Dodaj do ulubionych

TVP 1 _ Wielki Głód na Ukrainie

26.11.07, 20:08
Witam Państwa !
Dzisiaj w nocy będzie emitowany reportaż dotyczący Wielkiego Głodu na Urainie w latach 30-ych XX w. - zob.:
"Notacje Franceska Michalska. Wieki głód na Ukrainie w 1933 r.
dokument
wtorek 27.11.2007 TVP 1 01:45

Telewizja Polska od lat rejestruje "spowiedź życia" osób zasłużonych dla Polski: naukowców, artystów, społeczników, świadków burzliwych wydarzeń historycznych. Ich wypowiedzi podzielone są na 10-minutowe odcinki. Urodzona w 1923 r. Franceska Michalska mieszkała w sowieckiej części Wołynia i przeżyła dramatyczne chwile związane z wywołanym na rozkaz Józefa Stalina głodem. Była świadkiem wstrząsających zachowań i śmierci wielu osób."
Podaję link:
tv.wp.pl/index.html
Pozdrawiam
L. Bodio
Obserwuj wątek
    • liberum_veto Stanisław Srokowski - Przesiedleńcy 27.11.07, 17:12
      Dzisiaj dla nocnych marków TVP1 serwuje w tym cyklu program z
      udziałem Stanisława Srokowskiego - pisarza, poety i publicysty,
      wypędzonego z Kresów. Emisja o godz. 2.15, kiedy już wszyscy śpią sad
      Próbka twórczości p. Stanisława
      www.stankiewicz.e.pl/ludobojstwo/polemika.html
      „Rzeczpospolita” (17.03 2007) każe się nam, Polakom, strasznie
      użalać nad biednym losem ostatniego wodza UPA, Wasyla Kuka i
      potwornie skrzywdzonej przez władze Kijowa - Ukraińskiej Powstańczej
      Armii,(UPA). Ból ten wyraża z przekonaniem Tatiana Serwetnyk i
      poucza nas, Polaków, jaka była prawda.
      Najbardziej pożałowania godna jest ciężka egzystencja ostatniego
      wodza UPA, Wasyla Kuka, który, jak ubolewa publicystka, choć przez
      lata walczył o niepodległość Ukrainy, nadal nie ma statusu
      kombatanta. Co za nieszczęście! Gdyby wymordował więcej polskich
      niemowląt, może by dostał nie tylko order, ale i kartę kombatanta. I
      nie mieszkałby w dwupokojowym mieszkaniu pod Kijowem, a w wielkim,
      białym pałacu. Tatiana Serwetnyk powiada, że trzeba panu Kukowi
      bardzo współczuć, bo gdyby nie jego syn, Petro, dowódca UPA nie
      miałby za co żyć. Istotnie, jest się nad czym użalać. Bo co tam
      trzysta tysięcy w sposób straszliwy wymordowanych przez niego i
      takich jak on naszych rodaków!? Co tam miliony wygnanych ze swojej
      ziemi Polaków?! Im nie trzeba współczuć! Trzeba współczuć atamanowi
      Kukowi. A może wysłać mu paczki z żywością, by z jeszcze większą
      mocą uprawiał w Polsce przy pomocy pani Serwetnyk banderowską
      propagandę.
      • mat120 Re: Stanisław Srokowski - Przesiedleńcy 27.11.07, 19:41
        Nieco późno te programy. A tu jeszcze jedna rozmowa ze Stanisławem
        Srokowskim, autorem głośnej książki "Nienawiść":

        free.art.pl/srokowski/wywiady.html
        • werch Re: Stanisław Srokowski - Przesiedleńcy 28.11.07, 17:00
          "Nienawiść" - ten tytuł świetnie pasuje do tytułu tego forum.
    • liberum_veto Franceska Michalska - Cała radość życia 28.11.07, 16:26
      Franceska Michalska to emerytowana lekarka z Siemiatycz. 85 lat,
      ciekawy i bogaty życiorys. Swoje wspomnienia spisała w książce "Cała
      radość życia. Na Wołyniu, w Kazachstanie, w Polsce".
      Bardziej pamiętam jej męża, który onegdaj był uważany za najlepszego
      dentystę i cieszył się zasłużoną sławą w całym powiecie
      siemiatyckim. Zmarł 15 lat temu.
      kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53662,4515305.html?as=1&ias=8&startsz=x
      Moi rodzice byli rolnikami. Władze sowieckie chciały, żeby wszyscy
      poszli do kołchozu, o czym nikt nie chciał nawet słyszeć. Trzeba
      było oddać cielaka, krowę, ileś tam kop jajek, zboże, gotówkę,
      wszystko. W 1930 r. podatki były bardzo wysokie, w 1931 r. jeszcze
      wyższe, w 1932 r. na przedwiośniu zaczął się głód.
      Na początku była jeszcze niewymłócona fasola czy stary groch, każdy
      miał coś z ubrania. Mama miała wyprawę ze ślubu, sukienki. Można
      było za to na targu dostać garniec lnu czy soczewicy, z mąką było
      już ciężko. W 1933 r. nie było już absolutnie nic do jedzenia,
      wszystko zabrano.

      Jak to się odbywało?

      Przyjeżdżali - trudno ich nazwać rewolucjonistami - ludzie z
      marginesu, którzy mieli rozkaz wszystko zabrać albo zniszczyć.
      Spalili wielkie magazyny księcia Sanguszki, wiadomo, wróg ludu.
      Na wsi ludzie wykopywali jamy w ogrodach, w lesie i zakopywali
      jedzenie. Na próżno. Przyjeżdżała tzw. goła brygada, kilkunastu
      mężczyzn ze szpicami, którymi nakłuwali ziemię, szli przez cały
      ogród, czasem na czubek nadział się skrawek materiału z pościeli
      albo ziarenko. Jak tylko zobaczyli, że gdzieś szpica lżej wchodzi,
      wszystko wyciągali.
      Obok nas mieszkała pani chora na przewlekle postępujący gościec
      stawowy, od lat nie wstawała z łóżka. Uszyła sobie dwa woreczki, do
      każdego włożyła po 2 kilo kaszy i mąki i schowała pod siebie. Na
      początku nikt jej nie ruszał, ale później to już tak wszystko
      przeszukiwali, że ją podnieśli i te woreczki zabrali.
      Wyśmiewali się z ludzi, z religii. Na Ukrainie były modne ołtarzyki
      w rogu domu, na stoliku czy półeczce. Taki rewolucjonista, jak go
      nazywali, śmiał się: „Zobaczcie, schowała 16 kilo pszenicy pod
      ołtarz św. Mikołaja, bo myślała, że św. Mikołaj to uchroni. A jak
      tylko wszedłem do domu, to on do mnie kiwał palcem: »Chodź tutaj, tu
      jest pszenica schowana «”.
      Na początku lat 30. chcieli nawet zlikwidować niedziele. Wolny dzień
      ustalano na piąty, szósty albo dziesiąty kolejny dzień. Cztery dni
      pracy, piąty - odpoczynek, wszystko, aby tylko nie święto. W
      miastach, w fabrykach, gdzie była dyscyplina, trzeba było się
      podporządkować, ale nic z tego nie wychodziło, bo ludziom się
      myliło, nikt nie wiedział, kiedy przyjść, było straszne zamieszanie.
      W niedzielę i święta trzeba było pracować, najgorszą pracę
      wykonywać. Pamiętam, że w Wielkanoc w kołchozie trzeba było orać,
      chociaż błoto było po kolana.

      Co jedliście, jak nic nie było?

      Dziadek chodził do lasu i zrywał liście z lipy, bo mówili, że te
      liście przedłużą życie.
      Suszyło się je na deskach czy prześcieradle, później gniotło się na
      mąkę i robiło coś w rodzaju placków. Mama kazała mi chodzić do
      cioci, która była w kołchozie, że może tam uda mi się coś zjeść.
      Trwało to trzy lata. Ludzie umierali z głodu.
      Kiedy szłam do szkoły - ukraińskiej, polskiej nie było - to mijałam
      stertę desek, na których leżał mężczyzna. On tam leżał i leżał, nic
      nie jadł, nie wiadomo jak długo, coraz bardziej spuchnięty. W końcu
      twarz mu się zrobiła jak wiadro. Któregoś dnia idziemy, a tam, gdzie
      miał gałki oczne, jest pełno much, w ustach też muchy. Nie miał siły
      wstać, nikt mu nie pomógł, bo nie miał jak, wiele osób umierało tak
      jak on.
      Jedna rodzina nie mogła wytrzymać z głodu, rodzice zabili swoje
      dzieci i zjedli. Wtedy był niby jeszcze jakiś porządek, pamiętam, że
      prowadzili ich do aresztu czy sądu.
      • liberum_veto Franceska Michalska - Cała radość życia 28.01.08, 19:32
        www.noir.pl/dzial_katalog-ksiazka334.htm
        Fascynująca opowieść o polskim losie – widzianym i przeżytym w
        tragicznych, mało w Polsce znanych okolicznościach. Autorka urodzona
        w 1923 r. kilkanaście kilometrów od przedwojennej polsko-sowieckiej
        granicy na Zbruczu – ale już po tamtej, radzieckiej stronie,
        obywatelka zniewolonej Ukrainy – naprzód jako dziecko opisuje wielki
        głód pierwszej połowy lat 30., który cudem prawie przeżyła w swojej
        rodzinnej wsi, a także narastający stalinowski terror tamtych lat,
        szczególnie bezwzględny wobec wielotysięcznej polskiej ludności
        pozostałej na tamtych ziemiach. A potem – w 1936 r. – wspólna
        wywózka do Kazachstanu i nieludzkie warunki tej drogi, okoliczności
        zasiedlania gołego stepu na jakim porzucono cały transport, jego
        ofiary i walka o przetrwanie w szczególnie surowym klimacie
        środkowej Azji. Autorka opisuje przy tym swoje losy – przerywane
        czasami głodu i tułaczki – ukraińskie i kazackie szkoły tamtych lat,
        szkołę felczerską w Petropawłowsku, ukończoną w grudniu 1941 r.,
        najtrudniejszą jednoosobową praktykę medyczną na głębokiej prowincji
        Kazachstanu, a potem (w latach 1942-44) prawdziwe studia naprzód w
        Ałma-Acie, potem w głęboko przeoranym prze wojnę Charkowie i w
        nietkniętych nią Czerniowcach, zakończoną samotną i oficjalną (choć
        niezupełnie legalną) repatriacją do Polski – gdzie znalazła się
        pierwszy raz w życiu. I gdzie nie bez wysiłku ukończyła studia,
        wyszła za mąż i kilkanaście następnych lat spędziła w Siemiatyczach
        jako wzięty pediatra i ordynator miejscowego szpitala.
        Wielka historia widziana naprzód oczyma dziecka, a potem już
        dorosłego człowieka – najprostsza, najprawdziwsza, najgłębiej
        przejmująca.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka