dresiasz_w_bm_ce
25.10.06, 21:01
uratowali honor Europy
O pięciu takich, co uratowali honor Europy
Zdecydowana postawa prezydenta Lecha Kaczyńskiego i czterech innych przywódców
wobec Władimira Putina spotkała się z uznaniem w Europie
Polski przywódca nie miał dotąd na Zachodzie dobrej prasy. Tym razem jednak
nawet lewicowy francuski dziennik " Libération" nie szczędzi mu pochwał. Lech
Kaczyński, wraz z premierami Łotwy Aigarsem Kalvitisem, Danii Andersem Fogh
Rasmussenem i Szwecji Fredrikiem Reinfeldtem oraz przewodniczącym Parlamentu
Europejskiego Josepem Borrellem, został zaliczony do grona unijnych
przywódców, którzy "uratowali honor Europy". "Zapamiętajcie te nazwiska! " -
apelowała gazeta.
Chodziło jej o kolację przywódców, która odbyła się za zamkniętymi drzwiami
podczas szczytu Rosja - UE w fińskim Lahti. Jedynie pięciu wymienionych wyżej
polityków miało podczas niej odwagę skrytykować Władimira Putina.
Rosyjski prezydent był pytany m.in. o sytuację w Czeczenii i Gruzji oraz
zabójstwo dziennikarki Anny Politkowskiej. Tym samym plan Francuzów - by
kolacja była świętem "przyjaźni pomiędzy UE a Rosją" i by nic nie zdenerwowało
Władimira Putina - spalił na panewce.
Gdy Borrell oświadczył, że UE nie przehandluje praw człowieka za energię, i
pytał, czy Rosja jest jeszcze demokratyczna, Putin nie ukrywał niezadowolenia.
"Trzeba było interwencji Paryża, Berlina i Rzymu, by kolacja nie zmieniła się
w bójkę na słowa" - napisał " Libération".
- Jedynym, który łagodził ton dyskusji i wystąpił wprost w obronie Putina, był
francuski prezydent Jacques Chirac - powiedział nam jeden z unijnych dyplomatów.
Kamienna twarz Putina
Jak dowiedziała się " Rz", polski prezydent podczas kolacji zabierał głos
dwukrotnie. Mówił o Gruzji, skrytykował projekt budowy gazociągu północnego,
stwierdził też, że jeżeli Europa ma współpracować z Rosją, niezbędne jest, by
partnerów łączyła "wspólnota wartości".
Lech Kaczyński podkreślił, że Rosja musi przestrzegać zasad demokratycznych, a
energia nie może być wykorzystywana jako instrument polityki zagranicznej.
Według informatora " Rz" rosyjski prezydent z "kamienną twarzą szedł w
zaparte". Mówił, że wszędzie dochodzi do mordów na dziennikarzach, że korupcja
w Rosji jest znacznie mniejsza niż na przykład w południowej Hiszpanii, że na
Kaukazie agresorem jest Gruzja i niewykluczone, że Moskwa będzie musiała
interweniować w obronie zagrożonych przez Tbilisi Abchazji i Osetii
Południowej. - To Włochy są kolebką mafii. Nie Rosja - oświadczył. Wczoraj
szef włoskiego MSZ Massimo D'Alema odpowiedział: - Włochy nie przestaną
przypominać Rosji o prawach człowieka i wolności prasy.
Rosyjski prezydent nie stracił jednak panowania nad sobą. Jeden z uczestników
kolacji powiedział " Rz", że Putin robił wrażenie przygotowanego na trudne
pytania.
- Jeszcze przed kolacją nasz premier Aigars Kalvitis mówił mi, że Unia musi
zająć twarde stanowisko wobec Rosji. Podkreślał, że nie tylko Europa jest
uzależniona od Rosji, ale również Rosja od Europy - powiedziała " Rz" Gunta
Sluaga, dziennikarka łotewskiej gazety " Diena".
Uzgodniona krytyka
Nie jest do końca jasne, ilu polityków skrytykowało Rosję. Według Ingrid
Hedstrom ze szwedzkiego dziennika " Dagens Nyheter" było ich trzech. -
Zakładam, że chodzi o prezydenta Polski, przewodniczącego PE i premiera Łotwy,
bo raczej nie o szefów rządów Szwecji i Danii - powiedziała " Rz", powołując
się na osobę z otoczenia premiera Reinfeldta.
Innego zdania jest Erik Hogh-Sorensen, korespondent duńskiej agencji Ritzau. -
Wyraźnie widać było, że Polacy i Bałtowie wyszli nawet poza uzgodnioną
wcześniej krytykę Rosji. A stanęli za nimi premierzy Szwecji i Danii -
powiedział nam dziennikarz, który rozmawiał z premierem Rasmussenem po kolacji
z Putinem.
Według innych źródeł do piątki, która skrytykowała Rosję, należy zaliczyć
jeszcze fińskiego premiera Mattiego Vanhanena, który na początku spotkania
wspomniał też o konieczności wyjaśnienia śmierci Anny Politkowskiej,
represjach wobec Gruzinów i łamaniu praw człowieka w Czeczenii.
- Putin był zirytowany, że usłyszał krytykę, i to krytykę z ust Vanhanena, a
więc uzgodnioną wcześniej przez państwa członkowskie - powiedział nam
dyplomata jednego z państw UE. Według estońskich dyplomatów, z którymi
rozmawialiśmy, również ich premier Andrus Ansip nie szczędził Putinowi
gorzkich słów.