zwyczajny
11.06.05, 01:03
Wbrew pozorom jest to tekst optymistyczny. Dopoki Arabowie przekonani byli
o swojej wyzszosci nie bylo mowy o mozliwosci poprawy. Jesli to sie zmieni,
to pojawi sie wreszcie nadzieja na zmiane nastawienia Arabow do reszty ludzi.
Wiec moze za 20 lat i Arabowie stana sie pokojowym narodem, wyznajacym
demokratyczne idealy zamiast obecnych furiatow.
Dlaczego Bliskim Wschodem rządzą bezwzględni dyktatorzy, prawa człowieka są
tam fikcją, konstytucje bezużytecznym kawałkiem papieru, a gospodarki są w
ruinie czasem tylko przysłoniętej stosem petrodolarów?
Odpowiedzi na te pytania szukało 39 arabskich naukowców, intelektualistów i
polityków, a efektem ich pracy jest wstrząsający "Raport o rozwoju świata
arabskiego".
Raport nie zostawia na Arabach suchej nitki, a jego obiektywizm podkreśla
fakt, że wśród autorów byli wyłącznie Arabowie.
Wg GW:
Raport ONZ: Raport o rozwoju swiata arabskiego
Ogłoszony 5 kwietnia w Ammanie pod egidą ONZ raport już jest
określany jako największe dokonanie Narodów Zjednoczonych w ostatnich latach.
Czarne dziury tyranii
Światem arabskim rządzą dyktatorzy, choć "na pierwszy rzut oka wydaje się, że
w regionie są wszystkie możliwe formy władzy" - od monarchii absolutnych do
rewolucyjnych republik i radykalnych państw islamskich. "Jednak po bliższym
przyjrzeniu się" - piszą autorzy - "wyłania się interesujące podobieństwo
architektury i metod systemów rządzenia, które razem tworzą integralną
całość: arabski model rządów".
Taki model autorzy określają "państwami czarnej dziury" - jednolitym,
zintegrowanym systemem tyranii i kontroli. Współczesne państwo arabskie to
czarna dziura, w której nic się nie porusza i z której nie ma ucieczki.
Władca ma nieograniczone prawa, a kiedy to mu nie wystarcza - wprowadza
niekończący się stan wyjątkowy, odsuwa na bok prawo, fabrykuje oskarżenia
przeciwko opozycji.
Nieodzowną podporą władców czarnych dziur są tajne służby: "Każde państwo
arabskie ma mnóstwo agencji wywiadu z olbrzymimi uprawnieniami; są one
esencją aparatu rządzenia i pozostają pod bezpośrednią kontrolą władcy.
Współczesne państwo arabskie można określić mianem państwa wywiadowczego".
Demokracja po arabsku
Teoretycznie w większości państw regionu działa monarchia konstytucyjna lub
republika. Jednak w takiej monarchii konstytucja pozostaje papierkiem i
narzędziem w rękach rządzących, zaś w republikach prezydenci rządzą
praktycznie dożywotnio, w wyborach dostają 100 proc. głosów, a władzę coraz
częściej przekazują synom.
Fikcją jest niezawisłość sądów, bo sędziowie wyrokują zgodne z wolą władz.
Zwykle już przed procesem wiadomo, że oskarżony jest winny; kara śmierci jest
powszechna, a wyroki często zapadają przed sądami wojskowymi.
Fikcją są też same wybory, które z demokracją nie mają wiele wspólnego.
Dyktatorzy uzasadniają konieczność ograniczeń w tej dziedzinie tzw. pułapką
jednorazowych wyborów - twierdzą, że większa swoboda w życiu politycznym
skończyłaby się dojściem do władzy islamskich radykałów, który w ogóle
zlikwidują demokrację. W ten sposób pierwsze wolne wybory byłyby jednocześnie
ostatnimi. Argumentując w ten sposób, reformy można odkładać w nieskończoność.
Arabskie prawo gwarantuje wolność słowa i prasy. Jednak przed dystrybucją
każda książka i gazeta trafia pod lupę administracji, która może wstrzymać
druk, jeśli uzna, że treść narusza porządek publiczny lub obraża
przyzwoitość.
W latach 2001-03 dziennikarze w Algierii, Egipcie, Jordanii, Maroku, Sudanie,
Syrii, Tunezji i Jemenie stawali przed sądem za poglądy, część z nich
skazano. Bliski Wschód to "największe więzienie dziennikarzy na świecie" -
twierdzi organizacja Reporterzy bez Granic. Czasami nie tylko więzienie, bo
ciągle zdarzają się zabójstwa dziennikarzy, podpalane są redakcje gazet.
Tyran jako mniejsze zło
Arabskim władcom brakuje dziś społecznej legitymacji: "Kiedy państwa regionu
odzyskiwały niepodległość, ich reżimy opierały się na tradycyjnych, religijno-
plemiennych formach legitymacji albo zdobywały ją, walcząc o niepodległość
lub budując państwo". Jednak ta argumentacja musi się w końcu wyczerpać, bo
nie można w nieskończoność walczyć o niepodległość, struktury państwa też w
końcu będą gotowe.
Dlatego dzisiaj arabscy dyktatorzy próbują inaczej uzasadniać swoje rządy -
zwykle są to osiągnięcia (albo ich obietnice) w gospodarce, ochronie wartości
muzułmańskich czy tradycji. Dobrym uzasadnieniem jest zagrożenie zewnętrzne -
stąd argumentacja: musimy zostać przy władzy, żeby chronić was przed
Izraelem.
Inną popularną techniką jest ukazywanie swoich rządów jako mniejszego zła -
ostatniej linii oporu przeciwko tyranii fundamentalistów. Taka "legitymacja
szantażu" to wynik wyczerpania argumentów pozytywnego uzasadniania swojej
władzy.