haen2010
23.03.22, 09:09
Ze mnie raczej srateg niż strateg. Pamiętam zimnowojenne koncepcje nowoczesnej wojny. Obezwładniające uderzenie arsenałem nuklearnym i zajęcie terenu zmasowaną inwazją wojsk pancernych. ZSRR miał wtedy z 50 tys. czołgów, a magazyny Układu Warszawskiego były pełne ochrony tzw. OPBMAR, czyli okropne gumowe kombinezony, maski PGAZ, stacje odkażania pod prysznicem etc, etc.
Pamiętam, bo nawet w gównianej, ale rozrządowej stacji kolejowej Szczecinek, gdzie byłem stażystą, facet na etacie od tych rzeczy wziął mnie do liczenia tych zapasów. To był rok 1969. Zapasy ulokowano w poniemieckich schronach, blisko.
Potem Politechnika Gdańska. Studium wojskowe co piątek i rozsądny pułkownik Maleszka. Trochę wyjaśniał nam na czym polegała wtedy doktryna wojny Układ Warszawski vs Zachód. Rok 1971. Nawet ciekawe to było. Takie trochę sportowe. Ślepaków do kałacha od ch... i ćwiczenie kompani saperów w natarciu na transzeje wroga. W pełnym płaszczu OP1 i masce od gazu.
Były tez pokazy wojskowe. Poligon, siedzimy sobie na górce, papierosy, a facet z RPG z napędem rakietowym pocisku kumulacyjnego niszczy złom na poligonie.
Diabli wzięli doktrynę w wojnie Rosja - Ukraina. Trzeba na nowo układać koncepcje sztabów i ich metod likwidacji przeciwnika.
Drużyna wojskowa liczyła wtedy 10 kałachów pod dowództwem kaprala. W tym jeden snajper i jeden z RPG. To chyba się nie zmieniło. Trzy drużyny pluton. Trzy plutony kompania i td.