• madohora Re: Legendy 21.03.22, 22:19
      Legenda o wierzbie płaczącej.
      Mała ośmioletnia dziewczynka przechadzała się z oj’ cem po pięknym parku. Wszystkie rośliny i krzewy żywi ją zajmywały, robiła spostrzeżenia i porównania, a o te, których nie znała, lub które ją więcej zainteresowały, dopytywała ciekawie ojca, który cierpliwie objaśniał jej tysiączne pytania.
      „Tatku!“ zawołała nagle „jakie to dziwne! wszystkie drzewa i rośliny trzymają się prosto i patrzą w niebo, tak jak człowiek zdrów i młody, to jedno tylko opuściło gałęzie, jakby się uginało pod ciężarem smutku ? Jak się ono nazywa, powiedz, proszę.“
      „Moje dziecię,“ powiedział ojciec, „Bóg stworzył największą rozmaitość w naturze, a nic nie stworzył napróżno, od trzciny do dębu, od mchu do cedru na Libanie, wszystko okazuje mądrość Stwórcy, a zarazem zawiera w sobie dla tych, co się nad tern zastanawiają, naukę pożyteczną i piękną.
      Ludzie wielkiej wyobraźni, poeci, nadawali nieraz duszo i mowę roślinom, i tym sposobom tworzyli dowcipne bajki, piękno legendy i porównania a starożytni filozofowie używali nieraz bajki, by nauczać ludzi i zachęcać ich do- dobrego. Drzewo, które cię zaciekawia, nazywa się wierzbą płaczącą, a legendę o niej, podaną przez poetę dawno już zmarłego, opowiem ci.
      Kiedy grzech zapanował między ludźmi, którzy wyszli z rąk Stwórcy dobrzy i niewinni, kilku aniołów zeszło z nieba, aby uważać na postępki tych, którzy byli niegdyś ich braćmi i towarzyszami.
      Występki i błędy popełniane codzień zasmuciły anio-' łów. Zapłakali nad grzechami ludzkimi, a ich łzy spadły: na drzewa rosnące nad strumykiem.
      Łzy aniołów są bardzo ciężkie, pod ich ciężarem listki zwisły, a gałęzie pochyliły się w pokorze ku ziemi. I
      A gdy ludzie zobaczyli te drzewa, nazwali je „wierzbami płaczącemu"
      Moje dziecię, ile razy spojrzysz na taką wierzbę, przypomnij sobie to łzy i spytaj twego serca: „.Czy nigdy nie było przyczyną łez dobrego anioła.“
    • madohora Re: Legendy 13.04.22, 10:01
      Pewien zamożny gospodarz, umierając nagle, pozostawił w nieutulonym żalu wdowę. Niepocieszona wdowa pragnęła jak najprędzej wyjść za mąż. Parobczak, który miał ochotę pojąć ją za żonę, nie miał pieniędzy, a ona za biednego iść nie chciała. Wpadł więc na oryginalny pomysł wyłudzenia od bogatej wdowy pieniędzy. Cichaczem wchodził na strych, gdzie tłukł się i brzęczał łańcuchami, udając stracha. Baba przelękła się ogrom nie, ale nie straciwszy odwagi, wyszła do sieni i zapytała: Kto tam? Głos ponury, prawie zagrobowy odrzekł: Ja, twój mąż. — Czego żądasz? — Pieniędzy. — A ile? Wszystkie, bo wszystkiem ja zapra cował. Baba nie przystała jednak na tak śmiałe żądanie nieboszczyka, zamknęła się w izbie i nie wychodziła z niej aż rano. Strach tym czasem dzień za dniem tłukł się po strychu i ani myślał na tamten świat wędrować. Wreszcie niepokoje te nocne tak dały się we znaki wdowie, źe najbliższego swego kumo tra o pomoc prosiła. Kumoter przysiadł w sieni i czekał. O tej samej co i poprzed nich nocy godzinie przybył mniemany nie boszczyk. —• Czego żądasz? pyta kumotr. — A pieniędzy, mówi strach. — A cóż wam, kumotrze, po pieniądzach na tym świecie? — Oj kumoterku kochany, mam z moją żoną dostać się do nieba, a na taką drogę daleką toć i pieniędzy potrzeba. — Idźcież kumotrze po balon, to my tu z kumoszką i pieniędzmi na was poczekamy. Nie w smak to było strachowi, ale trud no, rolę chciał odegrać do końca. Dzień na stępny poświęcił szyciu balonu z „macho- rzyn,” które u rzeźnika w drugiej wsi zakupił. W nocy o 12 kumoter i wdowa z trzosem w ręku czekali na strychu z niecierpliwością. Nieboszczyk przybył z balonem wydętym, a chcąc babę weń wsadzić, musiał w jednym końcu zrobić otwór. Zrobiwszy otwór, po strzegł ze zdumieniem, że powietrze uszło i nie łatwo będzie mu teraz obecnych oszu kać. Krzyknął więc głosem wielkim: — Słyszę głos Boga, wołającego mię do nieba bez niewiernej żony!—to mówiąc rzucił balon i chciał uciekać, gdy wtem kumoter jednem uderzeniem siennych wideł żelaznych powalił oszusta na ziemię.
    • madohora Re: Legendy 13.04.22, 10:44
      Pan Jezus nocował raz w towarzystwie św. Piotra w karczmie. A było tam wtedy wesele. Parobcy, ujrzawszy w kącie dwóch podróżnych, leżącego z brzegu św. Piotra zbudzili i przemocą wciągnęli do tańca. Św. Piotr musiał tańczyć; wreszcie, stosowną chwilę upatrzywszy, położył się spać, ale tym razem od ściany, aby go przypadkiem drugi raz do tańca nie wciągnięto. Inaczej się jed- nak stało. Parobcy podeszli po chwili znowu ku śpiącym podróżnym i rzekli: „Teraz, chłop cy, weźwa drugiego, od ściany, bo ten z kra- ja już tańcował!” I rzeczywiście, nie wiedząc 0 podstępie św. Piotra, po raz drugi do tań ca go wciągnęli, a Pan Jezus spał spokojnie noc całą.
    • madohora Re: Legendy 13.04.22, 10:56
      Przed wsadzeniem do pieca zrobionego chleba, robią nad tym ostatnim krzyż w po wietrzu, a często również krzyż wyciskają na cieście. Kobieta, mając robić masło, nie siada nigdy przed straganem, bo masło nie dałoby się zrobić nigdy. Kładąc dziecię do kąpieli, wymawiają nad niem zcicha: W imię Ojca, Syna i Ducha świętego. Amen. Na wszelkie choroby ludzkie robią zażeg- nywania, do czego atoli są już we wsi spe cjalni lekarze. Np. ból gardła zaźegnywają grzebieniem; plując nań trzy razy, znaczą po trzykroć rozbolałe gardło. Wody święconej boją się duchy nieczyste. Ostrzyżone włosy palą natychmiast, gdyby bowiem poniewierały się po izbie, tego ostrzy żonego bolałaby głowa. Wyrwane lub wypadłe zęby chowają w skrzyni; dzieci, którym inne zamiast wypa dłych wyrosnąć mogą, rzucają ząb w tył przez głowę, wymawiając trzy razy: „Weź sobie, myszko, ząb kościany, a daj mi żelazny.” Obcięte paznogcie rzucają na ogień. Djabła wyobraża sobie lud jako szczupłe go, wysokiego niemca, w kusy frak ubranego, z tą tylko różnicą, że ma ręce i nogi zakoń czone pazurami, na głowie maleńkie rożki, a z tyłu ciała długi ogon. Djabłów jest tylu, ilu ludzi złe prowadzących życie. Oni pro wadzą podobne życie, jak ludzie, żenią się, mają dzieci, tylko nigdy nie umierają. Gdy djabeł ma wesele, powstaje na świecie ogrom ny wicher. Djabłów najwięcej siedzi na wierzbie, a kręcą się także w wielkiej ilości pomiędzy kobietami, idącemi do kościoła lub z kościoła. Złe duchy najczęściej gromadzą się przed północą na Krzemionkach pod Krakowem; radzą tam, bawią się, tańczą, aż dopóki kur nie zapieje. Gdy się to stanie, wszystkie znikają. Na te sejmiki przybywają i czarow nice, jeżdżąc zawsze na miotle. Djabeł może się przemienić w czarnego kota. Dzieci nie żywe urodzone lub bez chrztu zmarłe, dja- belskiej mocy nie podlegają. Śmierć jest to kościotrup, w białe prze ścieradło odziany, z kosą w ręku. Przybywa ona do człowieka w postaci źebraczki lub za konnicy. Śmierć zapowiada swoje przybycie przez sowę lub puszczyka. Gdy pies bez po wodu wyje, znak to źe Śmierć się zbliża. Bieda jest to również kobieta jasnokoś- cista, w łachmany odziana; gdzie zamieszka, tam człowiek z nędzy ginie. Można ją czasem dojrzeć i wypędzić. Zwykłe przekleństwa, więcej z przyzwy czajenia niż złych chęci wymawiane, są: nczerwoną (to zn. psia krew), kopa djabłów, ty siąc kolek, do stu piorunów i t. p. Inne zło rzeczenia, z namysłem wymawiane, np.: abyś się zapadł sto łokci w ziemię, abyś z ciała opadł, abyś został kaleką na całe życie i t. p. są u nich rzadko w użyciu i zowią się po mstowaniem. Gdy kto ma inkluza, ma dużo pieniędzy, bo inkluz ściąga je do siebie.
    • madohora Re: Legendy 13.04.22, 16:11
      Gospodarzowi Krukowi zmarła kobieta, po zostawiając bardzo urodziwą córkę, imieniem Katarzynę. Utulony wkrótce wdowiec pojął za żonę wdowę, która również córkę, ale wcale nieurodną posiadała. Rzecz naturalna, że sierota u macochy rozkoszy nie miała. Katarzynę przezwała na przekór jej urodzie Smotruchą; najcięższe rozkazywała jej wyko nywać roboty, przy tern biła ją często i gło dem morzyła. Biedna Smotrucha wszystko to znosiła z prawdziwie chrześcjańską cierpli wością; widział to Pan Jezus z nieba i siero cie krzyż ten sowicie wynagrodzić nie omiesz kał. Pewnego razu wyniósł jej ojciec w pole obiad. Ona usiadła, a poleciwszy ojcu samą ją zostawić, zabrała się do spożywania przy niesionego pokarmu. Ojciec tymczasem, wie dziony ciekawością, dla czego córka tak nale gała, aby ją samą pozostawił, zamiast udać się do domu, ukrył się w drzewie i patrzy; aż tu powoli pełza ku Smotrusze wąż, owija jej się około szyi i wraz z nią obiad spożywa; Smotrucha nawet pieściła się z nim i karmi ła go troskliwie. Zdziwiony ojciec zaczął tu pać nogami, by tylko węża do ucieczki zmu sić; nic to nie pomagało, nawet dziewczę pła kać zaczęło, mówiąc: „Nie tupcie, tatusiu, boć to sam Pan Jezus!” Usłyszawszy to, chłopek uciekł. W tym czasie umarła właśnie królo wi żona. Król chcąc się ożenić z najpiękniej szą swojego kraju mieszkanką, kazał urządzić wystawę na dziewczęta w tym celu, aby tę, któraby pierwszą nagrodę za swoją urodę otrzymała, pojąć za żonę. Na ową wystawę wysłała swoją córkę także i owa niesumienna macocha. O Smotrusze nikt ani pomyślał. Lecz właśnie wtedy, gdy nikt się Smo- truchy na owej wystawie zobaczyć nie spo dziewał, stawiła się i ona za innemi, ale jak wytwornie ubrana!! Suknię miała djarnento- wą, buty złote z djamentowemi podkówkami. Król, zobaczywszy ją, natychmiast za żonę ją pojął, a córkę niedobrej macochy kazał ukarać za to, źe się poważyła z taką urodą stawić między królewskiemi kandydatkami do stanu małżeńskiego. Tak więc owa macocha otrzymała zasłużoną karę, a sierota nagrodę,
    • madohora Re: Legendy 13.04.22, 16:18
      Posłaniec wstąpił, ale czarnoksiężniczka do sypała mu znowu do herbaty jakichś leków, po których usnął snem twardym. W tym czasie owa czarownica odpieczętowała listy i odpowiedź królewską zmieniła w ten spo sób, źe napisała: „Noworodka wraz z matką spalić żywcem na stosie’*! Gdy marszałek dworu odpowiedź tę otrzymał, zafrasował się bardzo, bo królewnę wszyscy ogromnie kochali. Oświadczył odpowiedź tę królew nie, która poddała się już boskiej woli. Spra wę jednak w ten sposób załatwiono, źe na stosie spalono psa, a królewnę, z przy wiązc - nem na barkach dzieckiem, puszczono znow u w lasy. Jaką biedna królewna cierpiała tu nędzę, opowiedzieć trudno: pozbawiona rąk, ustami chwytała trawę, zboża, rośliny i owc- ce leśne. Spała zaś w kapliczce Matki Bos kiej, a z pod tej kapliczki tryskał zdrój czyste j wody. Gdy królewna siedziała pewnego ra zu przed kapliczką, spostrzegła bardzo zranio nego dzika, lecącego do owego zdroju. Dzik, wpadłszy do tego zdroju, natychmiast uzdro wionym został. Widząc to, królewna, z uf nością w sercu a modlitwą na ustach, zbliża się do owego zdroju, wkłada weń jeden ki kut — wyrosła ręka! wkłada drugi i już mą obie ręce jak dawniej!
    • madohora Re: Legendy 13.04.22, 16:26
      0 dzieciach odważnych. Chłopek pewien, nie mając czem dwojga dzieci swoich wyżywić, wyprowadził je do lasu i tu własnemu je pozostawił losowi. Nieszczęśliwe dzieci szły przed siebie ciągle prosto, aż droga zaprowadziła je do ogrom nej, w środku lasu stojącej kamienicy, w któ rej mieszkała czarnoksięźnica. Ta, zobaczyw szy dzieci, zawołała je do siebie, uczęstowała bułkami i cukierkami, a w końcu córce swo jej rozkazała wrzucić je do rozpalonego pie ca. Dzieci zrozumiały co je czeka i umyśli ły podstępem podejść córkę czarnoksiężnicy, aby tylko ujść śmierci. Kiedy więc córka czarnoksiężnicy rozkazała im siąść na łopacie, odpowiedziały, źe nie umieją i proszą o po kazanie im, jak to mają robić. Gdy czarnoksiężniczka, nic złego nie przeczuwając, na łopacie usiadła, dzieci w jednej chwili wsunęły ją wraz z łopatą do rozpalonego a dla nich przygotowanego pieca, a obawia jąc się pogoni, wziąwszy grzebień, dzbanu szek z wodą i nici, zaczęły uciekać. ^ Czarno- księżnica, dowiedziawszy się, co się stało, natychmiast za śmiałemi dziećmi w pogoń się puściła. Już, już była blizko, gdy dzie ci rzuciły za siebie grzebień; utworzyły się zeń ogromne rowy i parowy, tak, że czarnoksiężnicy z trudnością przyszło je prze być. Straciła jednak na to tyle czasu, że dzieci daleko już odbiegły. Przebyła jednak te wszystkie przeszkody i już nie wielka przestrzeń od uciekających ją dzie liła. Dzieci, widząc za sobą blizko pogoń, rzuciły dzbanek z wodą; rozlały się wo dy ogromne, tak, że nim czarnoksiężnica zdołała je wypić, dzieci były już bardzo daleko. Po raz trzeci jednak uparta cza rownica doganiała dzieci uciekające; te rzu ciły poza siebie nici, a z tych utworzyły się nieprzebyte bory, tak, że czarownica musia ła toporem drogę sobie torować; widząc w końcu, że praca ta byłaby dla niej za cięż ką, wróciła się ku domowi, a dzieci uszły w świat daleki.
    • madohora Re: Legendy 21.06.22, 14:48
      Kolejna z legend mówi, że Rokita razem z Borutą udali się do karczmy znajdującej się w Łodzi, aby napić się tamtejszego piwa. Ich pragnienie było naprawdę wielkie i wypili wiele piw. Karczmarz tym faktem się zaniepokoił i zainteresował się tym czy goście mają czym zapłacić. Więc powiedział im, że nie przyniesie kolejnego piwa dopóki nie zapłacą za piwa, które wypili. Rokita się jedynie zaśmiał i rzucił na blat kilka złotych monet i zażądał, aby karczmarz przyniósł im więcej piwa. Gdy ten wrócił z kolejną porcją trunku i próbował podnieść złote monety rzucone przez diabła, okazało się, że palą one skórę żywym ogniem. Karczmarz jedynie krzyknął z bólu i usłyszał diabelski śmiech dochodzący z kłębów dymu unoszących się w miejscu, w którym jeszcze chwilę temu siedzieli jego goście. Piwo, które chwilę wcześniej przyniósł było już wypite, a po monetach nie został żaden ślad
    • madohora Re: Legendy 21.06.22, 14:55
      Według legendy, Boruta pierwotnie był żyjącym w XIV wieku szlachcicem. Jego majątek ziemski oraz drewniany zamek znajdował się po zachodniej stronie zakola Liswarty w łąkach pomiędzy ówczesnymi wioskami: Ługami i Niwkami (współczesne nazwy tych miejscowości to Ługi-Radły i Panoszów), na co wskazują liczne wykopaliska archeologiczne. Około roku 1360, podczas budowy łęczyckiego zamku, król Kazimierz Wielki przejeżdżając w pobliżu, utknął w swej karecie na szerokich mokradłach. Silny młodzieniec o imieniu Boruta pomógł mu i w zamian za to otrzymał we władanie zamek. Istnieją legendy, iż Boruta przesiedlający się do otrzymanego zamku zabrał ze sobą garnek złota, ale ten był tak ciężki, że nie mógł go nieść, tylko go wlókł i w ten sposób wyrył koryto rzeki Liswarty.
    • madohora Re: Legendy 21.06.22, 15:11
      Miało się to wydarzyć wczesną wiosną w połowie XIV w.

