Dodaj do ulubionych

BYŁ OFF FESTIWAL

01.09.12, 13:05
Zakończony w niedzielę OFF w Katowicach był świetny, ale pokazał, że dobra muzyka nie wystarczy. Publiczność oczekuje głębokich doznań

Na Scenie Eksperymentalnej w czasie piątkowych koncertów publiczność zachowywała się jak podczas uroczystości religijnych. Wyciszeni, skupieni, czekający na doznanie muzycznego sacrum.

Średnia wieku uczestników OFF Festiwalu jest wyższa niż choćby Open'era. To w dużej mierze wyrobiona publiczność, czytająca muzyczne blogi i zagraniczne portale. Szybko się nudzi, więc każde nowe doznanie jest na wagę złota. Dlatego dobrze znana Kasia Nosowska nie miała szans porwać tłumów mimo dobrego występu.

Wyjątkowych przeżyć dostarczył za to 64-letni Charles Bradley. Pokazał, jak się gra w starej szkole soulu i funku. Śpiewał songi o miłości, która ocali świat. Długo po koncercie wzruszony muzyk nadal ściskał się z fanami pod sceną.

W późniejszych godzinach koneserzy ustępowali miejsca spragnionej zabawy młodzieży. Pierwszego dnia ostatni koncert na Scenie Głównej zagrało taneczne Metronomy, a na Scenie Leśnej Atari Teenage Riot rozpętało techno-punkowe piekło. Dzień później afrykański kolektyw Shangaan Electro połączył muzykę klubową z afrykańskimi brzmieniami.

Z pozamuzycznych atrakcji festiwalowiczom spodobało się w Kawiarni Literackiej, gdzie można było poszperać w przecenionych książkach i napić się wina. Tradycyjnie już literaci podczas spotkań zmagali się z zagłuszającymi ich dźwiękami z koncertów. Tego problemu nie miała grupa Babu Król, która w namiocie Kawiarni żywiołowo wykonała utwory z płyty „Sted", rockowo interpretując wiersze Edwarda Stachury.

Gwiazdą był oczywiście Iggy Pop z The Stooges, który zachwycił publiczność i przeraził obsługę techniczną. Jak zawsze bez koszuli weteran punkrocka tańczył, skakał i wciągał na scenę rozradowanych fanów. Później zszedł do tłumu, by zaśpiewać „I Wanna Be Your Dog". Jego brawura sprawiała wrażenie muzycznego wrestlingu, w którym wszystko jest zaplanowane, choć z pozoru wydaje się szalone i niebezpieczne.

Niezwykłych emocji dostarczyła też amerykańska grupa gitarowa The Antlers, wysoko ceniona przez zagraniczną krytykę. Publiczność stała bez ruchu jak zaczarowana, dając się ponieść falom pięknych dźwięków. Świetny koncert Mikołaja Trzaski wykonującego z zespołem muzykę do filmu „Róża" zakłóciło dwóch pijanych, którzy tańczyli jak na dyskotece i pokrzykiwali na siedzącą publiczność. Ochrona nie zareagowała, ale na szczęście działo się to pod sam koniec i nie udało im się zupełnie zepsuć fenomenalnego występu.

Przed zagubieniem się wśród dziesiątków artystów grających na czterech scenach ratowały programy, ale w tym roku równie często co z papierowych katalogów korzystano ze specjalnych aplikacji na telefony komórkowe.

Można też było wziąć udział w wycieczce po słynnym katowickim osiedlu górniczym Nikiszowiec. Trzeba było tylko dostatecznie wcześnie wstać po nocnych koncertach. Zadanie arcytrudne, w sytuacji kiedy to do czwartej nad ranem grają ciekawi artyści.


Rzeczpospolita


www.rp.pl/artykul/9145,922241-Misterium-dzwiekow-alternatywnych.html
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka