Gość: catharsis
IP: *.opole.sdi.tpnet.pl
18.01.03, 20:32
A może tyle energii ile poświęca Bush na parciu do wojny
skupiłby na roli jaką pełni dziś ONZ i jej skuteczności.
Szkoda, że Rada Bezpieczeństwa jest organem gdzie walczy się o
interesy państw, a nie interesy obywateli świata.
W dobie gdzie hasło globalizacja zrobiło karierę na swą miarę
nie rozumiem postawy USA w tym konflikcie.
Gdyby na tym etapie doszlo do wojny, faktycznie nie mielibyśmy
po co mówić o czymś takim jak ONZ.
Czy to znaczy, że instytucja taka nie jest potrzebna?
Mi się wydaje, że wręcz przeciwnie. Niezależnie jaki ten pokój
byłby kruchy należełoby go wspierać rozmowami (pokojowymi).
A teraz doszła jeszcze kwestia Korei. Sprawy międzynarodowe
komplikują się coraz bardziej.
Nie będzie spokoju dopóki groźba nuklearna wisi w powietrzu.
A groźba wisieć będzie dpooki będą rakiety. Nie ważne w czyich
rękach.
I tak kolejne błędne koło.
Czy wojna jest propozycją na jego przerwanie?