• madohora Re: Krzykawka 14.03.23, 16:54
      PAMIĘCI POWSTANIA STYCZNIOWEGO - www.katowice.uw.gov.pl - 14.03.2023
      • madohora Re: Krzykawka 14.03.23, 16:55
        FINAŁ PROJEKTU O POWSTANIU STYCZNIOWYM - www.tvp.pl - 14.03.2023
    • madohora Re: Krzykawka 17.03.23, 20:54
      POWSTANIE STYCZNIOWE. NAJDŁUŻSZY ZRYW NIEPODLEGŁOŚCIOWY - www.kuratorium.pl - 17.03.2023
    • madohora Re: Krzykawka 28.04.23, 19:20
      Powstanie styczniowe
      • madohora Re: Krzykawka 28.04.23, 19:22
        Powstanie styczniowe okazało się
        jednym z najważniejszych wydarzeń
        w dziejach dzisiejszych gmin Kocmy-
        rzów-Luborzyca i Igołomia-Wawrzeń-
        czyce. W zgodzie ze stwierdzeniem
        F. Kiryka warto zaznaczyć, iż ważnym,
        jeśli nie decydującym impulsem dla po-
        wstania lokalnych oddziałów powstań-
        czych na tych terenach było opuszczenie
        przez wojsko, w pierwszych dniach lute-
        go 1863 roku, posterunków granicznych
        od strony Galicji na całej długości ro-
        syjsko-austriackiej granicy w obwodzie
        miechowskim. Pierwszy taki oddział
        powstańczy sformowany w Proszowi-
        cach pojawił się na ziemiach gminy Igo-
        łomia-Wawrzeńczyce w lutym 1863 roku.
        Oddział ten – liczący około 20 osób –
        podążając w kierunku Tropiszowa do-
        tarł do Wawrzeńczyc i Igołomi 9 lutego
        1863 roku. Po drodze powstańcy znisz-
        czyli napotkane symbole władzy carskiej,
        a w samej Igołomi – po opanowaniu ko-
        mory celnej – skonfi skowali znajdującą
        się w kasie kwotę 30 rubli. Ponadto po-
        wstańcy zabierali znajdowaną po drodze
        broń, a w Wawrzeńczycach przejęli broń
        ukrytą w podziemiach tamtejszego ryn-
        ku, pochodzącą prawdopodobnie jeszcze
        z czasów chłopskich wystąpień w latach
        1846–1848. Pojawiły się także informacje
        o oddziale powstańczym działającym
        w tym samym okresie w rejonie Tropiszo-
        wa, Biórkowa i Wysocic. Oddział ten miał
        jakoby liczyć około 10–30 powstańców.
        Z kolei na ziemie sąsiedniej gminy
        Kocmyrzów-Luborzyca powstanie „za-
        witało” kilkanaście dni później. Dnia
        6 marca 1863 r. do Goszczy przybył Ma-
        rian Langiewicz wraz z dowodzonym
        Powstanie styczniowe 1863–1864
        na ziemiach dzisiejszych gmin
        Kocmyrzów-Luborzyca i Igołomia-Wawrzeńczyce
        przez niego oddziałem. Wśród dowód-
        ców wojskowych pierwszego okresu walk
        powstańczych Langiewicz wyróżniał się
        skutecznością prowadzonych przez nie-
        go działań. W przeciwieństwie do innych
        dowódców oddziałów powstańczych
        w pierwszym jego okresie posiadał przy-
        gotowanie wojskowe. Dała mu je m.in.
        służba w armii pruskiej i działalność
        u boku Garibaldiego we Włoszech. Dzia-
        łalność powstańczą rozpoczął na terenie
        sandomierskiego. Po pierwszych niepo-
        wodzeniach – m.in. pod Wąchockiem –
        Langiewicz skutecznie zebrał rozproszone
        oddziały i – pomimo rosyjskiego pościgu –
        prowadził je w kierunku Krakowa. Na
        przełomie lutego i marca 1863 Langiewicz
        skutecznie odparł Rosjan pod Małogosz-
        czą (24 lutego), Pieskową Skałą (4 marca)
        i Skałą (4 marca). Po tej ostatniej potyczce
        oddział Langiewicza dotarł do Goszczy.
