Dodaj do ulubionych

CZY MUSZĘ WYBIERAĆ MIĘDZY UKOCHANYM A SOBA?

IP: *.gniezno.sdi.tpnet.pl 24.06.02, 20:14
Dzień dobry!
Tu znów Zamiarka! Radziłam się juz Pań , czy wyjechać w świat, czy zostać na
miejscu. Sama zadecydowałam, że jadę. Tak czuję i taką mam potrzebę. Tylko, że
właśnie rozpada się mój związek z najukochańszym chłopakiem, bo postawił
ultimatum: albo on , albo wyjazd....
Płaczę i umnieram z żalu od dwóch dni, bo muszę wybierać między nim a ...sobą!
Może gwiazdy mają dla mnie jakąś wskazówkę? Ja zawsze kieruję się własną
intuicją, odczuciem i sercem. A może tym razem źle czuję?
Proszę o pomoc, bo doradzców mam wielu, ale wolę zapytać "sił wyższych"!

Ja urodzilam się 22 września 1976 o godz. 6.50 w Kościanie, a on 2 marca 1978 w
Gnieźnie.

Pozdrawiam!
Zamiarka
Obserwuj wątek
    • Gość: evi Re: CZY MUSZĘ WYBIERAĆ MIĘDZY UKOCHANYM A SOBA? IP: *.gniezno.sdi.tpnet.pl 25.06.02, 11:05
      życzę dobrego wyboru! Też kiedyś byłam w podobnej sytuacji. da się przeżyć!!
      evi
    • Gość: Free Re: CZY MUSZĘ WYBIERAĆ MIĘDZY UKOCHANYM A SOBA? IP: *.gazetaolsztynska.pl 25.06.02, 11:52
      Kurcze, Zamiarka! Ale okropna sytuacja!
      Czy ten facet naprawdę cię kocha? Bo jak można stawiać
      ukochanej osobie takie ultimatum?
      Może chce cię tylko "nastraszyć", ale co to za sposób...
      Trzymam kciuki za Ciebie :-) Pamiątaj: nigdy nie
      rezygnuj ze swoich marzeń!

      Pozdrawiam. Free
      • Gość: zamiarka Re: CZY MUSZĘ WYBIERAĆ MIĘDZY UKOCHANYM A SOBA? IP: *.gniezno.sdi.tpnet.pl 25.06.02, 14:01
        Dzieki za słowa otuchy!

        On kocha mnie bardzo i ja jego też . boję się, że to jest ta moja druga
        połówka, a ja go zostawiam, bo myślę tylko o sobie! On jest dobry, miły, czuły,
        opiekuńczy i wszystko by mi dał. ja przez te dwa lata bycia razem o nic nie
        musialam sie martwic, bo on mi wszystko dal na tacy. i czuje sie jak w zlotej
        klatce. mam wszystko, tylko nie mam siebie i nie moge realizowac moich marzeń,
        bo on jest domatorem prorodzinnym! ma cudowną rodzinę i wzystko robia razem i
        kazdy wszystko wie. a ja jstem wulkan energii i troche mi za malo tego co mi
        daje. dlatego chcialam byc znim, ale jednoczesnie realizowac sie, wyjeżdzać i
        wracać do niego. Ale Andrzej mówi, ze tak się nie da, i że muszę wybierać....
        Znim bede miała miłe , spokojne, nudne życie, bo wszystko bede musiala robić
        razem,on jest tak wychowany. Rzeczywiście są szczęśliwą rodziną, a ja głupia
        rezygnuję z miłej posadki i cudownego chłopaka, bo świat mnie wzywa!!! może
        bedę tego żałować do końca życia!
        Boże jak ja go kocham!!!! dwa lata żyliśmy jak gołąbki! rozumiemy się we
        wszystkim, mamy takie gusta, i tak samo czyule uwielbiamy się przytulać!! wiem,
        ze już nigdy nie spotkam takiej bratniej duszy! Ale ta dobra dusza ma inne
        wzorce zycia i nie może pogodzić się z moimi pragnieniami! tak żle i tak nie
        dobrze!

        dzięki, że mogłam się wygadać, dziś znów ryczałam jak bóbr i zal mi serce
        ściska!

