madohora Re: Toszek 09.09.25, 22:03 Do Pniowa dojedziemy autobusem linii 208 z Pyskowic ROZKŁAD JAZDY DLA AUTOBUSU 208 Odpowiedz Link
madohora Re: Toszek 09.09.25, 22:09 Stylowe kramy z nietuzinkowym rękodziełem postawione w zaułkach uliczek tworzą urokliwą i niepowtarzalną atmosferę, taką, jaką można poczuć tylko raz w roku. Na odwiedzających czekają świąteczne pyszności m.in. jabłka na gorąco nadziewane czekoladą i bakaliami, śląska „moczka”, kiełbaski, owoce w czekoladzie oraz wyśmienity grzaniec podawany w ceramicznych kubkach. U rękodzielników można nabyć oryginalne wyroby idealne jako świąteczne upominki lub elementy dekoracyjne. Atrakcję dla dzieci stanowi wiedeńska karuzela i bajkowy kataryniarz. Co roku, w drugą niedzielę grudnia uliczki Toszka zapełniają się setkami mieszkańców i gości, którzy mają okazję wczuć się w świąteczny nastrój, jakim szczyci się Toszecki Jarmark Adwentowy. Scena rokrocznie „pęka w szwach”. Swój artyzm prezentują artyści z sekcji wokalnej i teatralnej „Deja Vu” działającej przy Centrum Kultury „Zamek w Toszku”, dzieci ze Szkół Podstawowych, chór Con Colore oraz Heimatchor Ostroppa, Orkiestra Dęta z Toszka i z Kotulina, Artyści Scen Śląskich, Akademicki Zespół Muzyczny Politechniki Śląskiej. Gwiazdami wieczoru, które do tej pory wystąpiły na deskach toszeckiej sceny byli Skaldowie, Gang Marcela, Eleni, Uniwers, Tomasz Szwed oraz Liber&Ina&Adam Stachowiak, którzy porwali zebraną publiczność w wir świątecznego nastroju. Dodatkowe atrakcje jak wspólne gotowanie ze śląskim kucharzem Remigiuszem Rączką czy dekorowanie chatek i pierników sprawia wiele radości, aktywizuje i integruje mieszkańców oraz gości. Odpowiedz Link
madohora Re: Toszek 29.09.25, 19:59 Ludzie od wieków opowiadali o wielkich bogactwach zgromadzonych w podziemiach toszeckiego zamku. Jedni twierdzili, że zgromadził je władający tu niegdyś rycerz-rozbójnik, napadający wraz z oddanymi sobie zabijakami przejeżdżających w pobliżu kupców. W końcu właściciele okolicznych majątków — zazdroszcząc mu bogactw, lękając się o własne mienie i chcąc chronić dobre imię tutejszego rycerstwa — zebrali siły i napadli na zbójnicki zamek, zdobywając go w końcu po długiej walce. Jakież jednak było ich zdumienie, gdy okazało się, że rycerz-rozbójnik przepadł bez śladu wraz ze swymi skarbami. Zamkowa służba twierdziła, że zniknął w podziemiach, a że rozkładu owych lochów nikt nie znał, były one ciemne i częściowo zasypane — nikomu mimo wielu wysiłków nie udało się nigdy odnaleźć kosztowności. Mówi się też, że toszeckie skarby zgromadzili właściciele tego zamku, którzy wprawdzie nie byli rabusiami, ale źle trakto- wali poddanych, dbając tylko o swoje bogactwa i rozrywki. Marnotrawili majątek, przejadali go i przepijali, aż żal było na to patrzeć. W końcu przyszła kara. Któregoś dnia pojawił się nad Toszkiem anioł, który wzniósłszy ręce do nieba, lamen- tował nad niedolą chłopów i swawolami panów. Po trzech dniach rozpętała się burza, piorun uderzył w wieżę zamkową, a potem zapalił się cały zamek. Pożar trwał całe cztery tygodnie, a obserwujący go okoliczni mieszkańcy drżeli ze strachu, bo czuli, że pali się za sprawą nieziemskich mocy… Gdy ogień zgasł, ludzie zaczęli przeszukiwać pogorzelisko, ale nie zna- leźli żadnych kosztowności — nawet stopionych — wszystko ponoć ukryto w podziemiach zamku. Najcenniejszym