        Powstańcom brakowało żywności, broni,
        odpoczynku. Wybór Goszczy na miejsce
        obozu – zdaniem H. Rzadkowskiej – za-
        proponował Langiewiczowi jego agent
        J. Mayzel. Zaletą Goszczy było dogodne
        położenie geografi czne. Miejscowość po-
        łożona była w bliskiej odległości od gra-
        nicy austriacko-rosyjskiej i zapewniała
        Langiewiczowi możliwość łatwej komu-
        nikacji z Krakowem, a właśnie stamtąd
        Langiewicz oczekiwał szybkiej i skutecz-
        nej pomocy materialnej szczególnie w za-
        kresie uzbrojenia. Pobyt w Goszczy miał
        umożliwić Langiewiczowi reorganizację
        i uzupełnienie stanu osobowego oddziału
        nie tylko w oparciu o ludność miejscową,
        ale głównie ochotników z Krakowa i Ga-
        licji. Warto pamiętać, iż przekroczenie
        granicy nie było w tym czasie szczególnie trudne wobec dwuznacznej postawy
        władz austriackich względem powstań-
        ców. Jeszcze w drodze do Goszczy Lan-
        giewicz wydał rozkaz-odezwę skiero-
        waną do oddziałów rozbitych wcześniej
        przez Rosjan. Liczył głównie na pokona-
        nych pod Miechowem powstańców z od-
        działu A. Kurowskiego, którzy po klęsce
        znaleźli schronienie w Galicji. I rzeczywi-
        ście spora ich grupa, pod dowództwem
        W. Winerta dotarła do Goszczy. Zjawiły
        się tu także oddziały płk. A. Waligór-
        skiego i T. Cieszkowskiego. Liczyły one
        około 150–200 powstańców. Liczną gru-
        pę nowych podkomendnych Langiewi-
        cza stanowili niezorganizowani ochotni-
        cy, którzy dotarli do obozu z Galicji. Był
        wśród nich również oddział zorganizo-
        wany przez dzierżawcę dóbr
        luborzyckich Alojzego Wende,
        który sam, ze względu na po-
        deszły wiek, nie wziął udziału
        w powstaniu. W ciągu kilku
        dni oddział osiągnął liczebność
        około 3000 ludzi. Spowodowa-
        ło to konieczność jego reorga-
        nizacji. Langiewicz utworzył
        składającą się z trzech pułków
        brygadę piechoty, której do-
        wództwo powierzył J. Śmie-
        chowskiemu. Dowództwo bry-
        gady kawalerii (dwa pułki)
        otrzymał J. Czapski. Uzupeł-
        nieniem oddziału Langiewi-
        cza były tabory i symboliczna
        artyleria składająca się z dwu
        małokalibrowych armatek. Go-
        rzej przedstawiała się sprawa
        uzupełnienia zapasów, przede
        wszystkim zaś uzupełnienia
        w nowoczesną broń. Jak podaje
        S. Kieniewicz w liczącym oko-
        ło 3000 tys. ludzi oddziale tyl-
        ko 1000–1200 uzbrojonych było
        w broń palną, często nie naj-
        lepszej jakości. W posiadaniu
        żołnierzy Langiewicza znalazła się tylko
        niewielka liczba nowoczesnych sztuce-
        rów belgij skich oraz pewna liczba kara-
        binów austriackich. Różna też była atmo-
        sfera w obozie i jej oceny, wahające się od
        euforii do dużej dozy krytycyzmu. Oto
        jak moment przybycia do Goszczy wspo-
        minał pochodzący z chłopskiej rodziny
        M. Rembacz ze Szczurowej: „Gdy przy-
        byłem do Goszczy, doznałem niezwykłe-
        go wzruszenia na widok obozu, w którym
        przy ogniskach wiara nasza nuciła pieśni
        patriotyczne. Trudno wyrazić słowami
        radość moją, że i ja należę do obrońców
        Ojczyzny, którą zamierzamy przy Boskiej
        pomocy oswobodzić z tyloletniej niewoli
        moskiewskiej”. Z kolei F. Gorczycki tak
        przedstawiał sytuację w obozie Langiewicza: „Oddział w Goszczy rósł z dnia
        na dzień, broń i ładunki przywożono
        codziennie z Krakowa. Placówki koło
        Goszczy były rozstawione prawidłowo.
        Wysyłano również rekonesanse. Lan-
        giewicz prawie nie wychodził z dworu,
        gdzie miał kwaterę. Nas najmłodszych
        najwięcej wysyłano na rekonesans, gdyż
        my młodzi byliśmy posłuszniejsi od star-
        szych. Pamiętam Jaszowskiego jak głoś-
        no mówił: Młodych wysyłać na pikiety,
        bo starzy nie głupi stać po kilka godzin”.
        Natomiast W. Bentkowski w liście do
        H. Cegielskiego z 10 marca 1863 r. tak przed-
        stawił przekrój społeczny uczestników
        obozu w Goszczy: „Chłopów w ogóle
        bardzo mało, mieszczaństwa porządnego
        di o, najwięcej różnych lagasów miej-
        skich dojrzałego wieku i młodzi wszela-
        kiej tak szlacheckiej jak i miejskiej, woj-
        skowych stosunkowo mało”. Powstańczy
        obóz w Goszczy żył nie tylko sprawami
        wojskowymi. Od chwili jego powstania
        polityka i konfl ikty pomiędzy powstań-
        czymi dowódcami odciskały na nim nie-
        zatarte piętno. M. Langiewicz był zapew-
        ne niezłym dowódcą wojskowym, choć
        metody, które stosował w swoich dzia-
        łaniach budzą dziś jeszcze kontrowersje.
        Politykiem jednak okazał się cokolwiek
        naiwnym. Rywalizacja pomiędzy po-
        szczególnymi orientacjami politycznymi
        pośród przywódców powstania, konfl ik-
        ty pomiędzy „Białymi” i „Czerwonymi”,
        na którą nakładał się jeszcze osobisty
        konfl ikt Langiewicza i Ludwika Miero-
        sławskiego utrudniały realizację celów
        powstańczych. W takiej sytuacji obóz
        w Goszczy nierzadko przypominał roz-
        politykowany sejmik szlachecki, a nie
        zagrożony przez Rosjan obóz wojskowy.
        Tak wspominał to obecny w Goszczy
        ksiądz S. Szulc: „Pokazały się zwiastuny
        nieszczęścia, różne fi gury, które nie o bo-
        jach, ale to o Mierosławskim, to o jakimś
        innym pryncypale swoim mówiły. Gdy
        partie w obozie zaczną się wyrabiać nic
        z takiego wojska nie będzie, a niestety
        ślady ich były zanadto liczne w „langie-
        wiczowskiej armii”.
        Na przełomie lutego i marca 1863 r.,
        kiedy popularność Langiewicza była naj-
        większa pojawiła się koncepcja przekaza-
        nia mu władzy dyktatorskiej. Inicjatywa
        obozu „Białych”, według których Lan-
        giewicz był jedyną osobą, jaką na stano-
        wisku dyktatora mogłyby zaakceptować
        różne powstańcze partie i obozy. Rozmo-
        wy na ten temat prowadzone były w Kra-
        kowie już w pierwszych dniach marca.
        Langiewicz początkowo nie zajmował
        jednoznacznego stanowiska. Pomimo
        to, na spotkaniu w krakowskim hotelu
        „Saskim” 8 marca podjęta została decy-
        zja o zaproponowaniu mu objęcia funk-
        • madohora Re: Krzykawka 28.04.23, 19:23
          Wraz z Malczewskim granicę przekroczyć miał rów-
          nież konwój z bronią i amunicją, którym
          dowodził E. Petion, autor relacji z tejże
          wyprawy, do której jeszcze kilkakrotnie
          będziemy mieli okazję się odwoływać.
          Zgodnie z założeniami planu operacyjne-
          go – przygotowanego przez generała Mie-
          rosławskiego – oddział Malczewskiego,
          po przekroczeniu granicy miał się zatrzy-
          mać i okopać w Pobiedniku, i tam oczeki-
          wać na połączenie z głównym siłami „kor-
          pusu” Mierosławskiego. Siły te – według
          E. Petiona – liczyły około 3700 żołnierzy.
          Dane te, słusznie zresztą, kwestionuje
          E. Kozłowski, który w swojej pracy – do-
          tyczącej wypraw wojennych organizowa-
          nych w Krakowie w 1863 roku – ocenia
          je jako znacząco niższe. Po przekroczeniu
          granicy Malczewski całkowicie zignoro-
          wał rozkazy swojego dowódcy i popro-
          wadził oddział w kierunku Igołomi na-
          przeciw kolumny wojsk rosyjskich, które
          maszerowały od strony Nowego Brzeska.
          Trudno dziś jednoznacznie określić przy-
          czyny takiego postępowania. Być może
          kapitanem Malczewskim powodowała
          osobista ambicja, wzmocniona dodatko-
          wo łatwym odparciem oddziału rosyjskiej
          straży granicznej tzw. „objezdczyków”,
          który, jak tłumaczył po bitwie, zamierzał
          całkowicie rozbić. W każdym bądź razie
          swoją decyzją Malczewski doprowadził
          do odcięcia jego oddziału od granicy
          w wyniku zajęcia Pobiednika przez Ro-
          sjan, co spowodowało, iż znalazł się on
          w bardzo trudnym położeniu. W chwi-
          li kiedy Rosjanie zajmowali Pobiednik,
          gdzie Malczewski pozostawił dwa działa
          z niewielką obsadą, powstańcy rozloko-
          wywali się w Igołomi. Oto jak w opisie
          E. Petiona przedstawiał się ówczesny pałac
          i folwark w Igołomi: „Folwark Igołomia
          położony jest na płaszczyźnie dopierają-
          cej do Wisły. Pomiędzy walącymi się bu-
          dynkami folwarcznymi a rzeką jest duży
          angielski ogród, w środku którego znaj-
          duje się piętrowy murowany pałac o pod-
          stawie kwadratowej, pałac któren jest na-
          turalnym blokhauzem; ogród zaś porosły
          tylko przeźroczystymi krzakami stanowił
          wyborny plac broni. Folwark i ogród oto-
          czone były rowem. Wprawdzie na rogu
          folwarku, wystawionego właśnie na atak
          Moskwy z Opatowca dążącej wznosił się
          pochyły, zbutwiały, zgniłą słomą pokryty
          wielki budynek, któren nam najwyraźniej
          przeszkadzał i psuł całą obronę”.
          Na wiadomość o zajęciu przez Ro-
          sjan Pobiednika Malczewski podjął pró-
          bę jego odzyskania. Okazała się ona nie
          tylko nieskuteczna, ale i katastrofalna dla
          jego oddziału. W starciu, do jakiego do-
          szło w pobliżu folwarku w Igołomi, na
          drodze w kierunku Pobiednika oddział
          kapitana został rozbity przez Rosjan.
          Większość powstańców co prawda prze-
          kroczyła granicę, ale została tam uwię-
          ziona przez oddziały austriackie. W ręce
          Austriaków dostał się także praktycznie
          cały konwój z amunicją i bronią (w tym
          m.in. około 500 nowoczesnych karabi-
          nów belgij skich). W stoczonej 4 maja 1863
          roku bitwie pod Igołomią śmierć ponio-
          sło 19 powstańców, a 20 zostało rannych.
          Według wspomnianego już E. Petiona tak
          oto wyglądały przełomowe momenty bi-
          twy: „Pomiędzy trzecią a czwartą nagle
          doniesiono kapitanowi Malczewskiemu,
          że Pobiednik jest zajęty, jak również, że
          Moskwa nadciąga od Proszowic i Opa-
          towca. Malczewski nakazał natychmia-
          stowy odwrót do Pobiednika. O godzi-
          nie czwartej zaledwie czoło kolumny
          wyruszyło z dziedzińca folwarcznego,
          gdy nagle cały oddział zatrzymał się na
          widok Moskali postępujących ku nam od
          Opatowca. Szerokim gościńcem posuwa-
          ła się dość wielka kolumna kawalerii...”
          i dalej: „Tymczasem Malczewski i Kle-
          pel, zapominając, że nie odstępuje się od
          nieprzyjaciela już rozwiniętego mając tył
          zajęty, od prawego mając zapowiedziany marsz Moskwy a od lewego Wisłę,
          bo wówczas zaciąga się tylko pętlę, którą
          nieprzyjaciel już założył, po chwilowym
          zatrzymaniu kolumny nakazali dalszy
          odwrót. Błąd to był ogromny”. Aż wresz-
          cie autor dochodzi do chwili ostatecznej
          klęski: „Zaledwie kawaleria nieprzyjaciel-
          ska zatrzymała się, kolumna nasza jakby
          lekceważąc ją, puściła się w dalszą drogę
          po gładkiej równinie ku Pobiednikowi.
          Wówczas pierwsze kule rozsypanego pół
          batalionu Moskwy syknęły koło uszów
          naszym, oddział maszerował jednak we
          wzorowym porządku. Dopiero gdy ob-
          jezdczycy dopadli zabudowań dworskich
          i ogień ze swoich janczarek skrzyżowali
          z gradem kul swojej, wówczas porządek
          się zmieszał i nic dziwnego, ogień był tak
          przeraźliwy, że wątpię czy czwartacy na-
          wet nie rzuciliby popłochu”.
          Polegli pod Igołomią zostali pocho-
          wani w specjalnie wykopanym grobie na
          cmentarnej drodze w Pobiedniku. Zgod-
          nie z rosyjskimi rozkazami ówczesny
          wójt Pobiednika – Nowak wraz z kilko-
          ma chłopami układał w nim warstwami
          zwłoki powstańców, które przykryte zo-
          stały tylko ziemią i darnią bez jakiegokol-
          wiek oznaczenia miejsca pochówku. Rok
          później wójt Nowak zasadził na czterech
          narożnikach kwatery czerwone klony
          oznaczając w ten sposób mogiłę powstań-
          ców. Kilka lat później na mogile został po-
          stawiony bezimienny drewniany krzyż.
          Również w maju 1863 roku w okolicach
          Igołomi działał oddział powstańczy do-
          wodzony przez J. Szwendowskiego-Ja-
          worskiego, w skład którego wchodzić
          mieli okoliczni chłopi.
          Ostatnią bitwą powstania stycznio-
          wego na terenach dzisiejszej gminy
          Igołomia-Wawrzeńczyce było starcie –
          dowodzonego przez pułkownika A. Ta-
          niewskiego-Tetery – oddziału powstańczego z Rosjanami pod Czernichowem,
          do którego doszło 15 sierpnia 1863 roku.
          Bitwa ta zakończyła się klęską powstań-
          ców, w której śmierć poniosło 28 z nich.
          Większość z poległych (21) została po-
          chowana w zbiorowej mogile na cmenta-
          rzu parafi alnym w Igołom
          • madohora Re: Krzykawka 28.04.23, 19:25
            Opisując dzieje powstania stycz-
            niowego na ziemiach dzisiejszej gminy
            Igołomia-Wawrzeńczyce nie sposób nie
            odnieść się do sprawy udziału mieszkań-
            ców tych ziem w najdramatyczniejszym
            polskim zrywie niepodległościowym.
            Z powodu braku znaczących źródeł trud-
            no nawet w przybliżeniu ustalić liczbę
            powstańców wywodzących się zwłasz-
            cza spośród ówczesnych włościan, czy
            też szczegółowo określić zakres wspar-
            cia, jakiego wieś udzieliła powstańcom.
            Dlatego też przypomnimy w tym miejscu
            sylwetki tylko dwóch mieszkańców tych
            ziem, którzy przyłączyli się do powsta-
            nia, a o których posiadamy możliwe do
            weryfi kacji informacje. Pierwszym z nich
            był Henryk Latała z Wawrzeńczyc, któ-
            ry za pomoc powstańcom z oddziału
            kapitana Stefana Malczewskiego został
            przez władze rosyjskie skazany na zsył-
            kę na Syberię. Drugim był Tadeusz Zim-
            ny «Beznogi» z Pobiednika. Informacje
            o jego życiu zawdzięczamy prawnukowi,
            komandorowi Marynarki Wojennej panu
            Stanisławowi Stępie: „Tadeusz Zimny
            «Beznogi» urodził się w roku 1836. Służył
            w wojsku rosyjskim, brał udział w woj-
            nie krymskiej. Podczas walk pod Sewa-
            stopolem był chorążym grenadierów.
            W bitwie chroniąc sztandar pułkowy
            został ciężko ranny i początkowo uzna-
            ny został za poległego. Utracił wówczas
            jedną nogę (stąd późniejszy przydomek –
            «Beznogi»). Za wykazane męstwo został
            odznaczony Krzyżem Świętego Jerzego,
            otrzymał wojskową rentę i zwolniony
            do domu. Wybudował dom w Pobied-
            niku, obok dworskich zabudowań. Gdy
            nadszedł czas powstania narodowego
            czynnie zaangażował się w patriotyczną
            działalność. Wykorzystano jego wiedzę
            wojskową i prowadził kilkutygodniowe
            szkolenia napływających ochotników –
            rekrutów z Galicji i Prus. Gdy Rosjanie
            dowiedzieli się o prowadzonym szkole-
            niu, zaatakowali dom Tadeusza Zimne-
            go. Obecni w nim już przeszkoleni po-
            wstańcy potrafi li się umiejętnie wycofać
            do Galicji, tracąc w nurtach Wisły dwóch
            towarzyszy broni. «Beznogi» został
            schwytany, wywieziony do Miechowa
            i postawiony przed sądem. Uwzględnio-
            no jednak wcześniejsze zasługi i otrzymał
            karę tylko czterech lat więzienia. W prze-
            kazach rodzinnych pozostały opowieści,
            jak to po zwolnieniu z więzienia Tadeusz
            Zimny udał się piechotą w półroczną wę-
            drówkę do Petersburga, aby dotrzeć do
            samego cara i odzyskać wypłatę renty
            wojskowej, która była mu zabrana przy
            uwięzieniu. Wyprawa była skuteczna –
            uzyskał wypłatę wojskowej renty, nawet
            z wyrównaniem za okres uwięzienia.
            Zmarł około roku 1905 i wraz z żoną Ka-
            tarzyną został pochowany na cmentarzu
            parafi alnym w Pobiedniku. Jego mogiła
            niestety nie zachowała się, stąd też jego
            nazwisko zostało umieszczone na mogile
            zbiorowej powstańców 1863 roku”. Pod-
            kreślmy, iż stało się to dzięki staraniom
            jego prawnuka komandora Marynarki
            Wojennej pana Stanisława Stępy.
            Epizody związane z okresem powsta-
            nia styczniowego na długo zapisały się
            w pamięci mieszkańców tych ziem. Zwy-
            kle przekazywane z pokolenia na pokole-
            nie w formie ustnych opowieści przyjęły
            w końcu postać ludowych legend i opo-
            wieści. Jedna z nich wiążę się z dwo-
            rem Stefanów znajdującym się wówczas
            w Stręgoborzycach. Otóż w niespokoj-
            nych czasach powstania styczniowego
            właścicielami Stefanowa było trzech braci
            szlachciców. Jeden z nich dołączył wówczas do partii (oddziału) powstańców
            Kality „Rębajły”. Po przegranej potycz-
            ce pod Wąsowem, blisko Igołomi, ranny
            próbował się dostać do swoich włości.
            Dopędzony przez oddział Kozaków zo-
            stał przez nich zakłuty na łąkach nieda-
            leko domu. Jego pies, duży biały bernar-
            dyn, który wyczuł śmierć swojego pana
            zerwawszy się z łańcucha pobiegł go szu-
            kać. Długo błąkał się po okolicznych po-
            lach i łąkach, a jego żałobne wycie słychać
            było daleko od Stręgoborzyc. Z czasem
            opowieść ta zmieniła swoją treść i stała
            się legendą o psie pilnującym legendar-
            nego skarbu ukrytego w tych okolicach.
            Inna z na wpół legendarnych opo-
            wieści łączy się z nieodległym dwo-
            rem w Tomaszowie, którego właścicielka
            w czasach powstania styczniowego Anna
            Olimpia Jankowska aktywnie włączyła
            się w działania powstańcze. Według po-
            wstańczej legendy niedobitki oddziałów
            powstańczych ukrywające się we dworze
            Tomaszów miały jakoby w parku ukryć
            skarb pochodzący z rozbitej wcześniej
            komory celnej w Igołomi. Legenda ta ma
            także swoją kontynuację, która opowiada
            o tym jakoby w latach trzydziestych XX
            wieku jeden z rolników, który pracował
            na polach dworskich położył się na chwilę
            pod dębem w parku dworskim. Po pew-
            nym czasie miała mu się przyśnić Matka
            Boska, która przemówiła do niego tymi
            słowami: ,,człowieku nie wiesz na jakim
            skarbie śpisz”. Przerażony chłop obudził
            się i natychmiast uciekł z dworskiego
            parku. Być może historie te mają zwią-
            zek z opowieściami o ukrytym gdzieś
            w Tomaszowie powstańczym sztandarze
            ocalonym po klęsce pod Czernichowem
            oddziału, którym dowodził pułkownik
            Aleksander Taniewski-Tetera.
            Inna z zachowanych w przekazach ro-
            dzinnych legend z tego okresu wiąże się
            ze znajdującą się w Wawrzeńczycach, na
            posesji Państwa Latałów, fi gurą św. Bar-
            bary. Według rodzinnej tradycji w miejscu
            tym około roku 1863 miała znajdować się
            drewniana kapliczka ku czci św. Barba-
            ry – Patronki Dobrej Śmierci. Zgodnie ze
            wspomnianym przekazem w jej pobliżu
            zakopany zostać miał w marcu 1863 roku
            z polecenia przedzierającego się do Gali-
            cji generała Mariana Langiewicza skarb,
            którym mogła być najprawdopodobniej
            kasa wojenna dowodzonego przezeń od-
            działu. Niestety kapliczka św. Barbary
            uległa w latach późniejszych zniszcze-
            niu, a podejmowane próby odnalezienia
            skarbu Langiewicza zakończyły się nie-
            powodzeniem. O przekazie rodzinnym
            związanym z kaplicą św. Barbary nie
            zapomniał na szczęście Grzegorz Latała,
            który w roku 1913 ufundował stojącą po
            dzień dzisiejszy fi gurę św. Barbary.
    • madohora Re: Krzykawka 29.08.23, 23:42
      Feliks Wiktor Riedl (Szczęsny) (ur. 6 sierpnia 1850 w Dydni, zm. ?) – powstaniec styczniowy, zesłaniec, pamiętnikarz, jezuita.
      • madohora Re: Krzykawka 29.08.23, 23:42
        Urodził się jako syn Kazimierza Riedla zarządcy majątku Trzecieckich, a następnie sekretarza starostwa Bohorodczany i Pauliny Schiller. Miał siostrę Annę oraz braci Stanisława i Kazimierza (1841-1898, pisarza jezuickiego).
        • madohora Re: Krzykawka 29.08.23, 23:42
          Feliks Wiktor Riedl walczył na Zamojszczyźnie i Lubelszczyźnie pod komendą Jana Żalplachty Zapałowicza, a następnie Marcina Borelowskiego. 6 września 1863 w bitwie pod Batorzem koło Kraśnika jego oddział został rozbity, a on sam odniósł rany i dostał się do niewoli. Prawdopodobnie jako najmłodsza osoba został zesłany na katorgę do Tomska, ale dzięki gubernatorowi dotarł tylko do Tobolska, skąd udało mu się wrócić.
          • madohora Re: Krzykawka 29.08.23, 23:43
            Po powrocie z Syberii, mając 15 lat wstąpił w 1865 do zakonu jezuitów w Starej Wsi. Święcenia przyjął 16 czerwca 1869 z rąk biskupa Antoniego Monastyrskiego. Studia filozoficzne odbył w Śremie w latach 1871–1872, w 1873 w Tarnopolu. Był też studentem I roku teologii moralnej w Krakowie. Około 1880 spisał swoje wspomnienia powstańcze i zesłańcze. Pracę Wspomnienie z powstania 1863 roku i z drogi na zesłanie w 1864 roku, opublikował w 1981 roku w książce Zapomniane wspomnienia profesor Eligiusz Kozłowski.
            • madohora Re: Krzykawka 29.08.23, 23:43
              Feliks Wiktor Riedl do stycznia 2023 uznawany był za najmłodszego uczestnika powstania styczniowego (jest natomiast najmłodszym zesłańcem) – wziął w nim udział w wieku 13 lat – jako uczeń I klasy szkoły realnej w Samborze, gdzie ojciec był kancelistą w urzędzie. W styczniu 2023 Genealogia Polaków – Fundacja Odtworzeniowa Dziedzictwa Narodowego odnalazła dokumenty w postaci aktu chrztu Ludwika Ruscha, który był o 12 dni młodszy (ur. 18 sierpnia 1850) od Riedla – co czyni Ruscha najmłodszym uczestnikiem wśród oddziałów powstańczych w latach 1863–1864
    • madohora Re: Krzykawka 26.11.23, 17:47
      W ŻYWCU ODSŁONIĘTO POMNIK POWSTAŃCA STYCZNIOWEGO - www.gov.pl - 26.11.2023
    • madohora Re: Krzykawka 14.05.24, 15:11
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uOqAO9LQZMg5pSRsX.jpg
      • madohora Re: Krzykawka 14.05.24, 15:27
        Krzykawka, w. w woj. małopol., w pow. olkuskim (gmina Bolesław), na wschodnim skraju Garbu Tarnogórskiego, w pobliżu Sławkowa.
        • madohora Re: Krzykawka 14.05.24, 15:27
          W czasie powstania styczniowego 5 V 1863 miejsce bitwy stoczonej między wojskiem ros. a oddziałem powstańczym, zakończonej zwycięstwem Polaków; w bitwie poległ F. Nullo.
          • madohora Re: Krzykawka 14.05.24, 15:51
            Nullo FRANCESCO GIUSEPPE, ur. 1 III 1826, Bergamo, zm. 5 V 1863, pułkownik wojsk wł., generał w powstaniu styczniowym 1863–64;
            • madohora Re: Krzykawka 14.05.24, 15:51
              wraz z oddziałem ochotników wł., tzw. garybaldczyków, brał udział w powstaniu styczniowym w Polsce; mianowany przez Rząd Nar. generałem; zginął w bitwie z Rosjanami.
    • madohora Re: Krzykawka 14.05.24, 16:39
      POŁĄCZENIE AUTOBUSOWE SŁAWKÓW - KRZYKAWKA
    • madohora Re: Krzykawka 13.01.25, 17:16
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/4fGach4CnjmzCGAnX.jpg
      • madohora Re: Krzykawka 13.01.25, 17:17
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/OPSlI9O6p0KdFOW2X.jpg
    • madohora Re: Krzykawka 05.07.25, 19:19
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/VEL0MLl48VX8OWXfX.jpg
    • madohora Re: Krzykawka 07.11.25, 18:20
    • madohora Re: Krzykawka 16.02.26, 23:30
      ▪️▪️▪️
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka