madohora Re: Legendy 18.09.17, 17:16 Pod Wyszogrodem Jacek wraz z trzema współbraćmi w sposób cudowny przeszedł suchą stopą po wodach Wisły, które były mocno wtenczas wezbrane Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 18.09.17, 17:21 W czasie podróży na miejsce męczeństwa biskupa Stanisława – Skałkę – święty Jacek przywrócił życie pochodzącemu z Proszowic chłopcu imieniem Piotr, który poprzedniego dnia utonął w Wiśle. Innym razem wskrzesił syna swej penitentki Przybysławy, który utonął w Rabie Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 04.10.17, 13:42 Legenda o "Złotej Kaczce" jest jedną z moich ulubionych legend. Jedna z nich mówi, że biedny chłopak kręcił się w okolicach Toszeckiego zamku. Nagle podpłynęła do niego Złota Kaczka dała mu woreczek z pieniędzmi i przykazała, że ma te wszystkie pieniądze wydać podczas jednej nocy a wówczas stanie się bardzo bogaty. Kaczka stawia mu tylko jeden, prosty warunek - musi te wszystkie pieniądze wydać tylko na siebie i na swoje potrzeby. Niestety, chłopak - nie przyzwyczajony do bogatego życia - mimo starań nie wydał tych pieniędzy i tak cały skarb przepadł. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 23.09.25, 12:17 Góra Grojecka Po prawej stronie szosy Piasek - Lubsza w powiecie lublinieckim, przygodny wędrowiec zauważy wyniosły pagórek, cały porosły gęstym lasem. Pagórek ten odchyla się od przyległej równiny, obramowanej od zachodu i południa wspaniałym borem koszęcińskim. Z drugiej strony wznosi się potężne wzgórze lubszeckie, panujące nieomal nad połową ziemi górnośląskiej. Stąd bowiem - w czasie pogody - bardzo dobrze widać z jednej strony oddalone o 36 kilometrów Piekary Śląskie i drugiej strony - Jasną Górę. Na wierzchołku „Góry Grójeckiej” znajduje się głębokie wklęśnięcie, niby jama, o którego pochodzeniu okoliczna ludność opowiada sobie najrozmaitsze baśnie i legendy. Podobno o północnej godzinie słychać tam głuche jęki, pochodzące jakoby z wnętrza pagórka. To też przechodzący tędy w porze wieczornej wieśniak, czy wieśniaczka pobożnie się żegnają skwapliwie przyspieszając kroku. Najstarszą zapewne i najbardziej jasną co do treści jest następująca legenda zachowana po dziś dzień wśród tamtejszej ludności. Przed dawnymi laty, kiedy to całą okolicę nieprzebyty pokrywał bór, pełen zwierzyny i ptactwa leśnego, na grójeckiej górze stał potężny zamek rycerski, obronną palisadą szerokim a głębokim rowem i mostem zwodzonym, broniącym przystępu nieproszonym gościom, o których w owych czasach nie bardzo trudno było. Panem zamku, okolicznych lasów i włości był możny, dumny magnat, rycerz z rycerzy, niejednokrotnie zwycięska kruszący kopię o piersi swych przeciwników. Cudnej piękności małżonka, świetny orszak licznego podwładnego mu rycerstwa i bogactwa niezmierne stanowiły treść jego życia które na pewno było by szczęśliwe, gdyby Bóg nie był mu odmówił upragnionego potomstwa. Nie pomogły przekleństwa pana na Grójcu, który widząc przepadający w obce ręce olbrzymi majątek, w bezsilnym wił się bólu. Nie pomogły gorące modły szlachetnej pani, godzinami i dniami krzyżem leżącej w kaplicy zamkowej. Pewnego razu pod bramą zamku stanął ubogi wędrowny limik, prosząc o nocleg i łyżkę strawy. A kiedy dostatnio go nakarmiono, lirę starą zdjął z ramienia i tak zaczął śpiewać: Bóg jeden, co w niebie Królestwo swe ma. On w każdej potrzebie\ Łaskę ci da. Dlatego rycerzu Tam prośby swe wznoś I módl się, i proś! Dumny pan usłuchał rady wędrownego limika. Zaprzestał kląć swej małżonki niebo i Boga i szatana. Pobożne zaczął życie. I oto Bóg miłosierny wysłuchał usilnych jego błagań. Szlachetna pani po roku urodziła córeczkę śliczną jak aniołek. I rosło dzieciątko dumnego pana, ku jego i całego otoczenia radości, aż na dziewicę wyrosło tak cudnie piękną, że z dalekich, nieznanych krain, co najbogatsi, najwaleczniejsi rycerze zjeżdżali na Górę Grójecką, nadobną dzieweczkę za żonę mieć pragnąc. Ona jednak uciekała od nich, żadnego ni widzieć, ni znać nie chciała. Jej podobał się młody pastuch, panu na Grójcu konie pasący, na niedalekiej łące i w jednych portkach chodzący na beztydzień, w święta i niedziele. Całym sercem, całą duszą tego jedynie kochała. Milsza z jego rąk była jej garść ostrężyn, aniżeli złotych pierścieni i drogich kamieni kosze od cudzoziemskich grafów, milsza wiązanka kwiatów polnych na łące, gdzie konie pasał urwanych, aniżeli szaty drogie, z dalekiego wschodu przywiezione i książęce mitry. Pan na Grójcu znowu szalał, klął siebie i Boga i szatana. Słudzy donieśli mu o córki jedynej kochanku. Raz, na polowanie się wybrawszy, ulubionego sokoła zapomniał spuścić z obręczy. Wrócił na zamek, tam w zacisznym kąciku córkę jedyną na miłosnych przysięgach zastał z pastuchem. Wtedy strasznym uniesiony gniewem koniucha oszczepem życia pozbawił, a córce swej rzucił przekleństwo, obyż z zamkiem całym się zapadła na dno piekielne. Potem z powrotem ruszył do oczekującego go orszaku na polowanie. Ale kiedy z obfitym łupem po trzech dniach wrócił na Grójec, sam zamku więcej nie oglądał ani dziecka swego. Zamek się zapadł, a z zamkiem córka jedyna dumnego pana z Góry Grójeckiej. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 04.10.17, 14:19 I jeszcze jedna legenda, taka jakich wiele w zamkach a więc Legenda o Białej Damie. Ponoć dawno, dawno temu strażnik zamkowy miał piękną córkę, która bardzo podobała się właścicielowi zamku toszeckiego. Zapragnął pojąć ją za żonę, ale ojciec nie chciał się na to zgodzić. Rozzłoszczony tym właściciel zamku rozkazał pobić ojca dziewczyny i ledwo żywego wypędził z Toszka. Jego piękną córkę uwięził w zamkowej wieży, gdzie zmarła z tęsknoty i głodu. Kiedy nieszczęśliwy ojciec po latach wrócił na zamek, dowiedział się o tragicznym losie swojej córki. W odwecie rzucił na zamek klątwę, która miała obrócić budowlę w ruinę. I tak rzeczywiście się stało. Na zamku wybuchł pożar, który całkowicie strawił jego wnętrze. Od tej pory raz w roku duch dziewczyny przechadza się po dziedzińcu zamkowym, bo wciąż nie zaznał spokoju. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 05.10.17, 12:05 Nazwa miasta Lubliniec związana jest z legendą, która nawiązuje do słów Władysława I księcia opolskiego. Tenże polując w okolicznych borach, miał wypowiedzieć słowa: „Lubi mi się tu miasto i kościół zbudować”. Od zwrotu tego, powstałej później osadzie urobiono nazwę, która w odróżnieniu od istniejącego na wschodzie Polski Lublina, otrzymała nazwę Lubliniec Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 05.10.17, 12:27 Przygoda w lesie Pewnej pięknej niedzieli, dwie młode dziewczyny z Lublińca wybrały się na przechadzkę do lasu. Gdy tak przez kilka godzin beztrosko chodziły po lesie, spostrzegły ku swemu przerażeniu, ze nie mogły znaleźć drogi powrotnej do domu. Błądziły jeszcze długo po lesie, lecz nie spotkały nikogo, ktoby im mógł wskazać drogę. Usiadły w końcu zmęczone pod drzewem i zaczęły płakać, bo dzień chylił się ku końcu, a one się bały, aby im nie wypadło spędzić samotnie nocy w tym głuchym lesie. Nagle zjawił się jednak wybawca z niedoli pod postacią młodego mężczyzny w myśliwskim ubraniu. Gdy się tylko dowiedział o ich nieszczęściu, natychmiast oświadczył, ze nie tylko wskaże im właściwą drogę, lecz sam zaprowadzi ich w takie miejsce, skąd bez żadnych trudności wydostana się z lasu. Przed tym jednak proponował im, aby cos zjadły, ponieważ kilkugodzinne chodzenie po lesie nadwątliło ich siły. Zdjął swój myśliwski plecak i wyjął z niego chleb, kiełbasę i butelkę wina. Od razu poprzedni smutek dziewczyn przerodził się w wielka radość. Wesoło się gwarzyło z przystojnym myśliwym, którego nagłe zjawienie się rozpędziło ich wielki strach, który je przedtem ogarniał. Po pokrzepieniu się, w towarzystwie przystojnego myśliwego udały się na skraj lasu, skąd przez coraz rzadsze drzewa, dostrzegły domy przyległej miastu wioski. Podziękowały serdecznie swemu wybawcy za okazana pomoc i poprosiły o jego adres, bo chciały z nim w przyszłości prowadzić korespondencję. Nieznajomy z uśmiechem wyrwał z notesu kartkę, na której skreślił kilka słów. Później zawinął ją, podał starszej dziewczynie, ukłonił się i znikł gęstwinie leśnych zarośli. Po chwili, dziewczyny zaciekawione kim to był ten przystojny wybawca, odwinęły karteczkę i przeczytały: „Podziękujcie Eliasowi, wielkiemu zbójnikowi!” Niedowierzając, zdumione milcząco spoglądały na siebie. Po chwili jednak przekonały się, że słowa zawierały najprawdziwszą prawdę, bo jednej znikł z szyi cenny, bursztynowy naszyjnik, drugiej zaś złoty zegarek z takim samym łańcuszkiem. Zdumione, ani rusz nie mogły sobie przypomnieć chwili, w której „wyparowały” im te wartościowe cacka. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.10.17, 23:16 Legenda złodziejska Stary chapacz, krzywy Wicek Dość ma już buchania, Więc synowi tajemnicę Rzemiosła odsłania. ~ Lipnij brachu, trza się fajnie Uwijać z grabiami, Bo stojący cię nakryje To człowieka plami. Jam pracował przez wiek cały Los bywało szczęści.. Raz mnie jeno pochowano Za robotę w „części". Dorobiłem ci się klawo, Dorabiaj się i ty Byś miał z czasem—jak ja tera Żywot przyzwoity. Nie bierz ty się na sikory Bo z tego hałasy, Jeno nocą (lecz przez świadków) Łam bankierskie kasy. Cicho staraj się— kiej nymniesz Knaj zara co siły, I zrób aby twoje ślady Łapaczy myliły Gdy mu wszystko opowiedział Drągów dał dwie pary, Pęk wytrychów, dłutko’ świder, Klin do zamków stary. Klej na szyby—kiedy nocą Wlezie do frajera... — Błogosławię cię... Wzruszony Łzy garścią uciera— - Idź andrusie... bądź ostrożny Gdy trza, noguj chwacko, Bo dać złapać się to przecie Rzeczą jest partacką! Nauczony przemówieniem Tak bogatej treści, Andrus nocą okradł tatę I zginął bez wieści Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 27.10.17, 21:19 Dzień Wszystkich Świętych w całej Polsce a szczególnie na Śląsku przybiera uroczysty charakter. Już na kilka dni przed tern świętem można zauważyć na cmentarzu większy ruch, gdyż wszyscy ci, którzy na nim posiadają swoich najbliższych, gorliwie upiększają i porządkują groby. Dzięki temu przybiera cmentarz jakby nową odświętną szatę. Skoro zaś nadejdzie dzień Wszystkich Świętych, wigilja dnia Zadusznego, dzwony kościelne żałobnym jękiem budzą pamięć zmarłych, a wtedy wszystkie serca nastrajają się do modlitwy za tych, którzy odeszli. Już od południa spieszą rzesze ludzi na cmentarz, aby tam uczcić zmarłych i pomodlić się za ich dusze. Palą się na grobach świeczki, najpierw jest ich niewiele, później wzrastają do takiej liczby, że wieczorem, patrząc na cmentarz, zdaje się, jakoby cały płonął. Jest to naprawdę przepiękny widok, bo zdaje się wtedy człowiekowi, że te małe i pojedynczo nikłe płomyki, gdy ich zapłonie tysiące biją w niebo razem z modlitwą, która jedna spokój umarłym. A ludzie stoją przy grobach i modlą się, dopóki świece nie wypalą się zupełnie. W związku z dniem umarłych opowiadają sobie ludzie wiele opowieści o świecie umarłych o duchach, strachach i upiorach. Wiele takich opowieści krąży wśród ludu u nas w Lipinach.Wierzą n. p. u nas ludzie, że wszystkie pokutujące dusze w noc Wszystkich Świętych wychodzą z grobów i idą w nocy do kościoła, skoro uderzy godzina dwunasta. Znalazła się razu jednego pewna ciekawa niewiasta, która chcąc koniecznie zobaczyć dusze, wychodzące z grobów, skryła się w krzakach przy cmentarnym płocie i ciekawie patrzyła, co się będzie dalej działo. Gdy tylko przebrzmiało ostatnie echo zegara, wydzwaniającego godzinę dwunastą, zobaczyła ciekawa niewiasta szereg widm podnoszących się z grobu, które naraz zaczęły się posuwać w kierunku kościoła. Ponieważ obserwująca znajdowała się w bliskości drogi, którą szedł orszak duchów, przeraziła się okropnie, tern bardziej, że zauważyła, iż jedna z duszyczek odłączyła się od orszaku widm i skierowała się wprost do niej. Gdy widmo zbliżyło się do niej, poznała w niem duszę swej zmarłej „starki". Dusza „starki” uprzedziła ją, aby natychmiast opuściła cmentarz, gdyż gdyby ją spostrzegły inne duchy, to musiałaby zginąć, gdyż nie pozwolą, aby w ich godzinie, godzinie duchów, ktoś z żyjących mącił im spokój. Kobieta przyrzekła, że odejdzie, jednak będąc ciekawą, spytała jeszcze ducha zmarłej, jak jej się powodzi na tamtym świecie. Duszyczka odpowiedziała jej, że jest na pokucie, a mogłaby prędzej uzyskać zbawienie, gdyby żyjący, pamiętając o niej ofiarowali za nią Mszę św. Tą ofiarą przyczyniliby się nie tylko do sprawienia ulgi w jej pokucie, lecz także wszystkim innym duszyczkom z nią razem cierpiącym, Po tych słowach duszyczki „starki” odeszła, a kobieta czem prędzej oddaliła się, bojąc się się, ażeby nie stało jej się coś złego. Inna znowu opowieść mówi, że u pewnej wdowy powtarzały się dziwne znaki, jakby dawane z tamtego świata. Przez kilka wieczorów punktualnie o godz. 9-tej spadał na podłogę garnuszek z ramy, nie tłucząc się wcale, a gdy go wdowa zawiesiła, powtórnie spadał. Skoro się to kilka razy powtórzyło, przypomniała sobie, że punktualnie o tej godzinie zmarł jej nieboszczyk mąż. Więc kiedy się to w następnych dniach znowu powtórzyło, zebrała się na odwagę i odezwała się zdaniem, które zawsze wypowiada się do duchów: "„Wszelki duch Pana Boga chwali”. Na to otrzymała odpowiedź: „I ja go chwalę". Wtedy zapytała: „Czego duszyczko potrzebujesz i co sobie życzysz?" Duch jej na to odpowiedział, że jeżeli chce zbawienia swego męża, niech złoży w Dzień Zaduszny ofiarę na Mszę św. za dusze zmarłych, a na jego intencję zaświeci na grobie świeczki i zmówi „Ojcze nasz” i trzy „Zdrowaś”, polecając Panu Bogu jego duszę. Przejęta tern kobieta wykonała wszystko, co jej duch zmarłego męża nakazał i odtąd w jej mieszkaniu nie straszyło już więcej. Takie i tym podobne historje o duszach zmarłych opowiadają sobie ludzie w Lipinach, skoro nadejdzie listopadowe święto umarłych. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 15.11.17, 22:53 O WIERZN10WICACH I ŚWIYNTYM JANIE Mój starzik dycki powiadali, że sie ty Wierzniowice nie nazywały Wierzniowice. Że sie nazywały Wierzbowice. A że były całe za mostym. Tam za mostym była karczma, tam był kościół. Tam był zamek w Dymbinie. A że tam był kościół, to je we skutku, bo mómy pamióntke przi Kaplicy Świyntego Jana. Tam go wyorol niejaki Giecek. Wyoroł go, wykopoł go, drudzy mu pomogli i postawił se go na swoji zegrodzie. A jak go postawił na swoji zegrodzie, tak se też roz wypiół. Ale za swoji. A potym go przedoł gminie, bo go chcieli obywatele kupić, że go postawióm ku kaplicy. Jak go postawili ku te kaplicy, tak mu też coś za to dali, bo sie chłop też przi tym urobiół. A tak jak se szeł popiyty, to stanół na przeciw tego Jana Świyntego a powiado: „Ty, Jan, jo cie wykopoł, jo cie prziniós, a tyś mi teraz ku kaplicy uciyk“. Yny że go sprzedoł, to nie powiedzioł. I tam sie nazywała ta dziedzina Wierzbowice. Do kościoła że sie chodziyło do Gorzic. Tam był kościół. To eszcze musiało być przed Maryjom Terezyjóm. A potym jeszcze ta wojna była. Bo óni to tak powiadali. No a że sie zamek zapod w Dymbinie. To idzie wytłumaczyć, że uż kiedyś kanony musiały być i strzylali, prowda, i rozstrzylali i zamek. Ni? Tam była wojna ogromno, bo potym sie tam skończyła za tóm wodóm. A ta dziedzina sie odbudowała po drugi stronie, ale uż sie nic nazywała Wierzbowice, że była miyndzy samymi wiyrzbami. Nó i tak sie to tu potym nazywało Wierzniowice. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 15.11.17, 22:59 0 MORACH Był jedyn szewiec a ón szył, a wiecznie go ta drzymka brała. A tak sie zniżoł, zniżoł. Nie wiedziol, co mu to je. Aż roz prziszoł jedyn gospodorz se dać bóty uszyć a tyn sic mu użaloł, że jako wieczór na chwile robi, a za chwile że go drzymka weźnie, a nie idzie sie obudzić. I że stanie taki unawióny, że aż hruza. A prawi: „Podziwej sie, jaki móm eucfleki po siebie“. Miol taki zagryzki. A ón mu powiado: „Wiysz, co ci powiym. To cie mora dusi“. — „Nale loboga, jakóż to z tóm moróm zrobić, aby mie nie dusiyła?“ Nó mówi: „Nagotuj se nożyce a óna sie, ta mora, to je duch, zamiyni w cokolwiek. I przelezie i przez malóm szparkę. Jak cie chce podusić, to cie podusi“. No i tyn szewiec se też nagotowoł, a ta mora prziszła. A eszcze była za dwiyrzami. A tyn szewiec sie tak bróniół tymu spaniu, a nie chcioł usnyć. A ta mora za tymi dwiyrzami: „Szsz, szszewiec, szszewiec, je, jeszszcze szszszszszyje“. A óna uż chciała iść na niego, ni, bo uż było ku północy. A szewiec eszcze szył, tak ni miała prawa, bo nie społ. Ni? A óna go naprzód dycki unawiyła, a potym tóm krew cyckała. Nó. I zaś na drugi dziyń se nagotowo»! nożyce. A teraz uż zaś czuje, że mu coś za dwiyrzami szybrzikuje. A jak przez tóm szparę sie cisła,była zamiynióno w reżne ściebło, ón wzión nożyce a ustrzignół trochę tych fusów z tego reżnego ściebła. A to była baba. Prziszła rano do niego, prawi: „Podziwej sie, Francek, coś mi zrobiół. Obie rynceś mi ustrzignół“. A że sie to podobno taki dziecio narodziyło, co miało zymby. A że jak mu dali kołek, to chodziyło drzewa cyckać, a jak mu matka dała pierś, tak tych ludzi Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 11.12.17, 18:17 O Wandzie co nie chciała Niemca' Poszłam w bieli do Wisełki, W wianeczku z róż, Ledwo błysła moja zorza, To zgasła już. Zapłakali po mnie kmiecie I wojów rój, Bom kochana taka była, Jak rodzic mój! Przyszedł Rytgier z obcej ziemi I chciał mnie brać, Lecz wrogowi swego serca Nie mogłam dać. W roga kraju umiłować? Kończy się świat!.. Nigdy taki Polakowi Nie będzie brat! Więc by wojną owy Rytgier Nie nękał nas, Na omszony, ponadrzeczny Wstąpiłam głaz! Bądź mi zdrowy, drogi ludu I kraju mój! I wskoczyłam w nurty sine, W szumiący zdrój. Kmiecie ciało wydostali Z serdeczną łzą, Wielki kopiec usypali Na pamięć mą. W iatr go szumny nie przewróci, Nie strawi pleśń, A lud cały o mnie nuci Żałosną pieśń: „W anda leży w naszej ziemi, Co nie chciała Niemca, Lepiej zawsze mieć swojego, Niźli cudzoziemca!" Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 22.12.17, 13:56 Szedłem sobie prostą drogą, Aż tu skala leży, Moją ścieżkę mi zajęła Nakształt wielkiej wieży Nuż ja tedy do roboty I po chwilce małej Odwaliłem ową skałę — I nie było skały! Wziąłem skałę, idę dalej, Aż tu smok wylata, Ogon długi na dwie mile, A głowa rogata. Buch! buch! z ręki mi wypadła Skalista opoka, Długi ogon przycisnęła, Uwięziła smoka. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 10:41 Krzyż na Granicznej Górze „Przy polnej drodze Lubsza - Kamieńskie Młyny na Granicznej Górze a to też i na pamiątkę nagłej śmierci Karola, brata jego żony Józefy z domu Matyi stoi samotny krzyż. Wysłany po ser na wykopki do księdza Brola wyżej wspomniany Karol nie wrócił. Znaleziono go na górze przy drodze Lubsza - Kamieńskie Młyny nieżywego. Miał zginąć na udar serca. W tym tragicznym miejscu Józef Bogacki postawił drewniany krzyż około 1880 roku a po 1920 roku odnowiła go Zuzanna Ślęzok z domu Bauer i ten stoi jeszcze. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 11:02 Kapliczka św. Jana Nepomucena w Hucie Karola Niemal nad samą starą granicą Śląska, stoi niewielkich rozmiarów słupowa kapliczka, w której w oszklonej wnęce umieszczona jest figura czeskiego świętego, Jana z Nepomuka. Święty Jan chronił mieszkańców okolicznych wiosek, położonych tak po śląskiej jak i po polskiej stronie przed powodziami. Jak informuje umieszczona na szczycie gontowego daszku metalowa chorągiewka, kapliczkę wzniesiono w początku osiemnastego stulecia, kiedy nie było jeszcze pobliskich wiosek: Pakuł i Huty Karola. Stare podanie głosi, że od dawien dawna, właśnie w tym miejscu, przy tejże kapliczce spotykali się księża z okolicznych parafii i tam wyznawali swe grzechy. Wyznawali je przed specjalnie w tym celu sprowadzanym spowiednikiem, jak i przed świętym Janem ze starej kapliczki. Jak głosi tradycja, Święty Jan Nepomucen poniósł śmierć w nurtach Wełtawy za dotrzymanie tajemnicy spowiedzi. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 11:55 Utopce rodziły się z dusz topielców i poronionych płodów. Podobnie jak wodniki zamieszkiwały wszelkie zbiorniki wodne (w niektórych podaniach łącznie ze studniami i rowami przydrożnymi) i topiły kąpiących się oraz przechodzące przez rzekę zwierzęta. Gdzieniegdzie odpowiadały także za wylewy rzek oraz zatapianie pól i łąk. Utopce przybierały postać wysokich, bardzo chudych ludzi o oślizgłej, zielonej skórze, z dużą głową i ciemnymi włosami. W czasie nowiu utopce wychodziły na brzeg. Często zwabiały wówczas do siebie ludzi, bawiąc się z nimi w zagadki. Osobę próbującą oszukiwać w zagadkach natychmiast topiły. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 12:17 Powstanie Olszyny W dawnych czasach na każdym ze strumieni w okolicy Lubszy zasobnym w wodę, budowano liczne stawy i groble, w których hodowano różne gatunki ryb. W jednym z licznych stawów, przy drodze z Lubszy do Ligoty, którą potocznie określano Wyngrodziem, czyli że prowadzi we grodzie (do grodzi), zagościł utopiec zwany także wasermanem. Tenże utopiec wieczorna porą porywał w toń nierozważnych podróżnych, którzy mu we śnie przeszkadzali. Cudacznie ubrany, ni to żaba, ni to ludek, napędził miejscowym rybakom strachu tak, że stawy zaniedbali, które z biegiem czasy szuwarami zarosły a później w bagno się zamieniły. Po latach powstałe bagniste łąki, które lasem olchowym porosły, przez ludność miejscową Olszyną zostały nazwane. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 12:35 Utopek w Ligockim Kanarze Jeszcze dzisiaj nad Ligockim Potokiem można znaleźć ślady po groblach należących przed wielu laty do lubszeckiego dworu. W głębinach grobli miyszkoł utopek, przed którym ostrzegane były dzieci przez swoich rodziców, niy yno tych, których pola stykały sie ze wspominanym Potokiem zwanym przez wszystkich także Ligockim Kanarem. Utopek z tego Kanaru obleczony był w czyrwono jakla i czyrwone galoty a na głowie mioł czyrwono czopka. Nie wolno było się dzieciom zbliżać w pobliże wody, do grobli a także do stromych brzegów potoku. Tym, co niy uważali i tym, co niy słuchali, groziło wciągnięcie do wody w Kanarze, przez utopka. Ostrzeżenia takie, przekazywane były z pokolenia na pokolenie. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:04 Kappa jest czasem pokryty łuską (lub skorupą) koloru zielonego, żółtego bądź niebieskiego. Ma wydzielać zapach ryby. Bardziej niż ludzkie mięso (dzieci lub nawet dorosłych) kappa lubi ogórki, dlatego Japończycy często rzucają je do rzeki lub jeziora, żeby demony nie przychodziły ich szukać i żeby je obłaskawić. Tak obdarowany kappa staje się życzliwy, nie topi ludzi, a regularnie częstowany ogórkiem może się nawet odwdzięczać, pomagając w irygacji pól ryżowych i lecząc chorych (zna różne lekarstwa). Zaprzyjaźniony kappa jest miłym towarzyszem, bo świetnie mówi po japońsku i gra w shōgi (rodzaj szachów). Oprócz tego zawsze wywiązuje się z obietnic i nie łamie przysięgi. Ku czci życzliwych kapp wznoszono chramy (shintō). Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:09 Tego demona spotkał na swojej drodze również królik-samuraj, Usagi Yōjimbō, stworzony przez Stana Sakai w komiksie pod tytułem Kappa. Historia znajduje się w drugim tomie przygód Usagiego pt. Samuraj. W tej opowieści kappa czyha na zbłąkanych wędrowców i można go przebłagać tylko ogórkami. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:15 Wodniki często w folklorze występują wymiennie z utopcami. W tym kontekście wodnikiem stawało się np. dziecko, które utonęło nieochrzczone, a następnie rosło w wodzie przez siedem lat lub dziecko bez chrztu utopione przez matkę. Istniały też wierzenia odnoszące wodnika do ogólnie demonicznych postaci związanych ze światem podziemnym, szatańskim – tu wodnik powstawał z mułu zgromadzonego na dnie zbiornika wodnego lub z gliny Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:22 W opowieściach ludowych pojawia się też wątek walczących (np. na szable) ze sobą wodników/topielców w kontekście obserwowanych przez ludzi zjawisk atmosferycznych. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:29 Jak utopić doktora Mraczka (czes. Jak utopit dr. Mráčka aneb Konec vodníků v Čechách) – komedia fantastyczna w reżyserii Václava Vorlíčka zrealizowana w 1974. Piosenki wykorzystane w filmie zaśpiewała m.in. Helena Vondráčková. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:38 W słownikach i publikacjach z dziedziny etnografii termin „anczutka” w dialektach języka rosyjskiego oznacza: Czart, diabeł, bies, antychryst wraz z sememami chochlik, skrzat (duszek), leszy, Flejtuch, brudas, Biedny, nieszczęśliwy człowiek, Figlarz, psotnik, Przekleństwo lub wulgarny przerywnik w mowie Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:48 W folklorze słowiańskim opis kończyn dolnych sił nadprzyrodzonych ma szczególne znaczenie. Nogi i stopy są w stałym kontakcie z ziemią, takie istoty więc zaliczane są do świata chtonicznego. Brak nogi, posiadanie trzech nóg lub nóg zoomorficznych, brak palców – tak w mitologiach opisywano diabłów, szatanów, czartów. Przypisywano im także różne ułomności fizyczne, toteż w podaniach ludowych akcent na brak pięt lub palców u anczutki oznaczał, że z tego powodu też utykał. Posiadając cechy zoomorficzne (łapy gęsi), anczutka prawdopodobnie potrafił latać i – zgodnie z wyobrażeniem w folklorze sił nieczystych – posiadał skrzydła na wzór innych biesów. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 20:39 Genius loci (łac. „duch opiekuńczy danego miejsca”) – duch lub demon władający albo opiekujący się jakimś miejscem. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 23:39 Wyobrażano go sobie jako starca z wielką głową pokrytą rozczochranymi włosami. Pozostawiano mu w łaźni jako ofiarę trochę wody, składano mu także w ofierze czarną kurę dla zabezpieczenia przed utopieniem. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 24.09.25, 23:48 Kikimora – poemat symfoniczny Anatolija Ladowa z 1910 roku. Dzieło jest symfoniczną baśnią, której temat został zaczerpnięty z Podań rosyjskiego ludu I.P. Zacharowa. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 00:11 Klucznica Przed pięćdziesiąt laty służyła w dworze tutejszym dziewka przez lat więcej jak dwadzieścia. Państwu swemu nader była wierną przy tym bardzo skąpą i nigdy proszącemu żebrakowi ani skóreczki spleśniałego chleba nie podała. Hrabina uczyniła ją kluczną i wszystko do jej wiernych rąk zleciła. Służąca miała myto wyznaczone, ale go nigdy nie żądała, bo się na podarunkach od gości odebranych obeszła, myto sobie zaś na.swe stare dni oszczędzała. We wsi żył szewc, wielki pijanica. Jak owdowiał, raili mu ludzie, aby sobie kluczną za żonę pojął, upewniając go, że tak piękny będzie mieć grosz. Dziewka przystarzała chętnie zezwoliła, Jejmość i całe państwo odmawiało, ganiło, ale zabronić nie mogło. Po weselu żądał szewc pieniędzy. Chciałby był pić, a nie było za co. Szewc bił kobietę i trapił, aby szła po zasłużone myto. Szła ona w samej rzeczy raz i drugi, i trzeci, ale jej Jejmość nic dać nie chciała, mówiąc: - Kostera by ci to przepił, a jakby umarł, to byś nic nie miała. Szewc bił bardziej, aż na dobre zatłukł. Zostały pieniądze w dworze. Po pogrzebie szewcowej widywano w zamku starym, nie zamieszkałym, w izbie wielkiej, świętniązwanej, światło w czasie około północy i słyszano gruchotanie. Stróże widywali, jak się brama otwierała, a powóz zajeżdżał, w którym nieboszczka siedziała i do zamku przez osoby ogromnej postaci prowadzona była. Ciekawi dworzanie przystawili drabiny, chcąc widzieć, co się w świętnicy działo. A to czarci śpiewali i ze szewcową tańczyli, a przy tym śpiewali: Nasza pani szewcowa Wyszywany czepek ma Ija też, i ja też, hop, hop, hop\ Lud przypisywał te zjawiska tej okoliczności, ze nieboszczka na ubogich nielitościwą była i chociaż pani kazała, żywność ubogim przeznaczoną świniom dawała. Dopiero jak ksiądz poświęcił, straszyć przestało. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 10:23 O diable wywiedzionym w pole We wsi żyła piękna i bogata panna. Gardziła konkurentami i oświadczyła gotowość poślubienia diabła. Tak się też stało. Ponieważ raził ja czarny kolor jego skóry, szorowała codziennie diabła cegłą nierzadko też głodziła. Wkrótce diabeł uciekł. Po drodze spotkał owczarza i zostali przyjaciółmi. Na życie zarabiali oszustwem. Diabeł opętywał ludzi, owczarz zaś uzdrawiał ich. Wyłudzili w ten sposób dużo pieniędzy, oszukując bogaczy, hrabiów i książąt. Chciwość diabła wywołała nieporozumienie obu przyjaciół. Diabeł zagroził, iż nie opuści chorego i w ten sposób wyjdzie na jaw oszustwo owczarza. Tak też uczynił, ów użył jednak skutecznego fortelu: postraszył diabła żoną sekutnicą. Wyleciał wówczaswówczas diabeł z ciała opętanego, wolał bowiem powrócić do piekła niż wpaść w ręce żony. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 10:35 Czarne kurki (skrzatki) przynoszą zboże. Latające smoki, także skrzatki, w postaci ognistej miotły, przynoszą do domu pieniądze. Legendy 0 ziemnych smokach, jak na przykład na górze Wawel w Krakowie 1 w Smogorzowie koło Namysłowa żyją w opowieściach ludu nadal. Smoki te prawdopodobnie pochodzą od jaszczurek. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 12:50 Jesienią 2006 twórca Pomarańczowej Alternatywy Waldemar Fydrych utworzył Komitet Wyborczy Wyborców Gamonie i Krasnoludki, z którego startował (bez powodzenia, ale z wynikiem lepszym niż na przykład kandydat Ligi Polskich Rodzin) w wyborach samorządowych 2006 na prezydenta Warszawy. Jego komitet wyborczy wystawił także kandydatów do Rady Miasta Warszawy, ale nie udało mu się wprowadzić do Rady żadnego z nich. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 19:17 Od czasów romantyzmu wampir stał się popularnym motywem wykorzystywanym w różnych dziedzinach sztuki i rozrywki. Z postaci z wierzeń ludowych, wampir przerodził się w element kultury popularnej, wykorzystywany głównie w filmie – horrorze, ale także komedii. Klasycznymi postaciami wampirów w kulturze popularnej stali się Nosferatu i Drakula; zwłaszcza imię tego drugiego stało się wręcz synonimem wampira. Wampiryzm od czasu romantyzmu łączony był także często z erotyzmem. Współcześnie koncepcja wampira pojawia się również często w publikacjach psychologicznych i ezoterycznych rozwijających koncepcję wampiryzmu emocjonalnego (psychicznego) lub energetycznego. Mianem wampira określa się często seryjnych morderców oraz osoby, które spożywają symboliczną dawkę krwi od dobrowolnych dawców, jest to tak zwany sanguarianizm. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 19:23 W Wiedźminie niektóre ze zdolności uaktywniają się pod działaniem światła księżyca w pełni. W Drakuli Brama Stokera wampiry posiadają "siłę dwudziestu ludzi", posługują się nekromancją – ma pod władaniem wszystkich zmarłych znajdujących się w pobliżu. Może też stawać się niewidocznym, a także zmieniać się w mgłę. W sadze Zmierzch wampirzy oddech wabi ludzi. Serial telewizyjny Pamiętniki wampirów przedstawia stworzenia te również jako wytrzymałe na ból (gdy żywią się ludzką krwią, prawie go nie odczuwają). Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 19:30 Choć częściej przypisywana wilkołakom, niektóre dzieła nadają ją również wampirom (Blade, trylogia: Kuzynki, Księżniczka, Dziedziczki, Hellsing, Czysta krew, Pod osłoną nocy, Co robimy w ukryciu, Mroczne Cienie). W „Nekroskopie” jest tłumaczona jako zwykła alergia. Według niektórych autorów wstręt do srebra (jak również przebicie osinowym kołkiem) ma swoje początki w religii, konkretnie u Judasza Iskarioty, który po zdradzie Chrystusa rozsypał srebro (budzące u niego wstręt) oraz powiesił się na drzewie, z którego wykonywano kołki osinowe. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 22.12.17, 16:22 TWARDOWSKI Wędrowałem do piekła, Co na końcu jest świata, Bo to ze mnie, mospanie, Kawał zucha i chwata. Na mą duszę cyrograf W ydostałem od djabła, — Pótym kropił kropidłem, Aż moc czarcia osłabła! Na Krzemionkach w Krakowie Codzień z biesem mam schadzki, On mi służy, dogadza, A famulus zeń chwacki. Chcę się wierzchem przejechać: On koguta maluje, Potem zaraz ożywia I już dziarsko kłusuje. Na mój rozkaz on srebro Z całej polskiej zniósł ziemi 1 umieścił w Olkuszu Pod górami wielkiemi. Skałę, zwaną Sokolą, Wyrwał, czubkiem postawił, A tą pracą wszystkiego Pół godziny się bawił. O! mistrz ze mnie nielada! Kogo spytasz, to powie! Ja umarłą Barbarę Pokazałem królowi. Wykręciłem się czartu, Stracił na mnie, mospanie! T eraz w górze mam piękne Na księżycu mieszkanie. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 31.01.18, 22:47 Utrzymuje lud pokucki — jak to powiedzieliśmy wyżej — że złe duchy pospadały na ziemię z nieba, z kropel i oparów wodnych, i że gdzie który spadt a zwłaszcza „strimhołow" (pionowo jak deszcz) tam też przebywa ciągle i ludziom bezkarnie i wedle woli ') rozmaite figle piata; więc też ludzie takie miejsca wymijają, ze swycb posiadłości je poniekąd wyłączają Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 31.01.18, 23:05 Chodzi też w Ispasie pogłoska, jakoby czart siedział i w stajni do obszaru dwoskiego należącej. Stajnia ta przerobioną została z gorał ni (gorzelni). Opowiadają, że śp. Wiktor Biliński nabywszy Ispas, zaczął był tę stajnię po swojemu przerabiać, pomimo, że mu to odradzali starzy ludzie wiedzący 0 mieszkaniu w niój czarta. Biliński śmiał się z ludzi i z czarta 1 robotę dalej ciągnąć kazał. Czart jednakże ludziom robić przeszkadzał, a Bilińskiego jak zaczął po nocach dręczyć i męcz y ć , t o g o a ż n a k a l e k ę w y s t r y c h n ą ł , b o m u o d e b r a ł o n o g i tak, że już do śmierci nie stanął na nie więcśj. Od tego czasu wypuszczał on Ispas w posesyą żydom, aż przed kilku laty kupił go od wdowy po Bilińskim pan Roszko Augustynowicz. Stajnia ta już się była w części zawaliła, gdyż Biliński ani sam jej nie naprawiał, ani żydom czynić to dozwalał. Roszko objąwszy posiadłość, zajął się przedewszystkiem naprawą tej stajni, lubo i jego także ludzie przestrzegali i nie radzili zaczepiać gospodarującego w stajni licha, opowiadając jak na tej zaczepce wyszedł Biliński. Mimo to Roszko podobnie jak i jego poprzednik wyśmiawszy ludzi że w takie głupstwa wierzą, nie usłuchał ich rady, rozpoczął robotę, i do tej części stajni, która deskami obłożona od-dawna przez nikogo tykaną nie była, kazał swe woły zapędzić na noc. Na drugi dzień znaleziono woły tak dalece przez czarta pomęczone, że omal nie pozdychały. Wszakże nie odstraszyło to Roszka, utrzymującego, że woły z naturalnej rozchorowały się przyczyny; i nuże dalej stajnię n a p r a w i a ć . P o m y ś l e l i l u d z i e , ż e m o ż e R o s z k o , j a k o O r m i a n i n silniejszym jest od samego czarta i już mu się nie s p r z e c i w i a l i ; j e d n a k o w o ż z a c z ę l i n a p r a w i a ć n i e o d t e j s t r o n y gdzie czart mieszkał, lecz od końca przeciwnego. Z początku szło wszystko jak należy, i Roszko już był począł gwizdać tryumfalnego marsza, lecz jak tylko ruszyli ową złą część, tak naraz wlazło niedowiarkrwi coś w nogi i jak zaczęło je męczyć, kurczyć je co noc, tak przemogło i zmusiło wreszcie upartego do nakazania odwrotu i zaniechania całej tej roboty. Stajnia ta, a raczej część jej zta i dzisiaj (w r. 1880) stoji nie naprawiona, a tylko ta część służy do użytku, którą zrestaurowano przed słabością Roszki; część zaś pozostała jest zwaliskiem, więc niezawodnie (jak lud prawi) zwycięzkiego owego czarta siedzibą Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 31.01.18, 23:21 Kto po raz pierwszy usłyszy grzmot na wiosnę, ten wziąwszy kamień do rąk, lub ku ziemi do kamienia się schyliwszy, uderzyć w niego trzy razy powinien, mówiąc przytem po trzykroć: Kamiń - hołowa! — a odtąd przez rok cały głowa go boleć nie będzie. — Kamienia tego atoli rzucać następnie na wodę się nie godzi, Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 26.02.18, 15:10 Legenda z Syryni mówi o grobie Zofii Eleonory von Bodenhausen ("Bordenowskiej pani"). Była ona jedyną kobietą rządzącą dobrami Grabówka. Według legendy Zofia Eleonora zażyczyła sobie, by po śmierci włożono jej ziemskie szczątki do prostej drewnianej trumny, a wóz zaprzęgnięty w białe woły miał wieźć trumnę i tam, gdzie woły trzeci raz same się zatrzymają – ma być pochowana. W polu między Syrynią i Grabówką znajduje się "Pomnik Bordenowskiej Pani" - powstały prawdopodobnie w miejscu grobowca Zofii Eleonory, zmarłej 12 kwietnia 1751 roku. Grobowiec ponoć został wybudowany dużo wcześniej, jako miejsce pochówku dla rodziny Reiswic. Pomnik ten ufundowała, na miejscu zniszczonego wcześniej grobowca rodzina Lichnowskich. Odpowiedz Link
madohora4 Re: Legendy 20.05.18, 20:48 LEGENDA O BIAŁEJ DAMIE Z SZAŁSZY: Było to tak dawno temu, jak jeszcze panowie z Szałśzy mieszkali w starym zamku. Zamek pobudowali w 1781 roku a już niedługo po zbudowaniu zamku straszyła tam Biała Dama. Niektórzy ludzie nie dowierzali, że w Zamku mieszka Biała Dama, więc im za karę się pokazywała i straszyła. W okresie wojen napoleońskich do Szałszy trafił jeden z francuskich oficerów i on szczególnie nie chciał wierzyć w Białą Damę. Żarty sobie stroił i z Białej Damy i z kompanów, którzy mu o niej opowiadali. Po posiłku poszedł spać. Prawie już kładł się do łóżka, gdy drzwi się otwarły i stanęła w nich jakaś biała postać. Francuz tak się przestraszył, że zaraz wymierzył do niej z pistoletu i próbował ją zabić. Ale przecież nie da się zabić ducha, kula tylko poturlała się po izbie i zatrzymała się obok ducha. Francuz złapał więc za szablę ale z szabli został mu tylko gryf w ręce a szabla upadła z dźwiękiem na podłogę. Francuz pobladł tak, że już prawie przypominał zjawę i padł na ziemię. Jego serce nie wytrzymało. Po wsi rozniosła się plotka, że to nie była żadna Biała Dama, tylko pokojówka, która chciała dać żołnierzowi nauczkę. Ale jak zamek odnowili to Biała Dama zniknęła. Mówi się, że jej się już ten nowy zamek nie podobał i została w tym starym. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 29.06.18, 18:13 Marzana, marzanna. Stryjkowski w kronice swojej pisze w XVI w.: „Sarma- towie Cererę, boginią ziemną, wynależy- cielkę zboża wszelkiego, zwali Marzaną; tej też w Gnieźnie z wielkim kosztem zbu dowany kościół, gdzie jej na chwałę dzie sięciny wszelkiego zboża po żniwach ofia rowali, prosząc na drugi rok o żyzne uro dzaje." W innem miejscu tenże Stryj kowski pisze: „Chrystusowi ustąpił Grom, Ladon, Marzanna, Pogwizd, Ziewanna." Bielski powiada: „W Wielkiej Polszczę i w Śląsku siódmego dnia marca topią Ma- rzanę, ubrawszy jako niewiastę Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 13.07.18, 21:58 Pewnego razu pan posłał sługę, który się jąkał do swojego kompana z życzeniami świątecznymi, bo chciał mu zrobić psikusa. Jednak ten drugi pan wpadł na taki sam pomysł i wynalazł jąkającego się pazia i też go posłał z życzeniami. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 13.07.18, 22:26 Dąbski wymalowawszy obraz Świętej Anny samotrzeciej napisał u dołu te słowa: Proś matko córkę, a córka syna By się do nieba dostała dębina Ktoś złośliwy dopisał: Nie palą w niebie, nic tam po dębinie Tam drzew pełna izba, gdzie ogień nie ginie Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 19:52 Wampiry z wierzeń bułgarskich miały chrząstkę zamiast kości; w powieści Rafała Dębskiego Kiedy Bóg zasypia pojawia się młody upiór bez kości. W Gospodzie pod Upiorkiem Stanisława Pagaczewskiego cechą szczególną wampira jest głowa trzymana pod pachą Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 21:06 Upiorami zostawali ludzie, których za życia ktoś przeklął; zmarli śmiercią gwałtowną; ci, których zwłoki sprofanowano; zmarli, nad którymi przeskoczyło zwierzę, samobójcy i wiedźmy oraz nieochrzczone dzieci; także ci, którzy zginęli na skutek ataku innego upiora. Odpowiedz Link
madohora Re: Legendy 25.09.25, 21:12 Wykryć upiora można było na przykład poprzez wskazanie jego grobu na cmentarzu przez konia ujeżdżanego przez niewinne dziecko. Upiora można było ujrzeć wieczorem w lustrze, dlatego np. w okolicach Sieradza nie przeglądano się po zmierzchu. Odpowiedz Link
balzack Re: Legendy 07.09.18, 19:11 O założeniu klasztoru na Łysej górze Był król na łowach, Jeździł po borach. Trąby grają, Psy szczekają, Po borach. A wtóru jeleń z uboczy, Z złotym rogiem wyskoczy, Król naciąguie cięciwy, Pada jeleń nieżywy, Na borach. Król wesoło zakrzyczy, Ewą się kundle ze smyczy, Biegną strzelcy na łowach, Po borach, po borach, Na łowach. W końcu rogu złotego, Obraz Syna Bożego: W kolo wielka jasność, Taka była zacność Obrazu świętego. Wszyscy się zbiegali, Razem poklękali, I na górze, na onój ±\'a górze zielonej Klasztor budowali. Tam w organy grają, Ludzie się schadzają, Nabożnie śpiewają. Odpowiedz Link