achmedek
27.06.03, 10:20
Jedni sądzą, drudzy zabijają
Są znaną palestyńską rodziną lekarzy, sędziów i... samobójczych zamachowców z
Hamasu. Od początku roku sześciu terrorystów z klanu Kawasme zabiło
dziesiątki izraelskich cywilów.
Mahmoud wysadził się w powietrze w izraelskim autobusie w portowym mieście
Hajfa. Hazem i Muhasin urządzili krwawą łaźnię w jednym z żydowskich osiedli.
Fuad odpalił bombę przytroczoną do paska w centrum Hebronu. Hamza wdarł się
do osiedla żydowskiego i otworzył ogień.
Wszyscy mieli niewiele ponad 20 lat. 43-letni Abdullah zginął w strzelaninie,
kiedy izraelskie siły zapędziły go w zaułek koło meczetu sąsiadującego z
górzystą, rodzinną posiadłością koło Hebronu. Lokalna komórka Hamasu w
Hebronie, kierowana przez konstruktora bomb Abdullaha Kawasme, uaktywniła się
w ostatnim okresie dzięki członkom zacnego klanu.
Koneksje z Hamasem uczyniły z klanu Kawasme główny cel wtorkowej, masowej
obławy na podejrzanych o terroryzm. Tuż przed świtem izraelskie oddziały z
psami chodziły od domu do domu z listą osób do aresztowania. Nad Hebronem
krążyły helikoptery, a transportery opancerzone zablokowały wąskie uliczki.
Tej nocy zatrzymano 130 Palestyńczyków. Podobno 70 z nich należało do
najliczniejszego w mieście klanu Kawasme.
Następnego dnia członkowie klanu gromadzili się w domach, w biurach i na
ulicach w małych grupach, by wymienić się informacjami o aresztowanych
krewnych. "Mojego wuja zabrano w pidżamie, brat przemycił komórkę, mój kuzyn
jest przekonany, że go zaraz wypuszczą, bo nie ma nic wspólnego z
wojowniczymi krewniakami".
29-letni Sufian Kawasme, dentysta, martwił się w swoim gabinecie o młodszego
brata, 24-letniego Ala. - Nie rozumiem, dlaczego go zabrali. Jest żonaty, ma
dziecko, pracuje. Może dlatego, że jest młody. Ale nie ma z Hamasem nic
wspólnego - mówił. Sufian Kawasme zobaczył zdjęcie w lokalnej gazecie "Al-
Quds", na którym rozpoznał Ala w kajdankach, ładowanego do wojskowego
pojazdu.
- Al nigdy nie chodzi do meczetu, nawet w piątki. Gdybym tam był, pewnie też
by mnie wzięli. Klan Kawasme nie wypiera się ani nie potępia kuzynów, którzy
wybrali terroryzm. - To bolesne, ale każdy ma prawo wybrać własną ścieżkę -
twierdzi 60-letni Hashim Kawasme, okręgowy sędzia w Hebronie. Nieskazitelnie
biała koszula i ciemny garnitur pasują do jego roli klanowego patriarchy. -
Nie uchwalaliśmy rodzinnej konstytucji. To ich wybór.
W klanie Kawasme, który liczy ok. 5 tys. bliższych i dalszych krewnych,
podobnie jak w innych wybitnych palestyńskich rodzinach, obowiązuje
niepodważalna zasada solidarności, niezależnie od wyznawanych poglądów. -
Spotykamy się na ślubach i pogrzebach - mówi 31-letni Hamid Kawasme,
wykształcony w USA, który pracuje w biurze gubernatora Hebronu. Niektórzy
spotykają się codziennie, inni w ogóle się nie znają. Członkowie klanu
reprezentują szerokie spektrum polityczne - jedni są religijni i
konserwatywni, inni wybrali zachodni styl życia. Wielu związanych jest z Al-
Fatah Jasera Arafata, wielu z Hamasem.
- Ten, kto wybiera drogę męczennika, nigdy nie próbuje nas agitować, kiedy
rozmawiamy o polityce - twierdzi 29-letnia Aziza Kawasme. Jej młodszy brat
Fuad, zanim wysadził się w powietrze miesiąc temu, nie mówił o swoich planach
podczas rodzinnych spotkań.
/Data: 27.06.03