        Pozdrawiam
        Zamiarka
    • Gość: e._ Re: CZY MUSZĘ WYBIERAĆ MIĘDZY UKOCHANYM A SOBA? IP: *.chello.pl 25.06.02, 15:52
      Wiadomo, zdecydować musisz sama. Ale warto pamiętać, ze na całym świecie siebie
      masz tylko jedną i innej mieć nie będziesz.

      Więc jeśli wyjedziesz to pamiętaj, ze zrobiłaś to dla siebie.

      A jeśli zostaniesz to pamiętaj, ze też zrobiłaś to dla siebie, nie dla niego.
      Bo to ty ważyłaś argumenty i dokonywałaś wyboru, a nie ktoś za ciebie.

      I jeszcze pamiętaj, że nie wolno być dla siebie zbyt surowym. Wymagajacym -
      tak. Ale przyznaj samej sobie prawo do popełnienia błędu. Bo każdy je ma a
      niewielu sobie uświadamia i potrafią całe życie katować się jedną, nawet
      niezbyt istotną, pomyłką. Nie warto.

      Zastanów się, wybierz, podejmij decyzję a potem nie oglądaj się za siebie, bo
      tego właśnie nie warto. Bez względu na to, czy pójdziesz dalej w życie
      przytulona do Jego boku, czy z rozwianym włosem popędzisz w świat na spotkanie
      przygodzie.

      Bądź dla siebie dobra...
      • e._ Re: CZY MUSZĘ WYBIERAĆ MIĘDZY UKOCHANYM A SOBA? 25.06.02, 17:42
        Gość portalu: e._ napisał(a):

        > Wiadomo, zdecydować musisz sama. Ale warto pamiętać, ze na całym świecie siebie
        >
        > masz tylko jedną i innej mieć nie będziesz.
        >
        > Więc jeśli wyjedziesz to pamiętaj, ze zrobiłaś to dla siebie.
        >
        > A jeśli zostaniesz to pamiętaj, ze też zrobiłaś to dla siebie, nie dla niego.
        > Bo to ty ważyłaś argumenty i dokonywałaś wyboru, a nie ktoś za ciebie.
        >
        > I jeszcze pamiętaj, że nie wolno być dla siebie zbyt surowym. Wymagajacym -
        > tak. Ale przyznaj samej sobie prawo do popełnienia błędu. Bo każdy je ma a
        > niewielu sobie uświadamia i potrafią całe życie katować się jedną, nawet
        > niezbyt istotną, pomyłką. Nie warto.
        >
        > Zastanów się, wybierz, podejmij decyzję a potem nie oglądaj się za siebie, bo
        > tego właśnie nie warto. Bez względu na to, czy pójdziesz dalej w życie
        > przytulona do Jego boku, czy z rozwianym włosem popędzisz w świat na spotkanie
        > przygodzie.
        >
        > Bądź dla siebie dobra...

        Zgadzam się w pełni. Dodam tylko, że właśnie to ciągłe oglądanie się za siebie,
        powracanie do przeszłości nie po to, żeby raz a dobrze wyciągnąć wnioski z
        porazek i sukcesów, ale zeby bez końca jak piszesz "katować się" nieustannymi
        pytaniami czy miałam rację, czy mogłam inaczej, czy dobrze zrobiłam, takie
        grzebanie się we własnej przeszłosci do niczego dobrego nie prowadzi, nie zmieni
        przeszłości i zabiera twoje siły, których potrzebuje teraźniejszość.

        Robisz wrażenie osoby rozważnej, wrażliwej i raczej odpowiedzialnej, ale nie
        dokonuj wyboru mając jako główne kryterium "co inni powiedzą". Przeczytaj te
        wszystkie uwagi, a potem wyrzuć je do śmieci i wybierz po swojemu.