      Wybrał się w podróż z Krakowa do Łęczycy ówczesny król Polski

      Kazimierz Wielki. Jechał poszóstną karetą po wąskiej grobli, co

      łączy pobliskie wioski z Łęczycą, kiedy to na wąskiej drodze

      wśród okolicznych błot gdzieś koło Oraszewic, ciężki pojazd

      zapadł się tak głęboko w bagno, że w żaden sposób już strudzone

      drogą konie wyciągnąć go nie mogły. Na próżno królewski fuczer

      ile sił trzaskał z bata, łajał, prosił i sam wraz z przyboczną

      drużyną przystawiał do karety. Ani drgnęła, mimo, że płaty

      białej piany ukazały się na bokach końskich. Król polecił

      fuczerowi poszukać ludzi w okolicy, by przyszli z pomocą i

      wyciągnęli go z błota, bo noc się już zbliżała, a królowi

      spieszno było do "bokóweczki", która z niecierpliwością

      oczekiwała go na zamku w Łęczycy. Jak się okazało, sprowadzenie

      pomocy nie było łatwym zadaniem. Wszędzie błota i błota

      otoczone ogromnym borem. Tylko wąska dróżka wiła się między

      kępami i wodorostami, które zaledwie jednego człowieka z

      trudnością przepuścić mogły. Fuczer rad nierad skierował się na

      tę drożynę, by pomoc sprowadzić. Uszedł jedną wiorstwę

      przedzierając się przez trzciny, które dróżkę zarastały, i

      stanął na brzegu wielkiego boru. Między drzewami mignęło mu

      światełko. Skierował swój krok w tamtą stronę. Idąc natknął się

      na polanę, na której płonęło ognisko, wokół którego siedzieli

      jacyś ludzie. Byli to smolarze, którzy z sosnowego drewna

      wytapiali smołę. Lud okoliczny nazywał ich borutami, bo w borze

      większość czasu spędzali. Na wieść o nieszczęściu, jakie

      przytrafiło się królowi, jeden z nich podniósł się od ognia i

      zaoferował swoją pomoc. Fuczer z początku nie chciał się

      zgodzić, żeby tylko jeden człowiek szedł wyciągać karetę, ale

      obecni przy ognisku przekonali go, że na pewno z tym sobie ten

      Boruta poradzi. Chcąc nie chcąc, zgodził się na to, bo nie było

      innego wyjścia, skoro inni nie mieli wcale chęci podnosić się

      od ogniska. Gdy przyszli na miejsce, gdzie w błocie stała

      zanurzona kareta królewska, Boruta wyciągnął zza pazuchy gruby

      postronek, wyprzągł konie z karety i pojedynczo, za pomocą tego

      wielkiego konopnego sznura zaczął konie wyciągać. Gdy wyciągnął

      szóstego, przywiązał sznur do karety, konie na grobli uwiązał

      do drugiej strony postronka, podparł sobą karetę i krzynąłwszy

      na konie: "Wio, maluśkie!", karetę na grobli osadził. Król za

      ten nadzwyczajny wyczyn kazał osiłkowi koło siebie w karecie

      usiąść i na zamek do Łęczycy go zabrał. Tam nadał mu

      szlachectwo i zarządcą dóbr królewskich na ziemi łęczyckiej

      uczynił. Po pewnym czasie Boruta ubrany w strój szlachecki

      zapomniał skąd się wywodzi. Lud podatkami zaczął uciskać,

      zatrzymując pieniądze dla siebie. Po jego śmierci ludzie na

      zamek królewski przyszli, by pieniądze nieprawnie przez Borutę

      zagarnięte odebrać. Jednak ich nie znaleźli. Znikło także i w

      drugim dniu ciało Boruty. Wkrótce ludzie poczęli mówić, że był

      to diabeł - diabeł Boruta. Powstawać zaczęło na ten temat wiele

      opowiadań, przypowieści i anegdot. Boruta zawsze w nich był

      diabłem, który zamieszkał w lochach łęczyckiego zamku i tam do

      dnia dzisiejszego skarbów odebranych ludziom pilnuje. Z tego

      czasu do chwili obecnej zachowało się ludowe przysłowie, które

      nie straciło na aktualności: Nie ma diabła gorszego, gdy się

      stanie pan z ubogiego...
    • madohora Re: Legendy 21.06.22, 15:33
      Diabeł Kozyra - piekielny szuler

      Musicie wiedzieć, że czarty w piekle mają przypisane różne specjalizacje. Są diabliska od kłamczuchów, od złośników i zbójów, od skąpców i tak dalej. Można wymieniać długo, a końca nie byłoby widać. Wśród tych wszystkich czartów jest jeden, który namawia do złego ludzi lubiących różne gry, a w szczególności gry karciane. Diabeł ten nazywany jest Kozyra, co w dawnej mowie oznaczało szulera, czyli osobę oszukującą w grach karcianych i hazardowych.
      Ulubionym zajęciem diabła Kozyry było nakłanianie chłopów grających w karty do ryzykownej gry na pieniądze. A największą radość sprawiało mu, gdy chłop, który przegrał wszystko co miał w kieszeniach stawiał na szali dorobek swojego życia. Namawiał więc graczy, aby siedzieli przy stole do czasu odegrania się w kolejnej partii, która "na pewno będzie w końcu szczęśliwa".
      A gdy ktoś posłuchał Kozyry, dochodziło do innych straszliwych grzechów. Bowiem nieszczęśnicy, którzy przegrali wszystko co mieli często targali się na swoje życie zostawiając plączące, głodne i bezdomne żony i dzieci. Czasem zdarzało się też, że przegrani próbowali odzyskać swój majątek wkraczając na zbójecką ścieżkę. Mordowali wtedy swego wierzyciela albo napadali i grabili niewinnych ludzi, aby zebrać pieniądze na spłatę długów.
      A diabeł Kozyra śmiał się wtedy złowieszczo, bo oto nowa dusza zmierzała prostą ścieżką w ognie piekielne.
    • madohora Re: Legendy 07.07.22, 22:14
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uOqAO9LQZMg5pSRsX.jpg
    • madohora Re: Legendy 12.10.22, 17:20
      Maska żelazna, b y ł to tajem niczy w ięzień w B a sty li, francuskiem w ięzie n iu w P ary żu . K ról L u d w ik X IV . k a zał, aby m iał zaw sze n a tw arzy m askę. D zisiaj w iem y, że tym w ięźniem był m in iste r k sięcia m antuańskiego M at-tioli, k tó ry pow ierzone sobie przez L u d w ik a tajem nice zdradził jego n iep rzyjaciołom . Urn. r. 1703.
    • madohora Re: Legendy 16.10.22, 16:53
      Czemże zdobył Dobosz serca i pamięć gazdów, wataho w i ju hasów, mołodyć wabiących, dziewuch roześmianych i starych wiedźm na przypiecku, sykmanyczów po lasach i orylów na załomach Cze- remoszów, wyglądających mielizn i progów zdradliwych? Dobosz, sławny Ołeksa, jakim tworzy go legenda, był wcieleniem wszystkich dum i umiłowań ludu, rozumiał pogwar puszcz, wycie wichru i ło mot „hodyny" po połoninach, pił życia czar, niby z „ciurkała" wodę źródlaną; złoto, zdobyte krwią na ra dość przetapiał; stał się „gazdą Wierchowi- ny“ — od kresu jej i do kresu i ziemi jej powie rzył skarby nieprzeli czone, aby je oddała temu, kto tak wyko- cha Czarnohorę, jak umiłowało jego serce ostatnią w życiu luba- skę — hardą i mściwą. Dla przyjaciół wierny i szczery, dla wrogów straszny, niechciwy i nieskąpy, za dobro dobrem płacący, ba! pewnej szlachciance nawet, gdy zdrożonego we dworze ugościła, czerwony dukat do ręki wcisnął, a widząc, że ciężarna chodzi, przepowiedział jej że powije syna, radząc, aby na chrzcie świętym imię Oleksy mu dała. I syn ten przyszedł na świat... poeta nasz Karpiński! Zaledwie pięć, pięć krótkich, a zbrodniczych lat grasował watażka beskidzki i wielkich czynów nie dokonawszy, został bohaterem tych gór. Wy obraźnię miał Dobosz — potężną i piękno rozumiał we wszystkiem — w pieśni i w słowie mocnem czy rzewnem, w pysznej odzieży i w bro ni wspaniałej, w promieniach słońca, w smugach mgławic gęstych, w połysku śniegu, w cieniach, sunących po puszczy, w srebrnych wstęgach rzek i nawet — w hardej, samotnej śmierci, gdy już sta nęła przy nim, by utulić niezmierzoną tęsknotę duszy jego, szar panej nieustannem miotaniem, i ukoić serce płomienne, w którem duch rodzimych gór rozpalił wielką watrę, niegasnącą az do zgonu. Zato właśnie ludzie wierchowin upamiętnili go legendą, co dwieście już przetrwała lat i nie umrze, aż Hucuł nie jęknie w rozpaczy: Hej, ware, łeginy, Pryj de pohybaty!
    • madohora Re: Legendy 17.10.22, 22:22
      Tajemnicą klasztoru jest również Dzwon topielców. Są różne wersje tej legendy, a w klasztornych księgach pojawiają się zapisy o kłopotach z pękniętym dzwonem.

      Było to dawno temu, kiedy przy klasztorze, położonym w dogodnym miejscu do przeprawy przez Wisłę, bo gdy woda opadała, można było przejechać konno na drugi brzeg, cumował prom. Korzystali z niego kupcy, jako że leżał na szlaku handlowym. Pewnej nocy ogromna wichura zerwała linę i prom popłynął z nurtem Wisły. Siostry zamierzały wybudować nowy. Nim to jednak nastąpiło, stało się nieszczęście: w nocy obudził je dźwięk sygnaturki, a kiedy przerażone wybiegły z cel, ujrzały jeźdźców pędzących na koniach – byli to kupcy – a za nimi ordę tatarską. Uciekający kierowali się w stronę przystani, nie wiedząc, że promu tam nie ma. Przybór wody nie pozwalał na bezpieczną przeprawę. I kupcy, i Tatarzy w pogoni za nimi, rzucili się w nurt Wisły. Utonęli wszyscy z wyjątkiem jednego kupca. Ten postanowił ufundować dzwon dla klasztoru. Ksieni Norbertanek wraz z kilkoma zaufanymi mniszkami udała się do Olkusza do znanego ludwisarza. Pozostałe siostry modliły się w tym czasie w klasztorze o pomyślność dzieła. Kiedy ludwisarz przywiózł dzwon, wielkie było zdumienie wszystkich; okazało się, że był pęknięty. Nie pomogły jeszcze dwie próby odlania dzwonu, za każdym razem miał pęknięcie. Podobno z tego powodu ludwisarz miał się targnąć na życie. Dzwon ze skazą w końcu zawisł w klasztorze. Mówiono o nim, że jest niedokończony, tak jak było niedokończone życie tych, którzy utonęli w Wiśle. Dzwon odzywał się co wieczór, dziesięcioma uderzeniami wzywał siostry na modlitwę za dusze topielców. Tradycja ta trwała do 1917 roku, aż Austriacy zarekwirowali go na armaty.
    • madohora Re: Legendy 05.11.22, 22:18
      LEGENDA O CZARNEJ STUDNI
    • madohora Re: Legendy 07.11.22, 18:37
      Legenda głosi, że początki wsi sięgają panowania króla Kazimierza Wielkiego (1333–1370). Wędrując po górach, zmęczony długą drogą, król usiadł w cieniu drzew. Odpoczynek był tak przyjemny, że król nazwał to miejsce Cieniawa. Również w naukowych opracowaniach, np. Eugeniusza Pawłowskiego – wybitnego znawcy nazw miejscowych Sądecczyzny i Zdzisława Stiebera – pochodzenie nazwy Cieniawa wyprowadzane jest od ukształtowania terenu i szaty roślinnej. Może więc znaczyć tyle co cienista – prawdopodobnie w chwili zakładania Cieniawy było dużo drzew rzucających cień. Natomiast według Jana Długosza – pisze o tym w swojej Historii Polski – nazwa pochodzi od ściętego lasu. Na dowód Długosz przytacza nazwę śląskiej miejscowości Ścinawa – którą po polsku tłumaczy się właśnie Cieniawa.
    • madohora Re: Legendy 15.11.22, 00:53
      Najstarsza legenda związana ze świętym Mikołajem pochodzi z połowy VI wieku. Stratelatis („Oficerowie”), to krótka opowieść o uratowaniu skazanych na śmierć żołnierzy. Zgodnie z nią cesarz Konstantyn wysłał morzem z Konstantynopola wojsko, aby stłumić bunt we Frygii. Oddziały wylądowały w Andriake, porcie niedaleko Miry, gdzie żołnierze splądrowali miasto. Po opanowaniu zamieszek, lokalny prefekt Eustachios skazał na śmierć trzech żołnierzy. W ostatniej chwili miecz katowski powstrzymał Mikołaj, który wykazał niewinność skazanych, a potem zaprosił trzech dowodzących wyprawą oficerów – Nepotianosa, Ursosa i Herpyliona – do pałacu biskupiego. Po zakończonej zwycięstwem kampanii, w Konstantynopolu oficerowie zostali oskarżeni przez prefekta Ablabiosa o nadużycia. Cesarz Konstantyn skazał ich na śmierć. W nocy przed egzekucją, oficerowie błagali w modlitwach o pomoc Mikołaja. Biskup ukazał się we śnie Konstantynowi i Ablabiosowi, zaświadczył o niewinności skazanych i wskazał prawdziwych winowajców. Rano, przed obliczem senatu, oficerowie zostali uniewinnieni i wysłani do Miry z bogatymi darami
    • madohora Re: Legendy 15.11.22, 01:02
      https://www.gify.net/data/media/359/swiety-mikolaj-ruchomy-obrazek-0126.gif
    • madohora Re: Legendy 01.12.22, 00:00
      Przed dawnemi laty żył pewien król, który bardzo lubił opo-
      wiastki. Na dworze swoim miał człowieka, bajkarza, który mnó-
      stwo znał powiastek i bajek. Król żądał, aby co wieczór siadywał
      przy jego łożu i opowiadał tak długo, aż król ze znużenia zasypiał.
      Pewnego wieczoru bajkar : sam bardzo był zmęczony, jak żoł-
      nierz, który cały dzień maszerować musiał. Raz po raz opadała
      bajkarzowi głowa na piersi ze zmęczenia i chętnie byłby Bóg wie
      co dał, gdyby mu król pozwolił pójść do miękkiego łóżka. Ale król
      chciał usłyszeć jakie opowiadanie, więc bajkarz, chcąc nie chcąc,
      musiał opowiadać i to coś ciekawego. Znużonym głosem zaczął
      więc mówić:
      „Żył kiedyś człowiek, który posiadał sto guldenów. Poszedł
      na targ i za te pieniądze 'cupił sobie stadko owiec, a że owca wów-
      czas kosztowała pół guldena, zatem dostał za swoje sto guldenów
      dwieście owiec. Zabrał je wszystkie i udał się ku domowi, pędząc
      owce przed sobą po drodze, wiodącej do wioski rodzinrfej. Przed
      wieczorem już chciał zajść do domu. Tymczasem padało przez
      cały dzień i rzeki wezbrały. Skoro ów człowiek zeszedł do pevmej
      doliny, zauważył, że cała była zalana wodą z rzeki i nie sposób
      było przedostać się ma drugą stronę drogi. Po dłuższem szukaniu
      znalazł małe czołno, a było onb tak maleńkie, że z biedą pomie-
      ściły się w niem dwie owce. Wsadził więc też tylko dwie owce,
      aby je przewieźć...“
      W tern bajkarz zamilkł. Król chwilkę poczekał na dalszy ciąg
      opowieści, poczem zniecierpliwiony, rzekł:
      — Co było dalej, opowiadaj! Przewiózł dwie owce i co?
      — Królu, Panie! - odparł bajkarz, a ze zmęczenia mówił bar-
      dzo niewyraźne. — Królu mój! Rzeka była szeroka, bardzo sze-
      roka. a czołno było małe, bardzo małe. Aź człowiek ten przewiezie
      swoje dwieście owiec, zawsze po dwie tylko i zanim opowiem, co
      się potem stało, możemy się przespać przez kilka godzin.
      Po tych słowach zasnął głęboko i nikt już nie mógł go przebudzić
    • madohora Re: Legendy 08.01.23, 16:53
      Nazwa Kleparza. Nazwa Kleparza podług miejscowego podania, miała pocho dzić od zwyczaju tutejszych mieszkańców, którzy tak przy powi taniu jak przy kupnie, klepali się przyjaźnie po ramieniu. Aneg dotyczne pochodzenie tej nazwy, jak również początek jej od kle pania boisk, na którem się zboże wymłaca, a które jako handlujący zbożem mieć musieli, ustąpić musi przed trzecią prawdopodobniej szą wersyą. Podanie to mówi, że na Kleparzu mieszkało dużo bednarzy, którzy klepki do beczek klepali i stąd nazwano miasto Kleparzem a ich Kleparzanami. Mieszczanie krakowscy nazywali ich żartem „kleparskiemi muchami u , młodzieńców stamtąd pocho dzących „bąkami kleparskimi
    • madohora Re: Legendy 08.01.23, 20:09
      Zaklęte skarby. Pewna kobieta wyszedłszy z dzieckiem w pole, w kwietną niedzielę, ujrzała piwnicę w ziemi, otwartą, pełną złota; było to w chwili czytania ewangielii w kościele, na której muszą się znaj dować duchy zmarłych, dyabły i pokuśniki. Zobaczywszy skarb, zostawiła dziecko, a sama wyniesła w zapasce dwa razy złota, gdy trzeci raz z napełnioną zapaską uchodziła, przylecieli dyabli, po rwali jej dziecko i znikli w piwnicy. Kobieta napróżno starała się dobyć do piwnicy, ślad jej nawet wraz z dzieckiem zaginął. Stra piona poszła do księdza poradzić się, co ma uczynić, ażeby dziecko powróciło się jej napo wrót. Ksiądz poradził jej ażeby czekała rok a dziecko znowu w czasie czytania ewangelii niezawodnie odzy ska. Kobieta tak uczyniła, czekała w tym dniu na otwarcie pi wnicy, a gdy to nastąpiło, zobaczyła swe dziecko zdrowe i wesoło bawiące się złotą kulą. Pochwyciła co żywo dziecko i kulę złotą i co mogła nabrała złota, tym razem szczęśliwie uniknąwszy przypadku
    • madohora Re: Legendy 08.01.23, 20:36
      Dyabeł i żak. Dawniej dyabeł miał władzę i moc zabierania pojedynczo za błąkanych, zwłaszcza w nocy i to pomiędzy 12 a 1 godziną. Wy darzyło się to także zabłąkanemu żakowi, którego dyabeł spotka- wszy, zagadywał, ażeby, gdy ten na jego pytanie nie odpowie, porwać go mógł do piekła. Żak poznawszy, że ma z dyabłem do czynienia, odpowiadał mu na zapytania powtarzając poprzednie, tak, że gdy dyabeł ostatnie pytanie zadał żakowi, stracił już swą moc, bo kur zapiał i godzina pierwsza wybiła. Oto pytania
      yabeł. „A ty żaczku uczony I we szkołach ćwiczony, Powiedz, co jest jeden? 44 Żak. „Jeden syn Maryi, Co w niebie króluje, A na ziemi Pan 44 . Dyabeł. „A ty żaczku uczony I we szkołach ćwiczony, Powiedz, co jest dwa? 44 Żak. „Dwie tablice mojżeszowe, Jeden syn Maryi 44 i t. d. Dyabeł. „A ty żaczku uczony i t. d. Powiedz, co jest trzy? 44 Żak. „Trzy Osoby św. Trójcy, Dwie tablice 44 i t. d. Dyabeł. „A ty żaczku uczony i t. d. Powiedz, co jest cztery? 44 Żak. „Czterech św. ewangelistów, Trzy osoby św. Trójcy 44 i t. d. Dyabeł. „A ty żaczku uczony i t. d. Powiedz, co jest pięć? 44 Żak. „Pięć przykazań kościelnych, Czterech św. ewangelistów w i t. d. Dyabeł. „A ty żaczku uczony i t. d. Powiedz, co jest sześć? 44 Żak. „Sześć grzechów głównych, Pięć przykazań kościelnych 44 i t. d Dyabeł. „A ty żaczku uczony i t. d. Powiedz, co jest siedem? 44 Żak. „Siedem św. sakramentów, Sześć grzechów głównych 44 i t. d. Dyabeł. „A ty żaczku uczony i t. d. Powiedz, co jest ośm? 44 Żak. „Osiem błogosławieństw, Siedem św. sakramentów 44 i t. d. Dyabeł. „A ty żaczku uczony i t. d. Powiedz, co jest dziewięć? 44 Żak. „Dziewięć grzechów cudzych, Osiem błogosławieństw 44 i t. d. Dyabeł. „A ty żaczku uczony i t. d. Powiedz, co jest dziesięć? 44 Żak. „Dziesięć przykazań boskich, Dziewięć grzechów cudzych 44 Dyabeł. „A ty żaczku uczony i t. d. Powiedz, co jest jedenaście?
      Żak. „Jedenastu proroków, Dziesięć przykazań boskich “ i t. d. Dyabeł. „A ty żaczku uczony i t. d. Powiedz, co jest dwanaśeie? a Żak. „Jest dwunastu apostołów, Jedenastu proroków u i t. d.
    • madohora Re: Legendy 08.01.23, 22:09
      Kamyk z gniazdka „cyza“ (czyżyka) wyjęty, ma mieć własność robienia człowieka niewidzialnym; ale takie gniazdo tru dno znaleźć, bo przez ten kamień jest też niewidzialne — jedynie odbija się ono w wodzie.
    • madohora Re: Legendy 25.01.23, 15:53
      Dawno temu pośrodku Dobieszowa stał za
      mek, z którego do dziś pozostały resztki muru
      obwodowego. Ale kiedyś tętnił życiem. Chłop
      służący w dobieszowskim majatku otrzymał po
      lecenie udania się do Głubczyc i to w środku nocy.
      Marudząc zaprzęgi dwa konie do furmanki, ubrał
      się ciepło i ruszył w drogę. Przy Górze Młynnej
      nagle konie parskając stanęły jak wryte.
      - Co się dzieje ? -zaniepokoił się chłop i
      rozejrzał się w około przyświecając sobie lampą
      naftową. Ale niczego nie zauważył. Cmoknął na
      konie, trzasnął batem, ale zwierzęta ani drgnęły.
      Chłop zeskoczył z furmanki i dopiero teraz za
      uważył przyczynę postoju. Przed dwójką koni
      pląsały sypiąc iskry dwa ogniki. Ujrzawszy chło
      pa podeszły bliżej. Chłop był odważny, pozdro
      wił je słowami “szczęść Boże", po czym ogniki
      odskoczyły, lecz nadal stały koniom na drodze.
      Dopiero, gdy zegar na wieży kościoła w Rów
      nem wybił pierwszą, ogniki zniknęły

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka