de_oakville
12.01.09, 18:54
12 stycznia 1945 rozpoczela sie radziecka "ofensywa styczniowa",
ktora w blyskawicznym tempie przelamala niemiecka obrone. "Strumien"
radzieckich czolgow szybko "zalal" cale niemal Prusy Wschodnie.
Gauleiter prowincji - Koch, zapewnial wczesniej jej mieszkancow, ze
nigdy zaden zolnierz radziecki nie postawi nogi na terenie
prowincji. Okazalo sie to calkowitym klamstwem. To co dla zwyciezcow
spod czerwonego sztandaru bylo ogromnym sukcesem i powodem do dumy i
radosci, dla niemieckich mieszkancow Prus Wschodnich wygladalo jak
pieklo na ziemi. Strach przed okrutna zemsta (uzasadniony) sklonil
niemal cala ludnosc do panicznej, chaotycznej i beznadziejnej
ucieczki. Opuszczali na zawsze ziemie, ktore ich przodkowie
zamieszkiwali i zagospodarowywali od pokolen. Przy straszliwym
mrozie i w zaspach sniegu. Przy grozbie rozjechania przez czolg lub
ostrzelania przez radziecki samolot (niemieckie samoloty podczas
wojny tez to robily) Byly przypadki, ze w miastach polozonych daleko
od wschodniej granicy prowincji, w ktorych zycie toczylo sie
wzglednie normalnie (np. Elblag/Elbing) pojawily sie czolgi
radzieckie jak "grom z jasnego nieba" i najezdzaly na tramwaje lub
przechodniow. Wszystkie drogi uciekinierow prowadzily do Gdyni
(Gotenhafen) gdzie zacumowane byly ogromne statki mogace ich zabrac
na zachod (po ladzie nie bylo mozna, bo wkrotce "klin" radziecki
dotarl do morza na zachod od Gdanska i uciekinierzy z tego regionu
uciekali na wschod). Inaczej niz w roku 1939 inni zakosztowali co to
znaczy byc zwyciezca, a inni co to znaczy byc pokonanym. Wielu
uciekinierow przedostawalo sie po lodzie zamarznietego Zalewu
Wislkanego i zamarznietej Zatoki Gdanskiej. Kto nie mial szczescia -
utonal.