    • Gość: Alina Re: CZY MUSZĘ WYBIERAĆ MIĘDZY UKOCHANYM A SOBA? IP: *.polkomtel.com.pl 25.06.02, 16:15
      Dokładnie nie napisałaś dlaczego wyjeżdżasz (a wbrew pozorom wszystkie
      szczegóły są ważne) ale z jednej strony rozumię Twojego faceta. Zawsze jak nie
      wiesz co zrobić - to postaw się w odwrotnej sytuacji.
      Ja np. nie chciałabym aby mój facet wybrał wyjazd gdzieś na dłuższy czas
      (np.kilka mies.)- ale wszystko zależy od sytuacji - gdzie i na ile a czasami za
      ile !?
      Może to fakt, że nie dokońca doceniasz jego dobra i wystawisz na próbę wasz
      związek - ale czy warto ? Łatwo się tylko mówi: "Jak kocha to poczeka", życie
      nie jest takie proste i czasami trzeba dokonywać trudnych wyborów. On z
      pewnością doceniłby wg niego słuszność Twojego wyboru (czyli jakbyś została).
      Może nie poradziłby sobie z pustką, zadręczałby się pytaniami co ty właściwie
      teraz robisz jak cię przy nim nie ma ? I też trzeba to zrozumieć. Jeśli jest
      taki dobry jak piszesz, to może warto to przemyśleć - bo nie często spotyka się
      takich facetów !!!
      Pozdrawiam i życzę właściwego wyboru.
      Mam nadzieję, że nie będziesz żałować !
    • Gość: Aneta Re: TRUDNE WYBORY IP: *.rz.ffm.infracor.de / 149.216.216.* 26.06.02, 11:17
      Czesc Zmiarko,
      wierze, ze sytuacja w jakiej sie znalazlas, nie jest latwa. Takie wybory nigdy
      nie sa latwe szczegolnie, gdy w gre wchodza o uczucia. Ciezko jest Ci cos
      doradzic, bo nie znam wszystkich szczegolow, ale po przeczytaniu Twojego listu
      powiem Ci, co mysle.

      Z jednej strony rozumiem Twojego chlopaka... rozumiem, ze nie chce Cie stracic,
      z drugiej jednak nie rozumiem (skoro sie tak dobrze rozumiecie), dlaczego nie
      pozwala Ci sie rozwijac i dlaczego Cie blokuje. Domyslam sie, ze nie chodzi Ci
      o wyjazd "na zawsze", tylko na kilka miesiecy, moze rok.... a ten czas wbrew
      pozorom leci baaardzo szybko. Nie chcialabym zebys mnie zle zrozumiala, ale
      chyba nie podoba mi sie jego podejscie do Ciebie. No chyba, ze ten wybor, ktory
      postawil przed Toba "on albo wyjazd" to jest jego ostatnia deska ratunku, zebys
      z nim zostala. Jesli wyjedziesz, a on z Toba zerwie, to znow przepraszam, ze
      tak mowie, ale to jednak chyba jeszcze nie ta wlasciwa polowka.
      Powiem Ci, ze kiedys bylam w podobnej sytuacji. Moje studia zwiazane byly z
      polrocznym pobytem za granica. Wyjezdzac specjalnie nie chcialam, ale tez
      wyboru nie mialam. Gdy powiedzialam mojemu chlopakowi o wyjezdzie szczesliwy
      nie byl. Nie postawil mi jednak takiego ultimatum (moze wiedzial, ze to bez
      sensu, bo i tak pojade???). Oczywiscie bardzo sie obawial, ze poznam tam kogos
      i go zostawie... Ale wiesz, co w tym wszystkim jest najsmieszniejsze? On sie
      obawial, ze ja go zostawie, a tymczasem to ja nie mialam do kogo wrocic...
      Moja obecna sytuacja tez nie jest latwa. Teraz tez jestem za granica i marzy mi
      sie powrot do domu, przed wyjazdem tez poznalam czlowieka, z ktorym sie
      naprawde dobrze rozumialam, ktory mial to "cos". Choc wielkich slow nie bylo
      wiem, ze zaiskrzylo w dwie strony, ale... ten wyjazd. Jestesmy w ciaglym
      kontakcie telefoniczno-SMSowo-mailowym, ale to nie to samo co spotkanie w
      cztery oczy. I choc sie nad tym ciagle zastanawiam nie wiem, czy jak wroce beda
      jeszcze jakies szanse, zeby cos z tego wyszlo. Zeby sobie zycie jeszcze troche
      pogmatwac w Niemczech tez poznalam, zupelnie zupelnie przez przypadek kogos,
      kto tez mi sie podoba (choc nie tak jak ten z Polski). Spedzamy naprawde duzo
      czasu razem, ale to chyba jemu bardziej zalezy na mnie i podobnie jak Twoj
      Andrzej daje mi prawie wszystko, czego chce. Tez zwiazek ma szanse (chyba ze
      wrozki sa innego zdania, ale nie chca mi nic poradzic, przynajmniej na razie),
      ale ja nie wiem czy ja chce zostac we Frankfurcie i tu zyc.... tak wiec....
      same znaki zapytania.
      Zmiarko wierze, ze nic w zyciu nie dzieje sie przypadkiem i ten wyjazd do
      Londynu po cos jest Ci potrzebny, nawet jesli tego nie rozumiesz (zeby poddac
      probie ten zwiazek?? a moze zeby poznac wlasnie TEGO jedynego?). Jesli Andrzej
      jest rzeczywiscie TYM facetem, to bardziej lub mniej cierpliwie poczeka na Twoj
      powrot. A Ty nie rezygnuj z siebie!
      Trzymam kciuki!!
      Aneta

