kita32
09.01.11, 19:01
Łabędzie to jedne z moich ulubionych ptaków – królewskie ptaki.
Kiedyś zanosiło się na to, że łabędzie staną się wizytówką bulwarów toruńskich – tak jak gołębie są wizytówką krakowskiego rynku. Duże stado tych ptaków mieszkało w zaroślach Wisły i łabędzie rodziny pływały wzdłuż bulwarów – obserwowane i podkarmiane przez spacerowiczów. Skończyło się to od czasu fobii ptasiej grypy. Toruńskie łabędzie (całe stado kilkadziesiąt (chyba 30-tu) łabędzi) zostało zagonione do siatkowej zagrody (myślę, że je przedtem czymś podkarmiono, że tak się dały zapędzić), potem zbadano każdą sztukę wysyłając próbki krwi do laboratorium, a na koniec zdrowe łabędzie wypuszczono, a chore zabito. Straszne to, zabito połowę z tych królewskich ptaków. Od tego czasu żaden łabędź nie zamieszkał już w Toruniu czy w okolicy... Przestałam je widywać (poza paroma sztukami w wakacje na jeziorach, już nie w Toruniu).
Kiedyś jednak, w parę lub kilka lat po fobii ptasio grypowej, zobaczyłam ogromne stado tych ptaków. Było ich chyba z 30-i lub więcej. W ich zachowaniu było coś nietypowego.
Co takiego robiły te ptaki?
Jak zinterpretowałam – zrozumiałam ich zachowanie?
I pytania dodatkowe:
Gdzie je zobaczyłam – na wodzie, lądzie czy w powietrzu?
W Toruniu, gdzieś w Polsce, czy za granicą?
Temat dla mnie jest trochę smutny, bo wiąże się ze wspomnieniem piękna, które minęło...
Ale często jeżdżę rowerem bulwarami i wspominam te królewskie ptaki, które przez ludzką głupotę zostały wyeliminowane z Torunia. Głupotą są fobie, które umiejętnie rozpowszechnia przemysł farmaceutyczny – obecnie najbardziej dochodowy przemysł...
Po utracie kogoś, kogo się kocha i szanuje, ma się ochotę powiedzieć mowę pożegnalną. Ten warsztat jest dla mnie taką mową pożegnalną skierowaną do łabędzi...