gelatik
26.02.02, 13:48
Uwolnienia z Ramallah Jasera Arafata domagają się jego rodacy i Unia
Europejska. Tymczasem Jerozolimą wstrząsnął kolejny zamach
Wczoraj o zmroku dwaj Palestyńczycy otworzyli ogień do grupy ludzi na
przystanku autobusowym. Rannych jest co najmniej 10 osób. Jednego z napastników
zastrzelono, drugi uciekł. Wkrótce po zamachu przyznały się do niego Brygady
Męczenników Al Aksa, ugrupowanie związane z Al Fatah, ruchem Jasera Arafata.
Natychmiast pojawiły się komentarze, że to reakcja na ostatnie decyzje rządu
izraelskiego. Kilka godzin wcześniej izraelska armia wycofała się sprzed
siedziby Jasera Arafata w Ramallah. Przywódca palestyński przebywał w areszcie
domowym od grudnia. Rząd Izraela za warunek uwolnienia go stawiał aresztowanie
zabójców izraelskiego ministra turystyki Rewahama Zeewiego. W ubiegłym tygodniu
palestyńskie władze zatrzymały trzech członków Ludowego Frontu Wyzwolenia
Palestyny. Wówczas premier Izraela kazał swoim oddziałom wycofać się spod
siedziby Arafata. Ale tylko na rogatki miasta. Jaser Arafat wciąż nie może
opuszczać Ramallah.
Za jego uwolnieniem opowiedział się wczoraj minister spraw zagranicznych
Niemiec Joschka Fischer. Podobnego zdania jest Javier Solana, szef dyplomacji
Unii Europejskiej. Uważa on, że ograniczanie swobody poruszania się Arafata to
przejaw braku politycznego myślenia. Jednak odnosząc się do inicjatywy księcia
Abdullaha z Arabii Saudyjskiej, który chce wystąpić do krajów arabskich o
uznanie Izraela pod warunkiem jego wycofania się z terytoriów palestyńskich,
Solana powiedział, że jest to propozycja idąca we właściwym kierunku.
Liczba ofiar trwających nieprzerwanie od 17 miesięcy starć izraelsko-
palestyńskich wzrosła do co najmniej 1276 osób. Wśród zabitych 977 to
Palestyńczycy. Tylko wczoraj zginęło trzech Palestyńczyków i dwóch Izraelczyków.