      Ps. Jsli mozesz powiedz, jaka podjelas dezyzje i przy okazji dziekuje za
      odpowiedz na moj list :)
      • Gość: zamiarka Re: TRUDNE WYBORY IP: *.gniezno.sdi.tpnet.pl 26.06.02, 12:56

        Bardzo dziękuje wszystkim za rady i słowa otuchy! Już mi lepiej, choć wiem, że
        cierpieć będę jeszce długo...

        Wczoraj Andrzej płakał i pytał, co jeszcze może zrobić, albo powiedzieć, żebym
        zostala. A ja od dłuższego czasu mu tłumaczę, żeby pozwolił mi być szczęśliwą,
        to i jego uszczęśliwię i będę kochać! Tylko, że on widzi tylko jeden model
        naszego życia: wszystko i wszędzie razem, tu na miejscu, rodzina, domek,
        dzieci , wczasy! A ja jestem niepokorną duszą od dzieciństwa , wszędzie mnie
        pełno, energia mnie rozsadza, uwielbiam nowe wyzwania i możliwości! wszyscy
        znajomi się dziwili dlaczego wlaśnie jego wybrałam, bo jest zbyt spokojny dla
        mnie. On uważa, że tu w Polsce też można dużo osiągnąć. Probowałam... Jestem po
        dwóch fakultetach, praktykach zagranicznych i chyba zbyt dużo się tam
        napatrzyam , bo moja praca tutaj nie daje mi zadowolenia. A najciekawsze jest
        to, że ja już dwa lata temu zaraz po studiach byłam już spakowana do wyjazdu,
        ale poznałam Andrzeja... Były wakacje, śluby koleżanek, na których byłam
        świadkiem, zostało mi się trochę dłużej i spróbowałam pracy w moim małym
        rodzinnym mieście. Dla Andrzeja... Choć w trakcie studiów mieszkałam w większej
        metopolii. Tu jest miło, spokojnie, wszystkich się zna, a najlepiej miejscowych
        polityków, z którymi miałam do czynienia w trakcie półtorarocznej "kariery" ,
        i którym nie podobało się , że mam swoje zdanie ,i że się nie podlizuję! W 55-
        cio osobowym zakadzie pracy, byłam jedynym magistrem, pracowałam często do
        wieczora i w weekendy, sama zorganizowaam cały dział. to wszystko za 600 zł
        netto.. A jeszce spłata kredytu studenckiego, więc zostawało mi zaledwie na
        waciki... rodzice dawali mi dach nad glową i jedzenie, a Andrzej zabierał do
        kina. I tak z dnia na dzień... Aż kiedy ostatnio uświadomiłam sobie, że nie mam
        za co kupić sobie balsamu do ciała, nie mówiąc już o kursach językowych i o
        moim marzeniu - studiach podyplomowych - wpadłam w rozpacz. W pracy
        dowiedziałam się, że nie mam możliwości awansu, bo mam "zbyt silną indywidualną
        osobowość" ani możliwości podwyżki. Podziękowałam więc i właśnie wtedy
        zadzwoniła koleżanka z Londynu z propozycją pracy. Zbieg okoliczności?
        Przeznaczenie? czułam, że to jest to, może na trochę się wyrwę stąd, nabiorę
        innego spojrzenia i wpadnę na jakiś pomysł. Tylko ten Andrzej i jego alergia na
        moje samotne wyjazdy! nie chodzi tu wcale o zdradę, tylko o to , że już niby
        zawsze będę od niego uciekała! W piorunującym tempie jego cała rodzina zabrała
        się za poszukiwania pracy dla mnie tutaj w mieście emerytów i największego
        bezrobocia w Wielkopolsce! Firm prywatnych prawie nie ma, pozostaje mi praca
        budżetowa w zakłamaniu i układach miejskiej kliki. A ja tak lubię się bawić,
        cieszyć , szaleć, żyć pełną piersia!!!! zawsze byłam uważana za najweselszą
        osobę , a teraz nie pamiętam kiedy się śmiałam... A mam wielu znajomych na
        świecie i tam możliwości zarobku, chociażby na ten cholerny kredyt, który tutaj
        pociągnie sie za mną do końca 2004 roku...

        Andrzej bardzo cierpi, ja ryczę regularnie, serce mnie kuje. Tak mi go żal i
        przykro, bo nie zasługuje na to, jest cudowny. Tylko może nie dla mnie.... Ale
        jeśli chodzi o tego "dla mnie" to chyba tu jest ten problem we mnie... Mam
        chyba blokadę przed związaniem się z kimkolwiek węzłem małżeńskim, już trzeci
        związek mi się sypie,... Tamte dwa nie były tego warte, ale teraz...
        Zastanawiam się, czy ze mną wszystko w porządku, bo wszystki moje koleżanki są
        już mężatkami z dziećmi , a ja boję się tego jak ognia! Boję sie zależności,
        uwiązania , rozwodów. Widze wiele nieszczęśliwych par. Pewnie to ma też związek
        z małżeństwem moich rodziców, ktore nie jest idealne...Andrzeja tata wczoraj mi
        powiedział, że nie może być niezależności w związku, ze wszystko do końca
        razem, wspólnie! czy tak rzeczywiście musi być? Może mężatki mi pomogą, bo nie
        znam się...

        Już zdecydowałam się na 100% na wyjazd, mam bilet, dzwoniłam do Londynu.. Tylko
        jeszcze najtrudniejsze dwa tygodnie do wyjazdu - Andrzej codziennie mnie
        namawia, potem płaczemy, ja się zastanaiwm czy czasem nie zostać... Już bym
        chciała być tam daleko....

        Jecze raz dziękuję wszystkim za miłe słowa oraz możliwość wygadania się!
        wiem , że nie jestem sama. Z niecierpliwością jutro wrócę na forum!

        Pozdrowienia!!

        zamiarka
        • Gość: Alina Re: TRUDNE WYBORY IP: *.polkomtel.com.pl 26.06.02, 14:19
          Jedź ! Życzę powodzenia i uwazam, ze wszystko będzie dobrze. Chłopak musi to
          znieść, najgorsze jest pierwsze dłuższe rozstanie. Znam pary i małżeństwa,
          które tak żyją, są zadowolone, do wszystkiego można się przyzwyczaić.
          Początkowo intuicyjnie chciałam może od tego odwieść, ale widzę, że
          niesłusznie. Powinnaś jechać, i chyba Twój chłopak nie będzie taki stanowczy
          jakie postawił ultimatum, po prostu chciał abyś się przestraszyła i poczuła się
          zagrożona. Niestety kiedy człowiekowi brakuje argumentów czasami postawienie
          sprawy w taki sposób wydaje mu się najsensowniejsze - pozory...
          Ty wyjedziesz, będziecie się kontaktować (telefony, listy) - to potrafi bardzo
          umocnić związek.
          Życzę więc powodzenia i gratuluję odwagi w wyborze. Wierzę, że nie było łatwo.
          Pozdrawiam,
          Alina
        • Gość: mirka Re: TRUDNE WYBORY IP: *.tnt7.m2.uunet.de 26.06.02, 16:51
          tak londyn troche daleko, ale pare lat temu moj chlopak wyjechal pracowac do
          monachium, na krotko, ale do tej pory tu siedzi, na szczescie ja widywalam go
          przez pol roku raz na miesiac bo monachium blisko, a potem zaczelam do niego
          przyjezdzac co jakis czas, teraz oboje tu siedzimy, moze odlozyc rozmowe o
          roztaniu zanim nie zobaczycie jak bedzie, bo moze sie okazac ze na razie
          rozlaka a potem ty znajdziesz mu cos ciekawego w londynie, chyba ze on w Polsce
          ma jakas strasznie interesujaca prace, my polacy nie jestesmy przyzwyczajeni do
          zmian, nasi rodzice z reguly nie zmieniali miejsca zamieszkania ani pracy i my
          tez tkwimy w tym stereotypie, a Wyspy to bardzo piekne miejsce na swiecie sama
          chcialabym tam spedzic troche czasu, wszedzie po trochu anglia, irlandia,
          szkocja...........ach chcialo by sie, trzymam kciuki
        • Gość: Aneta Re: TRUDNE WYBORY IP: *.rz.ffm.infracor.de / 149.216.216.* 27.06.02, 12:50
          Wierze, ze decyzja nie byla latwa. Rozlaka bedzie pewnie jeszcze trudniejsza,
          ale chce wierzyc, ze to w niczym Wam nie przeszkodzi. Andrzej zrobil wszystko,
          zebys zostala, ale mysle, ze z niecierpliwoscia bedzie czekac na Twoj powrot
          albo wyjazd do Ciebie.

          Pozdrawiam
          Aneta
          • Gość: zamiarka Re: TRUDNE WYBORY IP: *.gniezno.sdi.tpnet.pl 28.06.02, 16:00
            Dziękuję wszystkim za tak pomocne słowa! Mam nowości!

            Ale zrobiłam rewolucję!
            Już właściwie był z nami koniec, bo Andrzej najbardziej był zly nie o to , że
            jadę, ale, że go zawiadomiłam o tym fakcie. A on chciałby wszystko razem...
            Tłumaczyłam, że konsultować z nim mogę kolor płytek, albo imię dziecka, ale
            decyzję życiową musze podjąć sama! On twierdził, że jeśli wolę jeździć po
            świecie, a nie chcę spróbować ułożyć sobie życia z nim tutaj, to nie ma sensu
            się męczyć! Płakałam i myślałam, i wymyśliłam, że mama mi mówiła, że na facetów
            to trzeba sposobem.... Sama stosuję sztuczki wobec mojego brata i taty, więc
            spróbowałam na Andrzeju! Poprosiłam go na rozmowę i zaczęłam wszystko od
            początku: że bardzo chcę jechać, że będę miała praktykę , poduczę się języka
            itp. Gdy zaczęłam z nim "konsultować" zgodził się, abym wyjechała na ten czas,
            w którym mam zaatwioną pracę!!!!! A ostatnie kilka rozmów kategorycznie mówił
            nie! Albo mam dar przekonywania, albo rzeczywiście mężczyznę trzeba przekonać,
            że to jego decyzja. Zaprosiłam go więc do Londynu, powiedział, że przyjedzie
            pod koniec mojej pracy i wrócimy razem. Wczoraj uczciliśmy to wielkim
            obżarstwem i tak cudownie jest znów się przytulić....

            Zobaczymy jak będzie dalej. Bardzo dziękuję wszystkim za miłe słowa!!!

            Pozdrawiam serdecznie
            zamiarka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka