Dodaj do ulubionych

Operacja w Iraku - SAME PLUSY DLA POLSKI

07.02.06, 08:04
Z wojskowego punktu widzenia operacja w Iraku ma dla nas same plusy
Dobrzy Polacy
Irakijczycy nie lubią sił koalicji. Z sondaży wynika, że 48 proc. chce, by
obce wojska wyjechały od razu, a 21 proc. uważa, że powinny opuścić Irak w
ciągu pół roku. - Ale 70 proc. z nich ufa policji, którą wyszkoliliśmy. To
znaczy, że nasza misja ma sens. Nie jesteśmy tu, by Irakijczycy nas lubili
albo nie - mówi płk Sylwester Michalski, rzecznik dywizji. Od początku misji
przeszkolono 20 tys. żołnierzy, policjantów i funkcjonariuszy irackiej straży
granicznej.
Płk Cezary Kiszkowiak twierdzi, że dane z sondaży nie odzwierciedlają
nastrojów w polskiej strefie. - To dane z całego Iraku. U nas, jak się
okazało, że Hiszpanie będą się wycofywać, przychodziły delegacje, dosłownie
błagając, by Polacy zostali. Bez przerwy powtarzali, że jesteśmy bardzo
potrzebni - twierdzi Kiszkowiak. W dywizji jest dowódcą sekcji CIMIC (Civil
Military Cooperation), odpowiadającej za kontakty z cywilami, pomoc
humanitarną i projekty odbudowy. Twierdzi, że nigdy się nie spotkał z
przejawami agresji. - Żołnierze z CIMIC umawiają się na spotkania z władzami
lokalnymi, więc wiadomo, o której godzinie i jaką trasą będą jechać. Gdyby
ktoś chciał nas zaatakować, bylibyśmy łatwym celem. Najlepszym dowodem na to,
że Irakijczycy chcą naszej obecności, jest to, że nas nie atakują. Regularnie
zdarza się, że szejkowie, prosząc o pomoc, składają nam gwarancje, że na ich
terenie nic nam się nie stanie - mówi płk Kiszkowiak.
Od września 2003 r. CIMIC w Wielonarodowej Dywizji zrealizował ponad 2 tys.
projektów wartych 80 mln USD. Dotyczyły one głównie budowy wodociągów i sieci
elektrycznych oraz odbudowy budynków publicznych. Kiszkowiak twierdzi, że w
czasach Saddama mało kto wiedział, jaka bieda panuje poza Bagdadem. - Czasem,
gdy wjeżdżamy do jakiejś wsi, czuję się, jakbym przenosił się w czasy
Chrystusowe. Ludzie mieszkają w lepiankach, bez prądu, bez wody. Zabieramy z
sobą cukierki, maskotki i wodę. Dzieciaki, jeśli mają wybór, biorą wodę, bo
ta nadająca się do picia to największy rarytas - opowiada Kiszkowiak. Gdy
jednak dywizja chciała podarować władzom Diwanijji białoruskie traktory do
wywożenia śmieci, burmistrz odmówił, twierdząc, że woli zachodnie ciągniki.

Zostać czy wracać?
Na pytanie, czy Polacy powinni zostać w Iraku, większość żołnierzy piątej
zmiany odpowiada, że tak, bo wreszcie jest to prawdziwa misja
stabilizacyjna. - Irakijczycy boją się Amerykanów, a Bolanda to zupełnie inna
historia. Dla nich nie jesteśmy okupantami - powtarzają często nasi żołnierze.
Czego nas nauczyła misja w Iraku? Polscy żołnierze pojechali na nią nie
przygotowani. Wystarczy przypomnieć afery ze sprzętem nie nadającym się do
użytku w warunkach bojowych. - Zweryfikowano sprzęt. Może na poligonie
sprawdza się, ale w pierwszej fazie naszych działań w Iraku, mówiąc
najdelikatniej, okazał się mocno niedoskonały - uważa gen. Henryk Tacik z
Dowództwa Operacyjnego, odpowiadający za misje zagraniczne. Jego zdaniem, w
Iraku zweryfikowano też procedury dowodzenia i ludzi, którzy musieli się
nauczyć współpracy w strukturach międzynarodowych. Dowództwo nauczyło się, że
do zadań nie można wysyłać zbieraniny ludzi z całego kraju. - Służyło tu 10
tys. naszych żołnierzy. Przeszli lepsze przeszkolenie niż w kraju, na
przykład piloci musieli się nauczyć latać w wysokich temperaturach i
zapyleniu - mówi Tacik. Z Iraku wyniesiemy jeszcze coś cenniejszego: zmieniła
się mentalność żołnierzy. Wielu oficerów uświadomiło sobie, że "wojna nie
zawsze oznacza, iż armia jednego państwa staje naprzeciw armii innego
państwa". Polacy nauczyli się też, że o nasze bezpieczeństwo musimy dbać
także poza granicami kraju.
Zdaniem gen. Tacika, z wojskowego punktu widzenia operacja w Iraku ma dla nas
same plusy. Przede wszystkim to wielki krok w kierunku armii zawodowej. Pod
tym względem Irak był dla nas ważniejszy niż Kosowo czy Afganistan. - Z
wypowiedzi irackich polityków wynika, że poświęcenie polskich żołnierzy
będzie pamiętane również wtedy, gdy po ustabilizowaniu się sytuacji na
pierwszy plan wysuną się sprawy uczestnictwa w rozwoju gospodarczym Iraku -
mówi ambasador RP w Bagdadzie Ryszard Krystosik. Nieoficjalnie w Bagdadzie
mówi się, że tutejszy rząd przekonuje Warszawę, by przedłużyła swoim
żołnierzom mandat w Iraku, oferując intratne kontrakty w przemyśle naftowym i
zbrojeniowym. Oficjalnie o możliwości podpisania takich umów wspomniał
minister obrony Iraku tuż po spotkaniu z ministrem Sikorskim.

Bilans korzyści
Wiadomo, że i Amerykanie, i nowy iracki rząd będą naciskać, by Polacy
zostali. Warszawa chce jednak wiedzieć - za ile? Jeśli inne państwa zmniejszą
liczebność swoich wojsk w Wielonarodowej Dywizji, może to być dywizja tylko z
nazwy. Już teraz bardziej przypomina ona brygadę. Z tego powodu rozważane
jest włączenie regionu, którym dowodzą Polacy, do strefy brytyjskiej. Może to
oznaczać problemy dla naszych żołnierzy. Mówi się, że "za mało jest żołnierzy
do roboty, a za dużo oficerów, którzy czas spędzają na spacerach między
biurkiem a stołówką". Polacy, którzy pojechali nad Eufrat, są solidnie
przygotowani. Książeczki, w których ich instruowano, jak się zachowywać, by
okazywać szacunek arabskiej kulturze, choć w Warszawie wzbudzały kpiny, w
Iraku niejednemu uratowały życie. Irakijczycy docenili m.in. to, że Polacy,
przeszukując domy, nie wchodzą z psami, a kobiety traktują z szacunkiem.
Posiadanie własnej strefy w Iraku podnosi polityczne znaczenie Polski. W NATO
i UE partnerzy muszą się z nami liczyć jako z krajem, który ma znaczący głos
w sprawach Bliskiego Wschodu, a to z kolei stanowi jedną z zasadniczych osi
światowej polityki. Również w świetle deklaracji rządu, iż jego strategicznym
celem jest zapewnienie Polsce niezależności energetycznej, rezygnacja z
polskiej strefy byłaby błędem.
Bilans irackiej operacji wypada pozytywnie. Poza tragedią, jaką są ofiary
wśród żołnierzy, wszystko wskazuje na sens pozostawania w Iraku. Kilkanaście
tysięcy ludzi zaangażowanych w tę operację stanowi solidną podstawę do
zreformowania polskiej armii, tak by była ona rzeczywistym partnerem dla
sojuszników, a nie postsowieckim skansenem.
Skoro polska strefa jest, w porównaniu z innymi, oazą spokoju, dziwi, że nie
wykorzystujemy tego politycznie i propagandowo. Na pewno jest to atut w
rozmowach, które w przyszłym tygodniu będą prowadzili ministrowie spraw
zagranicznych i obrony w Waszyngtonie. Także podczas spotkania Kazimierza
Marcinkiewicza z Tonym Blairem pozytywny bilans naszej misji w Iraku będzie
jednym z niewielu silnych argumentów polskiego premiera.
Wniosek jest jeden: trzeba i warto zostać, ale należy to dobrze sprzedać. Nie
tylko za gotówkę, choć pogardzenie nią byłoby grzechem, ale przede wszystkim
za korzyści polityczne. Na rynku światowej polityki nie mamy zbyt wielu
towarów do sprzedania. Jednym z najcenniejszych jest iracki kontyngent.
Zadaniem premiera i ministrów Mellera oraz Sikorskiego jest doprowadzenie do
tego, by 2,5 roku ciężkiej służby żołnierzy się nie zmarnowało. Decyzja, czy
polskie wojsko zostanie w Iraku, jak zapowiedział w Bagdadzie minister
Sikorski, juz zapadla.



Obserwuj wątek
    • niepowtarzalny4 Bumar wyposaża iracką armię 07.02.06, 09:48
      Bumar wyposaża iracką armię

      Dziki poleciały, niedługo popłyną śmigłowce
      Władze Iraku zdecydowały się odebrać osiem pierwszych śmigłowców transportowych
      przygotowanych przez Bumar. Rządowe naciski w Bagdadzie mają ułatwić polskim
      eksporterom realizację kontraktów za 400 milionów dolarów.

      Prezes Bumaru Roman Baczyński wysłał już do Iraku 22 samochody opancerzone
      Dzik (
      Minister obrony narodowej Radosław Sikorski potwierdził, że podczas niedawnego
      pobytu w Bagdadzie, zabiegał o ułatwienie Bumarowi wykonania zobowiązań
      wynikających z już zawartych kontraktów na dostawy broni i wojskowego
      wyposażenia dla nowej irackiej armii.

      Jak podała Roma Sarzyńska, rzecznik największej polskiej grupy zbrojeniowej,
      przedstawiciele irackiego rządu właśnie dokonali formalnego odbioru pierwszej
      partii nowych śmigłowców zakontraktowanych w Bumarze. To duże helikoptery
      rosyjskiej produkcji. Kolejnych sześć maszyn Bumar ma przygotować dla irackiego
      odbiorcy na przełomie lutego i marca, zapewne na miejsce przetransportowane
      zostaną drogą morską. Oznacza to przełamanie impasu, bowiem przez wiele
      miesięcy od pierwszych dostaw broni strzeleckiej i amunicji, władze Iraku
      odmawiały odbierania zamówionego sprzętu.

      Wyjątek zrobiono dla samochodów opancerzonych Dzik (które w pustynnej wersji
      noszą nazwę Ain Jaria). 22 pierwsze seryjnie produkowane pojazdy przerzucono do
      Bagdadu drogą lotniczą w końcu zeszłego roku. Ich producent, spółka AMZ Kutno,
      w ciągu dwóch kolejnych lat ma dostarczyć siłom porządkowym Iraku 600
      samochodów, wartych, według nieoficjalnych szacunków, ponad 80 mln dolarów. Na
      dostawach dzików zarobią przy okazji zaopatrujący w systemy łączności -
      warszawska prywatna spółka WB Electronics oraz gdyński Radmor.

      Grzegorz Hołdanowicz, szef specjalistycznego pisma "Raport WTO", uważa jednak
      za wyjątkowo niefortunny brak silnej grupy polskich przedstawicieli w głównych
      sojuszniczych zespołach planujących szkolenie nowej irackiej armii. - W ślad za
      ekspertami amerykańskimi czy brytyjskimi idzie do Iraku znane im uzbrojenie, a
      polskie firmy tracą możliwości eksportowe - twierdzi Hołdanowicz.

      Według zapewnień ministra Sikorskiego podczas niedawnych rozmów premiera
      Kazimierza Marcinkiewicza w Bagdadzie obydwie strony zapewniały o gotowości
      wspierania współpracy gospodarczej.

      Irakijczycy zaproponowali powołanie wspólnego zespołu, który oceniłby
      możliwości zaangażowania się polskich firm w branży naftowo-gazowej. - Jesteśmy
      zainteresowani taką współpracą - potwierdza Ministerstwo Gospodarki. Według
      Stanisława Smolenia z zespołu ds. Iraku w MSZ, rząd przygotowuje się do
      reaktywowania wspólnej międzyrządowej komisji mieszanej, koncentrującej się
      przede wszystkim na kwestiach gospodarczych. Na razie w Bagdadzie organizują
      się przedsiębiorcy. Powołali iracko-polską izbę gospodarczą
    • adolf16_bratevy15 Amerykanie nas uzbroją 07.02.06, 09:56
      Czy Amerykanie nas uzbroją

      Czy w dwustronicowym liście, który szef polskiego MON zostawił Donaldowi
      Rumsfeldowi, sekretarzowi obrony USA, jest propozycja darowania spłat części
      należności za samoloty wielozadaniowe? Nikt w Ministerstwie Obrony Narodowej
      nie potwierdza tej wiadomości

      Rzecznik MON Piotr Paszkowski odmawia kategorycznie odpowiedzi, czy w liście
      ministra znalazła się sugestia redukcji spłat należności za samolot
      wielozadaniowy. Zamówienie 48 myśliwców F-16 to dziś największy polski zakup w
      Ameryce. Samoloty warte 3,5 mld dolarów będziemy w fazie produkcji finansowali
      z kredytu przyznanego przez amerykański Kongres. Pierwsze falcony wylądują na
      polskich lotniskach w listopadzie. Wysocy przedstawiciele poprzedniego rządu
      nie kryli, iż spodziewają się nadzwyczajnej pomocy Waszyngtonu przy regulowaniu
      należności za myśliwce. Skonkretyzowane oczekiwania znalazły się w piśmie
      ministra Sikorskiego - takie potwierdzenie można usłyszeć w kręgach bliskich
      MON po ostatniej wizycie szefa resortu w Ameryce.

      Rzecznik MON Piotr Paszkowski woli mówić o oczekiwaniach innego rodzaju: -
      Minister Sikorski mógł przedstawić w USA prosty rachunek. Do tej pory misja
      iracka kosztowała armię ok. 600 mln zł. Gdybyśmy w sojuszniczej operacji nie
      uczestniczyli, przynajmniej część tych pieniędzy zainwestowano by w kraju w
      wyposażenie sił zbrojnych.

      Bazy, tarcza i bezpilotowce
      Amerykanie nie zainwestują w budowę baz wojskowych w Polsce. Kwestia ulokowania
      nad Wisłą elementów tarczy antyrakietowej jest dyskutowana.

      W ubiegłym roku pomoc wojskowa USA przekroczyła milion dolarów. Niemal połowa
      tej sumy pochodziła z tzw. funduszu solidarności, który rekompensuje straty
      poniesione przez kraje współdziałające z Amerykanami w Iraku i Afganistanie.

      Za amerykańskie pieniądze Ministerstwo Obrony Narodowej, chce kupić 6 zestawów
      zwiadowczych bezpilotowych aparatów latających. Armia jeszcze w tym roku ma
      zdecydować, czy kupimy systemy Shadow 200 czy Hunter. Kosztują po kilkadziesiąt
      milionów dolarów.

      Co najmniej trzy lata później, niż planowano, trafią do 13. Krakowskiej Eskadry
      Lotnictwa Transportowego ciężkie transportowce Hercules. Ich modernizację i
      wyposażenie w części zamienne Amerykanie sfinansują z bezzwrotnej pożyczki 75,2
      mln dolarów. Planuje się, iż odnowione samoloty wojsko będzie eksploatować
      przynajmniej przez 15 lat.

      Ile dostaliśmy
      Pomoc wojskowa USA zaczęła się w połowie lat 90. Do 2003 r. Kongres przyznawał
      Polsce bezzwrotne dotacje po 14 mln USD rocznie z funduszu wspierającego
      zagranicznych sojuszników. Warunkiem ich wykorzystania było zamawianie
      amerykańskich produktów. W pierwszych latach kupowaliśmy sprzęt łączności,
      instalacje zwiększające bezpieczeństwo na lotniskach, wyposażenie dla jednostek
      specjalnych. Kilkadziesiąt milionów dolarów wydano na przejęcie dwóch używanych
      fregat i przygotowanie ich do służby pod polską banderą (ORP "Pułaski" i
      ORP "Kościuszko"). Wzrost wartości wojskowej pomocy nastąpił w 2004 r.:
      przekroczyła ona 100 mln USD. Ponad 24 mln MON przeznaczyło na wyposażenie
      jednostek powietrzno-desantowych w 217 amerykańskich samochodów terenowych
      HMMWV. Za prawie 9 mln USD uzupełniono uzbrojenie sił specjalnych. Od początku
      pobytu polskiego kontyngentu w Iraku Waszyngton wydał ponad 300 mln dolarów na
      opłacenie transportu ludzi i sprzętu, a także wyżywienie żołnierzy, dostawy
      wody i paliwa. US Army uzupełniła wyposażenie polskiej dywizji w samochody
      terenowe, ciężarówki oraz specjalistyczny sprzęt do obserwacji i prowadzenia
      działań w nocy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka