Moje dziecko nie lubi szkoły.
Nie byłoby w tym może nic dziwnego

gdyby nie to że jest w I
klasie podstawówki. W tym wieku dzieci na ogół szkołę jeszcze
lubią. Przynajmniej dzieci moich krewnych i znajomych.
Syn wraca ze szkoły zły, cieszy się gdy coś wypadnie i nie musi
iść. Na pytanie czego konkretnie nie lubi, odpowiada że
cyt. "wszystkiego", "szkoła jest głupia".
Mały chodził do przedszkola, nigdy (NIGDY!) nie było sytuacji, że
nie chciał tam iść, baaardzo je lubił.
Nie zauważyłam dotychczas problemów z nawiązywaniem kontaktów i
odnajdywaniem się w nowych środowiskach. Przeciwnie, syn chodził na
różne zajęcia (basen, plastyka, angielski) i od razu
łatwo "wchodził w grupę", znajdował kolegę do zabawy. Nawet teraz w
czasie ferii chodził na zajęcia plastyczne i był chyba najmłodszy w
grupie, ale b. łatwo się zaaklimatyzował i znalazł kolegów.
Jego p. wychowawczyni jest naprawdę w porządku, syn lubi też bardzo
swojego nauczyciela muzyki (chodzi do szkoły muzycznej). Nie lubi
rytmiki, ale to wydaje mi się zdrowym objawem - nie lubi
konkretnego przedmiotu i tyle.
Zaproponowałam zaproszenie kolegów z klasy do domu, żeby dzieci
mogły się bardziej poznać i polubić. Niestety, mały nie chce żadnej
osoby z klasy zaprosić! Martwi mnie to bardzo.
Zastanawiam się co może być przyczyną tego stanu rzeczy.
Powoli myślę też czy nie przenieść go do innej szkoły.
Co myślicie o tym wszystkim?