borrrka
23.11.21, 16:40
Moskwabad lat 70/80 budzi łzawe wspomnienia.
Obywatel PRL, jak długo zachowywał poprawność polityczną, był królem życia.
Bajecznie tanio, a na swój sposób luksusowo.
I tylko znajome Rosjanki trzeba było "przebierać" za Polki, by czekiści wpuścili do restorana, czy hotelu.
Czy wierzyli w przebierankę?
Pewnie nie, ale wszystko było zgodne z zaleceniami, więc w porządku.
Turysta z narodnoj Polszi ustępował jedynie afrykańskim studentom.
Ze swym stypendium 300 baksów товарищ негр był królem życia do kwadratu i z uzasadnioną pogardą patrzył na inostranców z I obszaru płatniczego, bez wstępu do barów walutowych.
O ruskich aborygenach nie wspomnę, bo tak nisko wzrok afrykańskich towarzyszy nie sięgał.
Stypendium 300 $, to były trzy pensje profesora uniwersytetu, a przecież obywatel afrykański dorabiał jeszcze w wakacje na zmywaku w Szwecji, czy w Bundesrepublice.
Czy to prawda?
Nie, to tylko przesada.
Ale gdy czytam dziś o łapankach na czurki w Moskwabadzie, takie obrazy przychodzą mi do starczej głowy.