wojciech.2345
22.10.08, 09:11
Dla Rosjan wojna jest erotyczna w głębszym, duchowym sensie. Kult
tragicznej przyjaźni męskiej szerzy „9 kompania”, najbardziej
radziecki z omawianych filmów. Reżyser Fiodor Bondarczuk dedykował
go ojcu, narodowemu artyście ZSRR, twórcy największych epopei
tamtego okresu. Fiodor, godny syn Siergieja, nie krytykuje napaści
na Afganistan. Budzi tylko grozę i gniew na brak troski o żołnierzy.
Imperium wymaga ofiar, lecz kiedy Moskwa każe, trzeba iść na front.
Brak tu prostej refleksji nad rozkazem podboju sąsiedniego kraju.
Pojawia się zaś postać w stylu Rambo wśród mudżahedinów. Napaść była
globalnie usprawiedliwiona w rywalizacji z Ameryką. Ostatniego
żołnierza 9. kompanii bierze w ramiona ojcowska postać generała.
Natomiast o wojnie w Czeczenii wypowiedział się Sokurow filmem
„Aleksandra”. Postać Matki Rosji, jadącej dla jasności na czołgu w
odwiedziny, przygarnia do serca żołnierzy niczym własne dzieci, a
Czeczenkę zaprasza do siebie. Imperializm rosyjski ma odcień
rodzinnej serdeczności.
www.rp.pl/artykul/161568.html
Całość warta przeczytania.