Dodaj do ulubionych

10 letni malkontent

11.08.07, 23:44
Najstarszy ma 10, młodsza siostra i brat. 10 latek ma ostatnio czas
wiecznego marudzenia, z niczego nie jest zadowolony. Komputer jest
do niczego, bo sie zawiesza, bo niektóre gry nie chodzą, deskorolke
ma najgorszą bo kółka nie takie, buty kiepskie, bo kolega nosi tylko
markowe i powiedzial, ze mój Młody nosi badziewie kupione w CCC,
komórke ma oczywiście najgorszą, a wogóle to dlaczego tylko MIX, a
nie abonament żeby co rok, dwa mieć nową. I tak dalej e wszystkim.
Rower też juz niedobry, bo kolega wlasnie dostal lepszy (a że
chłopak jezdził do tej pory na starym skladaku to już moj synus nie
pamięta).
Tlumaczę, rozmawiam, po pierwsze nas nie stać na wszystkie
zachcianki, po drugie nie wszyscy mają/muszą mieć wszystko markowe.
Lamenty nasilają się ostatnio bardzo, przyznaję, że czasami
wysiadam. Młody ma wielu kolegów, jest lubiany, koledzy przychodzę
też do nas do domu, większośc ekipy znam, jedzą u nas obiady,
podwieczorki, dziendobrują mi na ulicy. W mojej ocenie Młody bardzo
dobrze funkcjonuje wśród rówieśników. Ale w domu ciągle jęczy że coś
chce. Tak szczerze to trochę mi żle z tym, że nie okazuje więksżego
zadowolenia z tego co ma a tylko ciągle malo. Jezdzi z ojcem za
żużel, chodzą na mecze, itd. Ja poświecam Młodym chyba nawet za dużo
czasu- pewnie najwiecej młodszym, ale malkontenta te staram sie
dopiescic, ale i tak ciagle mu malo.Opowiesci o tym, ze najlepsi
sportowcy biegali boso, albo grali szmacianką Młody przyjmuje z
coraz większym rozdraznieniem.
Tlumaczenia że nie mamy kasy komentuje - ja będę dużo zarabial, chcę
mieć dom, wypasiona bryke itd. Tak jakby stwierdzal ja nie będę taką
ciamajdą jak wy.
Jak wychowac dziecko zadowolone z życia?

Obserwuj wątek
    • scher Re: 10 letni malkontent 12.08.07, 09:32
      renag napisała:

      > Tlumaczenia że nie mamy kasy komentuje - ja będę dużo zarabial,
      > chcę mieć dom, wypasiona bryke itd.

      Może mu porządny opierdziel by się przydał?

      > Jak wychowac dziecko zadowolone z życia?

      Dołożyć obowiązków, kazać część pieniędzy na swoje wydatki zarabiać
      samodzielnie, ogólnie przestać się z nim cackać, tylko wziąć go
      bardziej twardą ręką, wprowadzić większy dryl. Co to chłopa w domu
      nie masz? smile
      • andaba Re: 10 letni malkontent 12.08.07, 10:09
        Taki wiek, mój też na wszystko krzywi nosem, choć z tego co widze ma więcej powodów (komórki nie ma wcale, a adidasy kupione na bazarze big_grin )
        Tyle, że mój nie narzeka na materialną stronę życia, tylko na obowiązki. Tyle, że krzywi się, ale robi co do niego należy.
        • scher Re: 10 letni malkontent 12.08.07, 11:20
          andaba napisała:

          > Tyle, że mój nie narzeka na materialną stronę życia, tylko na
          > obowiązki.

          Ano właśnie. To duża różnica.
          • ratyzbona Re: 10 letni malkontent 12.08.07, 21:57
            A może zamiast krzyczeć na dzieciaka zwrócić uwagę na jego kolegów? Dwie
            wzmianki że ma się badziewne buty i deskorolkę do niczego wystarcza żeby nawet
            najbardziej zadowolony z życia nastolatek zaczął myśleć o sobie jako o
            ciamajdzie a rodzicach jako nieudacznikach. Może trzeba by go o to podpytać.
            Było by fajnie gdyby dzieciaki umiały się wynieść poza materialny poziom życia
            jednak mało który dorosły to potrafi. Rozejrzyj się - może dużo mówicie w domu o
            pieniądzach ( albo ich braku) może jego koledzy są naprawdę lepiej sytuowani.
            Osobiście podejrzewam że w tym wszystkim nie chodzi o pieniądze tylko o akceptację.
    • rycerzowa Re: 10 letni malkontent 12.08.07, 22:41
      Moja mama by powiedziała, że "dziecku jest za dobrze, w głowie mu się
      poprzewracało i samo nie wie, czego chce".

      Na kompleksy z powodu niższego od innych statusu materialnego jest jeszcze chyba
      za mały - chłopak w tym wieku ma naturalną radość życia, a wśród rówieśników
      liczą się wtedy inne walory, niż pieniężne.

      A może to urodzony malkontent?

      >ja będę dużo zarabial, chcę
      > mieć dom, wypasiona bryke itd.

      Zawsze ktoś będzie miał jeszcze większą brykę, i malkontent zawsze będzie
      niezadowolony.

      Tu jest o dziewczynce, z którą rodzice mają podobny problem.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16714&w=65141685
      Jaki jest sposób na malkontenta?
      Humor, humor, humor!
      • verdana Re: 10 letni malkontent 12.08.07, 23:22
        Naiwna wiara, ze 120 latki nie mysla o pieniądzach...
        dziesieciolatki nie żyja w próżni i żyja tym, czym żyje wiekszość
        społeczeństwa. Moj najmłodszy w tym samym wieku też zaczął marzyć o
        wielkich pieniadzach i utożsamiać karierę z pieniędzmi. Czasy sie
        zmieniły - teraz niestety nie tylko rówiesnicy, ale i rodzice
        rozmawiają bez konca o pieniądzach, o tym co sobie kupią, na co
        biora kredyt - dziecko po prostu ich naśladuje.
        Dziecko dobrze wie czego chce - chce tego, co maja koledzy, co
        reklamuje telewizja. Kiedyś dzieci chciały mieć całe buty, teraz
        wypasioną komorke i róznica jest prawde mowiac, niewielka. Chcą mieć
        to co koledzy (albo i wiecej), bo coraz częściej słyszą od
        dorosłych, że na tym opiera się prestiż. Wystarczy trochę rozmow,
        kto jakim jeździ samochodem, albo westchnienie mamy "dlaczego
        Kowalscy mają, a my nie", glosne dyskusje, jak to Jacek wyjechał do
        Anglii i teraz opływa w dostatki, chociaz tylko raz na trzy miesiace
        widzi rodzinę.
        Bardzo łatwo zwalić to na malkontenctwo, machnąć ręka, skrzyczeć - a
        tu trzeba pogadać, porozmawiać o tym, do czego służą rzeczy i
        pieniadze, co mozna stracić pracujac na wypasioną brykę i co jest
        wazniejsze - zadowolenie z pracy czy kasa z tej pracy (ostrzegam
        przed moralizatorstwem i jednoznacznymi odpowiedziami).
        Mnie przekonanie syna, że kasa nie jest najwazniejsza (choć wazna)
        zajęło około roku. Ale łatwiej jest uznać, ze dziecko jest
        zdemoralizowane, albo ma trudny charakter - nakrzyczeć, zlekcewazyć
        i tyle.
        I zamiast rozmowy posłac na kolejne zajecia, żeby dobrze się uczyło,
        dostało na prestiżowe studia "bo jak sie nie bedziesz uczył, to
        nigdy nie dostaniesz dobrej, dobrze płatnej pracy"? i nie widzieć
        zadnej sprzecznosci w swoich dzialaniach...
        • verdana Re: 10 letni malkontent 12.08.07, 23:31
          120 latki chyba rzeczywiscie nie myśla o pieniądzach -ale 10 latki -
          na pewno!
      • scher Re: 10 letni malkontent 13.08.07, 10:52
        rycerzowa napisała:

        > Moja mama by powiedziała, że "dziecku jest za dobrze, w głowie mu
        > się poprzewracało i samo nie wie, czego chce".

        A moja babcia skomentowałaby to wiejską, ludową mądrością:
        Dać chleba z mąki i wygonić z dupy bąki!
    • rycerzowa Re: 10 letni malkontent 13.08.07, 09:56
      Czy zaprzeczysz,że istnieją urodzeni malkontenci?
      Tacy, którym wszystkiego mało? Mają po kilka mieszkań, "wypasione bryki", dzieci
      im się dobrze chowają, wnuk zdrowy, a jak się z takim porozmawia, to - "tylko
      marność nad marnościami, nic, tylko marność.".
      Akurat znam kilku takich.

      Jasne,że trzeba dziecku przekazać odpowiedni system wartości,
      niematerialistyczny, jeśli się właśnie taki posiada.
      Można przekazywać na różne sposoby. Jeśli jedne metody zawodzą, należy spróbować
      innych, mniej konwencjonalnych.
      Nie do każdego trafiają umoralniające gadki.

      Autorka wątku robi, co powinna. Rodzina nie jest raczej biedna, tylko
      przeciętna. Z moich obserwacji wynika, ze dzieciaki tak do V, VI klasy
      wprawdzie czasem licytują się, "kto ma więcej" , ale ich pozycja w grupie
      określona jest przez cechy charakteru - umiejętność zabawy, sprawność fizyczną,
      ciekawe pomysły etc.. Na podwórku rej wodzi najlepszy piłkarz, a nie właściciel
      wypasionej piłki. Jego się najwyżej łaskawie dopuszcza do gry.
      "Dziecko zadowolone z życia" to zazwyczaj dziecko, które ma dobrą pozycję w grupie.

      A jeśli dziecko chce do czegoś dojść, albo w sensie materialnym albo w jakiejś
      dziedzinie zawodowej, to przecież powinniśmy mu powiedzieć,
      jak się do tego dochodzi. Raczej nie przez łażenie z kata w kąt, ale właśnie
      np.przez dodatkowe zajęcia z języka obcego.
      Bez pracy nie ma kołaczy. Ani wypasionej komórki.
      • jagawi Re: 10 letni malkontent 13.08.07, 12:27
        A ja spotkałam się kiedyś ze zdaniem, że należy dziecko "obdarować obowiązkami".
        Nie za karę, tylko jako coś naturalnego. A jeśli chodzi o postawę roszczeniową?
        - cóż może to chwilowe - młody w wieku 10-11 lat też przywiązywał wagę do
        markowych gadżetów, teraz (14 lat) wyraźnie mu przeszło - może to, że dostał to
        czy tamto, a jego poziom szczęścia specjalnie nie wzrósł dało mu w końcu do
        myślenia tongue_out

        Warto to też rozważyć możliwość zarobienia paru złotych przez dziecko przy
        pracach dodatkowych, ciężkich i niewdzięcznych - u nas to jest koszenie trawy i
        mycie samochodu. Zamiast jęczeć, że chciałby Ipoda, może sobie zarobić.
      • verdana Re: 10 letni malkontent 13.08.07, 13:13
        Tylko Twoje doswiadczenia sa sprzed wielu lat - zareczam Ci, ze
        teraz dzieci bardzo duzo mowia o pieniadzach... Bo dorosli tez mowia
        wiecej niz kiedyś. W klasie rej wodzi juz nie tylko pilkarz, ale
        poiadacz najbardziej wypasionego komputera, czy komorki, chocby
        dlatego, ze one do czegos służą - mozna pozwolić jednym kolegom
        grac, innym nie. Idealizm piekna rzecz, szkoda ze dzieci
        idealistyczne nie są. do nauki nie zachęcałam, wzbudza to moj
        wewnetrzny sprzeciw.
        Umoralniajace gadki do nikogo nie trafiaja - i bardzo niedobrze,
        jesli rodzice potrafia tylko w taki sposób przekazywac wartosci czy
        rozmawiac z dzieckiem. Ale jest wiele innych sposobow rozmowy, niż
        prawienie morałów. No i tlumaczenie - ucz sie, bo jnie dojdziesz do
        wypasionej komorki na pewno nie spowoduje, ze dziecko bedze
        nastawione niematerialistycznie.. jakos nigdy w ten sposob dziecka
        A przyjecie, ze nasze dziecko jest "urodzonym
        malkontentem", 'urodzonym fajtlapa", 'urodzym czymkolwiek" i wobec
        tego przyjecie, ze nic sie nie da zrobic - to dla mnie nie do
        pojecia.
        • rycerzowa Re: 10 letni malkontent 13.08.07, 13:37
          verdana napisała:

          > Tylko Twoje doswiadczenia sa sprzed wielu lat - zareczam Ci, ze
          > teraz dzieci bardzo duzo mowia o pieniadzach... Bo dorosli tez mowia
          > wiecej niz kiedyś.

          Połowę bieżących i połowę poprzednich wakacji spędziłam na podwórku, z malutkim
          wnuczkiem. A lubię obserwować dzieci, i te młodsze, i te starsze.Lubię z nimi
          rozmawiać.

          Owszem, zmienia się forma, ale nie treść.
          O pieniądzach mówiło się zawsze, i zawsze stanowiły problem.


          W klasie rej wodzi juz nie tylko pilkarz, ale
          > poiadacz najbardziej wypasionego komputera, czy komorki, chocby
          > dlatego, ze one do czegos służą - mozna pozwolić jednym kolegom
          > grac, innym nie.

          Jedni lubią grać na kompie, inni futbol, jeszcze inni w teatrzyku, albo na
          skrzypcach.
          Każde dziecko powinno umieć znaleźć sobie miejsce w tej orkiestrze.

          , szkoda ze dzieci
          > idealistyczne nie są.

          Małe dzieci są idealistyczne, za byle co kupić ich nie można.


          do nauki nie zachęcałam, wzbudza to moj
          > wewnetrzny sprzeciw.


          Ty nie musiałaś, twoja zupa z gwoździa jest wystarczająco treściwa.

