lubat
21.01.16, 21:18
Ostatnie lata dostarczały masę dowodów na to, że tzw. wolne wybory są już tylko wydmuszką demokracji i przeprowadzane były pod wprawdzie ukrytym, ale dobrze i skutecznie działającym hasłem: wybory - wyborami, ale wybrani mają być "słuszni" kandydaci.
Teraz "demokracja" przechodzi w nowy, wyższy poziom rozwoju. Nawet jeżeli uda się jakiejś partii, nieprzewidzianej do odgrywania jakiejś roli, osiągnąć sukces, to Zwierzchnia Demokracja przywoła samą partię czy jej wyborców do porządku. Pierwsze przetarcie szlaku było w przypadku Austriaka Jörga Haidera. Nic to, że osiągnął sukces wyborczy w demokratycznych wyborach, ale wystarczyło go oskarżyć o populizm, ksenofobię i (grzech nad grzechami!) antysemityzm. A więc Zwierzchnia Demokracja zadziałała: zaczęła "przywoływać do porządku" nie tylko tę konkretną partię i jej wyborców, ale Austrię jako kraj zaczęto wykluczać z grona "prawdziwych demokracji". Aż w końcu popełniono na gościu samobójstwo i to w formie upodlającej jego pamięć i sprawa się zamknęła.
Tym niemniej Zwierzchnia Demokracja czuje się coraz mniej kochana, coraz więcej różnych ugrupowań, i co gorsza, w różnych krajach i z różnych pozycji (z lewa i z prawa) nie chce już czułej opieki Najwyższej Demokracji. Ale nie z nią takie numery. Ona już okrzepła, nabrała sił i wprawy w szerzeniu siebie i wprowadziła biblijną zasadę: jedna demokracja i jeden pasterz (baranów).
Otóż kilka dni temu "Sunday Telegraph" opublikował tekst, że wywiad Najwyższej Demokracji zbada, czy i które europejskie partie są piątą kolumną Kremla. Kiedy to opublikowała "Gazeta" wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,19491169,nowa-zimna-wojna-amerykanski-wywiad-zbada-czy-kreml-placi.html
pomyślałem, że to zwykły humbug. Bo co może obchodzić jakieś dalekie państwo, kto i z jakim programem ubiega się w walce wyborczej np. w Austrii, Włoszech czy Estonii. Dopiero artykuł w dzisiejszej deutsche-wirtschafts-nachrichten.de wyprowadził mnie z błędu. Owszem, Najwyższa Demokracja Świata dała sobie uprawnienia do oceny, czy dana partia, ugrupowanie jest demokratyczna i może uczestniczyć w wyborach, czy też jest niewybieralna. Tak jak w przypadku Haidera trzeba było wytoczyć działa populizmu, antysemityzmu i ksenofobii, to teraz wystarczy jeden, syntetyczny wskaźnik: czy lubi ich Putin, i na odwrót. To większe obciążenie, niż wszystkie "grzechy" Haidera.
Może ktoś zapyta, jakie to ma znaczenie, co sądzą Najwięksi Demokraci? Ma, i to decydujące! Jeśli bowiem Największa Demokracja uzna, że jakaś europejska partia lubi Rosję/Putina, to nie tylko dana partia będzie postawiona poza prawem, poza systemem finansowym, ale także każdy, kto się do tej partii choćby uśmiechnie.
Jeśli ktoś w to wątpi, to przypomnę, że jeden z francuskich banków musiał zapłacić NDŚ chyba 9 miliardów zielonki za to, że był na tyle nieostrożny, że wbrew zakazowi Największej Demokracji dokonał rutynowej usługi przelewu bankowego Irańczykom. Dokładnie to samo, tylko z mniejszym haraczem, spotkało któryś niemiecki bank.
Tak więc, niech się nie cieszą wyborcy różnych Frontów Narodowych, Lig Północnych czy Podemosów. Pyszczyć przeciw Największej Demokracji to możecie u cioci na imieninach. A na prawdziwych wyborach macie wybierać po linii i na bazie:)
deutsche-wirtschafts-nachrichten.de/2016/01/21/usa-leiten-untersuchung-gegen-nato-kritische-parteien-in-europa-ein/