lubat
25.02.14, 16:35
... na wyprzedaży.
Wszyscy wokół udzielają Ukrainie rad, straszą jej rozłamem albo agresją Rosji, a co najmniej szantażem. Niektórzy chcą nawet pomagać. Taki dobry wujcio Żakowski to np. wezwał, by Polska (ciekawe kto konkretnie?) wyłożyła miliard euro czy dolarów. Ale jeden miliard, nawet jeśli by na niego było stać nasze nadwiślańskie mocarstwo, to tyle, co dla byka jeden kartofel (za przeproszeniem wojtka;).
Sami nowi władcy Ukrainy przyznają, że kraj jest bankrutem, a potwierdzają to agencje ratingowe. Ameryka ani Unia nie śmierdzą groszem, więc nie dadzą siłą rzeczy ani hrywny. Odsyłają do banków, a te są lekarstwem gorszym, niż choroba. O tym wiedzą tak prywatni pożyczkobiorcy, jak i zadłużone państwa.
Jedynymi, którzy mogą (lub mogli by) pomóc, to Chiny i Rosja. Tematu Chin jednak nie rozwijam, zbyt dużo niewiadomych z obu stron. Pozostaje Rosja. Niektórym może wiadomo, że ten kraj oprócz rezerw dewizowych, ma tzw. fundusz stabilizacyjny, na którym się zbiera wszystkie dochody z eksportu ropy to co dostają powyżej pewnej sumy (np. 90$ za baryłkę). Nie znam dokładnej sumy, ale to coś między 200 a 300 mld $, którymi może swobodnie dysponować rząd.
Rząd RF mógłby pomóc doraźnie, ale podejrzewam, że zastosuje taktykę z polskiej prywatyzacji: poczeka, aż kraj będzie do kupienia po kosztach złomu i dopiero wtedy kupi. Po drodze pozwoli jeszcze skompromitować się nowym właścicielom Ukrainy, którzy (wszystko na to wskazuje) wezmą kredyty w MFW i innych komercyjnych bankach, ludność odczuje na swoich doopach "dobrodziejstwa" Zachodu, a wtedy nawet banderowcy będą musieli pokornie poprosić Moskali o pomoc.
Mało prawdopodobne? Tak samo jak i wszystkie inne teorie rozwijane na tym forum.