do supermarketu to do Carfura
        > (jakoś nie pamiętam jak się pisze) i do Makro. W M1 kilka razy zakupy okazały
        > się nieświeże pomimo ważności, szczególnie dział mięsny.

        Ja również preferuję Carrefoura, mimo tego, że pod M1 jest luźniej na parkngu.
        Zauważyliście, że w Carrefourze kolejka do kasy szybciej idzie niż w Realu ?
        Przypuszczam, że przyczyną tego jest inny sposób nabijania na kasę - w
        Carrefour najczęściej kasjerka kilka identycznych produktów nabija jako jedną
        pozycję na paragonie a w Realu kasjerka każdy produkt nabija oddzielnie.

        Co do świeżości produtów to chyba żaden hipermarket nie jest godzien polecenia.
        Zauważyłem np. że jeżeli kupuję pizzę mrożoną i pudełko jest rozerwane to na
        90% pizza jest już przeterminowana - czasami data przydatności do spożycia jest
        oderwana a czasami nawet nie. Najwyraźniej ktoś sprawdza czy pizza już
        zapleśniała czy jeszcze nie. Natomiast nie zdarzyło mi się trafić na
        przeterminowaną pizzę w pudełku nie rozerwanym.
    • Gość: Bot OK n/txt IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.10.02, 00:37
    • Gość: Hirek Re: O mareckich sklepach IP: *.chello.pl 03.11.02, 01:11
      Czy sklepiki przetrwają?
      Hmm... Na pewno przetrwają, ale nie mają one szansy z dużymi Super-, Hiper-,
      Mega- Marketami. Ja osobiście wolę małe sklepy. Jednak budowane całe siedzi
      dużych S-H-M-Marketów powoli wyrzuca z rynku małe sklepy.
      Do tego zagranicznym wielkim sklepom pomaga nasz rząd, który jak widać bardzo
      stara się o polskich przedsiębiorców.
      Bowiem, jak to jest możliwe, żeby sprzedawać Francuzom ziemię za mniej niż
      połowę jej wartości. A to właśnie Francuzi wprowadzają do nas największe sklepy
      (Carrefour, Auchan, Geant).
      Poza tym miała wejść w życie ustawa, która nie pozwalałaby S-H-M-Marketom na
      handel w niedzielę. To róznież byłaby szansa dla małych sklepów, gdyż wtedy
      ludzie nie mieliby wyboru i musieliby korzystać z ich usług.
      W wielkich sklepach są wszelakie promocje, degustacje, itp. To również sprzyja
      większym sklepom.
      I nawet słyszałem głosy, że wszystkie zagraniczne sklepy w Polsce przynoszą
      straty. Jednak suma zainwestowanych pieniędzy zniechęca ich do zamknięcia
      sklepów. Poza sklepy w Polsce są tylko częścią całych sieci europejskich czy
      nawwet światowych, a te jako całość przynoszą korzyści.
      Tak więc nie ma mowy o stworzeniu poważnej konkurencji dużym sklepom przez
      nasze małe rodzime sklepiki.
      To jest tak jak z TPSA. Jest to polski monopolista. Nie mają konkurencji na
      rynku dlatego mogą robić z klientem co tylko im się podoba...
      Taka smutna rzeczywistość...
      Pozdrawiam.
    • Gość: amba Re: O mareckich sklepach IP: webcacheP* / *.visp.energis.pl 03.11.02, 13:01
      Gość portalu: Raffix napisał(a):

      > Czy robicie zakupy w lokalnych mareckich sklepach, czy supermarket M1
      > wygrywa?
      > Jesli chodzi o zakupy spozywcze, to ostatnio w mojej okolicy otworzyli
      > sklepik, do ktorego wybieram sie wprawdzie bardzo rzadko ale z przyjemnoscia.
      > Tak wiec czasem wygrywa on z supermarketem. Poprzednio najblizej mialem do
      > sklepu przy ul. Jutrzenki, ktory budzil moja olbrzymia niechec - wolalem
      > wsiasc w samochod i podjechac do M1 niz zadawac sie z nieuprzejma pania,
      > ktora tam sprzedawala.
      > Jak sadzicie, czy lokalne sklepy przetrwaja?
      Zapasy tj.parę kartonów mleka,proszek do prania i takie różne duże kupuję w
      marketach.Dobra cena i nie dzwigam.Duży wybór serów,można poprzebierać w
      winach,a dziecko bawi się w sklepowym przedszkolu.Polecam jednak lokalne
      sklepiki.Moim ulubionym jest sklep spożywczy Pani Halinki przy
      ul.Rejtana.Czyściutko,milutko,można oprócz zakupów pogadać o różnościach,taki
      klimat swojski się tworzy.Myslę,że małe sklepiki przetrwają,bo małe jest piękne.
      • Gość: H Re: O mareckich sklepach IP: *.chello.pl 03.11.02, 14:20
    • Gość: Irytek Re: O mareckich sklepach IP: *.dialup.warszawa.pl 03.11.02, 16:44
      Tak się śmiesznie składa , że pracuję "chwilowo" w real-u .I temat jest
      aktualny , dla pracowników real-a bynajmniej , odkąd pamiętam . Prawie wszyscy
      twierdzą (circa 95%) , że małe sklepy przetrwają . Trudno powiedzieć czym takie
      twierdzenie jest powodowane .Być może , że poczuciem winy - bo przecież sami
      się do pogorszenia sytuacji małych sklepików przyczyniamy , pracując w super
      markecie . A być może dlatego , że wiemy jaki jest "rozkład" naszych finansów ,
      idących na zakupy . Gdzie zostawiamy 1/4 a gdzie 3/4 zarobków . Fakt faktem ,
      że wielu pracowników real-a robi zakupy żywnościowe w pracy ,uzupełniając
      jedynie asortyment potrzebnych sprawunków w małych sklepikach. Niedaleko
      własnych domów . Jest jednak pewna "grupa towarowa" której nikt nie kupuje w
      marketach , tak jak proszki do prania czy kluski . Bo te i ceną przebiją inne
      oferty i okres ważności nie straszy . To właśnie tu tkwi luka rynkowa . Poparta
      właściwą atmosferą(o której już pisaliście) potrafi odebrać marketom wielu
      klientów i duży zarobek . A co do ustawy o zakazie handlu w niedziele - nawet
      nie wiecie jak bardzo załogi takich wielkich sklepów były za takim zakazem .
      • Gość: Hirek Re: O mareckich sklepach IP: *.chello.pl 03.11.02, 17:21
        Dlaczego wielkie sklepy były za zakazem handlu w niedzielę? Potrafisz mi to
        wytłumaczyć?
        Pozdrawiam.
      • slaw Re: O mareckich sklepach 03.11.02, 23:59
        Gość portalu: Irytek napisał(a):
        >Prawie wszyscy twierdzą (circa 95%), że małe sklepy przetrwają.

