Gość: amonika
IP: 213.199.198.*
11.09.07, 19:40
moja babcia wróżyła, pamiętam to z dzieciństwa. nie zawodowo,
znajomym, sąsiadkom, ale zawsze brała coś za wróżbę, choćby
symboliczny grosz. mówiła, że tak trzeba. miała kilka zasad. nie
wróżyła b bliskiej rodzinie (np mojej mamie, choć prosiła), mówiła
też, że nie wróży się nigdy dzieciom i kobietom w ciąży. stawiała
jak to mówią zwykłe karty. brała taką zwykłą talię, którą mój
dziadek grał, trochę podniszczoną i kładła. dziwnie to wyglądało.
przychodziły jakieś kobiety i gdzieś tam na brzegu stołu, na
plastikowej ceracie tymi podniszczonymi kartami babcia im mówiła...
nie wiem już co, ale pamiętam, że mimo tych zwykłych, banalnych,
kuchennych okoliczności na chwilę pojawiała się jakaś... trudno to
wytłumaczyć... aura... atmosfera...
babcia nie wiem skąd się nauczyła, chyba od swojej babci, ale nie
jestem pewna. mnie nie chciała nic nauczyć, pokazała mi tylko kilka
układów (kiedy jakaś karta stoi koło którejś). śmieszyło mnie to,
miałam ze 14 lat a moja babcia mówi, że jak to i to, to znaczy, że
idą papiery z wielkiej drogi (a potem przychodził list z zagranicy :)
kiedyś jak byłam w liceum na wycieczce klasowej z nudów zaczęłam
rozkładać karty dziewczynom. paplałam to, czego się nauczyłam (czyli
prawie nic) z talii, którą ktoś zabrał żeby grać w tysiaca czy
makao. i bardzo bardzo sie zdziwiłam, kiedy naszej opiekunce wtedy
młodej dziewczynie na ostatnim roku studiów powiedziałam wg tego co
nauczyła mnie babcia kilka rzeczy i ona powiedziała jeszcze bardziej
zdziwiona, że się wszystko zgadza.
to była zabawa. zapomniałam o kartach na następne kilka lat aż
zetknęłam się z tarotem. zetknęłam w sposób absolutnie przypadkowy,
przedtem w ogóle nie wiedziałam co to jest, nawet nie słyszałam tej
nazwy. dostałam karty i znów, trochę dla śmiechu, trochę z
ciekawości zaczęłam stawiać karty.
i sama na własnej skórze przekonałam się, że coś w tarocie jest. po
pierwsze nie wiadomo jak przetasuje karty, zawsze na dany
problem/pytanie otrzymuję ten sam/lekko zmodyfikowany zestaw kart.
przekonalam się o tym wiele razy. a przecież statystycznie rzec
biorac nie jest to możliwe, by po kilkukrotnym, dobrym przetasowaniu
a nawet po kilku dniach na to samo pytanie "wyrzucało" te same karty.
kilka razy chciałam, żeby tarot mi powiedział coś konkretnego i z
dużym niezadowoleniem widziałam zupełnie inne karty, mówiące, że
sprawy ułożą się zupełnie inaczej niż myślę, niż mam nadzieję,
więcej - niż wskazują na to okoliczności. i jednak w ostatecznym
rachunku tarot miał rację.
ale jednocześnie zaczęły się złe rzeczy. w końcu zrezygnowałam z
tarota. miałam dwadzieścia kilka lat i nagle zdałam sobie sprawę, że
bawię się czymś, co zaczyna być dla mnie niedobre. nie ma tu miejsca
i czasu na szczegóły, ale w końcu bałam się stawiać karty i bałam
się je wyrzucić.
znów minęło kilka lat. z czasem zaczęłam odkrywać u siebie
dziwne "talenty", np przewiduję płeć dziecka znajomych. nie
traktuję tego z wielką, pełną namaszczenia powagą. po prostu kilka
razy to mi się zdarzyło. koleżanka dzwoni i mówi, że jest w ciąży,
początek, czwarty, piąty, szósty tydzień (było kilka takich
przypadków, więc terminy też były różne) a ja nie wiadomo skąd mam
silne wrażenie, że to będzie chłopak (albo dziewczyna). Skąd? jak?
nie wiem, nie dociekam.
znów zaczęłam się interesować no, może nie ezoteryką, ale kartami. I
wciąż tarot mnie zaskakuje. dziś traktuję go powazniej, z respektem,
troszkę sceptycznie, żeby nie popaść w jakieś dziwne klimaty. żyję
normalnie, mam zwykłą pracę, dziecko, rodzinę. tylko gdzieś na
marginesie normalności zdarzają się takie rzeczy... inne.
dziś właśnie też zdarzył się jeden z takich przypadków. moja siostra
kupiła pierścień atlantów. zaczęłyśmy szukać informacji w internecie
nt i między innymi na temat polaryzacji. wzięłam zwykły złoty
pierścionek na nitce i okazało się, że...
ale to temat na zupełnie inną historię.
kiedys chciałam mieć zdanie na temat takich spraw. uczyłam się
fizyki, chemii, czytałam o iluzjonistach, interesowałam się
statystką, żeby udowdnić sobie, że to po prostu nie istnieje. takie
zjawiska. ale teraz pozwalam im istnieć w moim życiu. nie mówią już:
ja w to nie wierzę. nie mówię też: ja w to wierzę. mówię sobie:
zdarzyło mi się, doswiadczam tego i tyle.
pozdrawiam wszystkich
Monika