e.va15
28.12.13, 12:42
Jak na razie to koniec bitwy, a krajobraz po bitwie wygląda następujco:
z jednej strony na Ukrainie zaczyna się sprzątanie po Majdanie, z drugiej USA/EU mocno zamikły i obserwują w ciszy i napięciu dalszy rozwój wypadków.
EU (i jej patron) stoi na rozdrożu, zapewne Polska i Pribałtyka dalej naciskąją, by mieć wobec Ukrainy cierpliwość i działać powoli, długofalowo, natomiast wiele innych krajów z Francją na czele z ulgą odhacza ten nieszczęsny, nieudany epizod wyprawy na Dzikie Pola pod polskim przywództwem. W sumie o tym, jak ostatecznie zachowają się EU/USA zdecydują najbliższe miesiące na Ukrainie.
Do wyborów jest ca 1,5 roku i Zachód liczy pewnie na to, że mając rozbudowaną ogromną strukturę NGOs, wpływ na młodzież w sieci i w różnych organizacjach "obrony praw człowieka" oraz własny liczny desant w tym kraju, będzie mógł wpłynąć na wybory.
Jeśli tak, to do wyborów Janukowicz będzie tolerowany, jeśli nie to szybko stanie się drugim Łukaszenką ze wszystkimi konsekwencjami tej oceny.
Tak więc Janukowicz ma do wyboru - albo da EU/USA będą mogły prowadzić na Ukrainie swoją akcję wyborczą, albo Janukowicz dozna na swej skórze karzącej ręki zachodniej sprawiedliwości, a razem z nim cała Ukraina.
Pierwsze ruchy rządu i prezydenta wskazują na to, że zaczęto usuwać zagraniczny desant (coraz więcej zakazów wjazdu) oraz rozliczać drogą prawną tych, którzy przemocą chcieli obalić rząd. Czyli np. tych, którzy zajmowali budynki rządowe, atakowali policję, najeżdżali na nią buldożerem etc.
Kończy się zbiorowe poczucie bezkarności a zaczyna indywidualna odpowiedzialność za czyny.
Jeśli te akcje dotkną tkanki opozycji i rozwieją jej marzenia o wygraniu wyborów, Zachód ruszy do kontrataku. I tym samym, jeśli Januk wybory wygra, wepchnie go całkiem w ramiona Rosji.
Wot kwardatura koła!