        Będzie ich mniej, będą miały trochę wyższe ceny, poprawi się obsługa - ale
        przetrwają.

        > Trudno powiedzieć czym takie twierdzenie jest powodowane. Być może,
        > że poczuciem winy - bo przecież sami się do pogorszenia sytuacji małych
        > sklepików przyczyniamy

        Pracownicy wiedzą też co nieco "od kuchni", ale o tym głośno nie mówią. Znajoma
        kiedys sezonowo pracowała w jednym z hipermarketów i po tym co opowiadała włos
        się jeżył na głowie. Nie mogę mieć pewności, że w 100% jest to prawda, ale
        raczej sama by tego nie wymyśliła - np. codziennie przeglądane były żółte sery,
        które się nie sprzedały. Jeśli na którymś była pleśń albo widać było że obsechł
        to był obkraiwany i ponownie pakowany z nowym terminem przydatności do spożycia.
        Zalecała kupowanie kawałków w których widać przynajmniej jeden oryginalny brzeg
        sera - pętkę lub bok, bo wtedy widać czy jest świeży. Skrawki sera też się nie
        marnowały - trafiały do pizzy robionej na miejscu i sprzedawanej na gorąco. Po
        przetopieniu wyglądały tak samo jak świeże...
        To samo działo się z mięsem - jeśli śmierdziało to było płukane w jakimś płynie
        i ponownie pakowane z nową datą przydatności do spożycia...
        Jestem przekonany, że takie praktyki są na porządku dziennym we wszystkich
        hipermarketach - zbyt wiele razy sam trafiałem na śmierdzące lub spleśniałe
        produkty z całkiem dobrą jeszcze datą przydatności do spożycia.

        > A co do ustawy o zakazie handlu w niedziele - nawet
        > nie wiecie jak bardzo załogi takich wielkich sklepów były za takim zakazem .

        Oczywiście, że woleliby mieć wolne, ale przecież nikt ich tam siłą nie trzyma.
        Skoro klienci chcą kupować w niedzielę to pracodawca chce zatrudnić ludzi do
        pracy w niedzielę. I takich ludzi bez trudu znajduje - jak widać. Gdyby klienci
        nie chcieli robić zakupów w niedzielę albo nikt nie chciałby pracować w
        niedzielę - za żadne pieniądze - to te sklepy były po prostu zamknięte.
        Pamiętajcie, że to my głosujemy portfelami czy chcemy, żeby sklepy były otwarte
        w niedzielę. A pracownicy też mają wybór - skoro zgadzają się pracować za
        określone pieniądze również w niedzielę to nie powinni mieć o to do nikogo
        pretensji.
    • Gość: Zuldi- Marejka Re: O mareckich sklepach IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.11.02, 10:50
      Cześć Rafi... Widzę, że twoje pustelnickie zapędy mają podłoże faktycznie
      lokalizacyjne. Jeśli odwiedzałeś sklep na Jutrzenki ( róg Piłsudskiego), to
      mogłeś się osłabić. Ma on jednak niepodważalną zaletę – browar kiedy dusza
      zapragnie. Poza tym momentem specyficznego pragnienia ( np. w niedzielę po
      piłeczce ), sklepu tego nie odwiedzam. Pani za ladą zbyt często ma kłopoty z
      dodawaniem pod kreskę. U „Sobanów” koło Trójki jest nieprzeciętna kiełbacha i
      kaszana miejscowego wyrobu ( polecam jeszcze ciepłą ) i bardzo miła obsługa. Na
      Jutrzenki ( dokładnie to jest chyba Chocimska – pierwsza w prawo od
      Piłsudskiego ) Adamczyki przerobili hurtownie wędlin na spożywczak godny
      polecenia ( choć trochę drogawo ). A w sobotę na bazar ( Jutrzenki ) - Zdzichu
      Staśkiewicz z całą familiją ( pierwsze wejście od Piłsudskiego ) zaopatrzony
      jest jak hipermarket. Na bazarze jest nieprzeciętne masło na wagę i klimat z
      przed lat. Wędlinki nabywam w sklepiku po Nowoczesnej ( dawna restauracja potem
      sklep OTTO, koło poczty ). No i na cholerę nam hipermarkety. To mówiąc wsiadam
      w samochód i jadę do M1 – niestety taka głupota, ale starajmy się powstrzymać.
      Oświadczam, że za powyższą reklamę otrzymałem: 1 mln. dolarów, pętko kaszany,
      ćwiartkę masła, coś na popitkę i oczywiście miłą obsługę.
      Zuldek
      • raffix Re: O mareckich sklepach 04.11.02, 11:01
        Gość portalu Zuldi-Marejka napisał:
        > Cześć Rafi... Widzę, że twoje pustelnickie zapędy mają podłoże faktycznie
        > lokalizacyjne. Jeśli odwiedzałeś sklep na Jutrzenki ( róg Piłsudskiego), to
        > mogłeś się osłabić. (...)
        Oj, oslabilem sie i to bardzo.

        > Jutrzenki ( dokładnie to jest chyba Chocimska – pierwsza w prawo od
        > Piłsudskiego ) Adamczyki przerobili hurtownie wędlin na spożywczak godny
        > polecenia ( choć trochę drogawo ).
        Ja rowniez polecam. Ze sklepow w okolicy ten najbardziej mi sie podoba.

        > (...) No i na cholerę nam hipermarkety. To mówiąc wsiadam
        > w samochód i jadę do M1 – niestety taka głupota, ale starajmy się powstr
        > zymać. Oświadczam, że za powyższą reklamę otrzymałem: 1 mln. dolarów, pętko
        > kaszany, ćwiartkę masła, coś na popitkę i oczywiście miłą obsługę.
        To niedrogo sie Zuldi sprzedales, niedrogo :-))) Ze swojej strony zobowiazuje
        sie zaczac walczyc z pokusa wyjazdow do M1 - choc nie bedzie to latwe.
        • Gość: AGA Re: O mareckich sklepach IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.11.02, 11:18
          spożywka, chemia, cokolwiek kupuję zazwyczaj w Mareckich sklepach, to wynika z
          zaufania jeśli chodzi o świeżość towaru oraz z lenistwa, bo nie lubię tłoku i
          nie chce mi się tracić czasu. Kilka razy byłam w tym przybytku rozmaitości, bo
          zapędza mnie tam pragnienie skosztowania wyjątkowo egzotycznych owoców i za 50
          dkg, upolowanego specyfikału, straciłam ponad godzinę czasu.
          I ja też przyłączam się do propagowania mareckich sklepów, ale "nasze sklepiki"
          nie mają szans jeśli chodzi o konfekcję, oprócz bielizny, rajstop, ręczników
          nie mamy konkurencji dla kolekcji Megamarketowej, a szkoda.
          • Gość: Zuldi- Marejka Re: O mareckich sklepach IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.11.02, 11:58
            Bieliźniarskie prezęciki dla niewiasty - oczywiście u Jagienki ( jestem
            skąpcem ), a pasta do butów w........... Alkoholach i Winach Świata. Na
            zdrowie.
          • Gość: Zuldi-Marejka Re: O mareckich sklepach IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.11.02, 12:12
            Towaru i chemii nie biorę i tobie też odradzam, a na grzybki radzę iść z
            Mańkiem. Maniek powrócił na pustelnickie łono po nieudanej przygodzie
            małżeńskiej i znowu poświęca się motocyklom (jeśli nie dołuje). Polecił bym
            jego stronę, ale nie pamiętam adresu. Można u Niego kupić np. cubanciki i
            wichajstry od BMW Sahara, Junaków, Urali i innych potworów, otrzymać intuicyjną
            poradę mechaniczną, a nawet coś reperować. Należy On do Galerii postaci
            kultowych i w najniższej kategorii wiekowej zajmuje topowe miejsce. Jutro podam
            adres - jeśli Go dziś dopadnę.

          • Gość: Zuldi- Marejka Re: O chemii i Mańku IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.11.02, 12:15
            Towaru i chemii nie biorę i tobie też odradzam, a na grzybki radzę iść z
            Mańkiem. Maniek powrócił na pustelnickie łono po nieudanej przygodzie
            małżeńskiej i znowu poświęca się motocyklom (jeśli nie dołuje). Polecił bym
            jego stronę, ale nie pamiętam adresu. Można u Niego kupić np. cubanciki i
            wichajstry od BMW Sahara, Junaków, Urali i innych potworów, otrzymać intuicyjną
            poradę mechaniczną, a nawet coś reperować. Należy On do Galerii postaci
            kultowych i w najniższej kategorii wiekowej zajmuje topowe miejsce. Jutro podam
            adres - jeśli Go dziś dopadnę.
            • Gość: AGA Re: Do Zuldiego:O chemii i o sklepach IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.11.02, 12:47
              a fe robalu! Ja nawet nie palę, nie wspomnę iż małej czarnej też nie pijam, bo
              mi nie smakuje.
              Z twojego rewiru znam takiego jednego co miał przygodę małżeńską, ale nie
              słyszłam żeby wrócił, poza tym my ciut inaczej na niego wołamy. A może czegoś
              nie wiem. No nieważne dobrzy kumple i tak wieść przyniosą.
              Ale może pociągniemy temat sklepów, wspomniał ktoś o Jagience, to nie znam,
              takie tam damskie fatałaszki to kupuję w znanym wam pewnie sklepie przy
              Al.Piłsudskiego. Tam mogłabym długo siedzieć.
              A przez ten sklep z wineśkami to rozwinęłam nowe zainteresowania, od pół roku
              mieszam drinki, z elemntów zakupionych w tymże sklepie. Wiecie jaka na
              imprezach radocha.
              Wiem że trunki to podstawa ale może Panie zauważyły sklep który dażą sympatią.
              Ja tam lubię taki jedem kramik z drobiazgami przy Lisa Kuli, nabyłam tam (tu
              proszę się nie śmiać, zważywszy że kobieta lubi dbać o detale)ceramiczny stojak
              na szczotkę do kibelka, ale nie tam taki badziewiasty (miś, kotek, gąska) jest
              w kształcie rybki, i ma ładne wykonanie łusek.
              Czasem można coś tam wygrzebać.
              • Gość: Zuldi-Marejka Re: O Mańku IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.11.02, 13:03
                Mańków u nas jak psów ( bez urazy dla psów i dla Mańków ). Mój ma na imię
                Rafał. Więcej danych nie mogę podać, bo jeszcze Go naruszę osobowo. Dodam, że
                jest wziętym statystą filmowym.
                • Gość: AGA Re: O Mańku IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.11.02, 13:07
                  Gość portalu: Zuldi-Marejka napisał(a):

                  > Mańków u nas jak psów ( bez urazy dla psów i dla Mańków ). Mój ma na imię
                  > Rafał. Więcej danych nie mogę podać, bo jeszcze Go naruszę osobowo. Dodam, że
                  > jest wziętym statystą filmowym.
                  Eeeeeeeeee to inny facet.
            • Gość: Raffix Re: Do Zuldi'ego IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.11.02, 22:05
              Gość portalu Zuldi-Marejka napisał:
              > Towaru i chemii nie biorę i tobie też odradzam, a na grzybki radzę iść z
              > Mańkiem. Maniek powrócił na pustelnickie łono po nieudanej przygodzie
              > małżeńskiej i znowu poświęca się motocyklom (jeśli nie dołuje). Polecił bym
              > jego stronę, ale nie pamiętam adresu. Można u Niego kupić np. cubanciki i
              > wichajstry od BMW Sahara, Junaków, Urali i innych potworów, otrzymać
              > intuicyjną poradę mechaniczną, a nawet coś reperować. Należy On do Galerii
              > postaci kultowych i w najniższej kategorii wiekowej zajmuje topowe miejsce.
              > Jutro podam adres - jeśli Go dziś dopadnę.
              Zuldi, i co z tym adresem? I czy miał to być adres w świecie rzeczywistym czy
              adres internetowy owej postaci kultowej?
        • Gość: Jerzy Krajewski Re: O mareckich sklepach IP: *.marketingserwis.pl 04.11.02, 11:38
          Drogi Panie Raffix!
          Dyskusja o sklepach bardzo ciekawa. Opinie z niej wykorzystam w "Głosie
          Mareckim".
          Moja marszruta zakupów jest nieskomplikowana. W sobotę robię zakupy w Makro:
          soczki, słodycze, proszki, kosmetyki, masło pomorskie, owoce, ryby, mleko
          krowie i kozie, pampersy, trochę wędlin i mięso drobiowe. W tygodniu rano po
          zawiezieniu syna do szkoły kupuję prasę w kiosku oraz świeży chleb, jaja i
          serki w jednym ze sklepów koło kiosku. Jeżeli dobra pogoda,robię też zakupy na
          bazarku mareckim: owoce i warzywa, jaja, mięso drobiowe i wędliny.

          W hipermarketach nie robię zakupów, bo jest tam drożej niż w Makro. A poza tym
          zdarza się, że mięso jest nieświeże (miałem takie przygody w Realu)
    • rafal.redel Re: O mareckich sklepach 16.11.03, 23:17
      Niektórzy uważają, że szanse małych sklepów można by zwiększyć zakazując
      supermarketom sprzedaży w niedziele, pozostawiając równocześnie taką możliwość
      tymże małym sklepom. Nie wiem, czy to dobry pomysł - albo zabraniamy handlu w
      niedzielę wszystkim handlującym (oprócz stacji benzynowych i ewentualnie
      miejsc, gdzie sprzedaje tylko właściciel a nie pracownicy najemni), albo nie
      zabraniamy wcale. W przeciwnym razie wygląda to na wykorzystywanie argumentu o
      dniu świętym w zupełnie innym celu.
      • hirrek Re: O mareckich sklepach 16.11.03, 23:24
        Wielkie supermarkety dążą do kompletnego zniszczenia małych sklepów. Dlatego
        my, aby utrzymać nasze sklepy powinniśmy się bronić "ręcami i nogami", aby nie
        dopuścić do monopolizacji rynku przez zachodnie (głównie francuskie) firmy.
        Możliwość prowadzenia sprzedaży w niedziele tylko przez małe sklepy to
        wyśmienity pomysł, aby wspomóc mniejsze sklepy.
        Ale to tylko moje skromne zdanie.
        Pozdrawiam.
      • slaw Re: O mareckich sklepach 17.11.03, 10:24
        > zakazując supermarketom sprzedaży w niedziele, pozostawiając
        > równocześnie taką możliwość tymże małym sklepom.

        Jest mały problem techniczny. Duże sklepy zatrudniają wiele osób pracujących na
        zmiany i łatwiej jest rozłożyć dyżury - są trochę mniej dotkliwe niż w małym
        sklepie rodzinnym. Wg. mnie to małym sklepom rodzinnym należy się wolne w
        weekendy. Choćby po to by przypomnieć sobie jak wyglądają dzieci :)
    • rafal.redel Re: O sklepach - "Polityka" cytuje naszego wice 06.08.04, 09:05
      Oto co przeczytalem wczoraj w "Polityce" (z nudow poza domem wieczorami czytam
      nawet takie nienajwyzszych lotow tygodniki;-)) przy okazji powracajacego tematu
      handlu w niedziele (Polityka nr 31, str. 36):

      W podstolecznych Markach gmina zbiera co roku 8 mln z podatkow. Z tego 1,2 mln
      wplaca polozone na jej terenie centrum handlowe M1.
      "W radze dominuja ludzie o pogladach prawicowych, ale nikt nie mysli o
      zamykaniu sklepow w niedziele" - mowi Krzysztof Wnuk, zastepca Burmistrza.
      [koniec cytatu]

      Co sadzicie? Ja mysle, ze to rozsadne podejscie i naprawde podziwiam pragmatyzm
      naszych radnych - podczas, gdy zdarza sie, ze w innych gminach ideologia
      zwycieza ostatnio nad rozsadkiem [Fakt, ze u nas tez sie to niegdys zdarzalo -
      jak np. przedziwna uchwala rady Marek poprzedniej kadencji w sprawie zalosnego
      skadinad Big Brothera - tak jakby ta sprawa lezala w zakresie mozliwosci i
      kompetencji Rady.]

      Z argumentow za zamknieciem sklepow w niedziele trafia do mnie tylko jeden - o
      prawie do niedzielnego wypoczynku pracownikow tychze sklepow. Tu mam
      rzeczywiscie zgryz. Natomiast pozostale argumenty, jak "walka z niedzielnym
      konsumpcjonizmem" czy "ochrona rodzimego handlu" jakos mnie nie przekonuja. Po
      pierwsze nie sadze, by troska o "swiecenie dnia swietego" za pomoca przepisow
      prawa byla podejsciem rozsadnym i skutecznym. Sztuka jest swiecic dzien swiety
      nawet, gdy jest mozliwosc wyboru - a nie, gdy prawnie pozbawimy sie wszelkich
      pokus. Poza tym czy swiecenie dnia swietego przy filmach o zabijaniu w
      telewizji bedzie w czymkolwiek lepsze niz przy zakupach? (no chyba, zeby
      jeszcze telewizji w niedziele zakazac, ale to jeszcze trudniejsze)
      Co do "ochrony rodzimego handlu" - pomysl, by zabraniac handlu w niedziele
      tylko "obcym" i "duzym" to juz lekka przesada. Tylko oddech konkurencji (a nie
      zwalczanie tejze za pomoca przepisow prawa) moze zmieniac nasz rodzimy drobny
      handel na lepsze. I tak nawet ta konkurencja niewiele pomaga: vide watek
      Wictora o sklepie przy Pomnikowej ("Jak komu przeszkadza, niech nie kupuje"
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=450&w=14306862 ) czy moje (opisane
      niegdys w tym watku) marne doswiadczenia ze sklepem przy Jutrzenki. Dopiero by
      nam pokazali, gdyby pozbyli sie oddechu konkurencji!
      Pytalem tez znajomych z innych krajow, co o tym sadza. Co ciekawe, sporej
      czesci Niemcow ich zakazy nie przeszkadzaja (uzywaja glownie argumentu o
      pracownikach, ktory rzeczywiscie jest dla mnie jedynym istotnym). A ludzie w UK
      z kolei w wiekszosci chwala sobie wolnosci handlu (u nich np. Tesco tez pracuje
      non-stop) i narzekaja, gdy znajda sie w Niemczech. Tak wiec, kazdy lubi to co
      ma i moze niech tak zostanie ;-)
      Uff.. znowu sie rozpisalem - ale ciekaw jestem, co mysla inni Markowianie. Czy
      gdyby (odpukac) nasza rada zaczela dazyc do (watpliwego konstytucyjnie)
      zakazania handlu w niedziele i to zakazania go tylko niektorym - tak jak to
      ostatnio dzieje sie w paru miejscach w Polsce - poparlibyscie te dazenia?
      • radna Re: O sklepach - "Polityka" cytuje naszego wice 06.08.04, 15:42
        rafal.redel napisał:


        >Czy gdyby (odpukac) nasza rada zaczela dazyc do (watpliwego konstytucyjnie)
        > zakazania handlu w niedziele i to zakazania go tylko niektorym - tak jak to
        > ostatnio dzieje sie w paru miejscach w Polsce - poparlibyscie te dazenia?


        Ja nie. Nie lubie niepotrzebnych zakazow, ograniczania wyboru i uszczesliwiania
        ludzi "na sile", a taki - w mojej ocenie - bylby zakaz handlu w niedziele.

        Sama nie robie zakupow w niedziele, ale jesli inni chca lub musza ....

        Taki zakaz, gdyby dotyczyl wszystkich, bylby bolesny dla nektorych wlascicieli
        malych sklepow, ktorzy (jak twierdza), w niedziele zarabiaja wiecej niz w dni
        targowe (wtorki, piatki i soboty) oraz w poniedzialki.
        Gdyby dotyczyl hipermarketow, bylby niekorzystny dla dla tych, ktorzy nie maja
        czasu na zakupy w ciagu tygodnia. Nie uratowalby drobnego handlu.

        Styl zycia kazdy wybiera sobie sam i nie mozna go "zadekretowac" (to a propos
        ochrony rodziny). Mozna natomiast zachecac ludzi do pewnych rzeczy, aby oslabic
        sklonnosci do "konsumpcjonizmu", tworzac atrakcyjna alterantywe.

        Argument, ze pracownicy marketow sa pozbawienie mozliwosci wypoczynku w
        niedziele, wydaje mi sie bardzo naciagany. W wielu innych zawodach ludzie tez
        musza pracowac w niedziele i swieta. Jesli ktos chce pomoc pracownikom
        marketow, to niech powalczy o uczciwe wynagrodzenia i warunki pracy dla nich
        (vide: sprawa sieci sklepow Biedronka, szeroko opisywana w prasie).

        Inna kwestia, to NOWE duze sklepy w Markach. Gdyby ktos chcial u nas wybudowac
        kolejny hipermarket (poza obszarem M1), to bylabym zdecydowanie przeciw.


        Pozdrawiam, Malgorzata Babiuch
      • man72 Re: O sklepach - "Polityka" cytuje naszego wice 06.08.04, 16:33
        rafal.redel napisał:


        > Z argumentow za zamknieciem sklepow w niedziele trafia do mnie tylko jeden -
        o
        > prawie do niedzielnego wypoczynku pracownikow tychze sklepow. Tu mam
        > rzeczywiscie zgryz. Natomiast pozostale argumenty, jak "walka z niedzielnym
        > konsumpcjonizmem" czy "ochrona rodzimego handlu" jakos mnie nie przekonuja.

        A jak w niedzielę pracują:
        - policjaci
        - pracownicy szpitali
        - pracownicy agencji ochrony
        - strażnicy graniczni
        - pracownicy komunikacji miejskiej

        Czy też byś wszytko pozamykał, łącznie z komisariatami policji, szpitalami i
        granicami?



        • baddog Re: O sklepach - "Polityka" cytuje naszego wice 22.08.04, 02:32
          man72 napisał:

          > rafal.redel napisał:
          >
          >
          > > Z argumentow za zamknieciem sklepow w niedziele trafia do mnie tylko jede
          > n -
          > o
          > > prawie do niedzielnego wypoczynku pracownikow tychze sklepow. Tu mam
          > > rzeczywiscie zgryz. Natomiast pozostale argumenty, jak "walka z niedzieln
          > ym
          > > konsumpcjonizmem" czy "ochrona rodzimego handlu" jakos mnie nie przekonuj
          > a.
          >
          > A jak w niedzielę pracują:
          > - policjaci
          > - pracownicy szpitali
          > - pracownicy agencji ochrony
          > - strażnicy graniczni
          > - pracownicy komunikacji miejskiej
          >
          > Czy też byś wszytko pozamykał, łącznie z komisariatami policji, szpitalami i
          > granicami?
          >
          >
          >
          Eeeeeeeeeeeee taaaaaaaaaaam!
    • rafal.redel Ciekawy artykuł 14.10.04, 21:10
      Natknąłem się na poniższy artykuł (moim zdaniem ciekawy) o urbanistycznych
      aspektach tworzenia centrów handlowych (w oparciu o doświadczeniach USA i UK):

      http://serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34169,2339877.html


      Żywe trupy na zakupy
      Każda epoka ma swoją "grzeszną przyjemność" - coś, co potępiają mówcy z ambon i
      katedr, coś, co artyści starają się portretować w najczarniejszych barwach, a
      filozofowie obracają wniwecz w grubych księgach, a mimo to tłumy ludzi z
      radością się temu oddają. Grzeszną rozrywką naszych czasów są zakupy w centrach
      handlowych.

      Tu nie ma miłości
      Trudno znaleźć choć jedno dobre słowo na ich temat we współczesnej kulturze.
      Popkultura potępia je w sposób jednoznaczny - od piosenek jak "Lost In The
      Supermarket" The Clash po filmy jak "Świt żywych trupów" George'a Romero,
      centrum handlowe to miejsce symbolizujące zagrożenie. To może być sceneria do
      wielkiej strzelaniny i bijatyki, bardziej lub mniej zabawnej, w zależności, czy
      głównym bohaterem jest Arnold Schwarzenegger ("Commando") czy Jackie Chan
      ("Police Story"). Może to też być miejsce załatwiania brudnych interesów jak
      w "Jackie Brown" Quentina Tarantino, ale nie będzie to tło dla romantycznej
      sceny miłosnej.
      Podobnie na to zjawisko spoglądają akademicy. Urbaniści załamują ręce nad
      śmiercią tradycyjnych centrów miast i zerwaniem europejskiej tradycji od
      antycznej agory i średniowiecznego rynku. Myśliciele lewicowi potępiają
      alienację i wyzysk człowieka w hipermarkecie, a prawicowi potępiają
      konsumeryzm. Lekarze wprowadzili już jednostkę chorobową "natręctwa zakupów"
      (Compulsive Shopping Disorder). Protest przeciwko centrom handlowym może
      zjednoczyć młodego antyglobalistę z kolczykiem w uchu z okutaną chustą
      babulinką z "Naszym Dziennikiem". A mimo to ludzie dalej głosują nogami.
      Dlaczego?

      Dzieci dwóch utopii
      Najlepszym przykładem tego głosowania jest kariera brytyjskich sieci
      hipermarketów takich jak Tesco. Sieci te stworzone zostały przez dwie
      polityczne utopie - powojenną utopię laburzystowską i konserwatywną utopię
      thatcheryzmu lat 80.
      Laburzyści rządzący Wielką Brytanią po wojnie chcieli rozwiązać problemy
      mieszkaniowe przez budowę "nowych miast" (New Towns), do czego ramy prawne
      stworzyła ustawa New Town Act z 1946 roku. Miały być one zaprojektowane zgodnie
      z utopijnymi wizjami miasta-ogrodu takich myślicieli jak Ebenezer Howard.
      Mieszkańcy nowych miast mieli wszelkie zakupy robić w pięknie zaprojektowanym
      przez architekta centrum nowego miasta. Centrum nawiązywało do tradycji rynku i
      agory, dlatego nie przewidywano możliwości robienia w nim zakupów samochodem.
      Architekci nie brali pod uwagę tego, że mieszkańcy nie będą zachwyceni
      perspektywą długich pieszych spacerów z siatami w rękach.
      W wielu New Towns pojawiało się to samo zjawisko. Piękne centrum świeciło
      pustkami, ludzie przemykali przez ten wygwizdów, by na zakupy jechać samochodem
      do hipermarketu pod miastem. Utopia laburzystowska stworzyła zapotrzebowanie na
      hipermarkety, a rozluźnienie w latach 80. architektonicznej kontroli przez
      konserwatystów pozwoliło stawiać obrzydliwe blaszane struktury bez opamiętania.
      Najlepszą ilustracją tego jest Cumbernauld, nowe miasto zbudowane niedaleko
      Glasgow. Ten piękny przykład modernistycznej estetyki betonu i stali trafił na
      listę UNESCO dwudziestu zabytków brytyjskiej archiektury XX-wiecznej. Trafił
      też na drugie miejsce listy "Crap Towns" - najgorszych miejsc do zamieszkania
      ułożonej rok temu według plebiscytu czytelników magazynu "Idler".
      Według planów w Cumbernauld miało nie być żadnego skrzyżowania z sygnalizacją
      świetlną - konsekwentne oddzielenie ruchu pieszego od motorowego miało pozwolić
      na pełną bezkolizyjność. W końcu w mieście jednak pojawiło się jedno
      skrzyżowanie ze światłami - na samej granicy, przy wjeździe do Tesco, którego
      raczej nikt nie wpisze na listę zabytków, ale z jakiegoś powodu mieszkańcy
      właśnie tam wolą iść na zakupy.

      Architektura kleksa
      Jednym z tych powodów jest zapewne skłonność mieszkańców do robienia zakupów
      samochodem, tym największym wrogiem urbanistów XX wieku. Wielkie domy towarowe
      zaczęto budować w centrach miast na długo przed wynalezieniem samochodu, ale
      właściwa historia centrum handlowego jako budowli wniesionej na obrzeżu miasta
      zaczyna się w 1922 roku, kiedy pod Kansas City otwarto Country Club Plaza
      przeznaczone głównie dla zmotoryzowanych. Samochód jednocześnie sprawił, że
      budowa centrów handlowych poza miastem stała się możliwa (bez niego klienci by
      nie dojechali) i że stała się wskazana, bowiem centra handlowe zużywają
      gigantyczną powierzchnię na miejsca parkingowe.
      Ilustruje to przykład największego centrum handlowego na świecie West Edmonton
      Mall w Kanadzie, które zajmuje prawie 50 hektarów powierzchni i oferuje ponad
      20 tys. miejsc parkingowych. Nic dziwnego, że tytuł największego centrum
      handlowego to jednocześnie tytuł największego parkingu świata. W obrębie miasta
      budowa takiego centrum nie jest możliwa ze względu na ceny gruntu.
      Stąd pojawia się jednak zagrożenie, które doczekało się w angielskim osobnej
      nazwy: "sprawl" (można to przełożyć na "kleksową architekturę"). Sprawl to
      podmiejskie obszary, które nie są już wsią, ale nie stały się też zwartą
      zabudową miejską - przez obszary dotknięte sprawlem ciężko podróżuje się pieszo
      lub jest to w ogóle niemożliwe ze względu na brak chodników. W Polsce
      przykładem sprawlu mogą być ciągi centrów handlowych przy trasach wylotowych,
      np. hipermarkety wzdłuż Alej Jerozolimskich czy alei Krakowskiej.

      Powrót żywych trupów
      Wciąż jeszcze oszczędzono nam tego, co w sprawlu najgorsze: centra handlowe nie
      powstają z myślą o wieloletniej eksploatacji. Przy ich budowie sięga się po
      najtańsze możliwe rozwiązania jak stalowa blacha. Porzucenie centrum, które
      przegrało konkurencję, przynosi wtedy stosunkowo niewielkie straty. W Ameryce
      porzucone "martwe centra handlowe" są poważnym problemem urbanistycznym. W 2003
      roku zorganizowano plebiscyt na najbardziej makabryczne martwe centrum, który
      wygrał Dixie Square Mall pod Chicago otwarty w roku 1966 i porzucony w roku
      1979 (w rok po porzuceniu został wynajęty przez Johna Landisa, który nakręcił
      na jego terenie sceny z samochodowego pościgu w "Blues Brothers"). Przez te 24
      lata zdążyły tam już wyrosnąć spore drzewa, które będą rosnąć dalej - bo na
      obszarach dotkniętych sprawlem niczego nie opłaca się remontować.
      W Polsce jesteśmy jeszcze na etapie pionierskim - otwarcie nowych centrów
      handlowych wciąż budzi powszechny entuzjazm, którego nie podzielają tylko
      sklepikarze i architekci. Jednak doświadczenia pokazują, że miasta, w których
      sprawl wymknął się spod kontroli, czeka smutny los. Najpierw wyludnieniu ulega
      ścisłe centrum, z którego sklepy i punkty usługowe przenoszą się na
      przedmieścia. Część z nich wkrótce bankrutuje i zamienia się w upiorne
      pustkowia. Końcowym etapem sprawlu jest miasto, w którym nie da się nigdzie
      pójść na przyjemny spacer - bo zarówno w centrum, jak i na obrzeżach straszą
      pustkowia będące gotową scenografią do horrorów o "żywych trupach".
      Faza porzucania też u nas musi prędzej czy później nastąpić, zwłaszcza w
      Warszawie, w której nowe centra handlowe otwierane są bez opamiętania.
      Amerykański przykład pokazuje, że nawet centrum handlowe bardzo modne i
      stosunkowo ładnie zaprojektowane może upaść z powodu pechowego zbiegu
      okoliczności - galeria Sherman Oaks pod Los Angeles, bardzo popularna w latach
      80. (na jej terenie rozgrywa się scena pościgu z "Commando", a także m.in.
      komedie "Beztroskie lata w Ridgemont High" i "Dziewczyna z doliny"), popadła w
      zapomnienie na początku lat 90. i dopiero od niedawna nowi inwestorzy próbują
      ją ożywić.

      Królik sam się wrobił
      Najbardziej znanym przykładem miasta zabitego przez sprawl jest Los Angeles,
      którego centrum wygląda jak Pompeje - w połowie zeszłego stulecia w mieście
      • rafal.redel c.d. 14.10.04, 21:11
        I ucięty fragment:

        Królik sam się wrobił
        Najbardziej znanym przykładem miasta zabitego przez sprawl jest Los Angeles,
        którego centrum wygląda jak Pompeje - w połowie zeszłego stulecia w mieście
        praktycznie zlikwidowano transport publiczny, a przy tym przedmieścia zarosły
        siecią niewielkich centrów handlowych (minimalls), czego efektem był upadek
        ścisłego centrum. Stoją np. piękne reprezentacyjne kina wzniesione w latach 30.
        i nieużywane od 50 lat. Od kilkunastu lat władze miasta kosztem miliardów
        dolarów próbują ożywić centrum, na razie z niewielkim powodzeniem.
        Ludzie porzucili piękne budowle w centrum na rzecz obrzydliwych minimalli, po
        prostu kierując się wygodą. Dokładnie to samo do sklepów takich jak Tesco
        przyciągało mieszkańców brytyjskich New Towns. Ale dopiero pod koniec lat 60. w
        architekturze na serio zaczęto brać pod uwagę kryterium wygody mieszkańców.
        Przedtem decydujące znaczenie miało np. nawiązywanie do antycznych tradycji czy
        wcielanie w życie futurystycznych utopii domu-maszyny Le Corbusiera czy miasta-
        ogrodu Howarda. Centra handlowe i sprawl to nieślubne dzieci architektonicznych
        utopii.
        Rozwiązania są dwa - dbać o budowę centrów handlowych przyjaznych otoczeniu,
        które zamiast tworzyć "strefę sprawlu" naturalnie wrastają w miejską tkankę -
        jak otwarte w 1979 roku w centrum Paryża Forum-des-Halles. Oraz trzymać się z
        daleka od utopii i pamiętać, że wszystkie budynki przede wszystkim są dla ludzi
        i ich wygoda powinna być na pierwszym miejscu. Jeśli się o tym zapomni, ludzie
        będą szukać wygodniejszych rozwiązań gdzie indziej, a to dopiero może mieć
        katastrofalne skutki.
        • ambanasik Re: c.d. 14.10.04, 22:01
          Czy sugerujesz, że w blizej nieokreslonej przyszłości duchy z Reala i innych
          okolicznych marketów będa nas straszyć w Markach? ;-)

        • k.bychowski Re: c.d. 15.10.04, 07:53
          Generalnie dużo straszenia a mało rozwiązań ;-(

          > dbać o budowę centrów handlowych przyjaznych otoczeniu,
          > które zamiast tworzyć "strefę sprawlu" naturalnie wrastają w miejską tkankę

          A jak to ma wyglądać?
          Czy tak jak na Wileńskim?
          Bo z tego co pamiętam to budowa tego centrum budziła straszliwe sprzeciwy.
          • ambanasik Re: c.d. 15.10.04, 08:32
            Market przy Wileńskim to dla mnie straszne miejsce.Byłam tam 2 razy i to było o
            1 raz za dużo:-(
            pzdr.
            amba
          • rafal.redel Re: c.d. 15.10.04, 09:39
            To prawda, rozwiązań ten artykuł nie proponuje - choć celnie punktuje zarówno
            błędy urbanistów-idealistów jak i negatywne strony puszczenia spraw
            urbanistycznych zupełnie "na żywioł". Sam nie wiem, jak miałoby wyglądać udane
            rozwiązanie.
            Mam tylko nadzieję, że wizja porzuconego (w perspektywie 10-20 lat),
            rdzewiejącego i porastającego chwastami blaszaka Reala raczej się nie ziści.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka