cepekolodziej
19.03.08, 05:05
Widziałem kiedyś surowe tłumaczenie pewnej książki z jęz.
angielskiego. Ciekawy rozrachunek z kolonialną przeszłością Wielkiej
Brytanii. Nie chciałem wierzyć własnym oczom, więc sięgnąłem po
oryginał. Okazało się, że w wielu miejscach, gdzie autor używał -
celowo - słów/fraz o wydźwięku neutralnym, tłumacz różnicował: biali
zawsze krzyczeli, ciemnoskórzy wrzeszczeli, nawet wyli, biali
tworzyli tłum, ciemnoskorzy przeistaczali się w motłoch. Itd.
Wszystko wbrew oczywistym intencjom autora.
Pojąłem wówczas, że na strony przekładu przelał się światopogląd
tłumacza.
Z czym mamy do czynienia, gdy podobne zabiegi stosują wszystkie
media kraju, także te, które adresują się do czytelnika/widza z
zagranicy?
W najnowszym artykule
tinyurl.com/26m5mm
dziennikarz izraelski Uri Avnery przytacza opinię innego
izraelskiego dziennikarza, Yonatana Mendela, o systematycznym
stosowaniu zróżnicowanej terminologii w opisach zdarzeń związanych z
konfliktem izraelsko-palestyńskim - we wszystkich izraelskich
mediach, z prawa na lewo.
1. Armia izraelska "potwierdza" (confirms), Palestyńczycy "twierdzą"
(claim)
2. Żydzi zostają "zamordowani" (murdered), Palestyńczycy "zabici"
(killed), ew. "znajdują swą śmierć" (find their death)
3. Żydzi zostają "porwani" (abducted), Arabowie "aresztowani"
(arrested)
4. Armia izraelska zawsze "odpowiada na/reaguje" (responds),
Palestyńczycy zawsze "atakują" (attack)
5. Żydzi są "żołnierzami" (soldiers), Palestyńczycy "terrorystami"
(terrorists), albo zwykłymi "mordercami" (murderers)
Itd.
To, oczywiście manipulacyjne abecadło. Ale niezbędne - w procesie
odczłowieczania przeciwnika -