skarbem ukrytym w lochach ma być złota kaczka. Właściciela Toszka latami dręczył lęk przed złodziejami czy innym nieszczęściem mogącym pozbawić go bogactw. Nie sypiał z tego strasznego niepokoju, a kiedy już udało mu W końcu postanowił potajemnie przetopić całe posiadane złoto i odlać z niego złotą kaczkę siedzącą na ogromnych złotych jajach. Umieścił je w najgłębszej studni. Przez stulecia wielu śmiałków próbowało wykraść toszeckim lochom ich złoty skarb. Nikomu się to jednak nie udało. Podobno kaczki pilnuje dziecko o zielonych oczach. Są tacy, którzy mówią, że to sama śmierć pilnuje skarbu! A może go zdobyć, tylko ten, kto ma zielone oczy i nie popełnił jeszcze grzechu. Inni twierdzą, że trzeba znać odpowiednie zaklęcie, a także spełnić kilka innych warunków. Do skarbów dotrzeć może tylko człowiek o imieniu Piotr, urodzony o północy w niedzielę. Musi on w środku nocy przy nowiu księżyca samotnie wejść do podziemi, tam odmówić przepisaną formułę i zaraz potem rzucić zaklęcie. Wtedy otworzy się ukryte w murach przejście i droga poprowadzi go przez coraz węższy i głębszy ganek do głębokiego jeziorka o wyjątkowo czystej wodzie. Jego wody nigdy nie zamarzają, a na brzegach rosną rozłożyste drzewa i kwitną dziwne kwiaty, jakich nigdzie nie znajdzie się w naszym kraju. Wówczas należy trzykrotnie przepłynąć jezioro, by dostać się na małą wysepkę, gdzie w gnieździe ze srebrnych nici złota kaczka naturalnej wielkości siedzi na jedenastu złotych jajach, z których każde wypełnione jest złoty- mi talarami. Na szyi owej złotej kaczki będzie zawieszona karteczka, wskazująca, gdzie są ukryte inne kosztowności. Bezmała na toszeckim zōmku, we jego podziymiach idzie znojść bardzo dużo bogactwa. Jedni godajōm, że to downy pōn zamku rycerz-zbōjnik je tam ôstawiōł. Bez dugi czas do kupy z inkszymi chacharami ôkrodoł przejyżdżajōncych handlyrzy i wszysko chowoł w lochach. Zowiścili mu panowie ze innych dworōw, a że starali sie ô swoje majōntki, zebrali sie do kupy i napadli na toszecki zōmek. Wszyjscy zaglōndali i niy mogli sie nadziwować, że tam niy ma żodnych skarbōw. Zbōjnik zaś straciōł sie ze swojimi kam- ratami. Służba zōmkowo godała, że uciyk do podziymi, ale żodyn niy wiedzioł, jak sie tam ôbracać. Lochy były ciymne, a nikere zasypane. Nikerzy zaś godajōm, że te pōny na toszeckim zōmku, kere skarby schowali, to niy byli rabusie, ale źle obchodziyli sie ze swoimi ludziami. Nojważniejszy dla nich bōł majōntek i bańtowanie. Przechacharzyli, przejedli i przepiyli wszystko, że aże bōło żol tymu sie dziwować. Prziszła jednak „kryska na matyska”. Keregoś dnia pokozoł sie na toszeckim zōmku janioł, kery dźwigoł rynce do gōry, lamyntował nad biydokami i pomstowoł na panōw. Po trzech dniach nastała srogo burza, jaki jeszcze ludzie niy widzieli. Pierōn trzas w zōmkowo wieża i ôd tego zapolōł się cołki zōmek. Zōmek goroł sztyry tydnie, a ludzie ze strachym sie tymu prziglōndali, bo czuli, że to niyziymsko moc sie do tego prziczyniyła. Jak ôgyń sie ugasiōł, ludzie zaczli przeszukiwać pogorzeliska, ale niczego niy znodli. Godajōm, że wszystko skryte je we głymbokich lochach. Najdrogszym skarbym ukrytym w podziymiach mo być złoto kaczka. Pana na zōmku w Toszku przez całe lata mierziyło, coby go niy ôkradli złodzieje abo niy spadło na niego jake inksze niyszczyńście i straciōłby bogactwo. Niy umioł spać po nocach, a jak już udało mu się zdrzymnōńć, to budziōł sie z larmym, bo zdało mu sie, że jakieś chachary wynoszōm jego złoto. Nikomu nic niy pedzioł, yno kedyś przetopiōł całe złoto i kozoł ôdloć z tego złoto kaczka, kero siedzi na wielkich złotych jajcach. Schowoł ta kaczka we nojgłymbszy studni. Przez całe wieki niyjedyn prōbowoł znojść i ukraść złoto, ale żodnymu to sie niy udało. Godojōm ludzie, co kaczki pilnuje bajtel, kery mo zielōne ôczy. Nikerzy zaś godojōm pocichu, że to sama śmiertka dowo pozōr na te skarby. Ôsprowiajōm jeszcze, że znojść te skarby może yno tyn, co mo zielōne ôczy i nic jeszcze niy zgrzeszōł. Nikerzy tyż godajōm, że styknie jak sie bydzie znało zaklyńcie i spełni sie pora rzeczy. Do skarbu może dostać się yno czło- wiek, kery mo na miano Pyjter, a jeszcze musi być urodzōny we niydziela. Yno tymu Pyjtrowi w nocy, jak miesiōnczek je na nowiu, udo sie wlyźć do lochōw. Tam musi pedzieć te zaklyńcie. Wtedy ôtworzōm się dźwiyrze we murze, tam bydzie gōnek, coroz wōnżejszy, kery doprowadzi go do głymbokigo jeziorka ze czyściutkōm wodōm. Ta woda nigdy niy zamarzo, a naobkoło jeziorka rosnōm drzewa i kwitnōm kwiotki, jakich nikej indzi niy ma. Potym trza trzi razy przepłynōńć jeziorko, żeby dostać się na malutko wysepka. Tam we gnioździe ze szczybnych nici siedzi złoto kaczka, pod sobą mo jednynoście jajec. Każde jajco nafilowane je złotymi talarami. Na karku złoty kaczki wisi szkartka, na kery napisane, kaj som chowane inksze bogactwa. A zamkowe lochy durch czekajōm na takigo, co sie ôpoważy. Odpowiedz Link
madohora Re: Toszek 29.09.25, 20:06 Podobno co roku o północy, w pierwszym dniu Świąt Wielkanocnych, gdy księżyc oświetla ruiny toszeckiego zamku, z jego podziemi wyłania się duch odzianej na biało pani. Długo snuje się ona po rozległym dziedzińcu, zagląda do okien, pochyla się nad starą studnią i znika za basztą. Jak głosi legenda, wspaniałym zamkiem słynącym z tego, że miał tyle okien, ile dni, tyle komnat, ile nocy i tyle baszt i wie- życzek, ile miesięcy w roku, władał niegdyś okrutny graf. Drżeli przed nim poddani, których nieludzko karał za byle prze- winienia. Wymagał też od nich bezwzględnego posłuszeństwa. Opornych wtrącał do lochów, z których nie było ucieczki. Graf miał wiernego sługę, ojca młodej i pięknej córki. Kochał sługa swoje dziecko nad życie. Tego nie mógł znieść okrutny pan. Wymagał od sług miłości i uwielbienia tylko dla siebie. I chociaż zbliżały się Święta Wielkanocne, wyprawił sługę z poselstwem do Gliwic. Sam zaś wtargnął do komnaty jego córki, która właśnie przebierała się w białą koszulę do snu. Chwycił dziewczynę za włosy, owinął jej głowę prześcieradłem i wywlókł na dziedziniec. Tam poturbowaną udusił i wrzu- cił do studni. Sługa powróciwszy do zamku, długo szukał swojej córki. Nie znalazł jej, ale od innych sług dowiedział się, co zaszło na dziedzińcu zamkowym. Wtedy oszalały z wielkiego bólu zapadł na ciężką chorobę. Leżąc na łożu śmierci rzucił straszne przekleństwo na zamek „Zgiń, przepadnij, zamień się w stertę cegieł i gruzu!”. Klątwa spełniła się już niebawem. Graf umarł w straszliwych męczarniach, a zamek nawiedził ogromny pożar. Podobno Biała Dama, chodząc po zamku w ciemną wielkanocną noc, szuka ojca. Ukazuje się niektórym ludziom, ale tylko tym, którzy choć troszeczkę w nią wierzą. Odpowiedz Link