          > Umoralniajace gadki do nikogo nie trafiaja - i bardzo niedobrze,
          > jesli rodzice potrafia tylko w taki sposób przekazywac wartosci czy
          > rozmawiac z dzieckiem.
          Ale jest wiele innych sposobow rozmowy, niż
          > prawienie morałów.

          Słusznie, zatem niektórzy proponują tu inne sposoby. Moim jest żart, humor,
          lekceważenie problemu, którego nie da się przeskoczyć.

          >No i tlumaczenie - ucz sie, bo jnie dojdziesz do
          > wypasionej komorki na pewno nie spowoduje, ze dziecko bedze
          > nastawione niematerialistycznie.

          Ale ono potrzebuje informacji, jak do tej komórki samodzielnie, uczciwie dojść.


          > A przyjecie, ze nasze dziecko jest "urodzonym
          > malkontentem", 'urodzonym fajtlapa", 'urodzym czymkolwiek" i wobec
          > tego przyjecie, ze nic sie nie da zrobic - to dla mnie nie do
          > pojecia.

          A kto mówi,że "nic sie nie da zrobić"?
          Przecież są urodzeni malkontenci, fajtłapy, nerwusy, skąpiradła,
          cholerycy,nadwrażliwcy, i naszym zadaniem jest działać, aby pomóc im żyć, by im
          było w miarę dobrze, i innym z nimi było w miarę dobrze.
          • verdana Re: 10 letni malkontent 13.08.07, 17:03
            Obserwacja dzieci na podwórku - jednym - to jednak trochę mało do
            wyciagania wniosków... Ja widzę tu jednak powazniejszy problem.
            Dziecko opiesane wcale nie jest malkontentem - jest materialistą. I
            ja bym podzielila jego wypowiedzi na dwie grupy. Komputer, ktory się
            zawiesza, albo nie przyjmuje nowych gier, to JEST powod do
            narzekania. Dziecko w tym wypadku nie chce nikomu zaimponować, nie
            chce szpanować, chce móc się bawić i tyle. Nie widze nic złego w
            narzekaniu na komputer, podobnie jak dorosły ma prawo sobie
            ponarzekać, jesli jego samochod staje co kilometr i nie chce
            zapalić - nie nazwalabym tego ani materializmem, ani malkontenctwem.
            No chyba, ze przyjmiemy, żedziecko powinno byc tak wdzięczne
            dorosłym za wsztsko co ma, ze nie ma prawa do zadnych narzekań,
            tylko do wiecznego zadowolenia - ze starego komputera, niemodnych
            spodni.
            Co innego narzekanie na sprawne przedmioty, ktore nie sa takie dobre
            jak kolegow - tu przyczyn może być wiele - chęć zaimponowania,
            docinki kolegów, nieumiejetność znalezienia sie w grupie. A moze być
            i tak, ze sami rodzice stworzyli system wartosci (kto ma lepszy
            samochod, lepsze mieszkanie - ten jest "wazny"), wg. ktorego dziecko
            lokalizuje się nisko na drabinie spolecznej - i przez to cierpi.
            A więc możemy miec do czynienia z wierzchołkiem góry lodowej, gdzie
            chęć posiadania maskuje powazniejszy problem.
            I wszelkie rady - typu zlekcewazyc, zbyć żartem, ukarać - to tylko
            informacja dla dziecka - rodzicom nalezy mowić tylko to, co rodzice
            chca usłyszeć. Dziecko ma prawo miec tylko takie problemy, jakie
            dorosli uznaja za godne uwagi.Z innych nie tylko nie warto sie
            zwierzać, ale nalezy je ukryc przed rodzicami - nie tylko nie
            zrozumieja, ale zlekceważą, wysmieja, ukarzą.
            Takie mam wrazenie, jakby wiele osób bylo zadowolonych, gdyby dzieci
            zatrzymywały swoje "niepoprawne" poglady dla siebie. jak siedza
            cicho, to nie ma problemu...
            • joa66 Re: 10 letni malkontent 13.08.07, 18:12
              Nie wiem na ile nasz syn "urodził" sie taki czy to skutek rozmów,
              ale...Nasza sytuacja materialna jet może odrobinkę lepsza niż
              przeciętna, nasz syn (12 lat) ma mniej niż teoretycznie mógłby
              mieć , ale kiedyś kilkakrotnie powidziałam mu, że jestem gotowa
              przemyślec każdy zakup dla niego, tylko musi mi powiedzieć po co mu
              ta rzecz jest, np. ma bardzo starą komórkę (bez możliwości robienia
              zdjęć itp). - jeżeli chce nowszą niech powie dlaczego.

              Takie rozmowy prowadziłam zresztą z innego powodu..czasami
              widziałam tęskny wzrok syna za np. mp3, ale nie wiedział czy nas
              stać więc nic nie mówił-musiałam wytłumaczyć, że nie mamy wielu
              rzeczy, które inni ludzie mają, bo nie mamy takiej potrzeby i jeżeli
              naprawdę czegos chce niech przyjdzie porozmawiać.

              Ale zauważyłam, że syn też teraz zastanawia się nad tym czy
              potrzebuje danej rzeczy.
            • rycerzowa Re: 10 letni malkontent 13.08.07, 18:22
              Akurat na moim "podwórku" nie rozmawia się non stop o pieniądzach, zatem nie
              wiem, skąd to przekonanie,że obecnie to wszyscy tylko o tym.
              Być może chodzi o "dżentelmenów, którzy o pieniądzach nie mówią, tylko je mają",
              ale nie sądzę.

              Ad rem:
              Chodzi przecież o zwyczajnego chłopca, z przeciętnej rodziny, który ma
              przeciętne rzeczy. On je ma - i kompa, i rolki, i rower, i komórkę. Ale
              zazdrości innym, niekoniecznie bogatszym, gdyż przykładowo kolega miał niedawno
              starego grata, nie rower.

              Dlatego zaniepokoiłabym się tą cechą jego charakteru, gdyż nie chciałabym, by mi
              dziecko wyrosło na tego faceta ze starego dowcipu: Kowalski mógł poprosić o
              dowolne dobro , ale pod warunkiem, że sąsiad otrzymałby dwa razy
              więcej.Kowalski jedną brykę, sąsiad - dwie, Kowalski piękny dom, sąsiad - dwie
              wille, Kowalski poznał piękną blondynkę, sąsiad - blondynke i brunetkę. Po
              pewnym czasie Kowalski z zazdrości nie mógł tego znieść, i zażądał, by mu
              usunięto jedno jądro...

              Takiemu naprawdę czasem trzeba powiedzieć kilka słów prawdy, a nawet wyśmiać.

              Nie sądzę, że autorka jest krypto-materialistką, która najpierw wpoiła synowi
              swój system wartości, a teraz nie nadąża ze spełnianiem pragnień. Ona się
              autentycznie martwi o dziecko. Ona podejrzewa,że nawet jak syn będzie miał to i
              owo markowe, to i tak mu będzie źle, bo przecież wszystkiego nigdy nie można
              mieć. Ona chce mu oszczędzić cierpienia. I pyta o sposoby.

              Swoja drogą, Verdano, podziel się doświadczeniem i opowiedz, jak przekonałaś
              syna,że "pieniądze to nie wszystko".

              • verdana Re: 10 letni malkontent 13.08.07, 19:22
                Człowiek nie musi być krypto-materialistą - wystarczy czasem kilka
                rzuconych zdań typu "Ale im to się dobrze powodzi, ale są w życiu
                ustawieni." Mam kolezankę, naukowca, ktora ku mojemu zdumieniu
                kiedys oświadczyła "W poprzednim roku wiele osiagnęlismy - kupiliśmy
                nowa lodowkę i pralkę" - osłupiałam, bo dla mnie to nie nalezy
                do "osiagnięć", ale widocznie dla wielu ludzi - tak.
                A u nas temat pieniędzy pojawił sie dopiero przy trzecim dziecku,
                kiedy i czasy się zmienily i nasza sytuacja finansowa także. Starsze
                wiedziały, ze nie mam i nie kupię. Najmlodszy wie, ze na wiele
                rzeczy mnie stać, ale nie zawsze kupię, a to znacznie trudniej
                wytłumaczyć.
                Pierwsze groźne (dla mnie) symptomy pojawiły się w okolicach drugiej
                klasy, kiedy syn oświadczył, ze chciałby, abyśmy dużo zarabiali i
                mogli mu kupic wszystko, co zechce. Po przepytaniu parę razy, czy
                jest pewny powiedziałam, ze zgoda. Tylko, aby zarobic, trzeba
                pracować, a albo praca, albo zabawa.
                I przez ok. tygodnia na wszystkie prośby i pytania dziecka (chodźmy
                na spacer, poczytaj mi, pomoż mi w lekcjach), na wszelkie próby
                opowiedzenia mi, co sie dzieje w szkole - odpowiadalam - odejdź,
                przeszkadzasz mi, ja pracuje, aby zarobić i tylko to sie teraz
                liczy,nie mam czasu i nie będe miala.
                Po tygodniu dziecko nie mialo już cienia ochoty na podwyższenie
                swojego standardu materialnego.
                Ok. 10 roku życia sprawa wypłynęła jeszcze raz, gdy uświadomilam
                sobie, ze dziecko uznaje, ze kariera=pieniądze. To wymagało długich
                rozmow "mimochodem" - tzn, kogo się podziwia, kogo nie, czy mafioso
                robi karierę, czy branie lapowek jest moralne, jakie fajne jest
                zbieranie materiałów do ksiązki, za ktora nie dostanę ani grosza,
                ale pracuję dla przyjemności, czy brat-wolontariusz jest naiwny czy
                też warto być wolontariuszem. Rozmowy o pracoholiźmie, czasie
                wolnym, wybieraniu studiow wg. zainteresowań (akurat cóka wybierala
                chyba najmniej popłatne studia na świecie).
                Przy stwierdzeniach typu "wszyscy maja lepsze komorki" pytalam kto
                konketnie, jakie i dlaczego lepsze. Wtedy okazywało się, ze nie
                wszyscy, i ze właściwie nieistotnie lepsze. A gdy rzeczywiscie
                wszyscy i lepsze - co czasem skłaniało mnie do wyjasnień, ze nie
                uwazam tego za słuszne wychowawczo (np. wlasny telewizor czy
                komputer w pokoju), a czasem zostawałam przekonana, ze pewne rzeczy
                należałoby moze i kupić (mp3- argument "bo chcę sluchać
                Kaczmarskiego" wydał mi się argumentem z kręgu kultury, nie żądzy
                posiadania).
                No i jeszcze jedno - tym razem materialistycznie. Dziecko, ktore ma
                rzeczywiście gorsze rzeczy niż wiekszość kolegów, a jest z zamoznej
                rodziny, uczy się nie abnegacji, ale materializmu.

                • joa66 Re: 10 letni malkontent 13.08.07, 19:38
                  nie do końca zgadzam się z Tobą verdano (o ile dobrze zrozumiałam).
                  Moim zdaniem ważne jest po co ludzie kupują różne przedmioty.
                  Dzieci, które nie mają gorsze przedmioty niż koledzy, chociaż ich
                  rodziców na to stać, niekoniecznie muszą zostać materialistami. Np.
                  mój syn nalezy do mniejszości, która nie ma telewizora w swoim
                  pokoju. I nie będzie miał, nawet gdyby wygrała miliona w totolotka.
                  Co z tego, że większosć ma?

                  Zgadzam się , ze kiedy dziecko słucha muzyki , warto mu kupić mp3
                  albo Ipoda, ale jeżeli nie, to rodzic ma kupowac tylko dlatego, że
                  inni mają a ich na to stać?

                  Mam nadzieję, że jednak źle Ciebie zrozumiałam.
                • ketamina2 Re: 10 letni malkontent 13.08.07, 23:38
                  A wiesz, że ja zawsze starałam się, żeby moje dziecko miało fajne
                  ciuchy, przywoziłam z zagranicy markowe buty ( równowartość pewnie 2
                  przeciętnych pensji w Polsce), zapewniałam atrakcyjne wakacje. I do
                  tego jeszcze jedynakowi!
                  Według wszelkich naukowych terii powinnam wychować skrajnego
                  egoistę, materialistę, nieroba i osobnika o wyjątkowo roszczeniowej
                  postawie. A tu niespodzianka. Nic z tego. Syn wybrał kierunek
                  studiów po którym można klepać biedę i.......bardzo dobrze zarabiać.
                  Zależy to w takim samym stopniu od szczęścia co i wiedzy,
                  pracowitości. Zarabia jak na początki całkiem przyzwoicie. Ceni
                  wartość pieniądza i może dlatego kupuje drogie, markowe ciuchy.
                  • joa66 Re: 10 letni malkontent 14.08.07, 09:12
                    smile

                    My większość pieniędzy wydajemy na fajne podróże...bo je lubimy, a
                    nie dlatego, że wszyscy jeżdżą.

                    Staram się kupowac dobre buty i ubrania, nie dlatego, że musza byc
                    markowe, ale dlatego, że wierzę, że jakość buta, zwłaszcza dla
                    rosnącej nogi jest ważna. Tak samo jak tkanina, z której wykonane sa
                    ubrania.

                    Chyba muszę coś wyjaśnić-nasze dziecko nie chodzi obdarte i nie musi
                    przeprowadzac całego procesu "dowodowego" , żebyśmy cokolwiek mu
                    kupili. Staramy się po prostu nie kupować niczego tylko dlatego, że
                    inni to mają.
                • rycerzowa Re: 10 letni malkontent 15.08.07, 19:44
                  > Rozmowy o pracoholiźmie, czasie
                  > wolnym, wybieraniu studiow wg. zainteresowań (akurat cóka wybierala
                  > chyba najmniej popłatne studia na świecie).

                  No i wydało się, ja materialistka jestem.
                  Jak które chciało na takie studia, to stawiałam sprawę jasno:
                  OK, ale takie hobby to jako drugi fakultet. Niezależność finansowa przede wszystkim.

                  Gdzie jest granica miedzy materializmem, a zdrowym stosunkiem do pieniędzy? Do
                  tego, by nie być "idealistą" na cudzy rachunek?
                  • verdana Re: 10 letni malkontent 15.08.07, 23:50
                    Powiedziec dziecku "liczy się zarobek, lepiej abys pracował za dużą
                    kasę w nielubianym zawodzie niż za marne grosze robił to co
                    uwielbiasz? Nigdy! Bedzie miał pieniądze - i co mu z tego, skoro
                    wiekszość czasu spędzi w pracy, ktora nie jest zainteresowany? Co to
                    za satysfakcja? Co to za zycie? Nie mowiac już o tym, że swoisty
                    szantaż - pojdziesz na takie studia, jakie mama uzna za wlasciwe
                    wyaje mi się czymś krańcowo nie do przyjecia. Mozna dziecka po
                    stuiach nie utrzymywac, jasne, ale nie wyobrazam sobie "stawiania
                    sprawy' - na te studia nie pójdziesz, nie pozwalam, a na te owszem -
                    bo to nie moje życie.
                    A niezalezność finanansowa przy dzisiejszych cenach np. mieszkań? To
                    znaczy, że wiekszość zawodów nie wchodzi w grę, bo w bardzo niewielu
                    startuje się od przywoitego poziomu.
                    Powiem Ci szczerze, ze jestem zdziwiona - zupelnie inaczej
                    wyobrazalam sobie Twj system wartosci. Jest wiele zawodów (chocby
                    mój, albo np. zawó lekarza, wymarzony przez wiele osób) , które
                    przynosza jakie-takie dochody opiero po latach, a przez pierwszych
                    15 mieszka się w byle jakiej kawalerce i zastanawia, czy stać
                    człowieka na smietanę (nie stać). A potem dochody sa nieco większe i
                    można kupic śmietane i przeprowazić się do 56-metrowych
                    apartamentów. I być szczęśliwym, bo się nie pracuje - jak słusznie
                    ktos powiedział, kto kocha pracę, nigdy nie musi pracować.
                    I jest się niezaleznym, tylko na niskim poziomie. Sa luzie - ja
                    wiem, ze wyjatki, ktorym nieszczególnie zalezy na posiadaniu... Wola
                    byc, niz mieć. Sa tez tacy, co wola mieć. I sami powinni wybrac co
                    wola, a nie być zmuszonym przez matkę...
                    Na tej zasazie corka przyjaciółki została wyslana przez matke na
                    ekonomię, a marzyla o afrykanistyce (tez powieziano jej -
                    afrykanistyka, jako drugi kierunek). Ekonomie rzuciła po semestrze.
                    Poszła na psychologie - ale wzięła urlop, zala na afrykanistyke jako
                    na rugi kierunek.
                    Wyprowadzila się z domu, studiów zadnych nie kończy, chwyta sie
                    róźnych prac dorywczych i jest niezalezna. Od matki, ktorej nawet
                    nie odwiedza.
                    • rycerzowa Re: 10 letni malkontent 16.08.07, 00:52
                      verdana napisała:

                      > Powiedziec dziecku "liczy się zarobek, lepiej abys pracował za dużą
                      > kasę w nielubianym zawodzie niż za marne grosze robił to co
                      > uwielbiasz? Nigdy! Bedzie miał pieniądze - i co mu z tego, skoro
                      > wiekszość czasu spędzi w pracy, ktora nie jest zainteresowany? Co to
                      > za satysfakcja? Co to za zycie?


                      A może powiedzieć dziecku tak : trzeba robić to, co się lubi i żeby ci za to
                      dobrze płacili?
                      Nie sądzisz, że tak jest słuszniej?

                      Czy młodemu człowiekowi nie należy zadać pytania, z czego zamierza się w życiu
                      utrzymywać? Jak sobie wyobraża przyszłość, założenie rodziny itd.
                      Jeśli w domu jest gromadka dzieci, rodzice choćby chcieli , nie są w stanie
                      zapewnić wszystkim mieszkania, i utrzymania do czterdziestki.
                      Poza tym w niektórych środowiskach do systemu wartości należy niezależność
                      finansowa od rodziców, a nawet pomoc rodzicom.

                      Miedzy sztuką dla sztuki a zaprzedaniem się nienawistnej pracy jest dużo
                      miejsca na normalność.
                      Jak dziecko ma szerokie horyzonty, to coś dla siebie znajdzie.
                      I na kredyt zarobi, i afrykanistykę postudiuje.

                      Nie posądzasz mnie chyba,że "wybieram" studia dla dzieci, a raczej nie posądzasz
                      współczesnych dzieci,że pozwolą sobie wybrać studia.
                      Ale wiesz,że liczy się atmosfera w domu, urabianie opinii itp.
                      Rezultat jest taki,że dwoje robi to co lubi, i im za to (bardzo) dobrze płacą, a
                      artystka robi to co lubi i jęczy, chociaż też jej nieźle płacą. Ale jak ktoś się
                      urodził malkontentem...
                      • joa66 Re: 10 letni malkontent 16.08.07, 09:18
                        1) Moim zdaniem stawianie "oporu" materializmowi to przede
                        wszystkim uczenie dziecka odróżniania swoich prawdziwych potrzeb od
                        potrzeb "wmówionych" przez reklamy i ulegającą im częśc
                        społeczeństwa.

                        2) Nie ma chyba studiów gwarantujących dobrych zarobków. Wspomniana
                        wyżej ekonomia, a także pokrewne kierunki, to wylęgarnia
                        bezrobotnych w dzisiejszych czasach. Wielu ludzi uwierzyło w karierę
                        i sukces łatwo osiągalne po tych kierunkach- tak wielu, ze obecnie
                        co drugi absolwent ukonczył wpsomniane wyżej kierunki.
                        Jeżeli już mówimy o sukcesie w postaci dobrych zarobków to
                        najwiekszą szansę na nie daje bycie bardzo dobrym w swoim
                        zawodzie/pracy, a trudno byc dobrym, jeżeli czegoś sie nie lubi.
                      • verdana Re: 10 letni malkontent 16.08.07, 10:42
                        "Rozbić to co lubi i zeby ci za to placili" jest słuszne, tylko
                        wybacz, okropnie naiwne... Jest wiele prac, za ktore nie płacą
                        dobrze i tyle. A jesli młody czlowiek te wlasnie pracę uwaza za swoj
                        cel - to co?
                        Oczywiście, ze rodzice nie sa w stanie zapewnić dzieciom utrzymania
                        do czterdziestki i nie o tym mówimy. Jak najbardziej zgadzam się, ze
                        mozna dziecku powiedzieć, iz zadnej pomocy finansowej po studiach
                        nie otrzyma - ale niech on sam wybiera, czy woli przymierac glodem w
                        wybranym przez siebie zawodzie, czy miec kasę i zrezygnować z innych
                        marzeń - nie mówie, ze ktoraś z tych mozliwosci jest lepsza czy
                        gorsza, obie mają zalety i wady - ale decydowac o tym co wybierze,
                        ma sam mlody czlowiek, a nie jego matka!!!! A Ty najwyraźniej
                        uwazasz, ze rodzice maja prawo opowiedzieć się jednoznacznie za
                        jedną opcją i w pewien sposób wymóc ja na dziecku. Nie "wybierasz "
                        studiow dla dzieci? A co oznaczało zdanie, ze stawiasz ultimatum? To
                        znaczy, ze studiiow nie wybierasz, ale na pewne kierunki iść nie
                        pozwalasz, albo wyraznie okazujesz dezaprobatę?
                        Złą atmosferę chyba w domu stworzylam. Muszę to skorygować i
                        powiedzieć synowi, zeby po dyplomie nie szedł pracować z
                        zaburzonymi dziecmi, do czego się przygotowywał, a za co dostanie
                        początkowo marne grosze, tylko żeby wybrał dobrze platna pracę w
                        marketingu czy reklamie - tez moze po tych samych studiach.
                        Z chorymi dziećmi niech pracuja ci, ktorzy zostali przez rodzicow
                        źle przygotowani o samodzielnego życia. Ci dobrze przygotowani, będą
                        jak przyjaciel syna, pracować w reklamie papierosów.
                        • rycerzowa Re: 10 letni malkontent 16.08.07, 13:22
                          2. Zasada "robić, co się lubi i żeby za to zapłacili" nie jest naiwna; jest
                          zasadą wyjściową, czasem uzupełnioną "jak się nie ma co się lubi, to się lubi,
                          co się ma".
                          "Lubić coś" można tylko wtedy, gdy to się zna. Gdy moje dzieci się rodziły, nie
                          istniał jeszcze zawód informatyka. A teraz tyle jest zapalonych komputerowców!
                          Zatem nie można powiedzieć,że dziecko coś "lubi" z urodzenia. Wniosek jest
                          taki,że dziecku "od dziecka" trzeba stwarzać szerokie możliwości, aby w
                          przyszłości mogło sobie wybrać,i aby się mogło przekwalifikować, bo takie czasy
                          mamy i mieć będziemy.
                          Moje doświadczenie potwierdza moją intuicję,że podstawą są nauki ścisłe. Dziecko
                          dobre z matmy, "czujące" fizykę, poradzi sobie z wszystkimi przedmiotami. Ma
                          potem szeroki wybór studiów, od medycyny prawa, ekonomii po lingwistykę
                          (tak!), a przede wszystkim ma politechnikę, po której teraz jest ( zawsze
                          będzie) i praca i pieniądze.

                          Akurat logiczne myślenie oraz zainteresowanie światem to są cechy, z którymi
                          rodzi się każde, absolutnie każde (zdrowe) dziecko. Wystarczy nie zniszczyć,
                          wystarczy rozwijać.

                          2. Wybór kierunku studiów, wybór sposobu życia (na koszt rodziców albo
                          samodzielnie) to nie jest kwestia dni przed maturą, to jest wieloletni proces.
                          Tu nie ma potrzeby zabraniania ani zachęcania.
                          Nie ma potrzeby "stawiania ultimatum",pewne sprawy są oczywiste.
                          To jest sprawa systemu wartości domu rodzinnego. Jeśli rodzice nie wyciągają
                          reki do swych rodziców, ale od dyplomu są samodzielni i nawet wspomagają
                          dziadków, jeśli nie oglądają się na pomoc społeczną, to dziecko wzrasta w
                          przekonaniu,że niezależność finansowa jest czymś oczywistym i naturalnym.
                          Jeśli dzieci wiedzą, że był czas ,że ojciec naukowiec dorabiał tapetowaniem
                          mieszkań, bo były potrzebne pieniądze na leczenie dzieci, to wiedzą, że czasem
                          trzeba wykonywać pracę, której się nie lubi. Bo trzeba.

                          2. Jeśli ktoś ma smykałkę do biznesu, radzi sobie w dziedzinie reklamy i
                          marketingu, to go nie interesują nasze dyskusje.
                          Akurat w tych dziedzinach i my i nasze dzieci jesteśmy dysfunkcyjni i nie
                          jesteśmy wyjątkami; w końcu każdy ma jakąś dysfunkcję,wiec to żaden wstyd.
                          Tym bardziej trzeba myśleć, jak sobie mimo tej dysfunkcji w życiu radzić.
                          Powtórzę : nauki ścisłe!

                          3. Nie ma żadnego powodu, by pomaganie zaburzonym dzieciom wiązało się z
                          pozostawaniem na garnuszku mamy. Lekarze też, jak widać, nie chcą być Judymami,
                          o czym możemy wnioskować z fali strajków i protestów. Założenie,że wybierają
                          zawód wyłącznie z chęci pomagania innym, a nie ze względu na przewidywane
                          wysokie zarobki, jest właśnie naiwnością.
                          Na Zachodzie dobrzy terapeuci nie narzekają na biedę.
                          Zatem i u nas potrzebna jest reforma.

                          4. Są takie pasje, które nigdy nie przyniosą pieniędzy, i to powinien być
                          właśnie ten "drugi fakultet".
                          Zarabia się w jednej dziedzinie, by znajdować radość w innej.
                          Schliemann (tak to sie pisze?) najpierw sie dorobił, a potem zajął się
                          poszukiwaniem Troi.
                • nokian1 Re: 10 letni malkontent 18.08.07, 23:51
                  > No i jeszcze jedno - tym razem materialistycznie. Dziecko, ktore ma
                  > rzeczywiście gorsze rzeczy niż wiekszość kolegów, a jest z zamoznej
                  > rodziny, uczy się nie abnegacji, ale materializmu.

                  nie rozumiem sad
            • scher Re: 10 letni malkontent 13.08.07, 19:27
              verdana napisała:

              > I wszelkie rady - typu zlekcewazyc, zbyć żartem, ukarać - to tylko
              > informacja dla dziecka - rodzicom nalezy mowić tylko to, co
              > rodzice chca usłyszeć.

              Verdano, z całym szacunkiem, ale chyba autorka wątku zna lepiej
              opisaną sytuację, zna miny dziecka, spojrzenie, zna całokształt.
              Jeżeli użyła słowa "malkontent", to zakładam, że nie bez przyczyny.
              Nie sądzisz?
              • verdana Re: 10 letni malkontent 13.08.07, 20:58
                Nie wiem. Rodzice stosunkowo czesto uznają wszelkie skargi dzieci za
                malkontenctwo (sama mam takie tendencje), bo wygodniej jest uznać,
                ze dziecko marudzi bez powodu, niz zbadać, jaki ma powód.
                Przyklad z ostatniego tygodnia. Moje dziecko marudziło od trzech
                miesięcy (tak, wiele razy mowilam mu "nie marudź"), zeby mu kupić do
                szkoły nowy plecak, co uznalam za karygodną chęć zaszpanowania, bo
                plecak ładny, na oko jeszcze nie zniszczony. Stanowczo
                powiedzialam "nie, kupię może w nowym roku szkolnym, nie zawracaj
                głowy".
                No i dziecko, jako że sama oduczyłam go nalegania, grzecznie
                powiedzialo "dobrze".
                Zabrałam jego, rzekomo porzadny jeszcze plecak, na wakacje w gory. I
                od razu pierwszego dnia okazało się, ze jest wystrzępiony, zaden
                zamek nie działa porzadnie, rzeczy wylatują.
                Drugiego dnia poleciałam kupić sobie nowy plecak. Czasem narzekania
                nie są malkontenctwem.
                • joa66 Re: 10 letni malkontent 13.08.07, 22:08
                  Oczywiście, że nie zawsze. Dlatego trzeba rozmawiać-nie mam na myśli
                  pogadanek przy okazji każdego zakupu-tylko zwykłą wymianę
                  informacji.

                  Ja mam trochę odwrotny "problem", bo dla mojego syna wszystko jest
                  jeszcze "dobre, nie za małe i niezniszczone".

                  Naprawde moim zdaniem trzeba się zastanowic po co cos kupujemy. Z
                  postu autorki - przekonuje mnie narzekanie na komputer , jeżeli
                  faktycznie się zawiesza-nie przekonuje narzekanie na buty tylko
                  dlatego, że nie są markowe.
                  • verdana Re: 10 letni malkontent 13.08.07, 22:12
                    To tak jak mnie.
                    Z tym, ze o ile nie przekonuje mnie narzekanie, ze nie markowe, to
                    przekonuje mnie , ze niemodne.
        • aggie123 Re: 10 letni malkontent 16.08.07, 05:38
          Nie rozumiem dlaczego zachecanie dziecka do nauki, rozwijania sie ma tylko,
          wprzyszlosci, zaowocowac ta "bryka"?

          Moja starsza corke (dzisiaj 15 letnia) zawsze zachecalismy do nauki, za
          wzorpokazujac jej czlonkow rodziny, ktorzy ukonczyli studia, czasami i wiecej.
          Tlumaczylismy iz uczac sie, pracujac bedzie mogla w zyciu robic to co lubi
          (sobie wybieze), a nie to co bedzie musiala (zeby sie utrzymac). Bedzie dzieki
          temu miala wiecej mozliwosci wyboru, szersze horyzonty.
          Nie wiem czy to jest wlasciwe tlumaczenie dla wszystkich dzieci, ale z pewnoscia
          dziala na moje. Musze przyznac, ze jest i zawsze byla bardzo ambitna. Czy bedzie
          miala wielkie pieniadze po tych studiach i ciezkiej pracy? Zwarzywszy na jej
          wybor, raczej nie. Wszystko wskazuje na to ze zostanie zawodowa tancerka. Pewnie
          i przy tej okazji bedzie musiala pracowac dodatkowo (i dlatego potrzebny jej
          jest drugi fakultet). Ale jedno wiem napewno. Kocha to co robi, bardzo ciezko na
          to pracuje i bedzie dobrze wyksztalcona - czyli zrobi wszystko, by w zyciu robic
          to co chce (sama).

          Jezeli chodzi o strone materialna w wychowywaniu dzieci. Nigdy nie zgadzalam sie
          na tzw kieszonkowe. Obydwie moje corki (15 i 7) "pracuja" na swoje wydatki.
          Mieszkamy za granica, wiec sprawa pracy dla dzieci jest tu ogolnie akceptowana i
          szeroko rozpowszechniona. Od 11 roku zycia (po specjalnym szkoleniu w Czerwonym
          Krzyzu) mlodziez moze opiekowac sie malymi dziecmi. Nastolatek moze kosic trawe
          sasiadom, wyprowadzac psa, skopac ogrodek, myc samochod itp. Moje dzieci wiedza
          gdzie jest granica naszych zakupow, a ich zachcianek. Prosta zasada: my
          zaopatrujemy je we wszystkie potrzebne rzeczy (do domu, szkoly itp), rzeczy o
          ktorych marza to czesto prezenty na urodziny czy swieta, czy kiedy chce im
          zrobic przyjemnosc - ale nie jest to oczekiwany zakup. Reszta w ich zakresie
          mozliwosci. Okazalo sie (tu tylko z racji mozliwosci tylko starsza corka), ze
          gdy trzeba wydac swoje ciezko zarobione pieniadze, tych zachcianek jest znacznie
          mniej. Placi ona miesiecznie nawet za swoja komorke (choc tego nie wie, zawsze
          odkladam te jej miesieczne wplaty na jej konto oszczednosciowe - studia). Chcemy
          z mezem, by po pierwsze nasze dzieci nauczyly sie, ze zeby cos miec, trzeba na
          to zapracowac (my, dorosli tez nie dostajemy niczego za darmo), a po drugie
          chcemy zeby znaly wartosc pieniadza i swe prawdziwe potrzeby.

          Na mlodego czlowieka czycha dzisiaj wiele finansowych niebezpieczenstw, pokus.
          Karty kredytowe (przynajmniej w USA) to plaga, z ktorej moga korzystac
          18-latkowie. A i 16-latki z pewnymi ograniczeniami. By miec wypasiona bryke i
          wielka chate nie trzeba ciezko pracowac i studiowac. Na wyciagniecie reki.
          Dla mnie to nie tylko o malkontenctwo chodzi (to wiek, ja corce staralam sie
          pokazac, ze moze kolezanka ma lepsze np. ubrania, ale ona byla na wakacjach w
          Europie - pokazywalam, ze nie wszyscy maja wszystko i czasami sa to rzeczy
          nieporownywalne), ale glownie o przygotowanie dzieci do radzenia sobie w zyciu i
          bycia szczesliwym.

          Do osob, ktore juz sie obozyly, moje dzieci nie sa oplacane za scielenie lozek,
          czy wynoszenie smieci. Maja obowiazki domowe (jak ja i maz - nie mieszkamy w
          hotelu, a ja nie pobieram oplat za pranie czy gotowanie) dostosowane do ich
          wieku i mozliwosci, czas na nauke i zabawe. Oczywiscie to tylko dzieci i zdazaja
          sie kolizje. Kolejnosc jest jednak zawsze: obowiazki (nauka czy domowe), a
          dopiero potem "praca" czy przyjemnosci.
    • renag Re: 10 letni malkontent 13.08.07, 23:38
      Aż żal że tak mało czasu, bo chciałby się skomentować/odpowiedzieć
      na każdą wypowiedź i coś wiecej o dziecku powiedziec, wytłumaczyć.
      Ktoś napisał że po prostu boje sie o dziecko i to jest racja.
      Chciałaby żeby było w życiu szczęśliwe, i zastanawiam się co robić
      zeby to sie udalo. Myślę, ze mamy dobry kontakt z dziecmi, jest
      wspólne spedzanie czasu, są obowiazki, jest to co bardzo sobie
      cenie - chęć opowiadania o swoich sprawach ze strony Młodego
      (młodszych też.)

      CD za chwilę bo obudził sie najmłodszy... smile
    • radiata A może zaakceptować? 14.08.07, 15:03
      Tak szczerze i do bólu, cóż jest złego w chęci posiadania nowego, lepszego
      komputera czy komórki. Czy my same nie marzymy czasem o nowym samochodzie, czy
      nie zdarza nam się z zazdrością spojrzeć na nową sukienkę sąsiadki. Zła jest
      zawiść, ale nie marzenia. Może zaakceptuj syna i razem z nim oddaj się
      marzeniom, jakby fajnie było mieć nowy komputer, jakie gry można by na nim
      zainstalować. Pogadaj z nim o tym, co chciałby mieć, co jest dla niego ważne, a
      co najważniejsze, co jest realizowalne, a co na pewno nie. Co Ty byś chciała
      sobie kupić, o czym Ty marzysz.
      To jest tak jak z mundurkami, trzeba uczyć dzieci akceptować różnice materialne,
      a nie udawać, że wszyscy możemy być równi.
    • renag Re: 10 letni malkontent 18.08.07, 23:34
      Czytam i ciagle nie nadążam z czasem, żeby pisać. Wielkie dzięki dla
      wszystkich piszących, a zwłaszcza Rycerzowej i Verdany. Dyskusja
      poszła w kierunku mieć czy być.
      Podoba mi sie zdanie Rycerzowej :
      "Miedzy sztuką dla sztuki a zaprzedaniem się nienawistnej pracy jest
      dużo miejsca na normalność."

      Tak jak pisze R. bedę zadawać\Młodemu pytania, z czego zamierza się
      w życiu utrzymać. Sama jestem najstarsza z dziesiątki rodzeństwa i
      moim celem od zawze była samodzielność finansowa. Od pierwszego roku
      studiów praktycznie utrzymywałam sie sama (sprzatanie, korepetycje,
      praca w sklepie.) Po studiach podjęłam decyzję w kierunku "Mieć" bo
      zamiast pracy nauczyciela, wczesniej wymarzonej, podjęłam pracę w
      banku. Bank zapłacił wtedy dwa razy tyle co szkoła, a ja wiedziałam
      ile kosztuje samodzielność w duzym mieście. Zamiast nauczycielem
      zostałam bankowcem. Dzięki temu mogłam z czasem kupić mieszkanie,
      później moje siostry przychodziły na studia do mojego miasta i miały
      u mnie punkt zaczepienia. Moją prace lubiłam bardzo i nigdy nie
      żałowałam podjętej decyzji.
      Rodzice nie byli biedni, ale nas nie rozpieszczali, a obowiązkami
      obdarowywali aż nadto, kto pochodzi ze wsi, wie jak jest w dużym
      gospodarstwie. Mama zawsze mówiła i mówi teraz wnukom : uczcie się!
      Staram sę nie opowiadać dzieciom swoich wspomnień, co miałam, czego
      nie mniałam, ile było pracy, itd w postaci moralizatorskich
      banałów, ale opowiadam, zwłaszcza wiecxzorfami przy usypianiu i mam
      nadzieje, że coś dobrego z tych opowieści dzieciom zostanie.
      Nie ukrywam, że czasami drażni mnie opisywane malkontenckie
      podejscie Młodego, ale staram rozbroić go różnymi metodami, od
      wysłuchania, humoru, wspólnych planów, czasami zmiany tematu, a
      nieraz w ostatecznosci opr. Nie zamierzam przypisywać mu roli
      malkontenta, mam nadzieje, że jest to przejściowe nasilenie
      skłonności może jednak nabytej z genami (troche chyba nawet po
      mniesmile.

      Oczywiście Młody bardzo potrzbuje akceptacji i podziwu nie tylko ze
      strony rodziców, rodziny ale też rowieśników. I teraz to sie nasila,
      to że my mu mówimy, że jest super juz nie starcza, musi być podziw
      ze trony kolegów.
      Tu jest duże zadanie, żeby ten podziw kolegów dotyczył nie tego,
      jakie ma ciuchy, deskę, rower, ale tego co umie - nauka, sport.

      Podr. R.
      • ap2 Re: 10 letni malkontent 19.08.07, 10:36
        Pozwolę sobie wtrącić jeszcze swoje "dwa zdania". Też mam syna, 8-
        latka z zapędami do narzekania. Z zapędami, które staram się
        hamować. Nie jest łatwo, tym bardziej że sama też czasami skłaniam
        się w stronę materializmu. Ale na ziemię sprowadza mnie mój mąż.
        Jakoś tak się uzupełniamy.

        Moja rada - znajdź chłopcu jakieś hobby, zajęcie, któremu będzie
        oddwał się z pasją. Wiem, że to nie łatwe. Ale warto próbować.
        Podsuwać mu propozycje. Może gdzieś w pobliżu jest sekcja piłki
        nożnej dla jego rówieśników, jakiś sport walki, kóko fotograficzne
        albo cokolwiek. Pewnie coś sobie wybierze. I rozwijać tą pasję jak
        najmocniej.
        Nawet "inwestować" w nią w miarę możliwości. Może załapie. I zamiast
        narzekać na wszystko wokół, znajdzie sobie cel w życiu...

        Czego Tobie (i sobie) życzę.
      • scher Re: 10 letni malkontent 19.08.07, 11:42
        renag napisała:

        > skłonności może jednak nabytej z genami (troche chyba nawet po
        > mniesmile

        A nie widać z Twoich postówsmile

        > to że my mu mówimy, że jest super

        Widzę w tym niestety niebezpieczeństwo. Nadmiar pochwał, szczególnie
        pustych pochwał typu "jesteś super!" może, uważam, dziecku szkodzić,
        powodować pychę i zarozumiałość. Nie znam kontekstu tych pochwał i
        klimatu wychowawczego Waszej rodziny, więc może się mylę, ale
        tendencje do pychy mogą być przyczyną też i tego malkontenctwa.
        Dziecko w tym wieku powinno mieć według mnie dość dużo
        (różnorodnych, żeby wyeliminować nudę) obowiązków, powinno mu się
        stawiać dużo wymagań. Zbytnie zadowolenie z życia i ze swojej
        rzekomej wspaniałości plus rozleniwienie wynikające z nudy mogą moim
        zdaniem prowadzić do zachowań, jakie opisujesz.

        Preferuję pochwały za konkretne czyny i pożądane moralnie postawy,
        preferuję pochwały opisowe. Raczej nigdy nie powiem dziecku pustego:
        jesteś super!
    • scher Re: 10 letni malkontent 19.08.07, 11:47
      Jeszcze raz przeczytałem uważnie pierwszy post. Powiem, że ja bym
      się mocno niepokoił, gdyby to dotyczyło mojego dziecka. Widzę w tym
      wyraźne - może i przesadzone, ale lepiej na zimne dmuchać -
      tendencje do bycia bananową młodzieżą.
      • scher Re: 10 letni malkontent 19.08.07, 11:49
        Tzn. nie tendencje przesadzone, tylko moje obawy być może
        przesadzone.
      • rycerzowa Re: 10 letni malkontent 23.08.07, 16:56
        scher napisał:

        > Jeszcze raz przeczytałem uważnie pierwszy post. Powiem, że ja bym
        > się mocno niepokoił, gdyby to dotyczyło mojego dziecka. Widzę w tym
        > wyraźne - może i przesadzone, ale lepiej na zimne dmuchać -
        > tendencje do bycia bananową młodzieżą.


        O, jak miło spotkać kogoś z pokolenia 68!
        Tylko nie zapomnij wytłumaczyć młodym matkom, co to znaczy "bananowa młodzież".
        A one już same zobaczą, jak bananowiec zmienia się w końcu w marudnego,
        zgryźliwego ...dziesięcioletniego malkontenta.
        wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka