tomekjeden
04.03.05, 03:01
"Zdaniem wszystkich ekspertów jest jednak jasne, że prawo o dopuszczalności
przez poszczególne stany kary śmierci nie zostanie zmienione przez sąd
najwyższy, dopóki kara taka nadal będzie "akceptowana społecznie". A sondaże
w tej sprawie nadal pokazują, że ma ona poparcie większości amerykańskiej
opinii publicznej."
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Powstaje natychmiast pytanie o diefinicję tych wartości, które stanowią o tym
co jest i nie jest "akceptowane społecznie". Idzie więc o system rozumowania,
który nie zawsze musi być zgodny z opiniami specjalistów. Poruszamy więc
temat stratyfikacji społecznej. "Akceptacja społeczna" czy, "vox populi", to
często źródło myślenia, w najlepszym razie, pochopnego. Częściej mamy w
przypadku "vox populi" z myśleniem prymitywnym. Tak jak nikt normalny nie
pójdzie do byle kogo z chorobą (pójdzie bowiem do specjalisty, czyli do
lekarza) tak i w przypadku innych decyzji dotyczących życia i śmierci
zwracanie się o opinię czy wyrok, do "akceptacji społecznej", czy "vox
populi", jest pozbawione podstaw intelektualnych i etycznych.
Tym bardziej, że po wykonaniu wyroku śmierci wszystkie temporalne procesy
myślowe osób mających z tym wyrokiem związek, związane z życiem osoby
straconej, stają się nieadekwatne względem wymogów moralnych dotyczących
rozumowania, czy pojmowania, źródła i końca życia ludzkiego. Innymi słowy
człowiek nie ma prawa wkraczać tam gdzie nie pozwalają mu na to jego
możliwości intelektualne. Albo, inaczej jeszcze, to nie ludzkie możliwości
intelektualne są źródłem życia, tym samym nie dając człowiekowi moralnej
możliwości jego ukrócenia.