darima_ka
30.04.09, 20:55
Żył raz pewien lew - król zwierząt,
Który chciał uprawiać nierząd.
I choć mógł mieć sto żon lwic,
Nie chciał z nimi nic a nic!
Niejedna przez niego lwica
Wyła nocą do księżyca,
A on tylko marszczył brew...
Taki to był z niego lew.
***
Matka-lwica ojcu-lwu,
Rzekła z łzami podczas snu:
Mamy syna, niby-lwa,
Co na młode lwice plwa!
Wszystko ma i z wszystkiem tem
Jest jak gdyby nie był lwem?!
A lew-ojciec matce-lwicy
Odrzekł w wielkiej tajemnicy:
Gorszy skandal, sama powiedz,
Bo on pociąg ma... do owiec!
I łzy lali jak wodociąg
Ojciec-lew z mamusią-lwicą.
"Co to będzie, jak go chwycą
Na tym, że ma taki pociąg!?"
***
Jak to było, jeden drwal wie.
Poznali się ludzie na lwie,
I złapali go za rzeczką,
Kiedy romans miał z owieczką!
Tydzień siedział w klatce, aż
Rzekli mu: "Bon voyage!"
I wsadzili na parowiec,
Żeby z dala był od owiec.
A z parowca dali go
Prosto do naszego zoo.
***
Patrzcie, jak mu tutaj źle,
Nic nie pije ani żre
I nie ryczy ani nie czka...
Rzekłbyś, nie lew, a owieczka!
Leży smutny i żałosny.
Kto wie, czy dożyje wiosny.